piątek, 13 lipca 2018

Ckliwie



- Już prawie połowa lipca, a my nawet jednego ujęcia do letniego filmiku nie zrobiliśmy!
- Ciągle czasu brak.
- A tu zboże już prawie wszędzie skoszone...
- Gdzieś wyżej trzeba jechać. Bele i kostki też trzeba uwiecznić.
- Ale nie na płaskim, tylko tak, żeby jakieś pofalowanie, pagórki, widok... A poza tym co? Słoneczniki! To na pewno. 
- I lawendę z rojem motyli!

Umawiamy się na piątek na pierwszą rundkę po okolicy. Znów będziemy jak pseudo filmowcy uzbrojeni w kieszonkową kamerę. Moje pomidory też w sumie nie byle jakie i takie właśnie... letnie.



W czwartkowy wieczór znów gotuję dla moich Gości. W menu risotto z kiełbaską, z młodymi ziemniaczkami i świeżą cukinią, poza tym jajka smażone na truflach i świeża sałata. Połowa dobroci, a nawet więcej to dary lasu i ogródka. Nie jakieś tam sklepowe pseudo bio, tylko prawdziwe eko! Kiedy mieszam risotto powtarzam w myślach samej sobie, żeby zdjęcie zrobić koniecznie przy stole, bo to już nasza przedostatnia wspólna kolacja w tym sezonie. I co? I przypomina mi się o tych zdjęciach dopiero kiedy S. zmywa po wszystkim naczynia. Szlag! Trzeba uwierzyć mi na słowo. Dzieci chwalą, starsi chwalą, tak nam dobrze, miło, swojsko. 
Tak bardzo lubię rozpieszczać Gości przy stole, a takich Gości co zajadają z apetytem... to już w ogóle sama słodycz. 

- Nie jedz tak szybko! - prosi S. 
- Wujek je tak szybko, żeby się najeść zanim mózg wyda żołądkowi komunikat, że ten jest już pełen -  tłumaczy naukowo Tomek. 
Jak by nie było dla mnie to radość, komplement, zaszczyt, bo w sumie... co ja tam wiem o gotowaniu! 



Ledwo przyjechali, a tu zaraz czas "robić walizki", jak to się mawia po włosku. I co ja mam teraz napisać? Że czas za szybko gna? Że to co miłe, szybko się kończy? 
Dopiero co czekałam z utęsknieniem na moment rozpoczęcia ogródkowych prac, a tu już pomidory, cukinie, ogórki. Dopiero co grzałam się przy kominku i zimę stulecia wyklinałam, a teraz tak ciepło, parno, słońce palące. Dopiero co stresowałam się ślubem, telewizją, Tomka egzaminami, a tu już licealista, ślub nowy w przygotowaniu, a telewizja jest jakąś odległą przeszłością. Dopiero co paliliśmy Befanę, czekaliśmy na ogień dla marca, a nim się człowiek obejrzy spłonie strega na stosie nad rzeką Lamone. Goście pojadą, Goście przyjadą. Ckliwie mi dziś i nostalgicznie. Lipca żal, czasu mijającego szkoda, żyjmy dziś, bo jutro kto to wie...
PAKOWAĆ SIĘ to po włosku FARE LE VALIGIE ( wym. fare le walidżie)
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj