bloggerki

O nitce co stała się sznurem i gadu gadu do nocy...

niedziela, listopada 25, 2018


Skutecznym lekarstwem na kiepską pogodę będzie zawsze dobre towarzystwo. Na niektóre spotkania czekamy z utęsknieniem i kiedy się zbliżają z niecierpliwością przebieramy nogami. Uwielbiam to wspólne biesiadowanie, żarty i wieczne nienagadanie. Nienagadanie nawet jeśli chce się wieczór wydłużyć do późnej nocy. Nienagadanie zawsze pozostaje nienagadaniem. Zupełnie jak w tej piosence - gadu gadu gadu... gadu gadu gadu nocą ... 


Blogerski świat, to dosyć specyficzne kręgi, ja sama trzymam się trochę na uboczu, z dala od tego kotła, w którym często mieszają się zawiść i rywalizacja. Jest tylko jeden wyjątek. Jedna osoba, której rady i opinia są dla mnie ważne i cenne, osoba z którą mogę szczerze wymienić uwagi w kwestiach profesjonalnych, ale też tych osobistych, osoba, która poradzi, podpowie, wysłucha, podzieli się tym, co wie, ucieszy się szczerze z sukcesów, skrytykuje konstruktywnie, pochwali, kiedy trzeba...

Kiedy to my się poznałyśmy?? Chyba już prawie trzy lata temu. Pamiętam to nasze pierwsze bolońskie spotkanie. I choć zwykle takie momenty są krępujące, pełne onieśmielenia, to my jakbyśmy ten moment przeskoczyły, jakbyśmy od razu rozciągnęły między nami niezwykłą nić porozumienia. Ta nić z czasem stała się całkiem mocnym sznurem.  
Nie widujemy się często, ale kiedy już przychodzi taki moment i Kalejdoskop Renaty wpada do Domu z Kamienia albo na odwrót, nacieszyć się tym wspólnym czasem nie możemy. Grazie kochani! 


25 listopada - święta Katarzyna adwent rozpoczyna. Wszystkim Kasiom samych wspaniałości! Ja, jak widać na załączonych obrazkach mam cudowny prezent. Niech to będzie miły dzień, mimo łzawej aury. My tak czy inaczej będziemy dalej cieszyć się wspólnym towarzystwem! 

blog

Dni jak październikowe winnice

niedziela, października 22, 2017


Dziś po raz pierwszy w tym miesiącu, po raz pierwszy od tygodni ranek przywitał nas prawdziwie jesiennym niebem. Mam nadzieję, że deszcz nie będzie upiorny i trzeciej kasztanowej sagry nam nie popsuje. Wyjątkowo mi na tym zależy, bo do Kamiennego Domu zawitali Goście i chciałabym, aby zobaczyli sagrę w pełnej krasie, a nie w ponurym, łzawym nastroju. 


Po raz pierwszy udało mi się "przyciągnąć" Renatę do Marradi ponad rok temu na okoliczność Fest dell'Ottocento w Modiglianie. Od tamtej pory spotkałyśmy się jeszcze dwa razy. Teraz przyszedł w końcu czas na kasztany, o których niedawno dla Kalejdoskopu pisałam. Choć oczywiście w tym wszystkim sagra jest tylko pretekstem do spotkania się i do wiecznego "nienagadania". Szkoda, że noce są takie krótkie… mamy jeszcze tyle słów do powiedzenia...
Znów powracają te same refleksje - jak bardzo blogowanie ubogaciło moje życie. Tyle wspaniałych znajomości, które sprawiają, że zwykłe dni stają się kolorowe jak winnice w październiku. To są znajomości z sercem na dłoni, z niezmierzoną życzliwością, znajomości którym nieprzerwanie towarzyszy uśmiech ...


Byłoby miło, gdyby słońce zaszczyciło nas dziś swoją obecnością, ale nawet jeśli nie będzie miało takiego zamiaru, to myślę, że humory i tak będą dopisywać. W takim towarzystwie nie może być inaczej… 


Październik powoli się starzeje. Kolory jeszcze żywe, ale już niedługo zaczną gasnąć w listopadowym zamgleniu. Póki mogę karmię nimi oczy, biegam z aparatem i nacieszyć się tym wszystkim nie mogę. Listopad… Grudzień… Styczeń… Luty… i nim się obejrzę znów zakwitną kwiaty san Giuseppe…


blog

Życie blogerskie od kuchni - jeszcze kilka weekendowych impresji

wtorek, maja 16, 2017


W sobotę po południu zaczynamy nasz wspólny weekend. Siadamy na chwilę w biforkowym barze. Wybieramy stolik na słońcu. Jest ciepło, sielsko, wiosennie. W dole spotykają się dwie rzeki. Renata fotografuje. To podstawa, tak zwane - rozpoznanie terenu, zachowanie obrazów. Mam dokładnie to samo. Potem na stole lądują trzy pękate kieliszki ze spritzem. Nikt nie łapie za swój. Cierpliwości. Bloger wie, że najpierw zdjęcie, potem toast!  


Kiedy ktoś zaczyna być blogerem na poważnie, na cały etat, to chyba nigdy z tej roli nie wychodzi. To nie biuro, które zamyka się o 16.00. Gdziekolwiek się jest, cokolwiek się robi. Spacer, obiad, widok, rozmowa w barze, filiżanka cappuccino, vespa zaparkowana przed domem wszystko jest inspiracją, wszystko chciałoby się sfotografować i zaraz o tym opowiedzieć. 


Oczywiście różne te nasze blogowania, w Kalejdoskopie Renaty przewija się tyle miast, regionów i krajów. U mnie skromniej, bardziej prowincjonalnie, nie często mam okazję wysunąć blogerski nos poza własne podwórko. Tym większa więc moja radość, kiedy w jej obiektywie zachowują się impresje z mojego Gamberaldi, z moich dzikich pagórków, z wąskich uliczek Palazzuolo...


W niedzielę na stole lądują smażone piadiny. Mario w tej kwestii jest mistrzem, wielu mogłoby o tym zaświadczyć. Obok piadin - stracchino, prosciutto, pomidory.
- Stop! Nie dotykać.
Renata wspina się na krzesło i zawisa nad stołem jak cyrkowiec. Zdjęcie jedno, drugie. No dobrze, teraz już można jeść. Śmiejemy się serdecznie z nas samych i z tego jakie to życie mają najbliżsi blogera. Moje dzieci też często pytają czy już można potrawę naruszyć, czy zdjęcie zrobione. Ktoś mi ostatnio powiedział, że fotografowanie potrawy przed jedzeniem to objaw choroby psychicznej. Cóż powiedzieć… u mnie pewnie będzie to już zaawansowane stadium, tak czy inaczej miła mi świadomość, że jest nas więcej… Dobrze znaleźć się w doborowym towarzystwie pozytywnie zakręconych na Włochy.


NA STOLE to po włosku SUL TAVOLO (wym. sul tawolo)

bloggerki

Urop i niespodzianka na "Immacolatę"

czwartek, grudnia 08, 2016


Od dawna powtarzałam jak zacięta płyta, że muszę odpocząć, że na chwilę potrzebuję się wyłączyć, że brakuje mi wakacji,ecc… ec... Zawsze jednak kończyło się tylko na gadaniu. Do teraz! W końcu musiałam się poddać, bo zmęczenie tak ciężko osiadło na ramionach, tak kopnęło przeziębieniem, że już nie miałam siły wzbraniać się przed kilkoma dniami wolnego. Akurat nadarzyła się okazja, bo dziś we Włoszech dzień wolny i jutro za ciosem też, czyli oto mamy piękny długi weekend niepokalanego poczęcia, czyli Immacolata Concezione. 
Oczywiście po kilku latach bez wakacji i pracy bez chwili przerwy potrzeba mi trochę więcej niż skromne cztery dni, ale … jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma! 
Dlatego dziś przede wszystkim zamierzam odejść od komputera, mam nadzieję, że uda się coś zobaczyć, gdzieś wyrwać, odkryć nowe, a przede wszystkim naprawdę odpocząć, zregenerować się i odzyskać siły witalne.
Dzieci też szczęśliwe, że na tej ostatniej przedświątecznej prostej mają przedsmak wakacji. Otwierają kolejne woreczki kalendarza i czekają na Gościa, który zjawi się już jutro! I mnie samą radość rozpiera!

A teraz czas na niespodziankę! 
Bloggerki mieszkające we Włoszech przygotowały dla Was kalendarz na nadchodzący rok. Jest to zbiór naszych ulubionych miejsc, którymi pragniemy się z Wami podzielić. Może stanie się on inspiracją na najbliższe miesiące, kiedy to zaczniecie planowanie urlopów.
Inicjatorem i pomysłodawcą była Aneta Ozonek z Hello Calabria, której bardzo dziękuję za zaproszenie mnie do projektu. Ponadto udział wzięły: 
Agnieszka z CiekawAosta
i ja z dwoma miesiącami, w których polecam Wam oczywiście Marradi, ale też na wiosenny miesiąc inne miejsce, które w tym roku mnie oczarowało.

                                                    KALENDARZ DO POBRANIA

Mam nadzieję, że niespodzianka przypadnie Wam do gustu. Plik można pobrać i wydrukować. Jeśli będą problemy techniczne piszcie śmiało.
A bloggerkom bardzo dziękuję za współpracę, mam nadzieję, że to nie koniec ciekawych pomysłów!