Poranki i wieczory mają już inny zapach. Inaczej "smakuje" teraz słońce. Inaczej brzmi muzyka natury. Lato jest teraz starszą panią. Ma lekko posrebrzane włosy wysuszonych traw, twarz z siateczką bruzd zaoranych pól, spija poranną rosę, stroi się w aksamitny fiolet winogron, zamyślona siedzi na placu i słucha ostatnich koncertów.
Pani Lato jest zawsze piękna - czy to w czerwcowym młodzieńczym wydaniu, z rumieńcami poziomek, ze słonecznikami, pachnąca słodko lipą i ginestre, czy lipcowa w pełnym rozkwicie, w maksimum splendoru swej urody, tańcząca pół naga nad rzeką przy graniu cykad, czy teraz, kiedy ten splendor powoli przemija.
Ostatnie dni były bardzo intensywne. Piękne, niezapomniane, ale też... wyczerpujące. Tańce, jakby jutra miało nie być, wieczory na placu do nocy, bo przecież żal iść spać, uczty, wino! A przy tym brak odpoczynku, wczesne wstawanie, bo przecież praca, różne problemy i trudy, przy których trzeba było siły nadludzkiej, by skrzydła utrzymać wysoko.
Został jeszcze miesiąc lata - przynajmniej oficjalnie. Kurier podrzucił dziś paczkę z moim plecakiem. Za tydzień wrzucę do niego Nikona, notes, książkę, kilka ciuchów na zmianę i "zniknę" na trzy dni. Mam nadzieję, że będzie to czas, który pozwoli głowie odpocząć i zająć się wreszcie wcielaniem w życie literackich pomysłów, książkowych modyfikacji. Czuję, że to jest właśnie to. Pewne rzeczy trzeba po prostu czuć.
Wczoraj był ostatni tego lata czwartek z mercatini. W kalendarium wisi jeszcze kilka imprez, nim sierpień zwinie swoje klamoty. Chciałabym być na wszystkich, ale jednocześnie potrzebuję już naprawdę odpocząć - osiołkowi w żłoby dano...
Tymczasem tutaj dla tych, którzy ciekawi byli mojego wiedźmowego występu. Na początku tego materiału jest chyba dwusekundowa migawka. Myślę, że mimo charakteryzacji łatwo mnie rozpoznać. Wiedźmą się po prostu jest.
Na stronie PROLOCO MARRADI jest też galeria zdjęć, ale ja załapałam się na tylko jeden kadr.


















































