wtorek, 8 maja 2018

Krótkie relacje o świcie


Wracam ostatnim pociągiem i wyruszam jak tylko wstanie świt. Tak będzie jeszcze dziś i jutro, a potem oddech. O tym co mnie w tych dniach tak bardzo zajmuje opowiem już po wszystkim. Jednak już dziś mogę Wam zdradzić, że przy okazji dowiedziałam się o Florencji wielu nowych ciekawostek i oczywiście, kiedy to wszystko się skończy, chętnie się nimi podzielę. 
Tymczasem życie w Kamiennym Domu toczy się prawie normalnie. Chłopcy przy pomocy Mario dają sobie radę i witają mnie okrzykami radości, jakbyśmy się tydzień nie widzieli. Dla mnie to trochę tak właśnie jest. Żal mi, kiedy nie mogę zasiąść z nimi do kolacji i słuchać paplaniny o szkole, naukowych ciekawostkach, lokalnych sensacjach i o tym wszystkim czym się chłopcy zawsze przy stole dzielą. To taki nasz czas, zawsze. 
Z drugiej strony to, w czym teraz mogę uczestniczyć, jest czymś zupełnie nowym, nową przygodą, nowym doświadczeniem. 
Czas znów mnie nagli, więc jeszcze na dzień dobry pokażę Wam kaczki, które rosną jak wariatki.


- Mikołaj nie męcz ich - prosi co jakiś czas Tomek. 
- Ja ich nie męczę! Ja je tulę! - odpowiada zawsze tak samo Mikołaj, który rzeczywiście dla kaczych sierot stał się "pierwszym tulącym". 
Po puchatych kulkach niestety ie ma już śladu. Kuperki się utłuściły, piersi napęczniały, a na ogonie zarysowały się pierwsze prawdziwe piórka. Nie tylko dla nas czas jest bezlitosny, z kaczkami obchodzi się jeszcze gorzej...

DOBREGO DNIA!

PIEŚCIĆ, PRZYTULAĆ - COCCOLARE (wym. kokkolare)

1 komentarz:

  1. Kaczusie przepiekne. Uratowaliscie dwa male stworzatka. Pewnie rozstanie nie bedzie latwe, ale hej, ich "domem" jest Lamone, a Lamone jest "Wasza":)
    Pozdrawiam
    Malgosia Neuss

    OdpowiedzUsuń

Drukuj