Florencja

Marcowe oczekiwania wobec wiosny

piątek, marca 09, 2018

wiosna w Toskanii, fiore di san Giuseppe

Niebo nad Biforco znów nasyciło się lazurem, bo oto słońce powróciło na swoje miejsce. Pod tym toskańskim wiosennym słońcem ptaki zaraz nabrały większej ochoty na rozruszanie gardeł i ich trel nieprzerwany wypełnił uszy. Kwiatki przydrożne, jeszcze dwa dni wcześniej zmasakrowane ciężarem śniegu wyprostowały już kręgosłupy, a moje tulipany choć jeszcze malutkie wypełniły cały "foskę" wzdłuż ogrodzenia. Jest. pięknie, ale to jeszcze nie jest ta wiosna, którą lubię,  na którą czekam z utęsknieniem, jeszcze trochę cierpliwości, by zobaczyć fioletowe girlandy glicine... 
Niby termometr przed barem w Biforco wspiął się wczoraj do 21 stopni, ale coś mi się zdaje, że tu jakiś szacher macher był, na moje "czucie" było zaledwie 15. 
Prognozy na sobotę i niedzielę wciąż tkwią przy swoim i deszczu za nic odwołać nie chcą. Coś mi się  więc zdaje, że wiosenne trufle to sobie pooglądam co najwyżej na zdjęciu. Przed nami  kolejny weekend, który siłą rzeczy minie nam na ukulturalnianiu literacko filmowym i na kuchennym eksperymentowaniu ... A który to już weekend w takim wydaniu???? Boh...
Co gorsze deszczowy front ma rozciągnąć się od morza do morza, więc nie ma nawet gdzie przed nim uciec. Ani Ravenna, ani Firenze przed deszczem nie uciekną...
Może by tak na Sycylię? Na południu w najbliższych dniach zapowiadają przedsmak lata z temperaturami sięgającymi 30 stopni... 


I jeszcze dwa słowa w innym temacie. 8 marca we Florencji w kościele Santa Croce pożegnano zmarłego kilka dni temu kapitana Fiorentiny. Plac przed kościołem zrobił się fioletowy. Choć piłka nożna nie leży kompletnie w kręgu moich zainteresowań, to jednak patrząc na te obrazy nie mogło nie ścisnąć w gardle. Młodego piłkarza żegnali kibice, miłośnicy piłki nożnej i florentyńczycy.  
Słynna jest odwieczna walka i nieustanna wymiana obelg pomiędzy kibicami Fiorentiny i Juventusu. Tym bardziej więc wzruszyła wszystkich obecność piłkarzy z drużyny "biało-czarnych", którzy natychmiast po meczu w Londynie zjawili się, by pożegnać Davide Astori. Posypały się zaraz komentarze, że to był cud, którego dokonał młody piłkarz, że kibice wrogich drużyn stali zjednoczeni obok siebie na placu. Zaraz za tym pojawiły się pytania - czy to będzie koniec odwiecznej wojny? Pewnie nie, na cuda też jest pewien limit, ale na pewno ten moment przejdzie do historii. Szkoda tylko, że okoliczności takie smutne.

KIBICE to po włosku TIFOSI (wym. tifosi)

fiorentina

Co w trawie piszczy

wtorek, marca 06, 2018


Znajomi Włosi zapełnili "fejsbuk" wpisami na temat dwóch wydarzeń. Przede wszystkim komentarze na temat wyborów. Głosy w większości wiwatujące nie cichną i tylko co i raz ktoś dokłada nowe memy albo dopisuje swoje pięć groszy i gdyba publicznie - jak to teraz będzie? Wpisy polityczne przeplatają się ze wzruszającymi pożegnaniami zmarłego nagle kapitana fiorentiny - drużyny Florencji. Młody piłkarz zmarł na serce, a kibice wciąż nie mogą się otrząsnąć. Żeby zrozumieć ich żal, trzeba wiedzieć czym jest dla Toskańczyka "fioletowa" drużyna... 
Przed północą fejsbukowa strona wypełniła się jeszcze innymi komentarzami... 
Rzadko, bo rzadko, ale zdarza mi się nie spać, obudzić nagle w nocy, gapić się w ciemność jak sowa i rozmyślać. Tak też było dziś. Sięgnęłam po telefon, by zerknąć czy nikt nic nie napisał, lekcji nie odwołał i nim odłożyłam go znowu na bok, zerknęłam jeszcze chwilę na fb, by sowie, wytrzeszczone oczy zmęczyć i zmusić do spania, a tam... 
"Czuliście???!!" "Trzęsienie?" "Jezu jak się zatrzęsło!" - Jeden przez drugiego, od dołu do góry powtarzały się słowa "terremoto" i "scossa". Były też oficjalne komentarze Protezione civile i świeże wiadomości ze strony sejsmologów. Trzęsienie miało siłę 3,9, a epicentrum znajdowało się około 40 km od Marradi. Aż mnie zmroziło i o spaniu mogłam już zapomnieć. Od dawna ziemia u nas nie drżała. Wszędzie dookoła, ale nie u nas, a tu proszę.
Na szczęście to była tylko jedna "scossa", ale strachu jak można było wnosić po komentarzach napędziła nie na żarty. 

Dziś ostatni dzień złej pogody. Złej czyli deszczowej, bo jeśli chodzi o temperatury, te wciąż pną się w górę. Od jutra podobno upragnione słońce! 
Zostawiam Was z moją ulubioną muzyką. 5 marca, gdyby żył, 75 urodziny obchodziłby największy z największych - Lucio Battsiti. Pozostając w temacie marcowym: I giardini di marzo. Buona giornata!!!

Ps. Zdjęcie przewrotnie z zeszłego roku. Nie mam już siły wstawiać łzawych kadrów z zalegającą jeszcze burą breją. Jutro albo pojutrze wyruszę na poszukiwanie białych fiołków.

WIADOMOŚCI to po włosku NOTIZIE (wym. noticje)

biblioteka

Kosmos, krowa, fiolet i Achilles

niedziela, stycznia 14, 2018


- Skąd się dowiedziałaś, że tam jest krowa? 
- Kiedyś przeczytałam w takiej książce o Florencji.
- A dlaczego tylko jedna? - drąży temat Mikołaj.
- Bo to tylko symbol. Ukłon w stronę zwierząt, których praca przy budowie Duomo była nieoceniona.
W październiku pokazałam Wam oślicę w Palazzo Pitti, a teraz dołączam do kolekcji florenckich detali łeb krowy. Ileż to ja się go naszukałam... Metr po metrze marmurowej mozaiki! A w ogóle to zacznijmy od tego, że szukałam nie na tym boku co trzeba, a zatem gdyby ktoś chciał krowę sfotografować, niech stanie przodem do Duomo i idzie za swoją lewą ręką wzdłuż boku katedry aż do kopuły. Głowa znajduje się tuż pod nią.
  

Sobota nie przyniosła żadnej wyprawy, bo te 6 kilometrów po asfalcie się przecież nie liczy. Żeby odetchnąć i naładować baterie, trzeba na świat popatrzeć z góry, a tak ... a tak to nijak. Zawiodła pogoda, popisał się dzień "na nie wiem" i zastrajkowała noga Mikołaja. Niewykluczone, że dziś czeka nas wyprawa na pronto soccorso, bo po piątkowej lekcji gimnastyki ścięgno Achillesa daje mu do wiwatu. 
Zamiast górskiej wycieczki wybrałam się z Tomkiem do biblioteki, by choć odrobinę się wyciszyć. Jak dobrze, że moje dziecko na taką propozycję się rozpromienia! Jak dobrze, że książki są dla niego ważne! Pomijam fakt, że nie rozumiem tego co czyta, nauki ścisłe nigdy nie były mi bliskie. Po ostatnim filmie przyszedł czas na fascynację kosmosem i czyta teraz o jakiś egzoplanetach, a ja tylko oczy wytrzeszczam, bo czyta o tym też po angielsku, więc dla mnie to jest dopiero - nomen omen - KOSMOS.   
Ja natomiast klasycznie, żadnych ekstrawagancji - stara, dobra Maraini, która lubi pisać o kobietach, a ja tak bardzo lubię o nich czytać i doszukiwać się samej siebie. Tym razem przyniosłam do domu zbiór opowiadań L'Amore Rubato. Nie jestem wielbicielem krótkich form, zdecydowanie bliższe mi są historie typu "Długie życie Marianny Ucria", ale z sympatii dla autorki zrobiłam wyjątek. Jako ciekawostkę dodam, że Dacia Maraini przez lata była życiową partnerką Alberto Moravia. 


Jako marradyjski, samozwańczy kronikarz muszę donieść o nowościach z życia miasteczka. Wprawdzie mnie osobiście ten fakt nie dotyczy, ale da fanów piłki nożnej, zwłaszcza dla kibiców Fiorentiny - drużyny z Florencji - wydarzenie było historyczne. Oto bowiem Fiorentina przejęła pieczę nad marradyjskimi drużynami dziecięcymi. Miłośnicy calcio wiedzą, że kolorem Fiorentiny jest fiolet - po włosku viola. Sama osobiście znam dwóch wiernych kibiców, którzy swoim córkom nadali takie właśnie imię - Viola. Nie wszyscy jednak wiedzą, że fioletowy kolor był wynikiem błędu praczki - oryginalnie herb Florencji jest przecież czerwony na białym tle. 
Byłam jak zawsze fotoreporterem całego wydarzenia, nawet jeśli mój aparat aktualnie spoczywa gdzieś na półce w serwisie. Tak jak każdego dnia na potrzeby bloga, tak też i w tamten wieczór starał się godnie go zastąpić nikon Mikołaja. 
Los Nikona, żeby było ciekawiej, podziela również biedny Mac. Mam nadzieję, że to wszystko się zmieni, nim nastanie wiosna, bo moja frustracja zaczyna osiągać alarmowy poziom.

ŚCIĘGNO ACHILLESA to po włosku TENDINE d'ACHILLE (wym. tendine d'akille)

drużyna

Turniej w Marradi na zakończenie piłkarskiego sezonu

poniedziałek, czerwca 06, 2016


Ostatni raz w tym sezonie dzieciaki biegały za piłką. Za nami niedzielny turniej Toskanii i Romanii. To już nie pierwsza taka impreza opisywana na blogu, więc znów będę się powtarzać. Nieuniknione…


Powinnam teraz znów napisać, że Mikołaj ma do ludzi wyjątkowe szczęście. Tak jak wspaniałe są w szkole nauczycielki, tak też wspaniały jest trener piłki. Wiem, że wysyłając syna na treningi oddaję go w dobre ręce. Prawdziwy trener to taki, który potrafi zmotywować, nauczyć, utrzymać dyscyplinę, ale też pocieszyć, podbudować i kiedy trzeba samemu na chwilę stać się dzieckiem.

wodna wojna 

Sport, a przede wszystkim piłka nożna otoczone są w Italii szczególnym kultem. Marradi jest tego doskonałym przykładem. Wiele osób udziela się w tej dziedzinie całkiem bezinteresownie, bo klub musi żyć, musi być wciąż aktywny. A obserwując jak wygląda organizacja takiej imprezy od środka, jestem jeszcze bardziej pełna podziwu. 
Żeby dzieci z różnych gmin spotkały się na boisku i przez jeden dzień pograły w piłkę, potrzebny jest sztab ludzi, potrzebna jest świetna organizacja i dużo pracy. Ktoś musi ugotować i wydać obiad, przypilnować porządku, posprzątać, zrobić milion rzeczy, by impreza się udała, a których z zewnątrz czasem nie widać. Uświadamiam sobie takie rzeczy, dopiero, kiedy oglądam te imprezy od kuchni. Czapki z głów przed marradyjczykami! 


Dowiedziałam się też jeszcze jednej rzeczy. Federacja piłkarska, nie pozwala klasyfikować drużyn do pewnego wieku. Ile kto strzelił goli, ile wygrał meczy sam wie doskonale, a na koniec turnieju wszyscy dostają taki sam medal. Drużyna Mikołaja na pięć rozegranych meczy wygrała trzy, jeden zremisowała i jeden przegrała. W każdym razie dzień był piękny, zabawa przednia, a na koniec jak zwykle nie zabrakło wzruszeń. Dzieciaki jako drużyna na boisko powrócą na jesieni. 


NAGRADZAĆ to po włosku PREMIARE (wym. premiare)

Castelnaudary

Castelnaudary - emocje nie tylko sportowe

czwartek, maja 19, 2016



Głównym powodem naszej podróży do Castelnaudary był oczywiście turniej piłkarski i to mecze dyktowały rytm całego pobytu. W międzyczasie były też rzecz jasna oficjalne spotkania i kolacja z burmistrzem, aperitivo w gminie z wymianą prezentów i podziękowań oraz zdjęcie pamiątkowe na rondzie, któremu nadano imię Marradi. Zostaliśmy ugoszczeni po królewsku, a ja czułam się podwójnie zaszczycona, bo mój udział w tym wszystkim jest przecież wypadkową wielu, czasem nieprawdopodobnych zdarzeń. Całe to moje zacięcie i wytrwałość ostatnich lat zaowocowały tyloma wspaniałymi doświadczeniami, że czasem mnie samej trudno w to wszystko uwierzyć. Znalazłam się w centrum włoskiej "delegacji" w małym francuskim miasteczku, mój syn zagrał swój pierwszy międzynarodowy mecz, drugi poniósł klubową flagę. A to, co w tym wszystkim jest najpiękniejsze to więzi i wspólne wspomnienia, zacieśnianie znajomości i nawiązywanie przyjaźni.  Nawet my dorośli byliśmy trochę jak dzieci podekscytowane szkolną wycieczką, żartujący i śmiejący się do łez, śpiewający, czasem niepokorni, psotni i zabawni, szczęśliwi ze wspólnie spędzonego czasu. Tyle pozytywnych emocji, że słowami nie sposób opisać. Nie raz i nie dwa gardło ze wzruszenia wiązało się w supeł.


Mikołaj na murawie zagrał w dwóch drużynach - w swojej obecnej i jako wspomagający gracz w młodszej drużynie, w której grał w zeszłym roku i to właśnie dla niej strzelił dwa gole, a jak wiadomo, taki gol liczy się podwójnie! Mam nadzieję, że będzie ten czas pamiętał do końca życia. 


Nawet Tomek, który piłką nie interesuje się nawet w najmniejszym stopniu, francuski czas wspomina z rozrzewnieniem. Spanie w śpiworze, zapiekane bagietki, spacer po Castelnaudary, przepyszną paellę i nawet czas na boisku, który - jak na artystę przystało -spędził bardzo kreatywnie, lepiąc z błota najróżniejsze figurki. 


To już przedostatni post o naszym "tour de france". Zostawiam Was z migawkami tego niezwykłego weekendu zatrzymanymi na zawsze w kadrze i w sercu. A jurto jeszcze tylko kilka refleksji dotyczących dwóch krajów, spojrzenie na różne kultury okiem nie całkiem obiektywnym i mała galeria Castelnaudary jako pamiątka po krótkim spacerze, kiedy to na chwilę swoją obecnością zaszczyciło nas słońce.


RONDO to po włosku ROTONDA (wym. rotonda) 

Castelnaudary

Nasze małe wielkie "tour de France"

poniedziałek, maja 16, 2016


Witam Was znów w Kamiennym Domu po kilku dniach nieobecności. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tą niepraktykowaną tutaj ciszę, ale powód był istotny, a brak internetu nie pozwolił mi na codzienne pisanie i nawet gdybym bardzo chciała i chwilkę czasu znalazła, nie było jak i już! 
Dziś tylko kilka słów tytułem wstępu do tego, o czym opowiem w najbliższych dniach. 


Marradi jest partnerskim miastem położonego na południu Francji Castelnaudary. Za rok minie 25 lat odkąd miasta "się przyjaźnią". W ramach podtrzymywania relacji chłopcy z  naszych dwóch marradyjskich drużyn wraz z osobami towarzyszącymi pojechali tam na turniej piłki nożnej. 
Do opowiadania jest wiele - mecze, wesoły autokar, kolacja z burmistrzem, dużo śmiechu, piękne widoki, spanie w śpiworach, rondo Marradi i wiele, wiele więcej. Potrzeba mi teraz chwilki, by na spokojnie to w słowa ubrać, bo w głowie jeden wielki kołowrotek - od nadmiaru wrażeń i - rzecz jasna - od niewyspania. W każdym razie melduję się, jestem, wszystko wraca do normy, wstawiam kawę i częstuję Was na szybko kilkoma migawkami z naszego tour de France. Więcej już jutro. 

Poranek w Ligurii
To był prawie nasz dom w ostatnich dniach. 

FRANCJA to po włosku FRANCIA (wym. francia) 

Faenza

Zmiany na boisku

niedziela, października 04, 2015


Zaraz ruszam na sagrę i pewnie przez cały następny miesiąc będę zanudzać Was kasztanowymi tematami, zatem dziś dla oddechu zupełnie inny klimat. 
O zmianach w kwestii piłki już jakiś czas temu wspomniałam, a dziś z racji tego, że za Mikołajem pierwszy wyjazdowy mecz, dodam ciut więcej i pokażę mojego zawodnika w nowych barwach, na boisku Faenzy. 
Od rocznika Mikołaja, czyli od 2006 dzieciaki zaczynają grać "na serio". Czyli od tego roku mój "mały" piłkarz i jego nowa drużyna, weszli pod skrzydła włoskiej federacji piłkarskiej. Ha! Jak to brzmi. To też było powodem, że Mikołaj został przeniesiony do innej grupy. Nie mógł już grać z młodszymi. 
Nowa drużyna to nowe prawie wszystko, od sposobu gry, przez kolegów, trenera, na barwach kończąc. Pozostała ta sama serdeczna atmosfera, ciepła i rodzinna. Choć grają już na poważnie, choć treningi są treningami, a nie zabawą, to jednak na szczęście nadal nie ma sytuacji, jakie obserwowałam w warszawskim klubie. Jest czas by ustawić dzieciaki do pionu, żeby upomnieć, zwrócić uwagę, ale też czas na żarty, przytulenie i serdeczność.





Taki plakat jak ten poniżej widziałam przy większości boisk. Bardzo mi się podoba dlatego pokazuję i już tłumaczę: Drodzy rodzice, drodzy dziadkowie, pamiętajcie, że trener ma za zadanie trenować, sędzia rozsądzać, a ja ... grać. Bawcie się dobrze i wy, waszym zadaniem jest dopingowanie mojej drużyny. A zatem nie myślcie o radach technicznych, nie krzyczcie, to jest dla mnie mylące. Nie obrażajcie sędziego, ani moich przeciwników, to dzieciaki takie jak ja! Pamiętajcie, że mam prawo się mylić ... Przegrać nie jest tragedią, bądźcie pogodni i cieszcie się meczem!
Dodam dla zainteresowanych: mecz zakończył się 2:1 dla przeciwników. 


I na koniec - zmiany zmianami, ale pewne rzeczy są niezmienne ...

Tomek, najwierniejszy kibic swojego brata. Na zdjęciu widać pełne zaangażowanie w oglądaniu meczu.
 - Mamusiu jak Mikołaj zagrał? ... A z resztą cofam pytanie, Mikołaj zawsze super gra. 

RIGORE to znaczy KARNY  (wym.rigore)