blog

12 lat minęło po cichu...

czwartek, maja 02, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Pamiętam zawsze o wszystkich urodzinach i imieninach - przynajmniej tych najbliższych. Nie zapominam nigdy o ważnych datach czy rocznicach, wręcz przeciwnie - lubię celebrować wszystko z sentymentem, z przytupem, z nabożnym profanum. 

Okazuje się jednak, że są granice zmęczenia głowy i nawet moja dyńka potrafi spłatać mi figle. W zamieszaniu, zapracowaniu, w kołowrotku rodzinno, przyjacielsko, turystycznym - minęły urodziny bloga, a ja przypomniałam sobie o nich dopiero wczoraj wieczorem... 
W zeszłym roku byłoby podobnie, jednak w ostatniej chwili mnie olśniło i ze świętowaniem zdążyłam.  W tym roku olśnienia nie było i wczoraj minął dokładnie tydzień odkąd Dom z Kamienia skończył 12 lat...

To najlepszy dowód na moje zmęczenie. Urodziny - pół biedy, żebym ja tylko o innych, prawdziwie ważnych sprawach nie pozapominała...
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

A zatem...
Znowu wznoszę toast! 
Toast za moje 12 lat pisania, fotografowania, bajania, przeżywania, wędrowania...
12 lat pogoni za marzeniami, 12 lat radości i smutków, zmian drobnych i tych epokowych, o jakich mi się nie śniło. Ostatni blogowy rok w kwestii zmian najróżniejszych pobił wszelkie rekordy. 
Wznoszę toast za Was - bo Dom bez ludzi to nie dom. Dziękuję, że jesteście, czytacie, wspieracie. Dziękuję za słowa zostawione w komentarzach, za wiadomości w trudnych chwilach, za radość z moich sukcesów i spełnień, za lekcje włoskiego, za warsztaty, za spotkania florenckie i na szlaku, za marradyjski czas wakacyjny...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dom z Kamienia pisze się dalej i będzie pisał póki wystarczy mi sił. Będzie się pisał póki będzie we mnie - ta czasem nieznośna - potrzeba pisania i bajania. Czy kiedyś Dom z Kamienia zmaterializuje się w tradycyjnej formie - Z KAMIENIA - tego nie wiem, ale im więcej mija czasu tym więcej we mnie spokoju. Będzie to będzie, a jeśli nie to świat się nie zawali... 
 
Nigdy się nie zastanawiałam nad tym moim blogowaniem, ale może jestem w nielicznym już gronie dziennikowych blogerów, których historię liczy się w długich latach. Wiem, że blog to przeżytek, ludzie wolą teraz obrazki i ewentualnie filmy, obowiązkowo w wersji short - bardzo short. Ja jednak wychodzę z założenia, że "shortem" jest już nasze życie, więc dlaczego odbierać sobie radość z dłuższego bajania o nim? To pisanie o nim, też jest dla mnie jego celebracją.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Te dwanaście lat tutaj nauczyło mnie bardzo wiele. Uczę się nadal, bo życie nie przestaje mnie zaskakiwać. 
Mam nadzieję, że najbliższy rok przyniesie w końcu wydanie TEJ książki, że podaruje wiele miłych spotkań, podróży, dobrych emocji i wrażeń. 

Mam teraz najbardziej intensywny czas w całym roku i myśli w ogóle trudno zebrać. Pewnie jutro, pojutrze przyjdzie mi do głowy jeszcze wiele rocznicowych słów, które chciałabym napisać, ale dziś tu się zatrzymam.  

Cin! Cin! 
Za pisanie, za życie, za Dom z Kamienia, za jego mieszkańców, bywalców, za wspierających i kibicujących! 

Do dzisiejszych słów kilka zdjęć z sesji na nową stronę www, rocznicowych i nie tylko. Autor oczywiście najlepszy z możliwych - Najmłodszy.
Pięknego dnia!

DWANAŚCIE to po włosku DODICI - w 2012 zaczął się pisać blog i 12 lat skończył 24 kwietnia.

Ps. DOM Z KAMIENIA można śledzić na:

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

blog

Co jest zawsze potrzebne

czwartek, lutego 15, 2024

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Jeszcze przed dwunastą Mikołaj - nie zważając na porę moich lekcji - wysłał mi serię wiadomości z pytaniami, czy może na obiad zostać w Faenzie, bo towarzystwo, bo walentynki... i tak dalej. 
Zaraz też, po zakończonej lekcji, jeszcze raz zadryndał telefon i tym razem był to Mario, który chciał uprzedzić, że na wypadek, gdybym znów wpadła na pomysł poszukiwania nowych kwiatków albo zielska do zjedzenia, to jego nie ma, bo ma do załatwienia inne pilne sprawy.

Pognałam więc szybko do Marradi, bo spraw do załatwienia ja też miałam kilka - tak to już jest w włoskim miasteczku, że jak się do sjesty czegoś nie zrobi, to potem klops - dlatego też ja mam ten świński trucht zaprogramowany już na stałe. Jeśli kończę lekcję o 12.00 to znaczy, że mam około  trzydziestu do pięćdziesiąt minut na dojście do Marradi, zrobienie zakupów, pójście na pocztę czy do banku. 

Załatwiłam biegusiem to, co było do załatwienia, przygotowałam sobie talerz ulubionych spaghetti, wywiesiłam kolejne pranie, żeby łapało słońce i w końcu spakowałam Nikona i ruszyłam przed siebie. 

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Najpierw pomyślałam, że zrobię sobie dłuższy spacer aż do Castellone i wrócę przez gaj kasztanowy, ale kiedy już nabrałam rozpędu, przyszło mi do głowy: a dlaczego nie Świątynia Dumania? 

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Świątynia Dumania to i dystans dobry i przewyższenie przyzwoite - jak na zwykły spacer oczywiście, ale przede wszystkim... Świątynia Dumania to zawsze Świątynia Dumania! 

Może jak mnie już kiedyś nie będzie, ktoś postawi tu tabliczkę - "chodził tędy Dante, siedziała tu Ka". Mój kamień, mój cyprys, mój widok, moje słońce popołudniowe, które czeka za zakrętem i jest jak obietnica ukojenia. 

Ukojenie potrzebne jest zawsze.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Znów drobiazg - NIEdrobiazg podciął nieco skrzydła i kiedy usiadłam pod tym moim cyprysem, poczułam się strasznie zmęczona. Miałam ze sobą Notes, ale tym razem zabrakło mi sił na pisanie. Siedziałam i tylko patrzyłam przed siebie. Nawet tachanie Nikona nie miało większego sensu, bo zdjęć zrobiłam kilka i to trochę na siłę, bo skoro już przytachałam ciężar... 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Druga strona doliny to widok na kasztanowe gaje. Najbardziej podobają mi się właśnie o tej porze roku, kiedy ich gołe, szlachetne linie pni i konarów odcinają się wyraźnie od zielonych mchów. Wyglądają baśniowo, niczym żywe stwory, które poruszają się, kiedy nikt na nie nie patrzy. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, życie w Toskanii
Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Siedziałam i znów główkowałam pod tym moim cyprysem - co tu i jak tu, żeby było łatwiej, żeby zrobić kolejny krok do przodu? Chwilowo opadłam z sił, wróciło poczucie dreptania w miejscu, znów się złoszczę sama na siebie. 
I tak w kółko...

Tymczasem z nowości - jeśli nie wszyscy już zauważyli - zapraszam Was do zapoznania się z moim nowym pomysłem - KURS JĘZYKA WŁOSKIEGO. To pomysł, który rodził się od dawna i w końcu w pewien lutowy dzień, kiedy uświadomiłam sobie "okrągłość" lat, dojrzał i mam nadzieję, że pięknie się zrealizuje. Będzie mi miło, jeśli pomożecie go rozesłać w świat. 

A jeśli już jestem przy prośbach, to poproszę Was też o udostępnianie co jakiś czas NOWYCH SEKRETÓW FLORENCJI, które potrzebują być "wypchnięte w świat". Niestety do tej pory wszystkie moje prośby o dodawanie opinii, recenzji, gasną w niebycie i to co robię, zdaje się być niewidoczne.
 
Mam wrażenie, że działania najróżniejsze, za które się łapię zostają niestety na moim skromnym podwórku, jak samochód, który zakopał się w błocie i nie ma jak wyjechać. Chyba właśnie dlatego powoli opadam z sił. Dziś mam wrażenie, że całe moje zaangażowanie - zaangażowanie na różnych płaszczyznach - to tylko sztuka dla sztuki. 

Oczywiście jak zawsze wielkie dziękuję dla skromnej grupki Czytelników, którzy wszelkie moje działania zawsze żywo wspierają. Jestem Wam z całego serca wdzięczna. 

Pięknego dnia!

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii


blog

Duży remont - nieco enigmatycznie

wtorek, lutego 06, 2024

Kasia z Domu z Kamienia, blog o życiu w Toskanii

Takie poranki lubię. Poranki kreatywne, pełne zrywu i werwy, poranki, kiedy robię "coś" i zaraz mam poczucie - świetnie! dobra robota! Tak, takie poranki lubię. 

Kiedy kilka miesięcy temu lekko przestraszona podejmowałam pewną decyzję, towarzyszyła mi niepewność. Teoretycznie wiem, że zmiany są potrzebne - w teorii jestem mistrzem, ale co innego wiedzieć, a co innego działać. 

Chodzi o blog. Już kilka razy między wierszami przebąkiwałam o planowanych zmianach. Oczywiście będzie pisał się dalej i w tej kwestii nic się nie zmieni. Jednak Dom z Kamienia - jak każdy dom - potrzebuje w końcu remontu. To nie będzie remont z serii "odmalowanie ścian i przesunięcie kanapy na inną ścianę", to będzie raczej remont w stylu - "zrywanie tynków i podłóg, wymiana dachu - czyli prucie wszystkiego do gołych murów", a może nawet do fundamentów. Nie mam jeszcze swojego własnego domu, który mogłabym dopieszczać, to teraz zajmę się bardziej poważnie tym wirtualnym.

I właśnie kiedy dziś rano przygotowywałam partię materiałów dla mojej "ekipy remontowej" uświadomiłam sobie jak bardzo ten remont jest konieczny. Jakże ważne w tym wszystkim było obiektywne spojrzenie, profesjonalna rada, konstruktywna krytyka, której wielu tak się boi i jak znów - kolejny raz powtórzę - "nic nie dzieje się bez przyczyny".  

Ten bardzo produktywny poranek wprowadził mnie w dobry humor, bo moje działanie dało mi poczucie, że w końcu coś zrobiłam naprawdę z sensem. Oczywiście nie żeby wszystko do tej pory było bez sensu, bo sens jest przecież w codziennym pisaniu, fotografowaniu i celebracji życia. 

Zrobiłam coś z sensem - to znaczy, że może wreszcie przestałam dreptać w miejscu. 

Kilka dni temu dostałam przedziwną wiadomość. Nie jestem do końca pewna czy wierzyć we wszystkie słowa - generalnie moja ufność ostatnio została bardzo nadwyrężona - ale jeśli te słowa są prawdziwe to powinnam nad tym moim Domem z Kamienia jeszcze bardziej i z większym pietyzmem się pochylić.

Wciąż jest wiele miejsc do pokazania, wciąż wiele smaków do skosztowania, wiele dróg do przejścia, wiele historii do opowiedzenia i wiele pomysłów, które czas wyciągnąć z szuflady. 

Pełna werwy o poranku przy akompaniamencie coraz śmielszego trelu ptaków, życzę Wam pięknego dnia, a sama wracam do działania. 

KONIECZNY to po włosku NECESSARIO 

blog

Stan prawie-gotowości i kilka linków wraz z komentarzem

czwartek, grudnia 14, 2023

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Do wigilii zostało dziesięć dni, a ja jestem w całkiem dobrym punkcie. W kwestii porządków zrealizowałam plan minimum - czyli okno i zasłonka w kuchni i w tej dziedzinie nie mam zamiaru wznosić się na wyżyny. Jeśli będę miała wolny czas, to raczej pójdę na spacer albo usiądę i poczytam opatulona w kocyk z kubkiem ulubionej kawy. Ani myślę trwonić wolny czas na pucowanie czegokolwiek. Liczę, że Paw, kiedy dotrze do domu na święta, postanowi się w tej kwestii wykazać, a jeśli nie to święta i tak będą!

Poza tym choinka ubrana, dekoracje - durnostojki na swoich miejscach, lampki za oknem wiszą, większość prezentów kupiona, pierniczki upieczone, dobre wino na świąteczny obiad też jest (z ulubionej winnicy), jedno panettone też już odłożone na potem... Chyba więc śmiało mogę podsumować, że na święta jestem gotowa. 

Pogoda wczoraj zwariowała i zwiedziona chwilowym przebłyskiem lazuru wróciłam ze spaceru nieźle przemoczona. Dziś ma być podobnie, ale na szczęście już następne dni zapowiadają słońcem malowane. Przed nami ostatni przedświąteczny weekend i jeszcze raz marradyjskie mercatini di natale, słońce będzie więc szczególnie mile widziane.   

Czeka mnie jeszcze kilka dni intensywnej pracy, a potem przestawienie na chwilę na wolniejszy rytm. W tym roku tego spowolnienia potrzeba szczególnie, bo choć rok 2023 przyniósł wiele dobrego, to jednak był szczególnie stresujący. Ostatnio uświadomiłam sobie, że mniej więcej sześć miesięcy żyłam na nieco przesadzonej dawce stresu. Bardzo, ale to bardzo chciałabym odrobiny spokoju, zatrzymania, wyciszenia i beztroskiego powojażowania gdzieś - gdziekolwiek.  

https://www.youtube.com/channel/UC7XY5Q011uIYMlRSDXIrRpg

Cieszę się bardzo, że nasz ostatni film się podobał i tyle dobrych słów spłynęło przede wszystkim pod adresem Mario. Jemu jest szczególnie miło, kiedy klikacie, piszecie, wchodzicie z nim w dialog. Mam nadzieję, że to ostatnie przyjęcie jego występu zachęci go do częstszego pojawiania się w naszych filmach (jeśli takie jeszcze będą). Ja już nawet mam nowe pomysły! 

Powoli dobiegamy do końca drugiej serii nagrań. I teraz chwila prawdy... Przyznam po cichu, a może nawet nie po cichu tylko głośno i wyraźnie, że jesteśmy trochę zgaszeni tym, że jednak wypłynięcie na szerokie youtubowe wody nie jest wcale łatwe. Próbowaliśmy już wszystkich rad, a ja obejrzałam i przeczytałam wiele wskazówek ekspertów. Nic z tego jednak nie wynikło. 

Złoszczę się na fb, bo jak się okazuje ten rzeczywiście obcina zasięgi udostępnianych linków z YT. Powinniśmy na początku stycznia zacząć nagrywać nową serię, ale czy tak się stanie - mimo zatrzęsienia nowych pomysłów - zobaczymy. Jeśli będziemy musieli filmową działalność porzucić, będzie mi bardzo żal... 

Napiszę więc jeszcze raz - choć wiem, że pewnie i te moje prośby, tak jak wiele poprzednich, odbiją się od wirtualnej ściany - jeśli chcielibyście, żeby powstała trzecia seria filmów, tchnijcie prosimy odrobinę "klikającego" wiatru w nasze żagle motywacji. Wystarczy, że otworzycie na kilka minut wybrany film z tego linku.  

Do drugiego zdjęcia też powinnam dodać link i krótkie wyjaśnienie. Pamiętajcie, że kupowanie książek za pośrednictwem wielkich księgarni wzbogaca przede wszystkim właśnie te księgarnie. Autor jest tym, który żywi się okruszkami, które spadły ze stołu. Nie trzeba więc tłumaczyć, że kupowanie bezpośrednio od wydawnictwa, jest z dużą korzyścią dla autora, który poświęcił długie miesiące, czy też czasem lata pracy. Pamiętajcie proszę o tym.

Ten cały mechanizm współczesnego rynku i bycia widocznym w sieci (wszystko teraz od tego zależy) odbiera czasem radość tworzenia, nadzieję na dotarcie do szerszego grona odbiorców i pozbawia sił. Tak sobie kolejny raz pomyślałam wczoraj dopisując kolejne strony do książki...

Oczywiście przy okazji dziękuję też tym, którzy zawsze na moje prośby odpowiadają i wspierają jak mogą. Gdyby nie Wy, to już pewnie dawno skrzydła opadłyby mi na amen.

Pięknego dnia!

MECHANIZM to po włosku MECCANISMO  





 

blog

4000

sobota, listopada 18, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Kiedy publikowałam środowy wpis, nagle rzuciła mi się w oczy liczba - 3999. Przyznam, że sama się zdziwiłam. Czwartek był więc dniem, kiedy ta liczba pięknie się zaokrągliła. Zauważyłam to zupełnie przez przypadek, nie żebym była taka uważna i przywiązana do numerków...

Najpierw stwierdziłam, że nie będę nawet się zastanawiać, ile czasu spędziłam na pisaniu, bo mogłabym paść z wrażenia (niekoniecznie tego dobrego). Dziś rano jednak zaciekawiona pomyślałam, że zrobię luźne obliczenia. I tak - szacując, że przygotowanie wpisu zajmuje mi od 1 do 8 godzin - samo pisanie oraz obróbka i ładowanie zdjęć, nie mówiąc o reszcie działań, które muszą się pojawić, żeby w ogóle wpis powstał. Przyjmijmy więc średnią 3 godziny przy komputerze do każdego artykułu. 4000 razy 3 to daje 12000 godzin. Jeśli tę liczbę podzielimy przez 24 - tyle ma doba, to wyjdzie nam równo 500!

To znaczy, że w moim czterdziestosześcioletnim życiu przez rok i kilka miesięcy siedziałam i tylko pisałam bloga. Kto da więcej? 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Nagrałam wczoraj z tej okazji rolkę z oficjalną przemową, więc gdyby ktoś chciał posłuchać albo choć przez chwilę pooddychać listopadową, apenińską aurą - ZAPRASZAM SERDECZNIE

A tak zupełnie poważnie - 4000 to naprawdę dużo. Było kilka wpisów krótkich i lapidarnych - najczęściej związanych ze smutnymi wydarzeniami, kiedy nie miałam siły na pisanie, ale było też zatrzęsienie tych z bogatą galerią, z ciekawostkami, z podróżami, wystawami... 

Wiem, że ulubioną kategorią większości Czytelników są rozmowy przy stole w Domu z Kamienia, w szczególności "kwiatki" Mikołaja. Ostatnimi czasy publikuję ich nieco mniej i to nie dlatego, że już ich nie ma, tylko dlatego, że Mikołaj dorósł i jego kwiatki zrobiły się zbyt dosadne, nieparlamentarne i myślę, że często mogłyby zostać źle odebrane. Ta część pozostaje off the Record, ewentualnie wpada do uszu naszych BARDZO zaprzyjaźnionych Gości, jeśli zawitają do Biforco.

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Wczoraj też siedząc na przytulnie nasłonecznionym zboczu (na chwilę zdradziłam Łąkę Dyzia), pomyślałam sobie, że Dom z Kamienia pewnie nie raz udowodnił, że może mieć wartość edukacyjną. Kiedy w ostatnich latach zafascynowana cytowałam ciekawostki, których sama jako dorosła osoba dowiedziałam się od chłopców, to może nie tylko dla mnie było to nowością. Postanowiłam zapytać Was wprost - czy pamiętacie jakiś wpis, dzięki któremu nauczyliście się, dowiedzieliście czegoś nowego? Będzie mi miło jeśli razem powspominamy. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Oczywiście nowych rzeczy nauczyłam się nie tylko od chłopców. Przecież tak naprawdę każda moja wyprawa - czy bliższa czy dalsza jest nieustannym odkrywaniem nowego. Nowego uczył też Mario czy inni napotkani tu ludzie. 

Wkrótce na blogu zajdą duże zmiany. Czas na kolejny skok. Trochę się "cykam", jak mówią chłopcy, ale jeśli go nie zrobię, będę dalej dreptać w miejscu, a na to nie mogę sobie dłużej pozwolić. Mam nadzieję, że zmiany te będą życzliwie przez Was przyjęte. Jedno na pewno się nie zmieni - póki starczy mi sił, będę do tej historii dopisywać kolejne tysiące. Nie chciałabym, żeby zabrzmiało to górnolotnie, ale pisanie stało się przez te lata sensem mojego życia.  

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

A wracając do codzienności...
Znalazłam wczoraj alternatywę dla Łąki Dyzia. Piękny stok centralnie twarzą do słońca! Tak mi tam było dobrze, że aż żal było iść, a czekała jeszcze popołudniowa lekcja i wcześniej moje prosecco na 4000 wpisów.
W ogóle to mam teraz w tygodniu dwa dni luksusu. W czwartek i piątek z racji dodatkowych zajęć Mikołaj zjeżdża do domu dopiero na kolację. To oznacza, że zamykam komputer najpóźniej o 13, jem szybki obiad i wychodzę, bez czekania na nikogo z obiadem. Mogę wędrować bezkarnie czy też wygrzewać się w jakimś ustroniu do późnego popołudnia, kiedy to zaczyna się drugi blok lekcyjny. Czas na myślenie, na pisanie, na bycie sama ze sobą, w towarzystwie dzikiej natury... Przewspaniała sprawa!

Sobota obudziła się dziś bardzo rześka, ale na szczęście też pogodna, a to oznacza, że zapowiada się piękny dzień. Mój weekend zacznie się dopiero w porze obiadu. Dziś mam zamiar uporać się ze wszystkim lekcjami na najbliższy tydzień, aby słodkich planów na jutro nie zmąciła myśl o choćby najmniejszym obowiązku. Jutro z Mikołajem mamy plany, że ho ho ho!

Dziś jest też najsmutniejsza rocznica w moim życiu... Ale nie mam już potrzeby pisać o tym tutaj. Te słowa znajdą zaszczytne miejsce w papierowej wersji Domu z Kamienia. 



Dobrego dnia!

4000 to po włosku QUATTROMILA 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka



blog

Co przecina się w Marradi

środa, października 18, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marradi

Miałam wrażenie, że rok 2023 zgubił po drodze dwa miesiące. Z sierpnia, który jeszcze kilka dni temu pięknie nam panował, zrobił się listopad. I to nie jakiś tam listopad z rumianym licem i refleksami słońca w rozwianych włosach. Nie, nie! To listopad siąpiący, mglisty i zimny.

Całe szczęście, że miał choć krztynę taktu i z siąpieniem do wczoraj się powstrzymał, dzięki czemu udał się jeszcze jeden trekking - tym razem w dużo szerszym gronie. 

Oglądam zdjęcia, wzruszam się i znów się nadziwić nie mogę - jak ten pająk w rogu mojej łazienki - dalej plotę blogową pajęczynę. Ludzie przyjeżdżają, odjeżdżają, witają się, żegnają, kradną serce, potem wracają raz jeszcze, żeby znów wyjechać, schodzą z monitora komputera, materializują się w rzeczywistym świecie. 
Jaki to piękny dar od losu!

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marradi

Ludzie też się wzruszają, śmieją, plotą ze mną pajęczynę, nitki rozciągają na różne kraje, a nawet na różne kontynenty, ale wszystkie one splatają się na dłuższą lub krótszą chwilę właśnie tu - w Marradi. 
Czasem aż samej trudno mi uwierzyć, że jeszcze kilkanaście lat temu czułam się najbardziej samotnym człowiekiem na świecie... 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marradi

Zrobił się już wieczór, prawie ciemny wieczór, bo październikowy listopad bardzo w tym "ciemnieniu" pomaga. W natłoku lekcji, w wyszarpanych dziś wolnych chwilach, nie miałam ochoty na poranne pisanie. Ani na poranne, ani na poobiednie. Chciałam do ostatniej sekundy wykorzystać wspólny czas, nim pociąg z J. na pokładzie zmoczony deszczem odjechał z jedynego biforkowego peronu - najmilszego peronu na świecie. 

Ostatnie dni choć pełne były wrażeń, zostawiły po sobie nie tylko miłe wspomnienia, ale też niedosyt. Chciałoby się więcej i więcej i więcej. Więcej i częściej, więcej i dalej, więcej i jeszcze intensywniej.  

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marradi
https://www.domzkamienia.com/2023/10/co-przecina-sie-w-marradi.html

A teraz mam tylko nadzieję, że toskański październik zachowa się jak należy i grzecznie się "odlistopadzi". Chciałabym Gości porwać znów w Apeniny i do Ukochanej i kolejnych Gości i jeszcze jednych w słońcu z uśmiechem powitać. 

A jeśli się nie odlistopadzi, to najwyżej powędrujemy w deszczu i w nosie z nim!

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marradi
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marradi

DI PIÙ to znaczy WIĘCEJ 

blog

Rekomendacja, wątpliwości, zmiany

czwartek, października 05, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Taki dziwny czas teraz... Niby jesień, a jeszcze lato. Niby pracy dużo, a jednak udało się na Łąkę Dyzia czmychnąć nawet dwa razy, niby Tomek już na studiach, ale jeszcze przez moment w domu, więc tulę namolnie, żeby czułości zrobić zapas. Niby tyle robię, a jednak dalej kręcę się w miejscu... Dziwny czas.

Muszę zacząć robić listę i odhaczać, to z czym się uporałam. W tym tygodniu przynajmniej jedna rzecz na plus - piec wyczyszczony, po przeglądzie, gotowy do nowego sezonu, choć mam nadzieję, że ten jeszcze chwilę poczeka z wymuszaniem na nas włączenia ogrzewania.

Na kanapie w salonie leży średniej wielkości stos najróżniejszych klamotów. Czy ten stos zmieni miejsce pobytu dowiemy się już niedługo, a kciuki oczywiście nadal potrzebne. 

Ostatnio uświadomiłam sobie, że od maja żyję w napięciu. Zaczęło się od majowych powodzi, przez koniec szkoły, matura, poszukiwanie lokum, na trzęsieniu ziemi kończąc. Mam wrażenie, że to wszystko razem plus brak wakacji wykończyło mnie i nieco wyjałowiło z optymizmu. Staram się te braki teraz uzupełnić jak umiem i wrócić do dawnej formy. 
Walczę z różnymi kryzysami, zwątpieniami, ale staram się trwać w uporze, by pchać do przodu to, co sobie wymyśliłam. Czasem te zwątpienia są całkiem spore i wtedy z pomocą przybywają słowa, takie jak na przykład te:

Szanowna Pani Katarzyno, 

chciałam w imieniu swoim i męża serdecznie Pani podziękować z niezapomniane wakacje we Florencji, które nie byłby tak bogate w doznania, gdyby nie Pani książka Sekrety Florencji. Przygotowaliśmy się do wyjazdu historycznie, byliśmy zaopatrzeni w przewodnik, ale oboje lubimy smakować detale i szczegóły architektoniczne, historyczne ciekawostki, słowem - nasze zwiedzanie z pewnością nie jest "zaliczaniem" zabytków (co za smutne  słowo w tym kontekście swoją drogą...). Mieszkaliśmy przy Via Toscanella na uroczym podwórzu pod kafejką i obok lodziarni, więc oczywiście znaleźliśmy głowę Madonny zatykającej nos, natomiast przegapiliśmy tablicę informującą o domniemanym mieszkaniu Boccaccia. Mieliśmy przytulne mieszkanie z meblami z początku XX w., wszystko włącznie z łazienką w takim wystroju. Dla nas - spełnienie marzeń. Radosne życie towarzyskie pod naszymi oknami, ze śpiewającymi Włochami i zapachami włoskiej kuchni. 

Znaleźliśmy złotą kratę i rzeźbę Vita Stwosza, tablice informujące o tym, czego nie wolno, polskie akcenty w Santa Croce, obręcze na słupie przy Plazza della Republica, otwarte i zamurowane okna i wiele innych ciekawych obiektów. Wspaniale było nieśpiesznie spacerować po wąskich uliczkach, smakować ich klimat, oglądać każdy załom, zakamarek, okno w artystycznym obramowaniu. Obchodząc szerokim łukiem (na ile to możliwe na wąskich ulicach Florencji:)) sklepy Prady, Gucciego itp., znaleźliśmy budynek secesyjny, który nas zachwycił, tajemnicze podwórza, odkryliśmy prawdziwe smaki w małych trattoriach. Nie kupiliśmy pamiątek, bo po nasyceniu duszy pięknem dzieł Tycjana, Tintoretta, Verocchia niemożliwe było patrzenie na chińskie stragany, a na Mercato Nuovo mając mało czasu kupiliśmy tylko doskonałe sery i szynkę. To co przywieźliśmy, jest bezcenne - wyjątkowe, fascynujące wspomnienia i mocne postanowienie - wrócimy tu w przyszłym roku.  Jeszcze raz więc serdecznie dziękujemy! Gdyby nie Pani wiedza, o ile uboższa byłaby nasza wyprawa...

(...) Jestem historykiem rekonstruktorem, zajmuję się głównie arystokracją polską w XIX w. oraz kulturą materialną. Jeśli chce Pani na chwilę zanurzyć się w świat strojów z XVIII i XIX w., proszę zajrzeć na moją stronę anetaaleksandraduda.com:)

Jeśli chce Pani opublikować tego maila w swoich mediach, nie mam nic przeciwko. Absolutny zachwyt Pani książką należy przekazywać dalej:)

Serdecznie pozdrawiam

Dom z Kamienia książki Katarzyny Nowackiej

Taki oto piękny list pojawił się wczoraj na mojej skrzynce, a że dostałam przy okazji zgodę na publikację, postanowiłam z niej skorzystać i jednocześnie przypomnieć o moich książkach. Niech ta miła rekomendacja będzie dla Was zaproszeniem, a ja jeszcze raz z całego serca dziękuję!

Cztery lata temu miałam podobne odczucia i wtedy na blogu zaszły zmiany, które w konsekwencji przyniosły wiele dobrego i stały się trampoliną do nowych działań. Czuję, że znów jest czas na pewne zmiany, dlatego już dziś proszę Was o cierpliwość i wyrozumiałość dla tego co w następnych tygodniach na blogu się zadzieje. Wiem, że pewnych zmian Czytelnicy nie lubią, ja sama wyklinam, kiedy Skype robi mi aktualizację i wywraca wszystko do góry nogami, niemniej wiem, że pewne zmiany są najzwyczajniej w świecie konieczne. Ostatnio ktoś mądrze mi napisał: "głową sufitu nie przebijesz". 

Uciekam już do bardzo ważnych spraw z nadzieją, że wkrótce będę mogła napisać dużo radosnych wrażeń. 
Pięknego dnia!

PRZEGLĄD (na przykład pieca) to po włosku COLLAUDO 

blog

Mój kamienny nastolatek! Kto dziś wzniesie ze mną toast?

poniedziałek, kwietnia 24, 2023

Dom z Kamienia blog ma 11 lat!
 
Parafrazując znany w Polsce tekst, mogę dziś napisać, że "urodziny bloga znów zaskoczyły Kasię". To znaczy, może nawet nie tyle zaskoczyły, bo już w sobotę na powitalnej kolacji nasi warsztatowicze wznosili toast za Dom z Kamienia, chodzi o to, że ja jak zwykle nic sobie na tę okoliczność nie przygotowałam. Myśli niezebrane, przemowy brak, dobrze, że chociaż zdjęcia "okolicznościowe" przezornie udało się zrobić wcześniej. 

Czuję się dziś jak aktorka, która niby była nominowana do Oskara, ale nikt jej zwycięstwa nie obstawiał - nie obstawiała go przede wszystkim ona sama. Kiedy więc pada słynne the winner is..., nagle ktoś wywołuje ją na scenę i podaje mikrofon, a ta kompletnie nie wie co powiedzieć! Zaczyna coś dukać, dziękować, tonąć w plątaninie własnych, bezskładnych słów podlanych wzruszeniem... Oto ja dziś. 

Od czego zacząć? 
Może właśnie od zawsze aktualnego DZIĘKUJĘ? Jest przecież tak wiele rzeczy, za które chcę podziękować, za tak wiele jestem dziś wdzięczna. Z imienia nikogo wymieniać nie będę, bo lista byłaby długa, a poza tym mogłabym kogoś pominąć. Postaram się zatem najogólniej. 

Dziękuję Wam wszystkim odwiedzającym Dom z Kamienia. Czasem nie zdaję sobie sprawy, że aż tyle osób każdego dnia o poranku czeka na moje słowa i zdjęcia. Wy jesteście częścią tego wszystkiego. Dom bez ludzi byłby smutny, więc naprawdę dziękuję, że jesteście.

Dom z Kamienia blog ma 11 lat!

Dziękuję za Waszą życzliwość, za wsparcie, za wirtualne poklepanie po ramieniu, czasem za ustawienie do pionu, za wysłuchanie, za zaufanie. Dziękuję, że wielu z Was postanowiło wyjść poza internetowe ramy i mieliśmy możliwość spotkać się w realu. Dziękuję za wymianę myśli, za wsparcie techniczne, moralne, za wsparcie Patronów. Dziękuję, dziękuję, dziękuję!

Dom z Kamienia blog ma 11 lat!

Blog Dom z Kamienia jest od dziś nastolatkiem. To wydaje się nieprawdopodobne. Pomyśleć, że wszystko to narodziło się jeszcze z Polski, z tęsknoty, z potrzeby pisania. Lubię to moje blogowanie i nawet jeśli piszę przez tyle już lat i to każdego dnia, nic a nic zapał mi nie minął i mam zamiar długo tak jeszcze pisać. 

Wspominałam ostatnio o byciu staroświecką, o blogu jako o przeżytku, o tym, że wszystko kręci się wokół obrazków i lajków oraz o tym, że ja tak naprawdę jestem trochę z innej bajki. Wierna przede wszystko sobie samej, będę skupiać się na drobiazgach dnia powszedniego, zachwycać nimi i mam nadzieję, że uda mi się tym zarazić też innych. Chciałabym celebrować życie, tak jak na to zasługuje, bo to dane nam jest tylko raz. Dubla raczej nie będzie, w kontrakcie na życie nie ma takiego paragrafu...  

Dom z Kamienia blog ma 11 lat!

Ostatni rok to przede wszystkim trzecia książka i takie też są rocznicowe zdjęcia. Mam nadzieję, że następne urodziny przywitam w zdrowiu, w rodzinnym i osobistym szczęściu oraz z czwartym literackim dzieckiem, TYM dzieckiem. Niech wszystko dalej kręci się w dobrym kierunku! 

Nie wiedziałam co napisać i paradoksalnie znów popłynął słowotok! Słowa, które wirują mi w głowie są nie do zatrzymania, zupełnie jak w czasie ostatniego wywiadu. Na koniec trochę statystyk: Drzwi Domu z Kamienia otworzyliście w tych latach prawie 7.000.000 razy! Ja napisałam prawie 4.000 postów, zdjęć zliczyć nie sposób. Dodaliście prawie 14.000 komentarzy. 

I jeszcze taka ciekawostka odnośnie najpopularniejszego postu. Na dwóch pierwszych miejscach są informacje i relacje ze zorganizowanych przeze mnie ślubów, na trzecim miejscu jest natomiast przeprowadzkowy wpis sprzed ponad dwóch lat - I tak oto zaczyna się kolejny rozdział... DOM Z KAMIENIA ZA RZEKĄ. 

Mam nadzieję, że jeszcze wiele ciekawych rozdziałów tej opowieści dopisze się samo. 

Pięknego dnia i TANTI AUGURI dla mojego Domu z Kamienia. 

Ps. A może ktoś z Was podzieli się ulubionym wspomnieniem z ostatnich jedenastu lat związanych oczywiście z Domem z Kamienia? Może ulubiony wpis? Będzie mi bardzo miło.

Dom z Kamienia blog ma 11 lat!

bluzka i spódnica: www.madame.com.pl

blog

Dom z Kamienia nie jest już "dzieckiem" - 10 lat!

niedziela, kwietnia 24, 2022

Dom z Kamienia blog świętuje dziesięć lat

A najlepsze to jest to, że od rana w błogiej nieświadomości płodzę sobie wywody o nowej łące Dyzia, o historii Guccich i o książce, którą na tej łące czytałam, aż w pewnej chwili zerkam jednym okiem na datę...
24 kwietnia... 
O matko! To przecież dziś! Jacy Gucci, jaka łąka!?? Przecież oto właśnie dziś Dom z Kamienia przestaje być dzieckiem! 24 kwietnia 2012 roku kliknęłam po raz pierwszy - wtedy z drżącym sercem i trzęsącą się ręką - "publikuj". I tak to już trwa... Dokładnie DZIESIĘĆ LAT! Czy ktoś w to uwierzy? 

Zacznijmy na tę okoliczność - na którą nawiasem mówiąc wcale się nie przygotowałam, ba! niemal o niej zapomniałam - od statystyk: 
Kilka dni temu wybiła na liczniku odwiedzin astronomiczna liczba sześć milionów. 
Na ten moment drzwi Domu z Kamienia otworzyliście 6.027.333 razy. 
Zaglądaliście do mnie z tak różnych i odległych miejsc na świecie, że czasem musiałam sprawdzać na mapie. Do tej pory pamiętam Wyspy Owcze. 
Napisałam w sumie 3.452 posty. Kiedyś zastanawiałam się ile czasu spędziłam na ich pisaniu, ale dziś chyba jednak wolałabym tego nie wiedzieć. 
Pod postami pojawiło się natomiast 13.198 komentarzy - i tu bardzo za nie dziękuję i jednocześnie przeproszę, że tak często nie odpowiadam, albo robię to z opóźnieniem. Jest mi jednak zawsze niezmiernie miło, jeśli komentujecie i zaznaczacie swoją obecność.

Dom z Kamienia blog świętuje dziesięć lat

Dom z Kamienia narodził się z dwóch powodów: z tęsknoty za Italią i z potrzeby opowiedzenia mojej historii. Tęsknotę udało mi się zgasić już po roku z kawałkiem od napisania pierwszego posta. Marzenie o przeprowadzce - choć okupione wielkim poświęceniem i trudem - spełniło się i nadal powtarzam, że była to najlepsza decyzja w moim życiu. 
A książka? Książki na księgarnianych półkach stoją już dwie, trzecia stanie w przyszłym roku. Tak czy inaczej nie stoi obok nich jeszcze TA książka. 

Zajęta pracą odłożyłam notatki "na później" do szuflady. To później trwa już lata i teraz ten temat powrócił całkiem niechcący przy okazji ostatniego wywiadu. Przedziwnym zbiegiem okoliczności o Dom z Kamienia zapytał mnie też Tomek dzień wcześniej - kiedy? I czy sens myśleć o publikacji już teraz, jeśli DOMU dalej nie ma?

Odpowiedziałam mu wtedy, że z biegiem lat ten tytułowy Dom z Kamienia nabrał innego znaczenia. To już nie jest tylko wymarzony budynek jak z toskańskiej pocztówki. Dom z Kamienia to moja włoska codzienność, to inna ja, to ludzie jacy pojawili się w moim życiu - narodziły się prawdziwe przyjaźnie, to moje wędrowanie odkrywanie, radość życia, czasem lekko gorzka, to wszystko co wypełniło te lata i mam nadzieję dalej będzie wypełniać. Może Domu kiedyś się doczekam, ale jeśli nawet nie - to dziś nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Spełniłam to, o czym tak bardzo marzyłam, a marzeń wielkich mam jeszcze wiele. 

Myślę, że już czas notatki z szuflady, moje toskańskie notesy poskładać w całość i opowiedzieć historię, jakiej tylko strzępki pojawiły się na blogu.

Dom z Kamienia blog świętuje dziesięć lat

Przez te dziesięć lat dorosły mi dzieci. Tomek w tym roku wchodzi w dorosły wiek, Mikołaj za kilka tygodni będzie świętował swoje "sweet sixteen". Nasze rozmowy są coraz poważniejsze, czasem się spieramy, ale nadal potrafimy śmiać się z głupot do rozpuku. Śmiać bezpardonowo ze wszystkiego! 
Nie mogę już chłopców pokazywać tak, jak to bywało kiedy byli młodsi. Tomek poprosił o całkowitą prywatność, więc muszę to uszanować. Mikołaj ma do wszystkiego swobodniejsze podejście. 
Blog zmienił się treściowo i wizualnie. Kto pamięta pierwsze zdjęcie z "Domem z Kamienia"? Przyznajcie się kto tu się ze mną tak ładnie starzeje?:) 

Oczywiście przez te dziesięć lat zmieniłam się przede wszystkim ja sama. Poza napisaniem dwóch książek, zadebiutowałam w telewizji, w radio, kilka osób nauczyłam włoskiego, kilka par postawiłam na ślubnym kobiercu, z wieloma osobami zachwycałam się Florencją i apenińskimi szlakami. Natomiast jednocześnie wiele we mnie pozostało bez zmian. Wciąż jeszcze odzywa się  niepewność siebie, wciąż nieśmiałość daje mi do wiwatu, wciąż tak łatwo mnie zranić. 

Dom z Kamienia to kilka godzin mojej uwagi dziennie. Mimo kołowrotka ostatnich miesięcy, starałam się go nie zaniedbywać. Wprawdzie posty ukazują się teraz później, ale mimo miotły zaparkowanej w piwnicy, aż tak wielkich mocy, by dobę rozciągnąć, nie mam. I choć ktoś mógłby pewnie powiedzieć - przeprowadziłaś się, książki piszesz, to może czas zamknąć już te drzwi? - ja wcale o tym nie myślę. Uwielbiam moje blogowanie i wszystko to, co niesie za sobą. 

Pozwólcie więc, że z tej okazji przypomnę się z moim PATRONITE. Przepraszam moich Patronów za zaniedbanie, ale wiecie, że czasem nie wiem w co ręce włożyć. Staram się jednak zawsze dbać o to, by Dom z Kamienia raczył Was miłą lekturą i obrazkami.

Na lekcję Was teraz nie zapraszam, bo chwilowo miejsc brak, ale zapraszam Was na wakacje do Marradi, na warsztaty kulinarno - trekkingowe (piąta - tym razem wiosenna - edycja już za miesiąc). 

Zapraszam Was do lektury moich książek: SEKRETY FLORENCJI i NIEZNANE TOSKANIA I ROMANIA. Gdzie Dante mówi dobranoc

I zapraszam Was oczywiście do Domu z Kamienia - abyście byli tu ze mną, cieszyli się smucili, przeżywali drobnostki i sprawy wielkie przez następne dziesięć lat. W życiu bywa różnie, ale ja zapewniam Was o jednym - tu zawsze jest prawdziwie, spontanicznie, tak jak spontaniczny, improwizowany jest cały ten dzisiejszy wpis, tak jak w sumie improwizowane od lat jest całe moje życie. 
Pięknej niedzieli! Ja mam zamiar świętować razem z chłopcami poza domem. Jakiś plan mimo prognoz deszczowych się urodził.