czwartek, 12 kwietnia 2018

Czas limitowany i inne drobiazgi


- Czy ty masz czas taki tylko dla siebie? - zapytała M. w czasie lekcji.
Przede wszystkim zrobiło mi się bardzo miło, że ktoś w ogóle zadał mi takie pytanie. Odpowiedź jest dosyć oczywista - nie mam. W tygodniu urywam sobie prawie godzinę snu, żeby mieć czas na gimnastykę i spokojną poranną kawę, czyli coś za coś. O ile zimą potrafiłam jeszcze przysiąść z książką przy kominku, o tyle teraz znów nie wyrabiam się na zakrętach. Chyba powinnam coś zmienić, bo kolejny raz z rzędu budzę się z bólem głowy. Łatwo powiedzieć - trudniej zrobić. 

Środa jest jednym z bardziej zajmujących dni w moim grafiku, a miniona była zajmująca podwójnie. Do stałych obowiązków, doszły spotkania indywidualne w szkole i oglądanie pewnego domu...

Od nauczycieli usłyszałam znów same psalmy pochwalne. Tomek jak to Tomek, wiadomo... Ale i Mikołaj w końcu zrozumiał, że media to nie elementare i wymaga więcej zaangażowania w naukę. Oceny skoczyły w górę i teraz oby tylko w tym wytrwał. Najczęściej powtarzanym słowem było ESUBERANTE. Nico i Tommaso niby bracia, a tacy inni powtarzali nauczyciele. Tomek poważny, stonowany, może czasami aż za bardzo dla swojego wieku, Nico ...
Esuberante ... Mówili to jednak z uśmiechem, zapewniając mnie, że jest przy tym beneducato i rispettoso i że tak naprawdę ktoś taki w klasie, w życiu jest potrzebny, bo inaczej byłoby nudno. 
Pomyślałam sobie, że miło jest matce usłyszeć, że dziecko osiąga świetne wyniki w nauce, ale chyba jeszcze milej jest usłyszeć, że jest fajnym człowiekiem, radosnym duchem grupy. Oczywiście jest jeszcze młodziutki i czasem nie umie zachować umiaru - wiem to z podwórka domowego - nawet częściej niż czasem. Ale wiem też jak bardzo robi się w domu ponuro, kiedy Mikołaj jest smutny. Na szczęście zdarza się to niezmiernie rzadko. 
Mikołaj potrafi schować się w klasie pod katedrą profesora od scienze i kiedy ten zasiada do lekcji, wyskoczyć z radosnym okrzykiem - a ku ku!

Oglądanie domu potoczyło się według scenariusza, którego nie założyłam. Nastawiłam się, że TAKI dom wystawiony na sprzedaż, że dla mnie byłby idealny, że pewnie nie uda przekonać się właścicielki na wynajem... Tymczasem nie było chemii między mną a domem. Dom piękny - jak z filmu, ale to piękno takie zimne w przenośni i dosłownie. Wszystko rozważam... W jednym tygodniu dwie propozycje. Od tego też boli głowa!

W środowe późne popołudnie lunęło jak z cebra. Dokładnie wtedy kiedy chłopcy wraz ze szkolną grupą byli na trekkingu. Wrócili przemoczeni kompletnie, ale jednocześnie szczęśliwi i rozpromienieni. 
- Jak było?
- Suuuper!!
- Biedni... Zmokliście.
- Ten deszcz był właśnie super! - emocjonował się Mikołaj. 

Jak widać, nawet deszcz może być super. Wszystko zależy od punktu widzenia, od nas samych. 

***
- Pusia mogłabyś mi przynieść okulary, bo zostawiłem w salonie - prosi zaspany Tomek.
- Już wczoraj ci przyniosłam, leżą obok łóżka. 
- Oooo jaka ty jesteś dobra Pusia - rozpromienia się.
  
Jeszcze tyle miałam do napisania, ale właśnie mój czas na dziś się skończył. Dobrego dnia!

ŻYWIOŁOWY to znaczy ESUBERANTE 

1 komentarz:

  1. Każde dobre słowo o naszych dzieciach to miód na nasze serca ;). A że czasami rozrabiaki i przesadzają z zachowaniem to musimy im wybaczyć- w końcu to tylko dzieci, które maja swoje prawa do bycia dziećmi i w najlepszy i najbardziej hałaśliwy i zabawny sposób jaki przychodzi im do głowy. Osobiście wolę dzieci które zachowują się tak jak Pani chłopcy niż te małe ponure zmory wlepione w ekrany ;). W Polsce też w końcu zawitała piękna, słoneczna i ciepła wiosna i mimo, że dni są coraz dłuższe to czasu jakby ubyło bo aż chce się spędzać go aktywnie na zewnątrz. Pozdrawiam, Karolina

    OdpowiedzUsuń

Drukuj