Wczesnym popołudniem endomondo pokazało dystans prawie 9 kilometrów, z czego zdecydowana większość prowadziła górską drogą. Nie była to wyczynowa trasa, bo i technicznie i sprzętowo brak przygotowania, ale jakby na to nie patrzeć, Mikołaj zaliczył całkiem wymagający „trening”. Nie wiem kto bardziej tego potrzebował - on żeby spalić energię na rowerze i pocudować czy ja, żeby pobyć z nim na szlaku i zagłuszyć tęsknotę.
A może obydwoje w równym stopniu? Z tą tęsknotą to jest tak, że za dnia śpi jak sowa i głowy nie dręczy. Ale potem nadchodzi wieczór… i wieczór jak to wieczór - w ogóle ma sporo wad. Nadchodzi wieczór i człowiek zaczyna myśleć, a myślenie wieczorne - przynajmniej w moim wypadku - do pozytywnych nie należy.
| Jaka matka taki Syn |
Tak czy inaczej - Tomek szczęśliwie dotarł na miejsce i tak jak zaplanowane został przyjęty przez niemiecką rodzinę. Chciałam wiedzieć co i jak, byłam strasznie wszystkiego ciekawa, ale Tomek się chyba nie zmieni i muszę się w końcu przyzwyczaić do jego oszczędności słów:
"Dojechaliśmy. Wszystko ok.”
Z drugiej strony myślę, że to dobrze, bo jeśli nie trzyma w ręku telefonu, to znaczy, że nie jest jego więźniem i ma ciekawsze rzeczy do zrobienia. Jak wróci do domu to wtedy na spokojnie nam wszystko opowie. Z planu wycieczki wiem, że dziś są ze swoim "opiekunem” w szkole, a po południu razem zwiedzają miasteczko.
Wracając do naszego spaceru. Pogoda była bajeczna! Teraz nawet wyżej w górach zieleń zaczyna silniej przebijać. Szliśmy wzdłuż krystalicznie czystego potoku upstrzonego kaskadami, wśród kwiatów i motyli, mijaliśmy kamienne rudery, aż w końcu dotarliśmy do rozwidlenia dróg, gdzie Mikołaj na chwilę porzucił rower, bo droga zaczynała piąć się raptownie w górę. Podreptaliśmy jeszcze kawałek, by zobaczyć co się kryje dalej, za kolejnym zakrętem, ale po kilkuset metrach zawróciliśmy i przy terapeutycznym szemraniu potoku odpoczywaliśmy chwilę przed drogą powrotną.
O tym, jak jest przyjemnie ciepło świadczy też fakt, że już na dobre obudzili się chyba wszyscy mieszkańcy Apeninów i wczoraj kolejny raz spotkaliśmy żmiję wygrzewającą się na środku drogi. Mam nadzieję, że to nie będzie żmijowy rok. Przez dwanaście lat bywania i potem życia tutaj nigdy nie spotkałam na szlaku żmij, tylko niegroźne węże, a teraz już drugi raz w ciągu praktycznie jednego tygodnia…
Po południu termometr pokazywał przed barem 25 stopni. Słońce paliło przyjemnie. Na aperitivo wpadła Ellen i znów nie mogłyśmy się nagadać! Smutki, radości, rady, nowe pomysły i spritz oczywiście! W końcu nadszedł czas, że można usiąść przed barem i rozkoszować się popołudniowym słońcem i chwilą spokoju.
Krótkie ogłoszenie odnośnie mojego pobytu w Polsce.
Na spotkania promujące Mugello zaproszeni są blogerzy, dziennikarze i biura podróży. Wstęp jednak nie jest wolny. Na każde spotkanie jednak - Kraków 4 kwietnia, Warszawa 5 kwietnia, godzina 15 mogę zaprosić do 10 czytelników. Gdybyście więc byli zainteresowani posłuchaniem co też Mugello ma do zaoferowania, piszcie do mnie wcześniej na maila - ibis77@gmail.com
Dziś 1 kwietnia, a zatem BUONGIORNO APRILE! Nie mam tym razem żadnego psikusa, bo głowa zbyt zajęta tym wszystkim co dzieje się dookoła! Dobrego dnia!
OGŁOSZENIE to ANNUNCIO (wym. annunczio)








