sobota, 23 czerwca 2018

Koniki, świetliki, cykady ...


Coś w domu nagle zaterkotało. Spojrzeliśmy na siebie pytająco i dalej rozglądać się po salonie.
- Jakby cykada albo coś podobnego - podsunął Tomek i zaraz wypatrzył za oknem zielonego konika polnego wielkości wskazującego palca. 
- Wpuścimy go do domu? - zapytał Mikołaj.
- Jeszcze mi tu wielkiego konika brakuje. Masz już kaczkę!
- Oj ... szkoda...
Konik zaterkotał jeszcze kilka razy, a potem przeniósł się pewnie na inne okno.

 

Cały piątek byliśmy jeszcze jak "na haju" po tomkowych egzaminach. Sam Tomek obudził się super pogodny, z twarzą tak rozpromienioną, że dopiero wtedy do mnie dotarło, jak bardzo był tym wszystkim przejęty, nawet jeśli na zewnątrz starał się zmartwienia nie okazywać.
Z racji kapryśnej pogody zostaliśmy w domu. Zamiast wieczoru zrobiliśmy filmowe popołudnie. A potem zakręciłam się w kuchni, by coś na wieczór z Contessą wyczarować. W międzyczasie ostatni czerwcowi Goście wpadli się pożegnać, jeszcze jeden spritz nim ruszą na północ, jeszcze chwila rozmowy, na którą w tym roku zabrakło nam czasu.  
Jedźcie szczęśliwie Kochani!


Przed nami sobota bez najmniejszego planu. Nic kompletnie po głowie mi się nie telepie. Znów pewnie coś w kuchni wyczaruję, może pospacerujemy, bo pogoda na spacer ma być idealna, pobędziemy razem tak, jak lubimy, może lody, może jeszcze coś ... 
Tymczasem pierwszy wolny poranek od dawna, kiedy nikt nic nie musi... Pora zatem na stos naleśników i słodkie poranne lenistwo. 

Lipy pachną coraz słabiej, słońce w ginestre powolutku gaśnie. Mój ukochany czerwiec przechyla szalę ku końcowi. Lato rozdzwoniło się w dzień cykadami, nocą migoce świetlikami, bawi się na całego - oto kolejna festa już jutro! 

Dobrego dnia wszystkim, a tym którzy szkołę skończyli wczoraj - CUDOWNYCH WAKACJI! 

I jeszcze mała rocznica... Dziś mija jedenaście lat odkąd zawitałam po raz pierwszy do Marradi. Oto filmiki z zeszłego roku - mój mały ukłon dla Marradi i okolic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj