czas

O tym i o tamtym - pierwszy wiosenny weekend czas start

piątek, marca 22, 2019


Jak ten czas leci... Czasem aż się wierzyć nie chce. Dopiero co latałam w panice jak wariat i "odgruzowywałam" po zimie dom na przyjazd Mamy, a tu już następny piątek nastał i następni Goście szykują się do odwiedzin. Przed nami pierwszy wiosenny weekend, atrakcji zapowiada się cała masa, a dziś na dobry jego początek, to co lubię najbardziej...

Już dawno obiecałam S. wyprawę w góry, ale zawsze tysiąc spraw stawało na przeszkodzie. Aż w końcu S. się zniecierpliwiła, wzięła sprawę w swoje ręce, urlop w pracy załatwiła, przyparła mnie do muru, że albo idziemy albo..., że teraz to już czas mam jakoś znaleźć i koniec kropka, bo z każdym chodzę, a z nią, która niemal na sąsiednim podwórku jakoś się nie może złożyć.
I dobrze zrobiła, że tupnęła nogą! 

Swoją drogą na górską wyprawę to ja zawsze czas znajdę, choćbym miała sobie snu ująć, choćbym go miała ukraść, wykopać spod ziemi to na góry czas zawsze musi być! A zatem na dziś jesteśmy umówione i jak tylko uporam się z lekcjami ruszamy szlakiem, który bierze początek tuż przed moim domem, a dokąd nas zaprowadzi - to jeszcze wielka niewiadoma. Najważniejsze, że pogoda ma nam sprzyjać i słońca ma być pod dostatkiem.

Jutro natomiast zawitają do nas Goście, więc gdzieś tam po cichu już menu obmyślam i cieszę się na to spotkanie, bo czas spędzony z R. to zawsze nowe pomysły, inspiracje, ustawianie się do pionu, zastrzyk energii i nocne nienagadanie. I może w niedzielę uda nam się ruszyć na krótką wyprawę! 

A jeszcze w kwestii nienagadania... Ellen moja kochana wróciła, usiadła u mnie na tarasie i przy przedwczesnym aperitivo plotłyśmy o tym i o tamtym, jedna przez drugą, a słońce upojnie przypiekało. Z jego wiosennej mocy zdałam sobie sprawę wieczorem, kiedy spojrzałam w lustro...

Pogoda w weekend naprawdę ma nas rozpieszczać. Staram się nie myśleć o kiepskich prognozach na najbliższy tydzień. Ma się przetoczyć nad nami prawdziwy deszczowy kataklizm. Ale to za kilka dni. Dziś ważne jest to co tu i teraz. W ogródku kwitną poziomki, moje własne glicine zaczyna uwalniać fiolety, zieleni z każdym dniem więcej i więcej... 

ROZMAWIAĆ O TYM I O TAMTYM to PARLARE DEL PIÙ E DEL MENO (wym. parlare del più e del meno)

DOBREGO PRAWIE WEEKENDU!


luty

Tydzień, w którym na scenę wejdzie marzec.

poniedziałek, lutego 25, 2019


Za nami zimny, ale też bardzo udany weekend. Można powiedzieć, że był to weekend pod znakiem kulinarnych eksperymentów, z których - co ważniejsze - wszystkie zakończyły się sukcesem! Zapraszam Was jeszcze raz do Kuchni Kamiennego Domu po nowe inspiracje.

Choć na dwa dni wróciło do nas zimno, to jednak nie było to aż takie zimno, jakiego się obawiałam. Pod wiosenną kurtkę musiałam jedynie włożyć bluzę i naciągnąć na głowę kaptur, bo wiatr smagał bezlitośnie. Zimowa garderoba na szczęście pozostała nietknięta i z racji bardzo optymistycznych prognoz już dziś, jeśli oczywiście znajdę chwilę czasu, zajmę się sezonowym przepakowywaniem szaf. Dla mnie sama NIEobecność na wieszaku zimowych kapot dodaje skrzydeł. Buty futrzaki, już powędrowały do pudła.
Mówią, że w tym tygodniu ma przyjść prawdziwie ciepła wiosna, ciepła ponad miarę! Poza tym przed nami tydzień, kiedy w kalendarzu zagości marzec, a to kolejny powód, żeby się uśmiechnąć.  



Zaczęły się już prace w ogródkach i sadach. Patrzę na mój skrawek ziemi i już planuję co i jak... Zaraz trzeba będzie zabrać się do łopaty, wyciągnąć donice z zeszłorocznymi resztkami, zobaczyć co i w jakim stanie przetrwało. Tymczasem coraz gęściej wysuwają zielone nosy tulipany, a oleandry, których w tym roku szczęśliwie żadne buriany źle nie potraktowały, prężą lśniące liście do słońca. W tym roku znów powinny zakwitnąć. 
To właśnie teraz zaczyna się mój ulubiony czas... Każdy kolejny dzień przynosi więcej słońca, więcej ciepła, więcej zieleni i innych kolorów i dnia samego w sobie jest coraz więcej. Nawet poranny pociąg, którym Tomek odjeżdża do szkoły już nie znika w czarnej nocy, tylko przemyka w półmroku poranka. 
To wszystko sprawia, że nawet z tym, co nie do końca idzie tak jak powinno, jakoś łatwiej sobie radzić i nie tracić uśmiechu.

Kokosowe ciasteczka z konfiturą malinową - wkrótce na blogu.

Niech to będzie dobry tydzień!  

PONAD MIARĘ to po włosku FUORI MISURA (wym. fuori mizura)

film

Neologizmy Mikołaja i dobry początek.

niedziela, grudnia 02, 2018


Na sobotni poranek we dwoje wybraliśmy tym razem wyjątkowo słabiutki film, zgodnie przyznaliśmy mu ledwie "4" w naszej dziesięciostopniowej skali. Musiał się chyba Mikołaj nudzić i jego kudłata głowa zamiast skupioną być na filmie, najwyraźniej myśłała o niebieskich migdałach.

- Dlaczego tak w ogóle uszy nazywają się uszy, a nie "słyszajki"?
- ???
- Przecież ja słyszę, a nie "uszam", tak? 
- W sumie tak. Jest w tym jakaś logika. 
- Jeśli oczy nazywają się oczy, to nie powinno się widzieć tylko "oczyć".
Młody Gombrowicz! Zaraz przypomniało mi się Ferdydurke. 
Z Mikołajem nie sposób się nudzić. Kilkoma słowami potrafi wprowadzić człowieka w dobry humor na cały dzień. 


I dzień rzeczywiście był dobry. Wprawdzie nie tknęłam okna, które miałam pucować i przystrajać, nie tknęłam też innych pilnych obowiązków, ale za to ugotowałam pyszny obiad i znalazłam kilka ciekawych przepisów na zaś. Tomek napisał list do św. Mikołaja, w którym już na wstępie prosił, by się święty nie dziwił, że czternastolatek w takie rzeczy się bawi, ale on ma zamiar zachować dziecko w sobie najdłużej jak się da. Przepraszał też za zeszłoroczną, wigilijną przygodę z kominkiem. 
Na kolację to w ogóle nie musiałam się wysilać, bo zostaliśmy zaproszeni  do stołu przez myśliwych i też rzecz jasna zjedliśmy wybornie, a towarzystwo było jeszcze lepsze.


Wracając z kolacji zachwycaliśmy się Marradi, które w przedbożonarodzeniowy czas stroi się pięknie i przywodzi na myśl baśnie z dawnych czasów. Choinki, światełka, domek Babbo Natale, koncert, dobra kuchnia i pewnie wiele więcej - to wszystko czeka dziś na nas na placu. Z każdym rokiem coraz bliższy sercu jest mi włoski sposób świętowania i tak naprawdę bardziej podoba mi się to celebrowanie oczekiwania niż same święta... 

Wieczór pierwszego grudniowego dnia tak jak zaczęliśmy, tak też zakończyliśmy filmowo, ale tym razem z wyborem repertuaru trafiliśmy w "10". 

Dobrej niedzieli! 

PRZYSTRAJAĆ (głównie w kontekście świątecznym) to po włosku ADDOBBARE (wym. addobbare)


chłopcy

Aktywne zakończenie weekendowego "nicnierobienia"

niedziela, listopada 04, 2018


Wzięliśmy sobie z Tomkiem do serca rady Mikołaja i przez całą sobotę bezczelnie "zbijaliśmy bąki". Mikołaja więcej nie było niż był, ale kiedy był, w zbijaniu bąków też całym sobą radośnie uczestniczył. Oczywiście jeśli o mnie chodzi, to wiadomo, że z tym całym dniem to przesada, tak czy inaczej na obowiązki urwałam z lenistwa zaledwie godzinkę. Stwierdziłam, że wszystko inne może poczekać, a następne wolne będzie za ... ho ho!! 
Gotowania do obowiązków nie wliczam, bo w takich warunkach, kiedy nigdzie nie muszę pędzić, kiedy eksperymentuję i głowa aż pęka od nowych pomysłów, to sama przyjemność, pasja i sztuka, a nie żaden mus.

Było arcycudownie! Już od tak dawna nie zdarzyło mi się siedzieć bez zerkania na zegarek i czytać... Już zapomniałam jaki to luksus. W tym luksusie standard podnosił jeszcze nasz nowy piecyk, który zadbał o przyjemne ciepło i najlepszy likierek świata, który zrobiła O. Szkoda tylko, że już dno w karafce widać, tak jak i szkoda, że dziś już niedziela...

Długi weekend uważam za bardzo udany, choć pogoda pokazała się od najgorszej strony. Poza tym patrząc jakich zniszczeń dokonała od Dolomitów po Sycylię, to ja nawet nie śmiem narzekać. U nas przecież tylko padał deszcz. Padał i nie padał. Ot, było buro.

 Mój prywatny bilans jednak bardzo mi się podoba. Przeczytane dwie książki (za historię miłości Moneta dziękuję M. - wspaniała lektura!), w kuchni pachniało przyjemnie i wszystkie kulinarne eksperymenty udały się znakomicie - po nowe przepisy zapraszam Was do Kuchni, a wkrótce ukażą się kolejne, z chłopcami obejrzałam dwa filmy i pochłonęliśmy razem wiadro popcornu. 

Dziś pogoda ma być wciąż byle jaka, ale my mamy już plan i po słodkim nicnierobieniu zamierzamy ruszyć się z domu. Nie mogę wszystkich artykułów wypełniać relacjami o pogodzie, bo zaraz się okaże, że ze mnie bardziej "pogodynka" niż blogerka. Mam więc nadzieję, że już jutro będę mogła uraczyć Was kolejną porcją florenckich ciekawostek... 
Co kryje się za wielkimi drzwiami? Czy Michelangelo mazał po murach? Przed czym chronią baranie łby na moście Świętej Trójcy? Co się mieściło na placu przy Palazzo Strozzi? 
W planie mamy do zgłębienia jeszcze kilka ciekawostek, do zobaczenia dwa nowe miejsca i oczywiście przystanek na najlepszą kanapkę. Mam nadzieję, że to będzie dobre zakończenie długiego weekendu.  

ZGŁĘBIĆ to po włosku APPROFONDIRE (wym. approfondire)

biblioteka

Czas, kosmos i dobra literatura

niedziela, marca 04, 2018



- Chciałem przebudować Rangera i teraz wygląda jak kaczka - stwierdził Tomek.
- Trudno się nie zgodzić - potwierdziłam z bezpardonową szczerością. W istocie statek kosmiczny z drobinek lego nagle przybrał formy biomorficzne. Tomek niezadowolony z ostatnich modyfikacji, zniknął znów w czeluściach korytarza, by zaraz pojawić się z Tarsami i ludkami, gdzie każdy odzwierciedlał inną postać. Na jego nastoletniej dłoni zmieściło się pół obsady Interstellar.
Tomek z lego potrafi zrobić wszystko. Od zawsze. 
Kolejne popołudnie minęło nam wspólnie na puzzlach, lekturze i filmie, ale też każdemu z osobna na tym co szczególnie lubi. Tomkowi na składankach lego, Mikołajowi na składankach muzycznych, ja natomiast między pisaniem, a lekturą czarowałam w kuchni, a efekty tych czarów były wyjątkowo smakowite!



Po południu wstąpiliśmy do biblioteki. Nie mogłam się doczekać, by dorwać w swoje ręce drugą część powieści Eleny Ferrante, jednak ku mojej rozpaczy okazało się, że aktualnie książka umilała czas innemu czytelnikowi. Na pocieszenie wzięłam to co było - L'amore molesto. Ta powieść uznana jest w Italii za jedną z ważniejszych ostatnich dziesięcioleci, a w latach dziewięćdziesiątych została ponoć z sukcesem sfilmowana. A tak przy okazji - czy wiecie, że Elena Ferrante to prawdopodobnie pseudonim? Podobno prawdziwa tożsamość pisarki tudzież pisarza jest nieznana. Oczywiście wysnuto kilka teorii na ten temat i wytypowano kilku "podejrzanych", jednak nic na pewno nie wiadomo i może lepiej niech tak zostanie. Tajemnica dodaje tylko smaku!


Tomek przyniósł do domu "Dove il tempo si ferma" Hawkinga i by pozostać w temacie - Hawking był też bohaterem naszego filmowego wieczoru - "Teoria wszystkiego". Film wspaniały, natomiast oczywiście czytanie o zakrzywieniach czasu to już kompletnie nie moja bajka. Tomek zafascynowany tematem wciąż rozmyśla o czarnych dziurach. Ostatnia wycieczka do florenckiego planetarium jeszcze bardziej rozpaliła w nim żądzę wiedzy.  


Pierwszy marcowy weekend i do tego darmowa muzealna niedziela, a my pewnie i tak zostaniemy w domu. Dookoła zalegają jeszcze wysokie zwały śniegu. Przez dwa dni padało i krajobraz nie zachęca do wojażowania. Może spontanicznie na coś nas natchnie, a jeśli nie to znów każdy odda się z przyjemnością swoim zjadaczom czasu. Poza tym w ulubionych czeka  już kolejny słodki przepis do wypróbowania... 

PSEUDONIM to po włosku PSEUDONIMO 

kolory

Kolory nasycone

sobota, lutego 17, 2018


Zima wypuścić nas z objęć nie chce, ale gdzieś tam ukradkiem świat nabiera innych kolorów, natura aż rwie się, by obsypać nas kwiatami. Tu żonkile, tam fiołki, różane krzaki wypuściły nowe pędy, a gałązki migdałowców całe pokryły się białymi kuleczkami i jakby już już tuż tuż ...



A Lamone? Co za spektakl! Moje Lamone w kolorach Morza Karaibskiego to opada wzburzonymi kaskadami, to uspokaja się turkusowymi nieckami, skręca nagle, między głazami się przeciska, oczy zachwyca niezmiennie. Zima i przede wszystkim śnieg, którego w tym roku nie brakowało sprawiły, że woda zrobiła się czysta jak kryształ. Nawet tam gdzie głęboko, widać dno do ostatniego kamyczka. 
Patrzy człowiek na te kolory i tak bardzo tęskni do lata... Rozłożyć  się na tych głazach, rozpłaszczyć na słońcu, wypełnić uszy muzyką wodospadów... 



Niestety weekend pogodowo prezentuje się upiornie, a jeszcze bardziej upiorny ma być cały następny tydzień. Jeśli tak dalej pójdzie, światło dla marca rozpalimy pod śniegiem. Febbraietto maledetto ...
Przy takiej aurze raczej nigdzie nas nie poniesie, tylko Tomek szczęściarz będzie korzystał we Florencji z dobrodziejstw kultury. Dla mnie zapowiada się weekend statyczny: kuchenne eksperymenty, kominek i książka. Nie ma tego złego ...

OKROPNY to po włosku TREMENDO (wym. tremendo)


pewność siebie

Mistrzyni teorii

sobota, kwietnia 22, 2017


I jak tu nie kochać piątkowych wieczorów…
Znów położyliśmy się jak śledzie, ciasno obok siebie i oglądaliśmy odmóżdżające głupoty. Od czasu do czasu dobrze robią każdemu, zwłaszcza po intensywnych dniach, kiedy to głowa pracowała na pełnych obrotach i zwoje zaczynały się przegrzewać.
- Co ona powiedziała? 
- Że może wygrać. Że cuda się zdarzają, więc wszystko jest możliwe. 
- A widzisz! I co? I wygrała rzeczywiście!
- Bo cuda się zdarzają…
- To dlatego ty musisz wierzyć, że będziesz miała ten swój dom z kamienia.
- A ty, że zostaniesz aktorem, jeśli naprawdę tego właśnie chcesz.
- Wiem… wiem…

***

- Co się dzieje? - pytam patrząc w głębokie, szaro błękitne oczy.
- Bo ja mam tylko jedną scenę... - mówi Tomek i zaraz te oczy robią się szkliste.
- Przecież byłeś zadowolony ze sztuki. 
- No tak, ale inni pojawiają się częściej a w ogóle im na tym nie zależy.
- Zamiast się smucić, idź do "prof" i zapytaj czy nie można dołączyć jeszcze jakiejś sceny z tobą. 
- Już mówiłem.
- I co?
- Powiedziała: "pomyślimy".
- Powiedziałeś to tak jak teraz mnie? Cichutko, prawie szeptem?
...
 - Tak nic w życiu nie wygrasz! Pamiętaj powiedz jej to jeszcze raz, ale zdecydowanie, wyraźnie, głośno, z przekonaniem, argumentuj i przypomnij jak wielką pasją jest dla ciebie teatr. Jeśli ty sam nie nauczysz się walczyć o swoje, to ciężko ci będzie w życiu. 
Znów jestem mistrzem teorii - myślę sobie i dodaję już na głos - patrz na mnie i ucz się jak nie robić. Nie bądź taki niepewny i zahukany jak ja, to nic dobrego i ciężko się z tym żyje, uwierz mi…
Oj ciężko i to jak… W kwestii pewności siebie raczej nie ma już dla mnie wielkiej nadziei…
Tylko raz jeden, ten raz najważniejszy zawalczyłam o swoje, zdobyłam się na odwagę i dlatego dziś jestem tu. Ale ta odwaga opuszcza mnie w momentach tak prozaicznych, że aż mi żal mnie samej i jestem chyba ostatnią osobą, która innych powinna tej pewności i przebojowości uczyć. 

***

Sobotnich ranków tak jak i piątkowych wieczorów też nie można nie kochać. Temperatura rośnie, ptaki za oknem dają koncert, słońce wdziera się przez uchylone okiennice… To musi być dobry dzień. Mam nawet podstępny plan w głowie, gdzie tu dziś towarzystwo wyciągnąć (niech żyje fejsbuk i informacje o aktualnych atrakcjach!)! Problem w tym, czy Mario da się namówić, porwać mojej sobotniej wizji, bo bez samochodu to nijak nie damy rady. A jeśli się nie da namówić, to zawsze mamy trzy pary nóg, które zaniosą nas w pobliskie góry! 
Dobrego weekendu!

ZDECYDOWANY to po włosku DECISO (wym. decizo)
   

compagnia per non perire d'inedia

A to dopiero początek...

poniedziałek, kwietnia 03, 2017


Oto kolejny post, który jest potwierdzeniem moich wielokrotnych zapewnień, że tutaj naprawdę nie sposób się nudzić. Miniony weekend był tym pierwszym prawdziwie wiosennym i atrakcji nie skąpił. 
Był czas spędzony z Gośćmi, ale był też mecz, pokaz mody i popisy dzieciaków. Tym ostatnim przyświecał szczytny cel - impreza pod "mercato coperto" odbyła się pod hasłem "la settimana dell'educazione" i dziesięciolecia tutejszego żłobka.


Kiedy zobaczyłam wszystkie te dzieciaki, aż wierzyć mi się nie chciało, że w Marradi jest tyle maluchów! Ale to dobrze, to bardzo dobrze, to daje nadzieję, że może jeszcze przez jakiś czas nie będziemy wymarłym miasteczkiem. 
Najbardziej czekałam na występ Tomka grupy - scuola media - który miał był teatralną improwizacją. O tym - jak Tomek żyje teatrem - już nie raz pisałam, więc nie będę się rozwodzić nad jego scenicznymi poczynaniami. Mam tylko nadzieję, że już za chwilkę, już za momencik zostanie przyjęty w szeregi "Compagnia per non perire d'inedia" i jego sen o aktorstwie zacznie się spełniać.

Kadr z sobotniego meczu

Mikołaj też się na scenie pojawił, ale tylko w grupowym śpiewie. Ledwo na zdjęciu go widać, bo jako jeden z najstarszych i najwyższych przydzielony został do ostatniego rzędu, a zatem zamiast na scenie - pokazuję Mikołaja na boisku. Mecze ruszyły pełną parą i poza treningami raz w tygodniu rozgrywają mecz wyjazdowy. Do pierwszej, a nawet drugiej ligi im daleko, ale przecież tu o zabawę chodzi, o ruch, o sport, o granie razem. 


I na koniec jeszcze moda…
Marradi to nie Paryż ani Mediolan, ale swój coroczny pokaz mody ma, a jakże! Trudno sobie Italię bez mody wyobrazić, więc i nasz marradyjski teatr na jeden wieczór zamienił się w wybieg, po którym spacerowali mali i duzi, modele i modelki. 



Oto jak barwny był weekend - moda, sport, teatr, festa i oczywiście nasi Goście… 
I pomyśleć, że to dopiero początek. Sezon właśnie się zaczyna, a my już niedługo powitamy kolejnych Gości, bardzo, bardzo wyczekiwanych!

ŻŁOBEK to po włosku ASILO NIDO (wym. azilo nido)

głowa

Weekendowe wytchnienia

sobota, marca 04, 2017


Piątek wieczór, sobota rano i jej przedpołudnie, chwile wytchnienia, momenty na poskładanie myśli. Niech dziś ten czas  na moment zwolni. Na chwilę przestawię się na niższy bieg, tylko na chwilę, bo wiem, że głowa i tak zaraz wpadnie w ten sam wir. Muszę zrobić to, a mogłabym zrobić jeszcze tamto i tamto… i tak dalej i tak dalej...
Tomek siada obok i trajkocze o wszystkim, co mu na język przyjdzie. 
- Pozwól mi chwilę odsapnąć. Jestem taka zmęczona. Głowę mam kwadratową! 
- Jesteś Minecraft. 
Jestem Minecraft...
- Nie martw się jutro ci pomożemy!


Weekend zapowiada się kolorowo. I mam nadzieję, że da mi porządny zastrzyk energii.   Pójdziemy na spacer, na lody, wyczaruję coś w kuchni, Mikołaj rozegra mecz, zjemy kolację z Contessą i jej mężem, a w niedzielę? Niedziela jest na tą chwilę jedną wielką niewiadomą. Planów aż nadto i który z nich wygra… Któż to wie! A może do tego czasu, zupełnie poza konkurencją zrodzi się kolejny… 

Najważniejsze, że jest wiosna i coraz śmielej ptasim trelem szwargocze, pąki magnolii otwiera, zaczyna różowić się kwiatami brzoskwiniowych drzew, ciepłe kapoty każe schować do szafy, jeszcze tylko kilka chwili i otworzę skrzynię z białymi sukienkami...

***
Miałam nadzieję, że odpowiem już na Wasze pytania odnośnie kalendarium Marradi i okolic. Niestety jeszcze nie zostało opublikowane, więc proszę o odrobinę cierpliwości. Mam nadzieję, że to kwestia dni i zakładka na blogu natychmiast zostanie uaktualniona.

Dobrej soboty Wam życzę, koniecznie na niższym biegu!

KTO WIE - to po włosku CHISSA' (kissa)



Dino Campana

Szkolnie i nieszkolnie, poetycko i banalnie, czyli weekendowe zwolnienie biegu.

sobota, lutego 18, 2017


Dzieciaki z klasy Mikołaja przygotowują projekt o Dino Campana. Materiał ma opowiadać przede wszystkim o ścieżkach, którymi wędrował poeta. W piątkowe pochmurne popołudnie zaraz po lekcjach pojechaliśmy w stronę Campigno na pierwszą sesję. Zdjęć szkolnych dzieci niestety nie mogę publikować, ale na dobry początek weekendu zostawiam kilka pozimowych impresji z wyższych pagórków otaczających Marradi, gdzie wiosna jeszcze walizek nie rozpakowała.  


Tak się złożyło - całkiem przypadkiem, że dziś i ja miałam wędrować ścieżkami marradyjskiego poety, ale pogoda troszkę niewyraźna, więc górską wyprawę postanowiliśmy przełożyć na inny dzień. Już nie mogę się jej doczekać, bo pod wieloma względami miejsce, do którego się wybieramy jest wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju.
Oczywiście, nie ma tego złego... Zawsze mamy w zanadrzu plan awaryjny, w tym jeden stały punkt - plan bez planu, zatem o nasze sobotnie atrakcje wcale się nie martwię. Może dorzucę do czerwonego koszyka Canti Orfici, bowiem projekt dzieciaków zaostrzył mój apetyt na jeszcze głębsze poznanie poety


 A w ogóle to dobrze, że już weekend. Chwila oddechu bardzo nam się przyda. Ja mam szalotkę do posadzenia, Mikołaj mecz do rozegrania, a Tomek do nauki porcję anatomii - nazwy kości i kosteczek, których ja nie rozróżniam nawet po polsku. I może wreszcie popełnię karnawałowe słodycze, bo tu też Komuś obiecałam, ale tak mnie ostatnie zajęcia pochłonęły, że już na cukiernicze popisy czasu zwyczajnie zabrakło. Mam jeszcze kilka dni nim karnawał się skończy. A tymczasem już pojawiły się zaproszenia na palenie ognia dla marca, może w końcu w tym roku pogoda planów nie pokrzyżuje i rozpalimy nasz własny ogień przy Santa Barbara… 
Dobrego weekendu!!!
KILKA to po włosku QUALCHE (wym. kualke)



ciasto

W stronę wydm, w poszukiwaniu jednostajnego szumu

sobota, października 24, 2015


Mam wrażenie, że tygodnie galopują jak szalone... Zdaje się, że tak niedawno zawisł transparent reklamujący kasztanowe sagry, tymczasem już w niedzielę ostatnia festa i zaraz pojawią się ogłoszenia o mercatini di natale. Marradyjczycy zakończyli pracę w kasztanowych gajach, ja natomiast z ogródka usunęłam pomidorowe pozostałości. Astry przekwitły, bazylia obumarła i tylko ostatni mini słonecznik wciąż chwieje się na podwiędłej nóżce. Przewrócił się słomiany ludek w Popolano, ziemia już wszędzie została zaorana. Dzieci zaczęły się w szkole przygotowywać do bożonarodzeniowego śpiewania, a Mikołaj uczy się na pamięć zimowego wiersza Pascoli. Pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie. I choć staram się żyć każdą chwilą, wciąż mam wrażenie, że wiele z tego życia ucieka mi przez palce...

Pogoda ma nas dziś porozpieszczać, zamierzam więc te chwile wykorzystać, bo ostatnio przemęczenie daje o sobie mocno znać. W tym tygodniu nie planujemy niczego tak  spektakularnego jak Marche czy Umbria, nie będę dreptać śladami świętych. Zależy mi tylko tylko na odrobinie relaksu. Zaraz upiekę ciasto z ricottą, zrobię górę kanapek z kurczakiem, znów zapakuję wszystko do  czerwonego koszyka i pojedziemy do Romagnii, w stronę Ravenny, nad Adriatyk.

Dawno nie byliśmy nad morzem, nie było czasu ani możliwości, ale dziś chcę posłuchać jak szumi, ono też tak jak i góry ma niezwykłą moc. Chcę schronić się za wydmą, przestawić myśli na wolniejszy bieg, wcisnąć garść muszelek do kieszeni, popisać poczytać, pobyć z samą sobą.  

Jutro pójdziemy ostatni już raz w tym roku nacieszyć się marradyjskim kasztanowym świętowaniem. Zaopatrzymy się w przysmaki i zrobię pamiątkowe zdjęcia. 
Mam tylko nadzieję, że będę bardziej przytomna niż w zeszłym tygodniu i tym razem włożę baterię do aparatu. Najlepiej, jeśli zrobię to już teraz, w przeciewnym razie skończy się na telefonowej amatorszczyźnie, jak na załączonym obrazku. 
Dobrego weekendu!

GARŚĆ to po włosku PUGNO (wym. punio)