Dom z kamienia

Nowy wirtualny Dom z Kamienia

środa, stycznia 22, 2025

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Praca nad nową stroną zaczęła się rok temu. Przy natłoku zajęć zarówno moich jak i projektanta, nie było możliwości, żeby się uporać z tym wcześniej, choć pierwotnie miałam nadzieję, że ta premiera nastąpi już jesienią. Wyobrażam sobie, że wielu Czytelników pokręci nosem i nie pochwali tej zmiany, bo wszyscy przyzwyczajamy się do starego i zmiany bywają trudne. Ja sama dostaję szału, kiedy Skype czy Instagram zmieniają interface. Dlaczego zatem porwałam się na tak generalny remont Domu z Kamienia - choć w tym przypadku to nawet nie remont, tylko kupno nowego domu, jak przejście z wynajmowanego na własne...

Zaczęłam pisać blog w 2012 roku. Szybko to pisanie stało się moim codziennym rytuałem - tak jak już wiele razy przez te lata tłumaczyłam - miało był próbą przed wydaniem własnej książki, sprawdzeniem, czy ktoś w ogóle będzie zainteresowany tym, co mam do opowiedzenia, czy moje pisanie będzie się podobać. 

Szybko w blogowanie zaangażowałam się całym sercem i nim się zorientowałam, przeszło w fazę pracy na pełen etat. Na początku miało mi pomóc radzić sobie z tęsknotą za Italią, ale kiedy już Italia stała się moim domem, z tego blogowania zrobiła się telenowela i kronika zapisków z włoskiej ziemi, w której przewijają się smutki i radości dnia codziennego, sukcesy i porażki zarówno moje jak i dzieci, zwykłości - jak kwiatki, deszcz czy pomidory z ogródka. Poza tym są opowieści o miejscach, o ludziach, o zwyczajach, o języku, o literaturze, o muzyce, o sztuce, kuchni. Są retrospekcje z dawnych czasów oraz marzenia i plany na przyszłość. 

Praca dzięki, której mogę się utrzymać, po sezonie zajmuje mi 8 czasem 9 godzin dziennie. W sezonie dochodzą do tego turyści, sesje zdjęciowe, opieka nad trzema apartamentami wakacyjnymi, czasem śluby. Poza tym piszę książki - mam nadzieję, że ta czwarta nie będzie kazała długo na siebie czekać. I w końcu jest blog - stworzenie wpisu każdego dnia to kilka godzin. Sama tak się teraz zastanawiam jak to wszystko mi się spina? 

Oczywiście często zarywam noc - nie inaczej było dziś, kiedy dzień zaczął się już o 3.30. Codzienne blogowanie, jeśli ma być opatrzone zdjęciami, jeśli ma być czymś więcej niż jednym byle jakim zdaniem, jest naprawdę pracochłonne. Wpis to nie tylko wystukanie słów na klawiaturze. Czasem, żeby pojawiły się słowa, najpierw muszą być wyprawy, wystawy, spotkania, przedreptane kilometry, dziesiątki zdjęć, musi być przy tym uważność, refleksja i skupienie. 

Kiedy powstaje wpis, który jest też przekazaniem wiedzy na temat miejsc czy artystów, dodatkowy czas to douczanie się, zgłębianie, czytanie źródeł, poszukiwanie wiarygodnych informacji. Powiedzmy sobie wprost - blogowanie jakie sama wybrałam, to praca na pełen etat. 

Nie zaczęłam robić tego dla pieniędzy, tylko z potrzeby serca i nadal ta potrzeba serca jest i będzie na pierwszym miejscu. Dom z Kamienia na pewno nigdy nie będzie miał wpisów w stylu "dziesięć miejsc, które trzeba zobaczyć we Florencji", "piętnaście nadmorskich miejscowości na wybrzeżu Adriatyku", czy "dwadzieścia najlepszych pizzerii w Toskanii". To nie ten rodzaj bloga. Wolę pozostać wierna samej sobie i pisać w moim własnym stylu. Jednocześnie mam nadzieję, że nowa strona otworzy możliwości nowych działań, że dam sobie szansę na nową współpracę i wreszcie to, co robię, będzie bardziej widoczne. 

Nie ma nic złego w tym, jeśli to moje pisanie, zaangażowania, zacznie też przynosić korzyści materialne? Nikomu tym krzywdy nie zrobię, a mnie samej i dzieciom mogę ułatwić życie - jeśli oczywiście się uda! Gdyby blog pozostał w takiej formie jak dotychczas, o takiej szansie nie mogłabym nawet marzyć. Prawa internetu są bezlitosne. Ta zmiana była po prostu konieczna. 

Po 13 latach można powiedzieć, że doczekałam się porządnego wirtualnego Domu z Kamienia - na początek przynajmniej tego. 

Zmienia się szata graficzna, zmienia się prezentacja tego, co robię, ale blog i codzienne pisanie, choć w nowej szacie, nadal pozostaną bez zmian. Jeszcze przez jakiś czas będę pisać na dwa fronty, testując czy nowa strona daje radę - dlatego wciąż zakładka blog będzie odsyłała pod stary adres. Za jakiś czas tutaj pozostanie tylko archiwum, a moja działalność będzie się już rozwijać na nowym. 

Dziś zapraszam Was zatem oficjalnie w nowe progi (adres jeszcze roboczy) www.start.domzkamienia.com. Klikajcie, testujcie, komentujcie i rozgośćcie się. Jeśli wyłapiecie błędy, niespójności - piszcie śmiało. Na pewno są takie we wpisach, bo w ostatnich miesiącach nie zawsze miałam czas, żeby wszystko sprawdzić, kiedy kopiowałam tekst i zdjęcia. Bardzo jestem ciekawa Waszej opinii, liczę też na zrozumienie i na to, że nadal będziecie mnie odwiedzać.

Pięknego dnia!

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Świt 22 stycznia w Biforco



Dom z kamienia

Przeprowadzkowa rocznica - czyli cztery lata Za Rzeką

sobota, listopada 09, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
 
Nawet się nie zorientowałam, że oto właśnie minęły cztery lata Za Rzeką. Olśniło mnie dopiero - nie wiedzieć czemu - w piątek popołudniu, kiedy przechodziłam przez biforkowy most i popatrzyłam na powiewające za moim oknem prześcieradło. Zatrzymałam się i przez moment jak kibic śledzący mecz tenisowy popatrzyłam to na jeden dom, to na drugi i jeszcze raz i na wspomnienie przeprowadzkowych trudów niemal poczułam ból wszystkich mięśni. 

Byliśmy wtedy wykończeni! Wydawało nam się, że to przenoszenie nigdy się nie skończy, torby i pudła jakby rozmnażały się w jakiś niewyjaśniony sposób... Zdecydowaną większość klamotów przenieśliśmy pieszo własnymi rękami. Wędrowaliśmy tym mostem w te i nazad jak mrówki w transie. 

Pamiętam wszystko jakby to było wczoraj, i kolację na krzesłach i to wracanie po sól do starego domu i pierwszą noc na podłodze i delfiny z pierwszego snu i oto nagle okazuje się, że to już cztery lata minęły... 
Odkrycie roku - czas gna jak głupi! 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

W Domu Za Rzeką dorosły dzieci - to znaczy wydoroślały już oficjalnie na papierze, a jedno nawet gniazdo biforkowe opuściło. Ja natomiast wypuściłam z rąk trzy książki i czekam na moment, kiedy wyfrunie wreszcie czwarta. Wydarzyło się wiele dobrego, ale też wiele trudnego oraz zwroty akcji, o jakich nie śniło się filozofom... Poza tym przeżyliśmy tu drugą część pandemii, kataklizm osuwisk i trzęsienie ziemi - i takich atrakcji wolałabym już nie mieć. 

Kuchnia w Domu za Rzeką zyskała chyba miano kultowej, bo wiele osób przekraczając niepewnie nasz próg wzdychało - "och! To TA kuchnia!" Tak sobie dziś myślę, że tych odwiedzin było całkiem sporo jak na jedną skromną blogerkę z aspiracjami do pisarki. 

W czasach Za Rzeką narodziły się nowe znajomości, ugruntowały się stare przyjaźnie, ale też zweryfikowały się przyjaźnie fałszywe. 

Mam nadzieję, że kolejne cztery lata tutaj będą łaskawe, byłoby miło, gdyby życie zechciało pleść się dalej bez większych problemów.  

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Jeśli wszystko potoczy się zgodnie z planem - tego nigdy do końca się nie przewidzi - w następnym roku opustoszeje kolejny pokój. Pewnie rozsądniej byłoby wymienić wtedy lokum na mniejsze, ale dziś mam poczucie, że moje miejsce jest właśnie tu i na zmiany nie mam ochoty. Zobaczymy, co się przez kolejne cztery lata wydarzy...

Tymczasem wstaje kolejny nowy dzień. Listopad ma się pięknie. Wczorajszy krótki spacer po apenińskiej łące, był jak uczta dla duszy i oczu. O tej porze, kiedy w powietrzu rozciąga się mglisty woal, krajobraz przypomina ten z romantycznych obrazów. Mając przed sobą taki widok nie trzeba mieć fantazji, wystarczy być rzemieślnikiem z wprawną ręką i dobrym warsztatem, żeby przenieść to wszystko na płótno - tak jak jest, nic nie zmieniać. 

Dobrego dnia! 

TAK JAK JEST to po włosku COSÌ COM'È

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej


Dom z kamienia

Kwiaty się śmieją, historie piszą, a marzenie trwa...

czwartek, maja 30, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

- Widziałaś kiedyś śmiejące się kwiaty? - Mario zatrzymał się nad kępką margerytek i zaraz poszedł dalej. 
Zatrzymałam się i ja w tym samym miejscu. Margerytka rzeczywiście uśmiechała się od ucha do ucha - to znaczy uśmiechałaby się od ucha do ucha, gdyby miała uszy.  

Po porannych lekcjach uporałam się z zakupami i obiadem dla Mikołaja i "zamknęłam sklep". Po raz pierwszy od dwóch miesięcy miałam ponad pół dnia wolnego TYLKO dla mnie. Niestety nie było możliwości, żeby wyskoczyć nad morze, tak jak miałam nadzieję w zeszłym tygodniu, ale Mario przedstawił kuszącą kontrofertę, na którą nie mogłam nie przyklasnąć. Ucieszyłam się już na samą myśl o popołudniu nad szmaragdowym jeziorkiem w dolinie Acerrety. Obawiałam się tylko, że Mario, który zawsze musi mieć coś do roboty, będzie się nudził, kiedy ja ucieknę w mój literacki świat. 

- Ja wezmę wędkę i nie będę marudził - zapewnił po moich obawach - a ty sobie czytaj, czy rób co chcesz.  

Tak bardzo potrzebowałam mieć egoistycznie niezajęte tym razem przez nikogo myśli.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Skakałam między lekturą i pisaniem. Już w drodze Mario uraczył mnie całym wachlarzem marradyjskich opowieści. Historie były i śmieszne i rubaszne i sprośne i abstrakcyjne i wzruszające, zupełnie jakby opowiadał mi jakiś film, a nie prawdziwe życie. Znów wpadłam w panikę, że zanim dojedziemy na miejsce, zanim dopadnę do notesu, połowę tych historii zapomnę. 

Czytałam więc grzejąc się w majowym słońcu i co chwilę przerywałam, żeby kolejną historię zapisać w Makowym Notesie. Musiałam też koniecznie opowiedzieć sama sobie, o krótkich odwiedzinach w wiejskim domu. To było coś z innego wymiaru, trudno byłoby o bardziej zaklęte rewiry... 

Mario chciał być tym razem wyjątkowo poprawny i nim rozłożyliśmy się nad jeziorem, zatrzymał Rangera przed domem właścicieli rozległego terenu, żeby zapytać, czy nie mają nic przeciwko. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Oczywiście nikt nie protestował, ale nim ruszyliśmy dalej, przykazali koniecznie wstąpić na kawę. 

Było akurat po obiedzie. Na wiejskim stole leżały dwie połówki toskańskiego chleba, kilka plasterków swojskiej wędliny i torebka słodkości. Przez chwilę zamyśliłam się nad tym ile taka spracowana rodzina zjada dziennie chleba. W kuchni czuć było przyjemne ciepło pełne sytości i zakradającej się powoli senności. Zaraz wylądowały przed nami naparstki aromatycznej kawy. Gospodarze wypytali o Mario nowy dom, o wujka, który zmarł niedawno i o najstarszą ciotkę, a potem olśniło ich, że ja to przecież ta dziewczyna, która przez kilka lat mieszkała kiedyś w Casaluccio... 

Siedząc tam, przy tym stole, uświadomiłam sobie po raz kolejny jak niezwykłe przywileje podarowuje mi życie. Można przyjechać do Włoch, można usiąść w zacnej restauracji, pojechać na Capraię, przejść korytarzem Vasariego (jak już otworzą), zwiedzić co się komu żywnie podoba - wszystko to tylko kwestia czasu i pieniędzy. Jednak są takie rzeczy, których za żadne pieniądze się nie kupi. Tym czymś są na przykład otwarte drzwi wiejskich domów i wejście na krótką chwilę w życie zwykłych Włochów. 

W tamtym momencie, w tamtej kuchni, przy stole nakrytym ceratą, na której walały się okruchy toskańskiego chleba, wszystko wydało mi się jeszcze bardziej niezwykłe i inspirujące.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Dzień nad jeziorem w ogóle był niezwykły jeszcze zanim dotarliśmy do doliny Acerrety. Potem był tylko relaks z ważką przycupniętą na skraju koca, ze słowami podkreślonymi ołówkiem, ze słońcem, szmaragdem, szmerem i słodyczą ginestre wiszącą w powietrzu. 
I na koniec jeszcze porcja wzruszeń... 

Kiedy w drodze powrotnej Ranger terkotał zmierzając znów do Marradi, zatrzymaliśmy się przed Domem z Kamienia - TYM Domem z Kamienia. Kto zagląda tu od wieków, ten na pewno pamięta pierwszą wizytówkę bloga. Dom, który kiedyś należał do zmarłego niedawno wujka Mario był moim zmaterializowanym snem, marzeniem, mrzonką, fatamorganą.  

-  Pięknie go odnowili. Pamiętam jak przyjechaliśmy tu pierwszy raz. Mówiłeś, że to brzydki dom, a dla mnie już na zawsze będzie tym kamiennym domem. Jaki jest tytuł mojego bloga?
- Casa di Pietra - uśmiechnął się. 
Rozejrzeliśmy się chwilę po obejściu, sfotografowaliśmy maki, złote łany zboża i zaczęliśmy rozczulać się nad dawnymi czasami. 
- Nie ma już tego murka, o który się opierałem, kiedy byłem mały. Tyle wspomnień... 

Mario wziął ode mnie Nikona i przykazał stanąć w zbożu. Zaraz też zerwał kilka fioletowych polnych kwiatów i wcisnął w ręce. Déjà vu... Znów mam pięć lat, znów pozuję do zdjęcia ściskając w palcach polne kwiaty. Zmieniła się tylko geografia...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w ToskaniiDom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Patrzyłam na kamienny dom i uśmiechałam się do wielkich marzeń. Kto wie... Może gdzieś, za którymś zakrętem stoi ten, o którym będę mogła powiedzieć: MÓJ DOM Z KAMIENIA.

To był bardzo dobry dzień. Niby nic, niby prostota, a jednak bardzo wielkie coś. 

Pięknego dnia!

PROSTOTA to po włosku SEMPLICITÀ

Dla tych, którzy lubią ruchomy obraz: ROLKA SIELSKA, WIEJSKA.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii

Dom z kamienia

Jedna łąka, dwa domy i jedno marzenie

czwartek, lutego 22, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

O tym, jak Apeniny odsłoniły przede mną jeszcze jeden skarb, czyli kolejna łąka z widokiem, na której już nie jeden kamienny dom, ale nawet dwa oraz o tym, jak toskańskie marzenie o Domu z Kamienia ma się dobrze.

- No to gdzie? - zapytał Mario, kiedy już minęliśmy Biforco.
- Nie wiem... Może w kierunku Badii? - odpowiedziałam bez przekonania. Nie dość, że oderwałam Mario od jego zajęć, to jeszcze nie miałam pomysłu na spacer.
- Przecież nie chciałaś po asfalcie.
- No nie chciałam...
- To może na Monte Colombo? - złożył kontrofertę. 
- Może być... Vai na Monte Colombo! 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Monte Colombo aż tak mnie nie "rusza", bo byliśmy tam milion razy i nie jest to na pewno topowa dziesiątka moich ulubionych - wśród najbliższych - destynacji. Jednak dla rozprostowania nóg i pooddychania, dobre i to. Nie można marudzić. Trudno w tygodniu oczekiwać spektakularnych wojaży, zwłaszcza jeśli człowiek żyje z zegarkiem w garści. Jakby nie było, szutrowa droga w górach jest lepsza od asfaltu w dolinie.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Kiedy jednak dojechaliśmy do miejsca, w którym zwykle zostawiamy Rangera i gdzie rozchodzą się szutrowe drogi, Mario zaproponował, żeby obrać inną trasę. Wskazał na drogę zamkniętą szlabanem, którą ja - jakimś cudem - jeszcze nie szłam. Na zachętę dodał, że na górze jest kamienny dom...
Przyklasnęłam bez wahania, bo raz, że pod górę, a dwa, że Dom z Kamienia. Pełnia szczęścia.  

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Szliśmy powoli, bo droga im wyżej w górę, tym piękniejszymi widokami mamiła. Rozciągała się przed nami panorama na Lavane, na Monte Gianni, na Monte Rotondo i na Castellone, który niknął coraz niżej w dole.
- Już mi się podoba! - Oceniłam zanim jeszcze dotarliśmy na górę. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Mario, jak się wkrótce okazało, pamiętał to miejsce piąte przez dziesiąte, czyli tak bardzo tyle o ile i sam też, kiedy rozlała się przed nami soczyście zielona łąka z domem na środku, zaczął mi wtórować w poetyckich peanach. 

- W takim miejscu jako pierwszy widzisz narodziny słońca i jako ostatni się z nim żegnasz, a to wzniesienie od północy chroni cię od okropnego "vento di sotto". Coś nieprawdopodobnego!

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Okazało się, że kamienny dom nie był sam. Na apenińskiej łące przycupnęły dwa kamienne domostwa. Drugi dom stał na przeciwległym jej krańcu.
- Popatrz na łąkę i drogę! Przypomina bardzo Dom Medyków, czyż nie? 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Marzę o toskańskim Domu z Kamienia - niezmiennie już od 17 lat. Marzę coraz częściej po cichu, żeby nie zanudzić, bo i tak wie o tym już każdy apeniński kamyk, kwiatek i krzak, każdy motyl, każda pszczoła, nawet jaszczurki umykające w popłochu spod moich stóp. 

W takich miejscach jednak to marzenie zawsze rozpala się mocniejszym ogniem. 

Dom w moich marzeniach jest prosty, zwyczajny, wiejski, żadne tam wille Michała Anioła, nie Chianti, nie żaden instagramowy anturaż nastroszony cyprysami, ale właśnie taki skromny, bezpretensjonalny dom na ukrytej w dziczy apenińskiej łące, żebym zawsze miała na wyciągnięcie stopy plątaninę niezadeptanych szlaków i nie zakłóconą niczym przestrzeń. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

W takich miejscach, jak to wczorajsze mam zawsze coś na kształt déjà vu. Jakbym te domy już gdzieś widziała... 
To oczywiste! Jakkolwiek górnolotnie to zabrzmi - widziałam je niezliczoną ilość razy w moich snach. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Spacer bez wielkich oczekiwań okazał się kolejną codzienną wspaniałością! Jeszcze raz z "niczego" wyszło coś wielkiego. Mam nadzieję, że kiedyś, za iks lat, uda mi się to moje marzenie wypracować, wydreptać, zmaterializować kamień po kamieniu na jednej z tych zachwycających apenińskich łąk. 
Pięknego dnia!

NIEZLICZONE to po włosku INNUMEREVOLI 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej o życiu w Toskanii

Dom z kamienia

Trzy lata Za Rzeką...

niedziela, listopada 05, 2023

Dom z Kamienia za Rzeką, polska blogerka w Toskanii

Toskania nie zdążyła się jeszcze podnieść z kolan po Ciaranie, a tu w natarciu nowy wicher i deszcz tym razem pod latynosko brzmiącą nazwą - Domingos. Nie mam jednak siły pisać o trzęsących się szybach w oknach, burej rzece i ołowianych chmurach nad Apeninami, bo już nawet ja sama mam dosyć własnego trajkotania o pogodzie. Mam wrażenie, że zamieniłam się w pogodynkę... 

Dlatego dziś nie o pogodzie będzie, a o bardzo ważnej rocznicy. 

5 listopada dokładnie trzy lata temu po raz pierwszy położyliśmy się spać w Domu z Kamienia za Rzeką. Wydaje się tak niedawno, a to przecież ładny kawałek czasu, bardzo intensywnego czasu. 

Nasza przeprowadzka była bardzo dobrą decyzją. Przede wszystkim skończył się ból wiecznego zimna i wilgoci, która w ostatnim roku przed przeprowadzką dała nam szczególnie w kość i przede wszystkim było to zdecydowane odciążenie dla kieszeni...  

Trzy lata temu po kolejnym dniu ganiania z pudłami, przepinania internetu, szaleństwa, padania na twarz ze zmęczenia, zjedliśmy pierwszą kolację w nowej kuchni. Za stół posłużyły nam krzesła, bo już nikt nie miał siły tarabanić naszego dębowego tavolo, który waży pewnie pół tony. 

Pamiętam, że kotłowały się we mnie różne emocje - od ekscytacji z bycia w nowym miejscu do poczucia winy, bo jednak byłam trochę jak ten szczur, który uciekał z tonącego statku, jak zdrajca, który po siedmiu latach porzucił towarzysza "niedoli". 

W Domu z Kamienia za Rzeką wydarzyło się wiele przez ostatnie trzy lata. Tomek skończył liceum, zdał maturę i w końcu wyprowadził się do Bolonii, Mikołaj dorósł i nim się obejrzę i on w świat wyfrunie. Ja przeżyłam zdrowotne chwile grozy, wydałam trzy książki - wychodzi jedna książka na rok, pracuję intensywnie nad czwartą, próbuję rozwijać skrzydła w różnych dziedzinach, pracuję jak wariat, staram się rozkręcić youtubowy kanał, założyłam dwie fejsbukowe grupy - Sekrety Florencji i Trekking we Włoszech, coraz lepiej wychodzi mi walka z własną niepewnością i wreszcie mam nadzieję, że uda mi się plan o dużych blogowych zmianach, który kształtuje się w mojej głowie od kilku miesięcy, przekuć w czyn. 

Dom z Kamienia za Rzeką był (i nadal jest) bezpiecznym schronieniem w czasie burz i wichrów, dał ciepło w czasie mrozów, bryzę od rzeki w letnie upały, piękny widok każdego dnia, wytrzymał trzęsienie ziemi, gościł Mamę, Świtę, Przyjaciół, zapraszał do stołu bliższych i dalszych znajomych. Mam nadzieję, że tak będzie dalej... 

Staram się przymykać oko na jego niedoskonałości - na okno w łazience w opłakanym stanie, na wannę, która nie grzeszy urodą... Skupiam się na tym, co w tym domu kocham, a do kochania jest przecież dużo. Sercem "Domu z Kamienia" jest kuchnia - duża i jasna, o jakiej zawsze marzyłam, lubię też moją sypialnię, która stała się dla mnie prawdziwym królestwem i spełnieniem dziecięcego marzenia o własnym pokoju. Kocham ten skraweczek ogrodu z mimozą, szczęślinem i złotodeszczem, kawałek ziemi, który służy cieniem albo słońcem, na którym dojrzewają latem pomidory i gdzie rozpanoszyły się mięta i rukola. 

Ostatnio pracując nad książką i wertując własne zapiski miałam przy okazji przegląd refleksji na temat mojego marzenia o prawdziwym Domu z Kamienia. Ono faluje we mnie jak matematyczna sinusoida. Czasem myślę sobie, że ten wirtualny Dom z Kamienia w zupełności mi wystarczy i w sumie mogę się do końca życia tułać po wynajmowanych domach, ale zaraz za tym idzie tęsknota za własnym kątem, który mogłabym urządzić po swojemu, który byłby moją bezpieczną stabilną przystanią... 

Staram się nie myśleć, że ten prawdziwy własny dom jest w sferze marzeń nierealnych. Sama już sobie kiedyś udowodniłam, że nawet to, co jednego dnia wydaje się nierealne, za jakiś czas może stać się rzeczywistością. Kto wie, co przyniesie przyszłość. Jeśli napiszę jeszcze kilka książek, które - jak żartuje Tomek - staną się bestsellerami New York Timesa - to w końcu na cztery kamienne mury i dach uzbieram? Wszystko się może zdarzyć... 

Dziś chciałabym sobie życzyć, żeby kolejny rok Za Rzeką przyniósł tylko to co dobre. Na początek mógłby się wiatr uspokoić, żebyśmy z Przyjaciółmi, którzy dotarli do Marradi późnym wieczorem mogli spędzić spokojny i radosny czas. 

Pięknej niedzieli.

WYDARZYĆ SIĘ to po włosku ACCADERE 

bluzka: www.madame.com.pl

Dom z kamienia

Taki jeden Dom i zbiory w pełni lata

środa, sierpnia 02, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Kilka dni temu pojechaliśmy na spacer do Lutirano. Zupełnie niespodziewanie okazało się, że mam wolne popołudnie i zaraz rzuciłam temat spontanicznej wyprawy. Szczerze mówiąc miałam nadzieję na nieco dalsze wojażowanie, ale Mario chyba akurat nie miał wtedy weny. 

Pod pretekstem znalezienia pola słoneczników w rozkwicie, co oczywiście było misją skazaną na porażkę, bo większość kwiatów już przekwitła lub jest na dobrej drodze ku temu, przejechaliśmy przez pagórki oddzielające Brisighellę od Modigliany. Niechcący przetestowaliśmy też nową drogę, którą jakimś cudem do tej pory omijaliśmy. Zjechaliśmy w dół do doliny i na nowo załamaliśmy ręce nad zniszczeniem majowym, którego skutki mieszkańcy tych stron jeszcze długo będą usuwać. Skalę tego zjawiska można zrozumieć tylko kiedy zobaczy się to na własne oczy.

W końcu zatoczyliśmy koło i dotarliśmy do wspomnianego Lutirano. Mario zaparkował Rangera tuż obok Domu z Kamienia... Tamtego Domu z Kamienia. Ktoś go jeszcze pamięta?

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
 
Ja sama nie pamiętam czy zobaczyłam go po raz pierwszy w 2008 roku, czy w 2009, ale zakochałam się bez pamięci i wtedy to moje marzenie o przeprowadzce do kamiennego domu przybrało konkretną formę. Jego wizualizowanie stało się łatwiejsze, bo dostało gotowy wzór.

A potem zaczął się pisać blog "Dom z Kamienia" z nadzieją, że ten kiedyś zmaterializuje się w postaci książki. Dziś mam nadzieję, że realizacja tego planu jest na ostatniej prostej. No dobrze... Powiedzmy na przedostatniej. Mówię oczywiście o książce, bo od własnego Domu z Kamienia to dzielą mnie jeszcze lata świetlne. 

https://www.domzkamienia.com/2012/04/w-pewnym-maym-toskanskim-miasteczku.html
 
Muszę udzielić jeszcze milion lekcji włoskiego, napisać piętnaście książek (które wydam sama!) i może złapać kilka prac dorywczych... Może wtedy...
A jak nie, to w nosie z tym. Dom z Kamienia i tak jest. Ja nim jestem. 

Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej
Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej
Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej
Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej
Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej
Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej

Lato ma się dobrze. Dojrzewają jeżyny i śliwki, a winogrona robią się coraz pełniejsze. W dolinie Lutirano jest wiele plantacji - plantacje kiwi, brzoskwiń i jabłek. Brzoskwinie już zebrane, a to co zostało - jakieś pojedyncze sztuki - Mario zebrał do koszulki, niczym chłopka do zgrzebnego fartucha...

Dobrej nocy... 

ZEBRAĆ to po włosku RACCOGLIERE (wym. rakkoliere)  

Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej

Dom z kamienia

Jeszcze jedno spełnione marzenie i pierwsza "biesiada"

niedziela, listopada 08, 2020

Dom z Kamienia za Rzeką - nowy widok, Toskania Biforco

Ellen powiedziała, żebym choć na jeden a najlepiej na dwa dni sobie "odpuściła". Odpuściła z bieganiem, przenoszeniem, zwijaniem ostatnich klamotów z Pomarańczowego Domu z Kamienia... 
I chyba tak właśnie zrobię. Jeden dzień odpoczynku dobrze nam zrobi. Jestem tak potwornie zmęczona, że nawet kiedy stukam w klawiaturę komputera, czuję jaki to dziś dla rąk wysiłek. Wczoraj nawet lekkie paczki zdawały mi się niewyobrażalnym ciężarem, niby to jakieś sto metrów do przejścia, a musiałam przystawać co kilka kroków, opierać pudło na moście, bo ręce zwyczajnie odmawiały posłuszeństwa... 
M. na lekcji załamała ręce kiedy mnie zobaczyła po tygodniu niewidzenia się i oceniła, że tak zmęczonej to mnie jeszcze nie widziała, a ja się nawet na tę lekcję "zrobiłam". 

Wieczorem zorganizowaliśmy pierwszą w Domu z Kamienia za Rzeką "mangiatę" z Przyjaciółmi. Że było cudownie, ciepło, rodzinnie, to pisać nawet nie muszę, to się przecież wie. Mam nadzieję, że czeka nas jeszcze wiele pięknych spotkań w tej przestronnej, jasnej, ciepłej kuchni. Jeszcze nie jest nawet w połowie wyposażona, ale już ją uwielbiam. Spełniło się moje kolejne marzenie - marzenie o dużej toskańskiej kuchni ze stołem na środku.

Dom z Kamienia za Rzeką - nowy widok

Każdego ranka jak tylko wstanę najpierw wyglądam przez okno. Uwielbiam mój nowy widok, a raczej nową wersję starego widoku. Z wymarzonej kuchni - wymarzony widok. Stąd Biforco wygląda najpiękniej. Widać i rzekę jak przepływa pod mostem i bar i Lavane i wzgórze Pianorosso, widać stąd jak wstaje słońce... Za każdym razem kiedy wyglądam przez okno zachwycam się na nowo. Zachwycam się słońcem, które dziś o poranku całuje mnie ciepło, kiedy jestem jeszcze w łóżku.

Tomek opowiada o swoim terrarium

Tak pięknie obudził się dzień nad Biforco, że uśmiecham się sama do siebie. Pogoda jest bajeczna. Jeszcze przez chwilę poleżę, a potem będę dzielnie realizować plan o... odpoczynku. Mam też zamiar przetestować nową kuchenkę - może pizzą, może jakimś ciastem. Zobaczymy co fantazja podpowie. 
I w końcu marzy mi się spacer spokojny, kolorowy, marzy mi się oddech gór. Jak dobrze, że dziś niedziela! 

DOBREGO DNIA!

RĘCE to po włosku LE MANI (wym. le mani)

Dom z kamienia

O Domu z Kamienia i październikowych oczekiwaniach

piątek, października 02, 2020

Kasia Nowacka blog Dom z Kamienia

Jedno jest pewne! Nowy dom jest bez wątpienia domem z kamienia! Otynkowany to fakt, ale pod tynkiem nie żadna cegła tylko kamień najprawdziwszy. Widziałam na własne oczy, więc wiem co mówię! 
Rano kiedy siedziałam przed komputerem zajęta lekcjami, kątem oka zauważyłam jak zaraz po śniadaniu zjawił się za rzeką murarz. A zatem zaraz po lekcjach, złapałam torbę, by gnać po chleb i drobne zakupy, ale wcześniej zatrzymałam się w nowym domu, by wybadać jak prace postępują i przede wszystkim co z tą wodą.
Murarz właśnie kładł nowy tynk w miejscu, gdzie niedawno była paskudna plama po zalaniu. Tynk musiał zedrzeć aż do kości, to znaczy do kamienia, bo brązowa plama można powiedzieć przeszła na wylot. Widząc moje zdumione i zmartwione spojrzenie zapewnił, że już i z wodą zaradził i że wszystko będzie ładnie. Oby! 

Murarz wrócił też po obiedzie i "wyrwę w tynku zalepił do końca" - jak zapewnili mnie chłopcy, których przed wieczorem wysłałam z kolejnymi kartonami do przeniesienia. Mam nadzieję, że dziś dalej ten sam ferwor będzie posuwał prace do przodu. 

Ja postanowiłam, że będę codziennie pakować jeden karton lub torbę. Trwam w tym postanowieniu już trzy dni i jednocześnie coraz głośniej i z coraz większym poirytowaniem pytam samą siebie - po co komu tyle książek? Wyniesione trzy kartony, a książek jakby w ogóle nie ubyło! 

Kasia Nowacka Dom z Kamienia

- Pusia, a czy w nowym domu będzie zimą cieplej?
- Taką mam nadzieję!
Zima jeszcze nie nadeszła, a nam już zimno. Tomek dziś rano założył rękawiczki, choć termometr przed barem pokazywał 16 stopni! Powiedziałam mu, że oszalał, sama stojąc opatulona w koc po uszy, ale dalej upierał się przy swoim. Zdaje się, że my naprawdę już inaczej odczuwamy temperaturę... 

Kasia z Domu z Kamienia Marradi

Piątek. Pierwszy październikowy piątek. 
Normalnie cieszyłabym się z weekendu, ale tak naprawdę coś takiego jak weekend przynajmniej dla mnie przestało istnieć. Postaram się jednak uszczknąć jak najwięcej wolnego czasu, postaram się zrobić coś co naładuje mi baterie. Najlepiej oczywiście byłoby iść w góry... 
Ostatnio znajomy na fejsbuku taką piękną trasę pokazał, że zaraz mnie stopy zaswędziały. Nawet jeśli w Marradi wciąż jest bardzo zielono, to wyżej buki zaczynają powoli rdzewieć. Wspaniale byłoby tymi widokami nacieszyć teraz oczy. Jakoś to trzeba zorganizować.
Myślałam też o Florencji, ale w weekend w sercu Toskanii pogoda ma być fatalna, więc Florencja musi poczekać. Lepiej już zostać na tarasie z Orianą i cieszyć się jesiennym słońcem, którego w tych dniach w Marradi nie powinno brakować.



TYNK to po włosku INTONACO (wym. intonako)

spódnica i bluzka: www.madame.com.pl