lato

Starsza Pani Lato

piątek, sierpnia 23, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Poranki i wieczory mają już inny zapach. Inaczej "smakuje" teraz słońce. Inaczej brzmi muzyka natury. Lato jest teraz starszą panią. Ma lekko posrebrzane włosy wysuszonych traw, twarz z siateczką bruzd zaoranych pól, spija poranną rosę, stroi się w aksamitny fiolet winogron, zamyślona siedzi na placu i słucha ostatnich koncertów. 

Pani Lato jest zawsze piękna - czy to w czerwcowym młodzieńczym wydaniu, z rumieńcami poziomek, ze słonecznikami, pachnąca słodko lipą i ginestre, czy lipcowa w pełnym rozkwicie, w maksimum splendoru swej urody, tańcząca pół naga nad rzeką przy graniu cykad, czy teraz, kiedy ten splendor powoli przemija. 

Ostatnie dni były bardzo intensywne. Piękne, niezapomniane, ale też... wyczerpujące. Tańce, jakby jutra miało nie być, wieczory na placu do nocy, bo przecież żal iść spać, uczty, wino! A przy tym brak odpoczynku, wczesne wstawanie, bo przecież praca, różne problemy i trudy, przy których trzeba było siły nadludzkiej, by skrzydła utrzymać wysoko. 

Został jeszcze miesiąc lata - przynajmniej oficjalnie. Kurier podrzucił dziś paczkę z moim plecakiem. Za tydzień wrzucę do niego Nikona, notes, książkę, kilka ciuchów na zmianę i "zniknę" na trzy dni. Mam nadzieję, że będzie to czas, który pozwoli głowie odpocząć i zająć się wreszcie wcielaniem w życie literackich pomysłów, książkowych modyfikacji. Czuję, że to jest właśnie to. Pewne rzeczy trzeba po prostu czuć.
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Wczoraj był ostatni tego lata czwartek z mercatini. W kalendarium wisi jeszcze kilka imprez, nim sierpień zwinie swoje klamoty. Chciałabym być na wszystkich, ale jednocześnie potrzebuję już naprawdę odpocząć - osiołkowi w żłoby dano...

Tymczasem tutaj dla tych, którzy ciekawi byli mojego wiedźmowego występu. Na początku tego materiału jest chyba dwusekundowa migawka. Myślę, że mimo charakteryzacji łatwo mnie rozpoznać. Wiedźmą się po prostu jest. 
Na stronie PROLOCO MARRADI jest też galeria zdjęć, ale ja załapałam się na tylko jeden kadr.


lato

Sierpniowe konfetti

wtorek, sierpnia 20, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Kwiaty lagerstroemi, nazywanej potocznie mirto crespo, zaczynają powoli opadać. Delikatne, kolorowe, jakby zrobione z krepiny, walają się po asfalcie i chodniku, dokładnie tak, jak konfetti, które ścielą ulice po nocy sylwestrowej. Te pięknie kwitnące drzewka zawsze będą przypominać mi o schyłku lata. Z nimi wiąże się jedno z pierwszych wspomnień mojego toskańskiego życia. 

We wrześniu 2013 roku wszystko wydawało mi się nowe, a ja zachwycałam się każdym drobiazgiem (tak jest do tej pory). Kiedy rankiem odprowadzałam dzieci na lekcje, zachwycałam się nawet drogą do szkoły. Chyba tak naprawdę dopiero wtedy po raz pierwszy zwróciłam uwagę na lagerstroemię. Jej róż i fiolet wydawały mi się czymś niemal abstrakcyjnym u progu jesieni. Takie kolory, taka delikatność i obfitość bardziej pasowały do kwietnia czy maja... 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dziś opadające powoli kwiaty lagerstroemii rzeczywiście są takimi konfetti, ale nie po sylwestrowej nocy, tylko po mijającym lecie. Ilekroć na nie patrzę - czy nad głową czy pod stopami, robi mi się ckliwie i przypomina mi się tamta droga do szkoły sprzed 11 lat.  Ja wiem, że tego lata oficjalnie jeszcze miesiąc, ale to lato jest już trochę inne. Subtelnie, niemal nieznacznie ubyło dnia, kolory odrobinę się zmieniły. Schyłek lata widać nawet w codziennym menu...

Na dwa dni zawitało do nas załamanie pogody. Większość osób odetchnęła, bo upał ostatnich dni rzeczywiście oscylował wokół piekielnych temperatur. Tak czy inaczej to ochłodzenie przyszło tylko na chwilę, bo już depcze mu po piętach kolejny afrykański anticiclone. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Z jednej strony smęcę nad schyłkiem lata, ale z drugiej strony co i rusz błyska obiecujący jesienny promyk. Takim promykiem była wczoraj wieść o nowej wystawie, jaka szykuje się w Forlì po Prerafaelitach! Nie ma jeszcze oficjalnych wieści, więc nie będę "spojlerować", ale kto kocha sztukę, powinien być czujny. Z relacji znajomej pani profesor, która uczestniczyła w prezentacji wystawy w Rimini wygląda na to, że czeka nas prawdziwa uczta!

Planowane wystawy na najbliższy sezon zapowiadają się pięknie i na pewno będą dla mnie osłodą jesieni. Tymczasem wczoraj nazbierałam cały pojemnik jeżyn do zimowych deserów i zamówiłam plecak na moją wyprawę. Już się cieszę na moment, kiedy zarzucę go na ramiona i na chwilę się wyłączę z codziennego kołowrotka... 

Dobrego dnia!
PLECAK to po włosku ZAINO 

lato

Kumulacja kwintesencji

piątek, lipca 26, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Czwartkowe letnie wieczory wibrują muzyką, smakują swojską pastą, mamią straganami... 

Te mercatini to dla mnie jedna ze składowych kwintesencji marradyjskiego lata... Zjeść, spotkać się przypadkiem i nie przypadkiem, przejść placem góra dół i jeszcze raz i znów góra dół, do zmęczenia nóg. Przystanąć co kilka kroków i porozmawiać chwilę ze znajomymi. Potem usiąść na placu, cieszyć się słodyczą lodów i orzeźwiającym prosecco, słuchać włoskich szlagierów, podziwiać starsze panie piękne i kolorowe, rozczulać się widokiem ganiających się bobasów...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Tych letnich kwintesencji będzie już za chwilę prawdziwa kumulacja, ale nim zacznę się nimi delektować czekają mnie dwa tygodnie wyjątkowo intensywne. Cieszę się, że i w tym roku udało mi się przyciągnąć do Marradi nowe osoby, cieszę się, że tyle się dzieje i że niektóre spotkania stają się dla mnie cennym źródłem inspiracji, lekcją, plecionką nowych nitek słynnej blogowej pajęczyny. 

Poza tym delektujemy się smakami lata i wolnych chwilach rozpieszczamy się z Mikołajem pysznymi obiadami i kolacjami. Kolekcjonuję teraz na potęgę nowe przepisy i mam wrażenie, że każdy jeden jest lepszy od poprzedniego. Może w weekend uda mi się podzielić nowym odkryciem... Jako zapowiedź - ostatnie zdjęcie.

Enigma w planowaniu podróży Mikołaja się rozwiązała i chyba już wszystko gotowe, Mario ma się lepiej, moje zakwaterowanie na samotny trip "przebukowane".  

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dobrego dnia!

PRZYCIĄGNĄĆ to po włosku ATTIRARE 

lato

Lato powinno zwolnić...

wtorek, lipca 23, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Przed nami ostatni tydzień lipca... To znaczy, że lato zbliża się do połowy. Gdybym mogła zaciągnęłabym mu hamulec ręczny, żeby tak nie gnało, bo kto to widział taki pośpiech. Już wystarczy, że ja się wiecznie spieszę, lato nie musi... 

Lato powinno zwolnić, żebym zdążyła zrobić wszystko to, co latem lubię robić... 

Ususzyć kwiaty elicriso, zrobić tradycyjne zdjęcie z Mikołajem pod arkadami gminy, w uszach zawekować granie cykad, na skórze utrwalić odcień bursztynowy, wyspać się, nacieszyć się mercatini, festami, nocnymi wyprawami, zapachem mięty w ogródku, ciężarem pomidorów, słodyczą brzoskwiń...

Poza tym mieć czas cieszyć się letnimi, niespodziewanymi drobiazgami, mieć oczy szeroko otwarte, fantazjować, marzyć...

***
- 5.50 - mówi sklepikarka w warzywniaku, kładąc mi na ladzie torbę brzoskwiń, cebuli tropea i cytryn. Zaraz też, widząc mój banknot 20 euro, dodaje - a masz pięćdziesiąt centów? 
- Wszystkie drobne oddałam rano synowi - odpowiadam i odruchowo potrząsam moją torebeczką, żeby udowodnić, że nic w niej nie dzwoni i nawet nie ma sensu, żebym szukała. 
- 50 centów - nieznajomy mężczyzna, którego obok obsługuje mąż sklepikarki kładzie na ladzie trzy odliczone monety i uśmiecha się od ucha do ucha.
- Ale... - patrzę to na monety na to mężczyznę to na sklepikarzy, którzy wyglądają na szczerze ubawionych  i nawet nie wiem co powiedzieć. 
- No co? Przecież to tylko 50 centów, a nie 50 euro - w jego głosie dźwięczy cudzoziemski akcent.
- Grazie!
Mężczyzna bierze dwie torby swoich zakupów, rzuca do wszystkich promienne buongiorno i wychodzi. 
- Ach ci Szwajcarzy - komentuje sklepikarka pomagając mi ułożyć moje sprawunki. 
- To Szwajcar? 
Sì cara!

To drobne zdarzenie wprawiło mnie w jeszcze lepszy humor. Tuż przed domem minęła mnie rozpędzona na rowerze dziewczynka z włosami splecionymi w dwa warkocze. Aż się do tych warkoczy uśmiechnęłam. Ni z gruszki ni z pietruszki wyobraziłam sobie, że to ja - ja dziewczynka. Jakie to byłoby wspaniałe - móc się zobaczyć tak naprawdę. Zaraz zaczęłam fantazjować, co też bym sobie powiedziała... 

Powiedziałabym na przykład - nie jedź tak szybko, nie gnaj na łeb na szyję! Już sam czas za bardzo pędzi, nie ma sensu mu wtórować. Zobacz... przed nami ostatni tydzień lipca. To znaczy, że lato zbliża się do połowy...

lato

O milinie i lipcowych radościach dwa słowa oraz o poszukiwaniu miejsca

czwartek, lipca 04, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Milin, czyli po włosku bignonia przywędrował do nas podobno z Ameryki Łacińskiej - dokładnie z Meksyku, Peru i Argentyny. W tamtych krajach kwiatami milinu często dekoruje się świątynie w czasie religijnych uroczystości, a dostanie ich w prezencie jest wróżbą szczęścia i prosperity. Popularnym zwyczajem jest też sadzenie ich blisko wejścia do domów, żeby strzegły mieszkańców przed nieszczęściem. 

Bignonia jest również nazywana kwiatem poświęconym słońcu - nie bez powodu - kwitnie bowiem od letniego przesilenia do równonocy jesiennej.

To wszystko wydaje mi się dziś takie niezwykłe. Piętnaście lat temu nie miałam nawet pojęcia, że istnieje coś takiego jak milin, a teraz zachwycam się nim w drodze po zakupy. Ta lipcowa droga do Marradi jest niezwykła, wakacyjna, tak błogo śródziemnomorska... 
Milin i fioletowe kępy lawendy brzęczącej pszczołami, nakrapianej motylami.   

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Droga do Marradi brzmi też trajkotem cykad i tak jak mój węch do ekstazy doprowadza zapach lip, tak do ekstazy moje uszy doprowadzają zjednoczone w grzechoczącym, upalnym graniu cykady. 

Czwartkowy poranek był zaskakujący. Przekonana byłam, że jestem w domu sama, bo Mikołaj wyszedł w środę przed kolacją na umówionego z kolegami grilla i nim nastał wieczór, zadzwonił poinformować mnie, że zostaje na noc. Coś jednak poszło nie tak i o północy Mikołaj wrócił do domu, o czym ja już oczywiście nie wiedziałam. Moja mina na widok zjawy dziś rano musiała być bezcenna...
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Rankiem dla relaksu, żeby przedlekcyjny czas przy kawie wypełnić czymś beztroskim, zabrałam się za szukanie budżetowych destynacji na mój samotny wypad. Po kilku kliknięciach znalazłam nawet "to coś" i uradowana taniością biletów na pociąg już miałam kliknąć "kup", kiedy ocknęłam się i postanowiłam sprawdzić najpierw ceny noclegów. Tym oto sposobem nowowyszukaną destynację szlag trafił. Z cenami w niektórych miejscach to chyba jednak powariowali. Będę sobie dalej przy porannej kawie klikać i podróżować wstępnie palcem po googlowej mapie. 

Pięknego dnia!

ZWARIOWAĆ to po włosku IMPAZZIRE 


lato

Lato prawdziwe, wakacje i Siłaczka w akcji

czwartek, czerwca 06, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Wszystko znowu jak sinusoida. Po kilku dniach resetowania głowy i bycia dla siebie, znów pukają do drzwi troski (walą pięściami, to pukanie to taki eufemizm), które jakby jeszcze bardziej spuchły, spęczniały, nabrzmiały. Staram się niezmiennie stanąć na wysokości zadania, wchodzę niezmordowana w rolę Siłaczki, z uporem maniaka stawiam czoła problemom i przede wszystkim próbuję podzielić się optymizmem z potrzebującymi. Jednak nie zawsze mi to wszystko wychodzi. Do sukcesu w tej materii przydałoby się jeszcze być cudotwórczynią, a akurat tego talentu, chyba nie posiadam. 

Mam wrażenie, że od kilku miesięcy przechodzę najtrudniejszy w moim życiu egzamin i momentami jestem na skraju wyczerpania. Ratuję się oczywiście przerywnikami jak z minionego weekendu czy chwilkami nad rzeką (poproszę o jeszcze!), ale jednak na ramionach leży ciężar, który szybko pewnie nie zniknie. A najgorsza w tym wszystkim jest właśnie niemoc. Gdyby tak człowiek miał czasem wpływ na sprawy, na które wpływu nie ma... 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Te trudy, które znów wykipiały w środowy wieczór, zaburzyły moją radość z nadchodzących wakacji. Trzeba się chyba skupić na tym, żeby przeżyć w miarę dobrze bieżący dzień, a potem następny i tak dalej. Ale trzeba też mimo wszystko znaleźć w sobie siłę i optymizm - i to znaleźć ich tyle, by właśnie wystarczyło dla dwojga. Najtrudniej jest, kiedy nie ma się wsparcia, a samemu tym wsparciem trzeba być.

Tymczasem przyszło do nas lato. Teraz teraz, to już nie jest ciepła wiosna, tylko naprawdę lato. Nawet jeśli cykady nie rozpoczęły jeszcze koncertów, to dolinę Lamone spowiła już leniwa wakacyjna atmosfera. Dzieciaki w Emilii Romanii - a Mikołaja szkoła jest w tym właśnie regionie, dziś kończą szkołę,  ciepłe powietrze pachnie nową porą roku... 

Oczywiście zamyśliłam się dziś o świcie znów nad galopką czasu, bo przecież dziś to moje najmłodsze dziecko zaczyna już ostatnie takie wakacje. Niby pierwsze wakacje jako dorosły, ale jeszcze jako licealista. Za rok o tej porze będziemy żyć nerwówką matury. 

Nim napiszę miłego dnia, znów muszę powtórzyć się z jedną prośbą. Aż mi głupio bo do znudzenia, choć to przecież nie mi powinno być głupio...

Ponieważ zbliżają się wakacje i czas podróży, dostaję od Was dużo maili i wiadomości z prośbą o polecanie miejsc. A zatem pragnę kolejny raz przypomnieć, że proszenie mnie prywatnie o przygotowanie planu wakacji jest brakiem szacunku dla mojego wolnego czasu (którego nie mam nawet dla mnie samej), ale przede wszystkim jest też brakiem szacunku dla mojej pracy. Polecam miejsca we Florencji, jej okolicach, nieznanej części pogranicza Toskanii i Romanii w moich trzech książkach oraz na blogu. Jeśli ktoś nie chce sobie zadać trudu, aby do nich zajrzeć, a zamiast tego zajmuje mój cenny czas prosząc o indywidualny plan wakacji, to nie wiem już nawet jak to nazwać. Ech... 

Pięknego dnia! Pięknego lata! Mam nadzieję, że do wszystkich już zawitało, a wszystkim włoskim dzieciom czy od dziś czy od jutra WSPANIAŁYCH WAKACJI!

lato

Letnie poczęcie

wtorek, września 26, 2023

Wrzesień w Toskanii Dom z Kamienia blog

Lato zostało poczęte we wrzosach i w cyklamenach, przy słodyczy śliwek, aksamicie winogron, w gwarnym winobraniu, które przeplata się z szelestem liści... Może nikt o tym wcześniej w ten sposób nie pomyślał, ale nowe lato właśnie się poczęło. Poczęło się po cichu, kiedy wszyscy zajęci byli opłakiwaniem tego, które odeszło. Nowe lato urodzi się dokładnie za dziewięć miesięcy...

Nie ponaglam czasu, bo i bez tego szybkość jego mijania zaczyna ocierać się o wartości ponaddźwiękowe. Ale taka miła wydała mi się ta metafora, że aż postanowiłam zapisać ją w moim notesie. Będę się oczywiście cieszyć każdą chwilą oczekiwania na letnie narodziny, celebrując po drodze kasztany, pierwszy chłód z szalikiem na szyi, a potem wydłużanie się dni, które będą trochę jak... pierwsze ruchy dziecka.  

Wrzesień dobiega do mety w letniej aurze. Podobno idzie do nas afrykański front, który otworzy drzwi październikowi. Dzisiejszy poranek był pierwszym od ośmiu dni, kiedy strona geofizyki i wulkanologii nie była pierwszą, którą otworzyłam zaraz po przebudzeniu się. Chyba powolutku wracamy do normalności sprzed trzęsienia ziemi, choć z drugiej strony przyznam szczerze, że kładzenie się wieczorem do łóżka, jeszcze nie jest pełnym relaksem i myślę, że sporo czasu będzie musiało minąć, aż zapomnimy o zeszłotygodniowych wydarzeniach.

Z Bolonii nie przyszły na ten moment żadne dobre wieści, a im więcej mija czasu, tym i nadzieja coraz słabsza. Tomek spędza codziennie pięć godzin w podróży...

Te wszystkie ostatnie zawirowania wprowadziły chaos w mojej głowie, zasiały niepokój i naruszyły poczucie bezpieczeństwa. Mam wrażenie, że znów stoję na rozdrożu i lęgnie się we mnie poczucie, że powinnam coś zmienić. Nie wiem, czy to będzie dobry trop, ale chyba czas na kolejny poważny remont "Domu z Kamienia". Poprzedni miał miejsce w 2019 i po nim zadziało się dużo dobrego. Oby tak było i tym razem.

W ostatnim czasie znów wróciły do mnie te same obawy, wątpliwości, frustracje, które targały mną cztery lata temu i znów z pomocą przyszła profesjonalna dobra dusza, która twardo ustawiła mnie do pionu, za co jestem bardzo wdzięczna. Jest jakiś plan, teraz tylko kwestia tego, czy ten plan uda się dobrze zrealizować i czy przyniesie on spodziewane efekty. 

Czas pokaże. Tymczasem dobrze, że to lato już poczęte...

Mija tydzień od ostatniej premiery, więc pozwolę sobie przypomnieć spacer po Urbino i już teraz zapowiadam kolejną premierę w najbliższą niedzielę, która będzie kontynuacją tego spaceru. 


Pięknego wtorku!

POCZĄĆ to po włosku CONCEPIRE (wym. konczepire)

lato

O tym jak lato się kończy i w jaki sposób głowa przełącza się na beztroski tryb

wtorek, września 05, 2023

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

- To zdjęcie to jak pożegnanie lata - powiedział Mario i zaraz zanucił pod nosem L'estate sta finendo... 
Od tej pory przyczepiła się do mnie ta piosenka i mam wrażenie, że nawet śpi w mojej głowie, bo jak tylko się obudzę, zaraz budzą się też słowa - l'estate sta finendo... (lato się kończy...), un anno se ne va... (rok odchodzi...) 

To jest taki moment, że z jednej strony mam ochotę rozpłakać się jak dziecko z żalu, że to lato się kończy, a z drugiej patrzę na zdjęcia, na ostatnie filmiki i mam ochotę śpiewać na całe gardło z radości, że było mi dane tyle pięknych dni, mimo stresów, nerwów i problemów. 

Jest jeszcze trzecia strona - nawet jeśli nic lata nie zastąpi, to ja naprawdę lubię jesień - marradyjską jesień.

- My w Marradi to mamy szczęście. Przyznaj, że kasztanowa jesień to coś, na co też się czeka. Znów sagry i ludzie i muzyka...
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Kiedy w niedzielę wracaliśmy ze Scarperii postanowiliśmy przejechać przez Passo della Sambuca. To miejsce już zawsze będzie miało dla mnie szczególne znaczenie... 
Nie raz było lekiem na smutki - pamiętam szczególnie jeden z takich momentów w 2015 roku, kiedy wszystko mi się waliło, była zima, a Passo della Sambuca skute było lodem. Mario przywiózł mnie na przełęcz, żebym złapała oddech, zupełnie jak tonący, którego wyciąga się z wody. 

Nie wiem co takiego jest w tym miejscu - wysokość, przestrzeń, dzikość, surowość i łagodność zarazem? Coś tu jest, co działa cuda.  

Pamiętam też inny moment... 

Z Toskańskich Notesów, październik 2009
To był cudowny tydzień, przyznam, że jechałam trochę niepewna, przyzwyczajona do gorącego słońca, do letniej Toskanii, czasem zielonej, a czasem żółtej od słoneczników. Okazało się jednak, że to w październiku moja Italia przywdziewa najpiękniejszą suknię. Jest bajecznie kolorowa, wciąż jeszcze ogrzewa swoim ciepłem, ale już cicha, spokojna i jakby zamyślona. Zaprasza wszystkich do stołu i tak pięknie wystrojona częstuje winem, truflami i kasztanami...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

To była nasza pierwsza jesienna podróż do Marradi, która stała się dla mnie ostatecznym potwierdzeniem tego, że tu jest właśnie moje miejsce, że nieważne czy jest słońce, ciepło, czy głowę wypełnia wakacyjna beztroska, czy też na scenę wchodzi jesień, która coraz bardziej jasnego dnia zabiera, która czasem deszczem zapłacze, która każe cieplej się ubrać. 

W jeden z ostatnich dni października 2009 roku stałam na kopcu pod krzyżem, dokładnie tam gdzie w minioną niedzielę i nazachwycać się jesiennym, apenińskim światem nie mogłam! I tak zachwycam się już od lat... 

To z tamtego też dnia było moje pierwsze profilowe zjęcie na fb. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Mam wrażenie, że to wojażowanie w ostatnich dniach było niezbędnym przerywnikiem, żeby nie zwariować do reszty. Kiedy wsiadam do Rangera i wiem, że już danego dnia nic nie muszę, głowa przełącza się na tryb "wojażowy" - tak jak telefon na samolotowy - człowiek nie dodzwoni się, choćby pękł. Wyłączam się na myślenie o Bolonii, o pracy, o załatwianiu miliona różnych formalności. To taki instynkt samozachowawczy. 

Korzystam z ostatnich dni, kiedy jeszcze moi uczniowie się "wakacjują", przestawiam lekcje tak, by zyskać jak najwięcej wolnego dnia. Mario jest w zadziwiającej formie, więc na wojażowanie otwarty i nawet w tych dniach coś o Florencji przebąkiwał - a to już naprawdę jest koniec świata! 

Staram się być chojrakiem przed Tomkiem i jego podnosić na duchu - a tak naprawdę w duchu podnoszę nas dwoje - no przecież zaraz coś się znajdzie, jakoś to się musi wszystko poukładać... 

L'estate sta finendo... - to fakt, ale kończy się w prawdziwie letniej oprawie - z gorącem, ze słońcem. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dobrego dnia!

lato

Zbiorowa nostalgia

czwartek, sierpnia 24, 2023

Dom z Kamienia książki Kasi Nowackiej

Ludzie w końcu wstali od stołów, wypili kawę i zaczęli bujać się w rytm muzyki. Klasyki mniej lub bardziej współczesnego disco odbijały się od fasad palazzi na Piazza delle Scalelle. Wieczór był tak ciepły, jak tylko ciepłe potrafią być włoskie wieczory w środku lata, nawet jeśli ten środek już środkiem nie jest. Starsi, młodsi, maleńtasy, starsi na serio, młodzież w moim wieku - miks pokoleń, miks emocji oraz mieszanka zbiorowej nostalgii, bo miałam wrażenie, że gdzieś tam pod płaszczem zabawy krył się smutek, spowodowany tym, że to już pewnie ostatnia taka noc w tym roku...

Nawet gdyby temperatury rozpieszczały nas jeszcze przez długie tygodnie, co w naszym klimacie jest bardziej niż prawdopodobne, to jednak rytm miasteczka za chwilę przestawi się na "niewakacyjny". Supermarket zacznie pracować według zwykłego rozkładu godzin, zamknięty zostanie basen, a codzienne festy zastąpią prace w gajach kasztanowych i wypatrywanie Sagry delle Castagne. Zwykła kolej rzeczy.

Nie mam żadnego zdjęcia z wczorajszego wieczoru. Z premedytacją postanowiłam nie zachowywać żadnego kadru. Chciałam wyjść z roli blogerki i być tylko jedną z marradesi, która chce po prostu tańczyć, bawić się i udawać, że lato będzie trwało wieczność. 

Tymczasem już straszą załamaniem się tego wspaniałego lata. Ma ono nadejść od północy już w poniedziałek. Wróżą dwa dni deszczu i temperatury już z dwójką z przodu, a nie rekordy tak jak wczoraj we Florencji 43 stopnie w cieniu.  

Trzeba będzie stawić w końcu czoła nowej, jesiennej rzeczywistości, która tylko patrzeć jak do nas zawita. Trzeba w końcu kupić książki szkolne dla Mikołaja, trzeba - o zgrozo! - znaleźć wreszcie lokum dla Tomka, bo dzisiejsza tlącą się nadzieja, została zgnieciona jak niedopałek papierosa. 

Ale to jeszcze za chwilę. W końcu po coś kliknęłam "compra, prenota, paga", więc od jutra na trzy dni się wyłączę i postaram cieszyć tą mikroskopijną namiastką wakacji, udając, że lato dopiero się zaczyna i że żadne większe problemy nie nękają mojej głowy.

Dom z Kamienia książki Kasi Nowackiej

Na koniec muszę znów trochę pospamować. Chociaż wakacje się kończą, to przecież nie kończą się podróże, a tak naprawdę jesień to najlepszy czas (moim zdaniem) na odwiedzenie Toskanii i Florencji. Tu przytoczę swoje własne słowa sprzed wielu lat. Tak pisałam po mojej pierwszej jesiennej podróży do Marradi: 

To był cudowny tydzień, przyznam, że jechałam trochę niepewna, przyzwyczajona do gorącego słońca, do letniej Toskanii, czasem zielonej, a czasem żółtej od słoneczników. Okazało się jednak, że to w październiku moja Italia przywdziewa najpiękniejszą suknię. Jest bajecznie kolorowa, wciąż jeszcze ogrzewa swoim ciepłem, ale już cicha, spokojna i jakby zamyślona. Zaprasza wszystkich do stołu i tak pięknie wystrojona częstuje winem, truflami i kasztanami...

Jeśli zatem planujecie posmakować jesiennej Toskanii, może moje książki będą dobrą inspirację. Wszystkim, którzy dziś podali "moją reklamę" w świat, bardzo dziękuję i proszę o jeszcze. 




Pięknej reszty dnia!

JESIENNY to po włosku AUTUNNALE

lato

Dziesięć biforcowych lat i więcej sierpniowego sentymentalizmu

poniedziałek, sierpnia 21, 2023

Kasia Nowacka, Dom z Kamienia, 10 lat w Biforco

Kiedy obudziłam się w sobotę po Nocy Czarownic, nasunęła mi się znów pewna parafraza. Przyszło mi do głowy, że to nasze letnie wydarzenie jest odzwierciedleniem sylwestrowej północy. Do północy wszyscy szaleją, bawią się i na coś czekają. Po północy zabawa jeszcze trwa, ale to już taka zabawa nieco oklapła, zmęczona, a imprezowicze zaczynają się powoli wykruszać. 

Noc Czarownic jest dla mnie idealną analogią. Kiedy ta minie, imprez jest coraz mniej, ktoś się pyta kiedy zamykają basen, zaraz na targu zrobi się niebiesko od fartuszków, niby lato trwa jeszcze z całym swoim gorącem i może trwać dobry miesiąc, a nawet dłużej, ale to lato schyłkowe jest zupełnie inne niż to czerwcowe. 

Nie ma już ginestre, maków i złotych pól, a kiedy idę via Francini nie zadzieram głowy do góry, by zachłannie zaciągnąć się zapachem lip, nie ma już euforii początku wakacji, nie ma wody świętego Jana, skończyły się czwartkowe mercatiniNiektóre drzewa na wzgórzach nieco "zardzewiały", zieleń się zmęczyła i przygasła.

I tak oto rozpaczliwa tęsknota za latem trzymana do tej pory w ryzach, na postronku, pod butem dopadła mnie z całą siłą... 

Tymczasem sierpień zaczyna trzecią dekadę, upał jest wciąż rozkoszny, woda w rzece jak zupa, a do tego na pocieszenie w warzywniaku coraz więcej ulubionych smaków, skrzynki wypełniają się winogronami i śliwkami i tylko patrzeć jak zawiśnie transparent informujący o kasztanowych sagrach. Nie ma tego złego - będę powtarzać jak mantrę.

Kasia Nowacka, Dom z Kamienia, 10 lat w Biforco

Ostatnie dni sierpnia to czas, kiedy robi mi się sentymentalnie jeszcze z jednego powodu. 

Oto w tych dniach mija 10 lat od podjęcia TEJ decyzji. Dziesięć najbardziej kolorowych lat mojego życia. 
Lat, w których nie brakowało trudów, lat niezliczonych życiowych lekcji, ale też lat zachwytów, radości, bezwstydnej euforii, budowania samej siebie, 10 szczęśliwych lat - choć nie zawsze to szczęście było oczywiste. Moje jego postrzeganie też przez ten czas się zmieniło.

Domy z kamienia potrafią przetrwać całe wieki, są niezwykle wytrzymałe. Kiedy myślę o moim tytułowym Domu z Kamienia, coraz cześciej nasuwa mi się refleksja, że ten dom to ja i to co udało mi się zbudować. 

Kiedy wczoraj siedziałyśmy z Silvią nad rzeką, a ja opowiadałam jej moją historię zgodziłyśmy się co do jednego. Popatrzyłyśmy rozmarzone dookoła i przyznałyśmy, że szczęście tkwi w prostocie, w tym co dookoła, w chlupotaniu rzeki, w słońcu upalnym, w cieniu drzew, w takich zaczarowanych zakątkach, które mamy na wyciagnięcie ręki, w słodyczy melona i pysznym cieście, które zajadałyśmy na podwieczorek, w chłopcach zaśmiewających się z czegoś konspiracyjnie, w tym, że każdy dzień postrzega się jako cud, nawet jeśli nie każdy dzień jest łatwy. 

Mam nadzieję, że za dziesięć lat będę mogła znów powiedzieć to samo. Chciałabym, żeby każdy następny dzień pozwalał mi to szczęście dostrzegać.

Dobrego poniedziałku! 

ZGADZAĆ się to po włosku ESSERE d'ACCORDO (wym. essere dakkordo)


Kasia Nowacka, Dom z Kamienia, 10 lat w Biforco

 
 

lato

W kwiecie wieku i o kwietnym zdrajcy

wtorek, lipca 25, 2023

Dom z Kamienia blog

Lagerstremia zakwitła. Zdrajczyni jedna! 
To oznacza, że nie mogę, że nie ma już argumentów, by dłużej udawać - "och to przecież dopiero początek lata!" Gucio prawda!

Lato już w kwiecie wieku, piękne, pachnące, nasycone, działające na zmysły tak, że aż czuję przyjemne mrowienie, lato w niezliczonych odcieniach, tonące w kwiatach i bogate smakach, ale... ale jednak to lato kwiecie wieku. Teraz będzie się tylko starzeć, a ja za chwileńkę wraz z nim... 

Lagerstremia jest dla mnie takim znakiem przełomu lata. Jej kwiaty można podziwiać do września i z nią też związany jest jeden z obrazów, który odmalowała moja głowa dziesięć lat temu. 

Kiedy w pierwszych dniach roku szkolnego odprowadzałam chłopców do szkoły, wędrowaliśmy każdego ranka spacerowym krokiem, mijając po drodze drzewka kwitnące na różowo, a ja zachwycałam się tym, jakiej niezwykłej urody jest ta nasza droga do szkoły - włoska droga do szkoły...

Długo mi zajęło zanim znalazłam ich nazwę. Małe, ozdobne, często rosnące szpalerem wzdłuż ulic, kwitnące na różowo, lila, na biało i w kolorze bordo. Kiście pełne kwiatów uczepione wiotkich gałęzi sterczących jak pióropusze z cienkiego, jakby odartego z kory pieńka. Oto lagerstremia... 

***
Dookoła zapanowała cisza, która potrwa kilka dni. Kilka dni tylko dla nas, żeby nacieszyć się sobą, odpocząć, porozmawiać. Tych tradycyjnych rozmów bardzo mi brakowało. 
Trudno w to uwierzyć, ale odkąd Mikołaj wrócił ze swoich polskich wakacji, nie mieliśmy jeszcze chwili, żeby wszystko mi opowiedział i pokazał zdjęcia. Mam nadzieję, że od dziś zaczniemy nadrabiać braki. W ogóle różnych spraw się nagromadziło tyle, że aż nie wiem za co się złapać, a z drugiej strony, jakby nigdy nic, mam czelność, żeby gdzieś po cichu planować kilkudniowe wyłączenie się z codziennego chaosu. Czy to się uda? Nie wiem. Ale warto spróbować, żeby nie zwariować. Rym niezamierzony. 

Dobrej reszty dnia! 

ZWARIOWAĆ to po włosku IMPAZZIRE 
 
 

lato

Scena, lato, Marradi i różne potrzeby

niedziela, lipca 23, 2023

Dom z Kamienia lato w Toskanii, blog Katarzyny Nowackiej

Było już dobrze po jedenastej. Występy się skończyły i "technicy" zaczęli demontować scenę. Plac jednak nie pustoszał. Miałam wrażenie, że wszyscy chcieli przeciągać w nieskończoność ciepły marradyjski wieczór, który niepostrzeżenie zamienił się w noc. Kwintesencja lata. Ciepło, zabawa, śmiech, muzyka, prosecco w kieliszku, a tym razem jeszcze scena ze złotymi farfocelkami i chętni, by na nią wejść, zaśpiewać, zatańczyć, zestroić się w cekiny i peruki.

Wystarczy tak niewiele, żeby spędzić udany wieczór. 
Wystarczy mieć dystans do siebie, wystarczy chęć, by się przez chwilę pobawić i podarować tym samym rozrywkę innym. Zawsze będę powtarzać, że Włosi mają do siebie nieprawdopodobny dystans, któremu towarzyszy fantazja, nieskrępowanie i naturalna potrzeba zabawy. 

Radość życia, którą przez chwilę zachwiała pandemia, znów wraca do swojej formy! 

Dom z Kamienia lato w Toskanii, blog Katarzyny Nowackiej
Dom z Kamienia lato w Toskanii, blog Katarzyny Nowackiej

Na wczorajszej scenie prezentowały swoje talenty dzieci, młodzież i najstarsze pokolenie. I to jest chyba klucz do sukcesu i kwintesencja włoskiej stadności - wszyscy razem. Do znudzenia będę powtarzać, że wspaniale jest być częścią tego "razem". 

Dotarłam do domu chwilę przed dwunastą - niemal jak prawdziwy Kopciuszek! Samotny spacer pod gwiazdami dobrze mi zrobił. Szłam powoli, a głowa pisała, pisała i pisała... Wiedziałam, że nic z tego nie zapamiętam, że wszystko uleci zanim dopadnę do notesu, ale w samym galopie fantazyjnych myśli znajdowałam upajająca wręcz przyjemność. 
A może to spuszczona ze smyczy natura samotnika, która po długim czasie znalazła czas dla tylko i wyłącznie dla własnej głowy, dla bycia sama ze sobą, bez rozproszenia, dzielenia uwagi na inne sprawy, dała sobie upust i pofrunęła jak wypuszczony z ręki pęk baloników wypełnionych helem?

Dom z Kamienia lato w Toskanii, blog Katarzyny Nowackiej

Na dziś mam bardzo piękny plan. Będę odpoczywać przez dobre pół dnia, być może wyczaruję coś w kuchni, będę dalej zaczytywać się w klasycznej prozie, wypełniać uszy cykadami, pisać, patrzeć w niebo i udawać, że nic nie muszę. Choć przez ten jeden dzień... 
Pięknej niedzieli.

PREZENTOWAĆ się na scenie to po włosku ESIBIRSI 

Dom z Kamienia lato w Toskanii, blog Katarzyny Nowackiej
Dom z Kamienia lato w Toskanii, blog Katarzyny Nowackiej
Dom z Kamienia lato w Toskanii, blog Katarzyny Nowackiej
Dom z Kamienia lato w Toskanii, blog Katarzyny Nowackiej