niedziela, 6 maja 2018

Jak nie kochać?


Tak jak ciasto na pizzę, kiedy za bardzo wyrośnie i zaczyna wychodzić z misy, tak dolina Lamone wykipiała zielenią. Ostatnie deszcze i ciepło jeszcze bardziej tę zieleń podsyciły. Nie mieści się w ryzach, pochłonęła domy i rzekę. Całe miasteczko dosłownie zatopione jest w zieleni.
Szłam do Marradi w sobotni ranek i z zachwytem przystawałam co kilka kroków, żeby oczy spokojnie nacieszyć. Jak tego  wszystkiego nie kochać?


Jak nie kochać lip w świeżej zieleni, pod którymi można schronić się przed wiosennym deszczem. Lip, które malują drogę na Cardeto. Lip, które przeglądają się w Lamone jak w lustrze... 
Jak nie kochać czerwonych dachów, mostu, murów klasztoru, kwiatów, które Sandra wystawia przed swoim sklepem i lwa trzymającego się kurczowo masztu? Jak nie kochać gór, niemych strażników, które otulają miasteczko i chronią przed wielkim światem?


Zieleń to nie wszystko! Maki na wątłych nóżkach wyrastają nawet spomiędzy kamieni w murze. Santa Barbara w fioletowych irysach, ostatnie glicine oplata stare furtki i kładzie się na omszałych dachach.


W Marradi trwa konkurs fotograficzny. To dlatego wędrowałam pół soboty z Nikonem na szyi. Szukałam odpowiednich ujęć, jednak zamiast nich wypełniłam kartę pamięci wzruszeniami i wciąż niegasnącymi zachwytami. Na konkurs jeszcze coś znajdę, a tymczasem życzę Wam dobrej niedzieli i zostawiam z ujęciami kipiącej zieleni, soczystej doliny, Marradi amore mio...


2 komentarze:

  1. Mój Boże , napatrzeć się na to piękno nie mogę! Jak tu nie kochać tego miejsca! Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie Pani Kasiu.Życzę wygranej w konkursie.I jesli mogę spytac(nie chcę być bachalna)Jaka jest nagroda za wygrana?Pozdrawiam Aneta.K

    OdpowiedzUsuń

Drukuj