sobota, 21 lipca 2018

Troski domowe


Spokój ostatnich dni zakłóca jedna myśl. Co jakiś czas wypływa na powierzchnię i zaprząta głowę, coraz częściej o tym rozmawiamy, ale na rozmowach się kończy. Rozmowy tu niczego nie rozwiążą. 
Dom. 
Co dalej? W styczniu podchodziłam do tematu na spokojnie, teraz jednak w miarę upływu czasu zaczynam się martwić. Wtedy miałam przed sobą 10 miesięcy, teraz czas się skurczył. Lipiec dobiega końca i nim się obejrzymy będzie październik. Jedno jest pewne - trzeba koniecznie znaleźć nowe lokum przed zimą. Nawet jeśli teraz w pomarańczowym domku jest tak miło, jest taras w pelargoniach i ogródek z pomidorami i ziołami i moje glicynie i tyle przestrzeni, to jednak zimą wszystko wygląda inaczej... 


Jakiś czas temu spotkałam A. Kiedy rozmawiałyśmy, A. wyciągnęła rękę w stronę wypiętrzenia skał tuż ponad Lamone i wskazała biały dom, domek..., którego pozycja od zawsze mnie zachwycała. Chyba będzie do wynajęcia - powiedziała i zaleciła, żebym koniecznie go obejrzała. Zaznaczyła wprawdzie, że jest mały, ale ja pomyślałam naiwnie, że słowo mały to pojęcie względne, tym bardziej, jeśli używa go osoba mieszkająca w ogromnym palazzo. A. skontaktowała mnie z właścicielem, przemiłym człowiekiem z nizin i w jeden tych z lipcowych dni rozdzwonionych cykadami wdrapałam się z chłopcami na górę, by nieruchomość obejrzeć. 
Pozycja z tej perspektywy zachwycała jeszcze bardziej, niż podziwiana z dołu, właściciel był jeszcze milszy niż przez telefon, a dom... 
Dom, a raczej domek, domeczek, miniatura dla lalek, okazał tak mały, że nie pomieściłby nawet wszystkich naszych rzeczy, a gdzie tu mowa o innych aspektach wygodnego życia! 


Chłopcy byli zadowoleni, bo przy całym swoim uroku dom miał jeszcze jedną - jak dla nich - poważną wadę. Nie należał do Biforco. Próbowałam wyperswadować, że nie ma już czasu na grymasy, ale oni dalej obstawali i wciąż obstają przy swoim, że Piazza to nie, że J'um Mare tym bardziej nie, że tak naprawdę to tylko Biforco, no... przy ostatecznej ostateczności ewentualnie Vilanzeda. 
Dalej perswaduję, ale też rozumiem. Co poradzić na to, że w Biforco nam tak dobrze?! 


Jest jeszcze jedna nieruchomość, która w tej chwili jest jedynym sensownym rozwiązaniem. Ale właścicielka nie zawitała do Marradi od kilku tygodni. Nie wiem nawet czy oferta wciąż jest aktualna? Czy to na pewno coś dla nas? Chłopcy są na tak, ja chyba też, choć wiem, że to jeszcze nie jest to, czego potrzeba nam do pełni szczęścia. Czy ten dom czy inny to i tak tylko kolejny przystanek przed tym, co może gdzieś tu, kiedyś, zmaterializuje się jako moje własne kamienne mury. 

Tymczasem kolejny lipcowy weekend przed nami. Goście w drodze. Wieczorem festa, na której znów Alpini podają do stołu, jutro jakiś mistrz strzelać będzie do rzutków na stadionie, przez cały weekend trwają feste medievali w Palazzuolo. Upał ma się dobrze, cykady trajkoczą, pomidory dojrzewają ... Buon weekend!

   POZYCJA to po włosku POSIZIONE (wym. pozicjone) 

6 komentarzy:

  1. Pani Kasiu.. proszę się nie załamywać. Wierzę, że los się do Was uśmiechnie i znajdziecie dom w którym będzie się Wam dobrze mieszkać. Proszę nie tracić nadziei! Trzymam mocno kciuki i pozdrawiam serdecznie z w końcu słonecznej Pszczyny 😚

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu a tu gdzie jestescie, nie mozecie zostac? Kasia praska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możemy tylko nie chcemy, dom bardzo podupadł przez te 5 lat i wymaga już gruntownego remontu.

      Usuń
  3. Trzeba czekać, nie poganiać czasu. Za kilka lat, a to jak czytam następuje coraz szybciej i już niedługo, chłopcy się wyprowadzą a dom pozostanie aż do starości. Więc niech będzie ten jedyny wymarzony, nie z łapanki bo okazja w okolicy...
    C-ó

    OdpowiedzUsuń
  4. Kaisu, z wlasnego doswiadczenia wiem, ze to co miłe , zaskakujace i czekajace na nas - stoi za rogiem.Tylko MY do tego rogu jeszcze nie dotarlismy. Tak sie potoczyły moje ostatnie miesiace na zielonej wyspie, splot roznych okolicznosci, zdarzen , rozmowy z przypadkowymi lub " chwilowo uspanymi" z braku czasu znajomymi , sprawily ze sprawy mieszkaniowe i nie tylko -same sie gladko rozwiazaly. Czasem sama sie zastanawialam , czy to przypadek , czy to moj aniol stróz?? ktos lub cos wyciagalo do mnie reke i mi pomagało :) . Jestem pewna Kasiu, ze tak tez potocza sie Wasze sprawy ; poczekaj , rozmawiaj , słuchaj i otwieraj oczy ... Wasz dom gdzies na Was czeka :) .Tym optymistycznym akcentem przesylam buziaki ! Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. Głupio mi było pytac jak sie maja sprawy nowego domku, a tu proszę - sciągnełam myslami....
    Nieraz tak jest, ze nasze plany nie sa nam pisane, ze trzeba je odlozyc i z zacisnietymi zebami przetrwac tygodnie czy miesiace rzeczywistosci tu i teraz. Nic na silę - na pewno COŚ sie znajdzie odpowiedniego!
    TYrzymam kciuki!
    czekolada

    OdpowiedzUsuń

Drukuj