Doczekałam się w końcu dłoni ubabranych ziemią, korzeni chwastów wybebeszonych, doniczek rozparcelowanych, pelargonii nowych i starych świeżo rozdysponowanych. Taras znów zaczyna wyglądać tak jak powinien, zieleni coraz więcej, glicine pewnie dziś, najdalej jutro otworzy pierwsze fioletowe kiście, a wśród czerwonych klasyków wychylił się nawet jeden żółty tulipan. Nie przypominam sobie, by kwitł w poprzednich latach.
Łapałam ogródkowe chwile między jedną lekcją, a drugą. Twarz wystawiona do słońca, gołe ramiona, makowa spódnica zadarta jak u chłopki przy żniwach. A te chwile ogródkowe przeplecione mniejszymi chwilkami, w których to przegryzałam pecorino romano i popijałam sangiovese z Romanii! Podkusiło mnie z tym serem, kto by pomyślał, że będzie taki dobry! Jeden kęsik, drugi i trzeci i już ostatni... i tak cały czas!
Pisałam już, że wiele kwiatów przetrwało bezpiecznie zimę. Hortensja podarowana przez N. zaraz zacznie kwitnąć. Cząber też ma się dobrze, podobnie rukola, natka i poziomki. Niestety mróz tegoroczny rozłożył na łopatki moją wielką tarasową ozdobę i dumę - oleandry. Nie tylko u mnie. Wszędzie gdzie nie spojrzeć oleandry mają brązowe, powykręcane jak paralityk liście. Ten sam los spotkał krzewy laurowe i wiele drzew oliwnych poniżej Marradi. Zimę 2018 wszyscy zapamiętamy.
Tymczasem kwiecień na szczęście ma się dobrze i mam nadzieję, że dziś pokaże się w toskańskiej stolicy od jak najlepszej strony. Czeka mnie intensywny dzień, a zatem lepiej, żeby minął w ciepłych promieniach wiosennego słońca.
Bardzo jestem ciekawa co przyniosą kolejne dni...
DOBREGO WTORKU!
PRZETRWAĆ, PRZEŻYĆ to SOPRAVVIVERE (wym. soprawwiwere)





