luty

Duet niedościgniony

czwartek, lutego 27, 2025

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Światło i woda tworzą zawsze duet skazany na sukces, a jeśli ma się odrobinę szczęścia, to można trafić na występ specjalny tego duetu i ja takie szczęście miałam właśnie wczoraj, kiedy po kilku godzinach deszcz w końcu ustał i słońce jak wariat zaczęło rozpychać się łokciami nad naszą doliną. Wracałam do domu na popołudniową lekcję i z wrażenia aż przystanęłam na moście, żeby oczami niezmiennie pełnymi zachwytu przez chwilę kontemplować lutowe widowisko. Oczywiście całym sercem pożałowałam, że Nikon został w domu... 

Woda choć zamącona gliną spływającą z gór, była jak lustro, które wisi w mojej sypialni. 
- Popatrzy! - pokazałam Mikołajowi zdjęcie przy kolacji. 
- Jak obraz - ocenił. 
- Prawdziwy, najprawdziwszy obraz - przytaknęłam. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dziś tłusty czwartek, czyli startuje ostatni etap karnawału. Szczerze mówiąc mam nadzieję na gorszą pogodę, bo tylko to może zaowocować domowymi słodkościami. Jeśli znów słońce zacznie się popisywać swoimi umiejętnościami, pozostaną nam marradyjskie cukiernie, bo ja oczywiście sprzeniewierzę czas na spacerowanie. 

Weekend zapowiada się bardzo intensywnie i cieszyłam się na to co mnie czeka, tymczasem Mikołaj na starcie zasmucił mnie informacją, że w piątek to on jedzie na mecz tej swojej Fiorentiny, a to znaczy, że ja nie mam się jak dostać na imprezę ogni dla marca. Jest we mnie taka rozpacz, że niemal gotowa jestem iść tam pieszo...

Nie chce mi się wierzyć, że to już koniec lutego... Wciąż mam w pamięci ten okres z zeszłego roku, to był wyjątkowy czas szczególnie intensywnego wojażowałam z Mario Rangerem. I calanchi w Brisighelli i  sady brzoskwiniowe i Santerno... Tymczasem teraz nie ma nawet jak marzyć o czymś podobnym... 

Wczorajsze odwiedziny poruszyły mnie chyba najbardziej ze wszystkich do tej pory, nawet bardziej niż te na intensywnej terapii, które podszyte były przede wszystkim strachem. Teraz jest refleksja, smutek, próba wsparcia i dodania sił do walki, jest też głęboka świadomość, przyprawiające o dreszcze gdybanie "co by było gdyby..." i niepewność jutra. 
Mam nadzieję, że Mario z tej nierównej walki wyjdzie zwycięsko i kolejny raz udowodni, że mimo wszystko jest w czepku urodzony...

Smacznego tłustego czwartku!




luty

A po hulankach prymulki, przylaszczki i kanapa

poniedziałek, lutego 24, 2025

Dom z Kamienia trekking w Toskanii
 
W moim wieku znam dobrze swoje możliwości. Jestem w pełni świadoma tego, że po takich szaleństwach jak w sobotę, następnego dnia łatwo nie będzie. Oczywiście świadomość świadomością, ale rezygnować z tych moich uciech ani myślę. Poza tym może wiek niewiele ma tu do rzeczy, bo Mikołaj, który wrócił do domu pięć minut przede mną z tej samej imprezy przez całą niedzielę był w podobnej formie jak Matka...

Jeszcze rano zaraz po przebudzeniu wydaje mi się zawsze, że góry mogę przenosić, bo jestem pod wpływem euforii i końskiej dawki pozytywnej energii, którą produkuje w moim organizmie taniec, ale już koło południa przypominam króliczka ze starej reklamy baterii. Nie inaczej było wczoraj, dlatego nim dzień nabrał rozpędu, założyłam buciory i poszłam na krótki trekking.

Dom z Kamienia trekking w Toskanii

Na twarzy czułam ciepły powiew, choć niebo osnute było ponurą szarością. Na kwiatach, których coraz więcej i więcej, dyndały jeszcze łzy sobotniego deszczu, a powietrze pachniało intensywnie jeszcze nie wiosną, ale już na pewno nie zimą. Ten trekking był najlepszym, co mogłam w niedzielę dla siebie zrobić. Nawet jeśli trasę na Castellone znam już na pamięć, to wciąż tam wracam, bo jest to najwygodniejszy i najszybszy dla mnie szlak. 

Odrobina przewyższenia, piękne widoki na Marradi i Biforco, eskorta cyprysów, kamienie i mchy oraz niezastąpiona cisza, która po kilku godzinach spędzony w huczącym od muzyki pomieszczeniu jest jak balsam na głowę. 

Dom z Kamienia trekking w Toskanii
Dom z Kamienia trekking w Toskanii

Przylaszczki! Zakwitły już pełną parą kolejne wiosenne kwiaty! Na tle pozimowej ściółki wyglądają prawie nierealnie - jakkolwiek zabrzmi to infantylnie - powiedziałabym baśniowo! Wyjście na szlak jest z każdym dniem piękniejsze. Zaraz zacznie pojawiać się coraz wyraźniejsza zieleń, w tej chwili stroi się w nią tylko dziki bez. W tych dniach ma wiać libeccio, a libeccio to niestabilność, wilgoć i inne szaleństwa. Już od następnego tygodnia natomiast mamy mieć przedsmak prawdziwej wiosny. Oby te prognozy się sprawdziły! 

Za mniej niż miesiąc wiosnę będziemy mieć już oficjalnie, a od najbliższego piątku zaczną w Romanii i Toskanii-Romanii płonąć ognie dla marca... 

Dom z Kamienia trekking w Toskanii

Od obiadu do późnego popołudnia wałkoniliśmy się z Mikołajem tak bezproduktywnie, że aż mi dziś ciężko od wyrzutów sumienia. Na kanapie leżał leń, a nawet dwa... Wstyd i hańba!

Potem z trudem postawiliśmy się do pionu i jak w każdą niedzielę pojechaliśmy do Faenzy, żeby choć przez chwilę podnieść na duchu Mario i dotrzymać mu towarzystwa przy kolacji. Był słabiutki, ale bardzo ucieszył się na nasz widok. Pokazałam mu zdjęcia z poprzedniej nocy, które szczerze go ubawiły i które na koniec skomentował: "Tu non sei normale" (nie jesteś normalna). 
Z ust Mario takie słowa to dla mnie komplement, bo jak mawiała babcia z mojego ulubionego filmu: normalità - che brutta parola! (normalność - jakie brzydkie słowo!)

Luty już powoli pakuje walizki. Przed nami kolejny nowy tydzień. Mam nadzieję, że przyniesie coś pozytywnego - czekam na optymistyczne wieści z Bolonii, czekam na ważnego maila z pozytywną odpowiedzią, czekam na odrobinę spokoju... 

Pięknego dnia!

Za mniej niż miesiąc wiosnę będziemy mieć już oficjalnie, a w najbliższy weekend, już od piątku zaczną w Romanii i Toskanii-Romanii płonąć ognie dla marca...
Za mniej niż miesiąc wiosnę będziemy mieć już oficjalnie, a w najbliższy weekend, już od piątku zaczną w Romanii i Toskanii-Romanii płonąć ognie dla marca...

luty

Luty wysiadł z pociągu...

środa, lutego 01, 2023

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Dokładnie o 24.00 z pociągu widmo - bo normalny pociąg o tej porze przez Biforco nie przejeżdża - wysiadł luty. Walizkę wyładowaną karnawałowymi fatałaszkami i słońcem postawił na pustym peronie. Na ramionach dźwigał plecak pełen przymrozków, śniegu i wiatru, a na głowie miał kapelusz cały w prymulkach i fiołkach. Bardzo ciekawe zjawisko... 

Luty to w Italii przyjemny miesiąc. Nawet jeśli przysłowie mówi: Febbraio, febbraietto mese corto e maledetto - to naprawdę trudno lutego nie lubić. Przede wszystkim wszyscy zapalają sobie światło i gaszą je wychodząc, a ten luty wspaniałomyślny, wychodząc zapala je dla tego, który przyjdzie po nim. Brawa za uprzejmość dla tego pana! 

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Oczywiście według prognoz ma się za tydzień przetoczyć lodowaty front i oprószyć jeszcze śniegiem Apeniny, ale to już taka zima "na wylocie". Kto by się taką zimą przyjmował? Pisałam już o fiori di san Giuseppe i o żonkilach, ale teraz generalnie, gdzie słońce pada - tam zaraz coś rozkwita. Magnolia cała w napęczniałych pąkach, a w ogródkach pojawiają się krokusy.

W lutym to już zaczyna się myśleć o sadzonkach pomidorów, żyje się karnawałem, słońce nabiera mocy, a dni są jeszcze dłuższe. Poza tym dla mnie to jeszcze chwila zawieszenia, wyciszenia nim rollercoaster znów zacznie pędzić na łeb na szyję.

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Żeby pożegnać styczeń i dni kosa - po kwiatkowych zachwytach z poprzednich spacerów, zafundowałam sobie prawdziwą ekstazę. Tak się wczoraj prezentował szlak Dantego, który biegnie przez MOJĄ ŚWIĄTYNIĘ DUMANIA. Co tu dużo mówić... Ekstaza. 
Ekstazą jest kolor nieba, leśna cisza, wiatr we włosach, słońce przebijające się przez gałązki cyprysów. Ekstazą są buciory ubłocone, natchnienie, które spływa lawiną do głowy, chęć kwiatów do życia, Monte Rotondo i profil gór, który znam już na pamięć.

Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia Kasia Nowacka, blog o życiu w Toskanii

Ach! I jeszcze dwa słowa o wczorajszej zagadce. 
Dajcie spokój! Żadnych poetyckich wyjaśnień, że to koszyki na osiołki, które pamiętają dawne czasy... To są fotele z Ikea! Najpierw pojawiło się rozwiązanie na fejsbuku, potem też i tu. Dziękuję Wam za burzę mózgów i pomoc w rozwiązaniu enigmy. Pięknego dnia! Pięknego lutego!

WIDMO to po włosku FANTASMA (wym. fantazma)

luty

Powitanie lutego

wtorek, lutego 01, 2022

Katarzyna nowacka, dom z kamienia blog

Dzień dobry Luty! Dawno się nie widzieliśmy! Ile to już będzie? Jak nic jedenaście miesięcy! Rozgość się i czuj jak u siebie. Wiesz co gdzie jest, gdybyś chciał kawy czy herbaty, z lodówki też bierz co ci potrzeba. Będziemy się bawić i słodkościami zajadać - obiecuję, że będzie smacznie. Co wolisz? Pączki? Chiacchiere? Castagnole? A może frittelle? Frittele to i chłopcy uwielbiają! 

Wyściskamy się walentynkowo, choć nie będę ukrywać, że moją największą miłością jest czerwiec, więc nie rób sobie złudzeń, tylko czułości bez zobowiązań! Karnawałowo poświętujemy, ale żebyś mi żadnych Burianów nie spraszał, czy też innych krewnych z Syberii!! Nie zawsze potrafią się zachować, a wręcz często skorzy są do zadymy. 

Aaa!! Słuchaj! Jakby ci się chciało, jakby ci się nudziło, to ogródek mógłbyś przekopać i zieleń pól odświeżyć. Mam nadzieję, że w tej walizce to same kwiatki przywiozłeś? Chyba nie planujesz robić mi konkurencji i w białą kapotę nie będziesz się stroił?

I pamiętaj! Jak już będziesz wychodził zostaw zapalone światło, żeby się marzec w progu nie potknął...

Katarzyna nowacka, dom z kamienia blog

Powitanie lutego ot tak spontanicznie napisało mi się w głowie i życzę sobie i nam wszystkim, żeby to był dobry miesiąc. 

Styczeń nie był złym początkiem roku, tylko za dużo było medycznych spraw. Nieco mnie to przygniotło, bo to temat, którego od lat konsekwentnie unikałam jak ognia. 

Ponadto sprawy z drugą książką są już właściwie na finiszu, choć okładki ta moja biedna książka dalej nie ma... Trzecia książka ładnie się pisze, bo korzystam z przypływu zimowej weny. Zimą zawsze głową bardziej skupiona. 

Chłopcy zakończyli pierwszy semestr na spokojnie i z dobrymi wynikami, więc to też powód do radości.
W styczniu udało mi się być kilka razy we Florencji i dopieścić się obcowaniem ze sztuką na całego. 
W styczniu moja aplikacja zarejestrowała 176 przemaszerowanych kilometrów i 3098m w górę, czyli ustalmy, że weszłam na Piccolo Vernel w Dolomitach.

Mimo zimnych dni już w styczniu udało mi się sfotografować pierwsze: fiołki, żonkile, prymulki i kwiaty świętego Józefa - radość!

Katarzyna nowacka, dom z kamienia blog

I teraz wierzyć się nie chce, że już luty - ten krótki miesiąc z karnawałowymi słodkościami, miesiąc pierwszych intensywniejszych kwiatów już tak na serio, miesiąc pierwszych ogródkowych prac, miesiąc, który kończy się jedną z moich ulubionych atrakcji - ogniem dla marca. Luty to czas, kiedy dni są już wyraźnie dłuższe. 

Nim powiem Wam dobrego dnia, powtórzę jeszcze raz zaproszenie na tegoroczne warsztaty. 
Będziemy w tym roku gotować, wędrować po górach i świetnie się bawić w dniach: 
  • od 21/05/2022 do 28/05/2022 (WIOSENNE)
  • od 16/07/2022 do 23/07/2022 (LETNIE)
  • od 17/09/2022 do 24/09/2022 (JESIENNE)
Może jeszcze ktoś z Was do nas dołączy? 

Pięknego dnia! Pięknego lutego!

ROZGOŚĆ SIĘ to po włosku ACCOMODATI! (wym. akkomodati!)
 

luty

Obrona lutego i jego pożegnanie

sobota, lutego 29, 2020

polska blogerka w Toskanii Dom z Kamienia

Febbraio, febbraietto mese corto e maledetto - mówi włoskie powiedzenie. Znaczy to: luty, luteńki, miesiąc krótki, ale przeklęty. Dziś luty 2020 schodzi już z afisza, więc z pełnym przekonaniem mogę napisać, że ani trochę w tym roku na powyższą ocenę sobie nie zasłużył. 

Co było w lutym dobrego?

Pogoda, pogoda i jeszcze raz pogoda! Przez bity miesiąc cieszyliśmy się słońcem, lazurem nieba, tylko z rzadka zakłóconym przez chmury i ciepłem wypisz wymaluj wiosennym. 

W lutym dobre były też kwiaty. Fiołki i fiori di san Giuseppe zakwitły już w styczniu i towarzyszyły nam przez cały kolejny miesiąc. Do nich dołączyły prymulki, magnolie, migdałowce, dzikie śliwy, a wczoraj w czasie przedostatniego lutowego spaceru znalazłam też dużo rzadziej spotykane białe fiołki. 

Białe fiołki - wiosna w Toskanii Dom z Kamienia

I w końcu luty był dobry - od dobrych ludzi. Dom z Kamienia gościł w tym miesiącu kilka wspaniałych osób, których pobyt do tej pory wspominam ze wzruszeniem. Dobrzy ludzie to zdecydowanie najwyższa wartość!

Ponadto chłopcy błysnęli ocenami na półrocznych świadectwach, a ja skończyłam e-book. Zakładałam jego wydanie w grudniu na święta, ale jak widać miałam mały poślizg. Drugą część planowałam na Wielkanoc, ale teraz nauczona doświadczeniem nie będę już nic deklarować. Mam nadzieję, że nim zakwitną bzy w obiegu będę już obydwie części moich florenckich opowieści, a ja będę mogła zabrać się za przewodnik po Mugello i Alto Mugello.

Taki to był luty... 
To wszystko sprawia, że nie śmiem w tym roku powiedzieć o nim - maledetto. Oczywiście były i problemy, a jakże! Ale te w moim życiu to powiedzmy już constans i po latach nauczyłam się mimo wszystko skupiać na tym, co dobre...

Polska blogerka w Toskanii Biforco Dom z Kamienia

Niektóre kwiaty świetego Józefa zbladły od mocnego, lutowego słońca. Fiolet stracił na intensywności... Jeszcze trochę a i one będą tylko wspomnieniem. 

Dziś wyczekany przez mnie dzień. Moja najulubieńsza z ulubionych fest - lom a merz. Pisałam o niej kilka lat temu, zerknijcie: światło dla marca 2015 rok. Dla mnie to coś więcej niż Sylwester i wszystkie inne święta razem wzięte. Jest w tym coś magicznego: nadzieja, ciepło ognia, światło, wiosna za progiem, chłopska tradycja... A wszystko to jak na Włochy przystało okraszone zabawą, winem, muzyką, dobrym jedzeniem i wesołym towarzystwem.

Do widzenia luty! 

kwiaty świętego Józefa Dom z Kamienia blog
kwiaty świętego Józefa Dom z Kamienia blog - wiosna w Toskanii


luty

Luty w wielkim stylu przechodzi do historii

czwartek, lutego 28, 2019


Nie mogłam uwierzyć! Podeszłam bliżej i niemal nosem dotknęłam gałązek, na których rzeczywiście otwierały się pierwsze pąki. Jedna z najładniejszych marradyjskich magnolii zaczyna kwitnąć! Widziałam też pierwsze drzewko owocowe obsypane różem, kiedy schodziłam z Ellen ze szlaku i dzikie czereśnie w lesie też obudzone ze snu. Nareszcie też moje policzki, dłonie i dekolt połaskotane wiosennym słońcem zaczęły już zmieniać kolor. Jest tak pięknie, że aż trudno uwierzyć, iż to wszystko dał nam luty. W tym roku na pewno nie był maledetto! Dziś już schodzi ze sceny, więc bez obawy o zapeszenie, można go komplementować do woli. Tak, tak ... Takiego lutego w mojej biforkowej historii jeszcze nie było. Poza pierwszymi dwoma dniami, potem mieliśmy już tylko słońce i ani jednej kropli deszczu! Z tym to może akurat nie tak dobrze, bo woda potrzebna i pewnie w którymś momencie aura będzie musiała te braki nadgonić, ale najważniejsze, że zima się skończyła, że dziś lume a marzo i że od jutra marzec!
Pogodę mamy niewiarygodną. Wczoraj najbardziej spodobało mi się określenie jednego ze znajomych na fb: "A może ja zaspałem i obudziłem się w maju?" 
Gdyby nie brak soczystej zieleni, z termometrami sięgającymi ponad dwadzieścia stopni naprawdę można byłoby myśleć, że jest jakieś dwa miesiące później. 

A poza tym...
Tomek zmienił jednak zdanie - nie mam pojęcia, co się do tego przyczyniło - i postanowił iść na szkolny bal. Dziś musimy pomyśleć nad strojem, bo tematem przewodnim są lata pięćdziesiąte. Wszelkie podpowiedzi i inspiracje mile widziane, bo bal już jutro i czasu zostało niewiele.
   
Karnawał w klasie Mikołaja odbędzie się pod znakiem "sławna postać" i tak jak już wspominałam, on sam przemieni się z kolegą w Blues Brothers. 

Ja nie będę się raczej nigdzie bawić, bo po moich cudownych włóczęgach, teraz utonęłam po uszy w pracy i wczoraj całym moim spacerem był wypad do marketu. Sama radość - z siatami świńskim truchtem. Ale wszystko ma swoje dobre strony - przecież właśnie wtedy odkryłam kwitnącą magnolię!   

Czas już na mnie. Obowiązków aż nadto, ale wieczorem w nagrodę odrobina rozrywki w Popolano. Ognie będą się palić, wino się poleje, Rocca zaśpiewa, a w garach zabulgocze pewnie polenta. 
Lutemu już dziś dziękujemy za koncertowy występ! 

LATA PIĘĆDZIESIĄTE to po włosku GLI ANNI CINQUANTA (wym li anni czinkuanta)

luty

Tydzień, w którym na scenę wejdzie marzec.

poniedziałek, lutego 25, 2019


Za nami zimny, ale też bardzo udany weekend. Można powiedzieć, że był to weekend pod znakiem kulinarnych eksperymentów, z których - co ważniejsze - wszystkie zakończyły się sukcesem! Zapraszam Was jeszcze raz do Kuchni Kamiennego Domu po nowe inspiracje.

Choć na dwa dni wróciło do nas zimno, to jednak nie było to aż takie zimno, jakiego się obawiałam. Pod wiosenną kurtkę musiałam jedynie włożyć bluzę i naciągnąć na głowę kaptur, bo wiatr smagał bezlitośnie. Zimowa garderoba na szczęście pozostała nietknięta i z racji bardzo optymistycznych prognoz już dziś, jeśli oczywiście znajdę chwilę czasu, zajmę się sezonowym przepakowywaniem szaf. Dla mnie sama NIEobecność na wieszaku zimowych kapot dodaje skrzydeł. Buty futrzaki, już powędrowały do pudła.
Mówią, że w tym tygodniu ma przyjść prawdziwie ciepła wiosna, ciepła ponad miarę! Poza tym przed nami tydzień, kiedy w kalendarzu zagości marzec, a to kolejny powód, żeby się uśmiechnąć.  



Zaczęły się już prace w ogródkach i sadach. Patrzę na mój skrawek ziemi i już planuję co i jak... Zaraz trzeba będzie zabrać się do łopaty, wyciągnąć donice z zeszłorocznymi resztkami, zobaczyć co i w jakim stanie przetrwało. Tymczasem coraz gęściej wysuwają zielone nosy tulipany, a oleandry, których w tym roku szczęśliwie żadne buriany źle nie potraktowały, prężą lśniące liście do słońca. W tym roku znów powinny zakwitnąć. 
To właśnie teraz zaczyna się mój ulubiony czas... Każdy kolejny dzień przynosi więcej słońca, więcej ciepła, więcej zieleni i innych kolorów i dnia samego w sobie jest coraz więcej. Nawet poranny pociąg, którym Tomek odjeżdża do szkoły już nie znika w czarnej nocy, tylko przemyka w półmroku poranka. 
To wszystko sprawia, że nawet z tym, co nie do końca idzie tak jak powinno, jakoś łatwiej sobie radzić i nie tracić uśmiechu.

Kokosowe ciasteczka z konfiturą malinową - wkrótce na blogu.

Niech to będzie dobry tydzień!  

PONAD MIARĘ to po włosku FUORI MISURA (wym. fuori mizura)

contessa

O tym jak wiał zimny wiatr i wszystkie jego konsekwencje w Kamiennym Domu

niedziela, lutego 24, 2019


Powiedzmy, że prognozy pogody sprawdziły się z umiarem i w porównaniu do tego, co działo się na południu, trzeba przyznać, że u nas było naprawdę luksusowo. Zimny wiatr był po prostu zimny, ale na szczęście nie robił szkód, a słońce jaskrawe nie opuściło nas nawet na chwilę. Dziś ma być podobno tak samo, natomiast już od jutra wraca ciepła wiosna, do której w tym roku luty zdążył nas już przyzwyczaić.

Zimny sobotni wiatr zatrzymał mnie w domu na prawie cały dzień, ale to dobrze, bo na wielu obszarach tak dużo zaległości mam do nadrobienia i obawiam się, że w dalszych dniach z tym nadrabianiem będzie marnie, bo jeśli aura tak wspaniała, to jak tu w domu siedzieć i o zaległościach myśleć??? 
Wieczoram spotkałam się z Ellen i Lexem na kieliszeczek prosecco i ku mojej radości również na ten tydzień umówiłyśmy się z Contessą na górską wyprawę! Ha!

Zimny sobotni wiatr jest też sprawcą czegoś dobrego - w Kuchni Kamiennego Domu znów zapachniało i dziś też będzie się działo, więc już teraz zapraszam Was po nowe smaki! Filmowo: obejrzeliśmy Coco, a ja spłakałam się jak wariat. Dawno tak pięknej i mądrej bajki nie widziałam. M. bardzo, bardzo Ci dziękujemy za tak miłą przesyłkę - niespodziankę!!! 

Ponadto, jeśli chodzi o filmy, chłopcy rozkochali się w legendarnej serii "Przyjaciele", więc teraz każdego dnia raczymy się kilkoma odcinkami tak uwielbianego kiedyś przeze mnie serialu. 

***

Przy kolacji:
- Nie chciałabyś mieć takiego pieseczka milusiego do miętolenia?
- Nie. 
- Biedny piesek... - zamyśla się Mikołaj.
- Jaki biedny? - wytrzeszczam oczy. - Przecież nie ma żadnego pieska!
- Ale mógłby być, gdybyś chciała... 
- Ale nie chcę i nie ma!
- Biedny piesek...
- Mikołaj!

Po chwili już z drugiego pokoju:
- Czy mógłbym mieć szopa?
Kurtyna. 

Mikołaj "na pokładzie" to mieszanka nieprzewidywalności, humoru, abstrakcji, ironii i sama nie wiem czego. Z Mikołajem nie sposób się nudzić!

SZOP to po włosku PROCIONE (wym. procione)

deszcz

Luty rozbójnik

sobota, lutego 02, 2019


Luty postanowił już od progu zacząć dbać o swoje "dobre" imię i skrupulatnie spełnia warunki, by cytowane wczoraj przysłowie było w pełni prawdziwe. Febbraietto... maledetto...  

Nawet nosa na chwilę nie można wystawić za drzwi, bo leje jak z cebra, a poziom burej, kotłującej się wrogo wody w rzece rośnie w oczach. Nie taką aurą miała się Świta cieszyć!  
Stół przestawiliśmy w poprzek kuchni, bo jeśli wokół niego życie się kręci, to niech choć nam będzie wygodnie. Dzieci się ucieszyły!
- Ale fajnie! Zupełnie jak w święta!
- Christmas! 
I zaraz Mikołaj jakieś śpiewanie bożonarodzeniowe puścił z telefonu, ale zgodnie przez dorosłe pokolenie został utemperowany, bo my tu przecież wiosny z utęsknieniem wypatrujemy, a nie świętego w czerwonej kufajce i jego reniferów.


Gotujemy, jemy, sprzątamy ze stołu i zaraz planujemy co na kolację, co na obiad dnia następnego i tak w kółko. Między posiłkami dla lepszego trawienia gramy niezmordowani w "zgadnij kim jestem". Byłam w ostatnich dniach Izabelą Scorupco, Zgredkiem, Kulfonem, Monetem, Agnieszką Maciąg i Rockym Balboa. Zabawa przednia, ale miło byłoby dla odmiany wyjść na spacer...

Podobno dziś około 10.00 ma się niebo na dwie godziny wypogodzić. Oby! Choć tyle, żeby nam się tak ze dwa kroki udało zrobić. Do miasta i z powrotem albo przynajmniej do mostu, do zakrętu, za bramę, za próg... 

Mama i Świta już powoli kończą swoje zimowe toskańskie ferie. Czas gna jak głupi. Do Domu z Kamienia zmierzają kolejni Goście. Karuzela kręci się dalej. 
Dobrego weekendu!

MALEDETTO to znaczy PRZEKLĘTY

goście

Co i kiedy? - kulinarny rozkład jazdy i luty w kalendarzu

piątek, lutego 01, 2019


Chciałoby się wierzyć, że ostatni dzień stycznia był zarazem ostatnim prawdziwie zimowym dniem tego sezonu. Ranek obudził nas pogodnym niebem w kolorze malinowego budyniu, na tle którego ubielone wzgórza wyglądały bajecznie, niemal nienaturalnie, jak z przesłodzonego obrazka... 
Udało nam się wykorzystać bezchmurną chwilę na spacer do Marradi, ale potem zanim jeszcze nastało popołudnie, żywe kolory nieba znów zastąpiły szarości. Przy okazji też termometr zmienił nastawienie na bardziej pozytywne i biały puch, który rankiem tworzył magiczne pejzaże, zaczął szybko zamieniać się w rozciapaną breję. 
Luty przywitał nas deszczem, a temperatura ma być iście marcowa. Mam nadzieję, że choć na chwilę ktoś kurek w niebie przykręci, bo inaczej znów wszystko będzie się kręciło przy stole. 


Nie zaplanowaliśmy tym razem gdzie pojedziemy i co zrobimy, ale co i kiedy będziemy jeść. Była już pizza, było zampone, były białe kluseczki, był makaron z dynią, było sushi, a przed nami perliczka i jeszcze coś! Plan wypełniamy skrupulatnie i łamiemy sobie głowy jak tu znaleźć lukę i do menu wcisnąć ponadprogramowo krewetki albo ośmiornicę, bo byłaby to doskonała okazja do sprawdzenia nowego rybnego sklepu w Marradi. 
Odwołane popołudniowe lekcje podarowały mi więcej wolnego czasu, który zaraz spożytkowałam z Anką na kręcenie karnawałowych słodkości i tak na stole w Kuchni Kamiennego Domu wylądowały słodkie frittelle di riso. Naprawdę szczerze nam życzę poprawy pogody, bo inaczej zaraz w drzwiach przestaniemy się mieścić, a Świta przywiezie do ojczyzny zdecydowanie "więcej obywatela".    


 Dobrych humorów oczywiście nie tracimy. Śmiech jeszcze nam się nie znudził, tak jak i gra w "zgadnij kim jestem". Planujemy "następne razy", wymyślamy miejsca na bliższe i dalsze podróże. Cieszymy się każdą wspólną chwilą. 


Jak dobrze, że mamy już luty. Luty to ten miesiąc, kiedy zima może się na dobre wyprowadzić, to ten miesiąc, w którym mogą zakwitnąć w Romanii sady owocowe i to w lutym zapłoną ognie dla marca- jedna z moich ulubionych lokalnych atrakcji, mój prywatny sylwester. W lutym jeśli nic nie popsuje szyków do Toskanii zawita wiosna...
FEBBRAIO. FEBBRAIETTO CORTO CORTO E MALEDETTO ... oby przysłowie się nie sprawdziło.

Lume a Marzo

Ogień i kapitulacja

czwartek, marca 01, 2018


Ostatni dzień lutego był najmroźniejszym od czasów pamiętnej zimy w osiemdziesiątym piątym roku. Febbraietto do końca wypełnił swoją niechlubną, przysłowiową powinność bycia maledetto! 28 lutego był też pierwszym od dawna dniem pełnym słońca, więc poranny mróz szybko się wyprowadził. Cieszyłam się na wieczór, kiedy to miały zapłonąć światła dla marca. Chłopcy po południu umówili się z przyjaciółmi na kolejne śniegowe szaleństwa, a kiedy wrócili, przynieśli - ku mojej rozpaczy - wiadomość o odwołaniu jednej z moich ulubionych imprez! Ponoć obawiano się pogody...  Światła dla marca w wielu miejscach zapłonęły, znajomi na fejsbuku chwalili się płonącymi stosami, ale my spuściliśmy nosy na kwintę i zostaliśmy ostatecznie w domu.

Oczko mu wypadło ... temu misiu:)

Dobrze, że dzień wcześniej dałam się namówić Mario na zimowo - rozgrzewające gotowanie  i tak zakręciliśmy pierwszą w tym roku polentę. Wyszła doskonała!
28 lutego pojawiła się też na fb wiadomość, że kolejne toskańskie gminy zamykają szkoły. W czwartek spodziewano się nadejścia największego śniegu. Śnieżyce miały przetoczyć się nawet nad Florencją. 
Marradi wahało się do ostatniej chwili, aż w końcu późnym popołudniem na fb i watsapach rozeszła się wieść, że 1 marca wszystkie szkoły pozostaną zamknięte. Klasa Mikołaja szalała z radości, bo na czwartek zapowiedziana była klasówka z scienze. Myślę, że w całej gminie było tylko jedno dziecko niezadowolone z takiego obrotu sprawy ... Tomek. 
- Jutro miał być teatr i arte ... - wyliczał szczerze rozżalony i musica i film mieliśmy nagrywać ... 
Spodziewałam się okrzyków radości, tymczasem jego mina była taka jak moja na wieść o odwołaniu Lume a merz
I oto mamy 1 marca ... Wciąż pod śniegiem, "big snow" przyszedł już w nocy. Sypać ma przez cały dzień. Mróz już odpuszcza i w weekend na dobre ma wyprowadzić się z Półwyspu. Powoli, powoli, bardzo powoli pogoda powinna zacząć robić się wiosenna. Marzo con acqua e sole mówią Włosi, czyli marzec z wodą i słońcem... I od tej wody się właśnie zacznie! Po tych wszystkich śnieżycach czekają nas dwa dni ulew... Przeżyjemy i to!  


I jeszcze na koniec pokażę Wam ciekawostkę chwytającą za serce. Scena z żywcem jak z filmu. W istocie to właśnie w jakimś filmie widziałam coś podobnego. Nizina Romanii to sady i winnice, które pod koniec lutego już zaczynają kwitnąć. Oto jak wyglądała tam najmroźniejsza noc:

Zdjęcie pochodzi z profilu fb Andrea Goggioli

Rolnicy całą noc czuwali na mrozie, dolewając oliwy i pilnując, by drzewa i krzewy przetrwały kryzysową noc. Czapki z głów! 

ROZPALAĆ OGIEŃ to po włosku FARE IL FUOCO (wym. fare il fuoco)