muzyka

Playlista

środa, lutego 05, 2025

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

W poniedziałek po trudnym dniu nastał całkiem przyjemny wieczór. Po skończonej kolacji zostaliśmy jeszcze długo przy stole i dzieliliśmy się ulubionymi utworami z naszych playlist. 

- To teraz ja! Tylko cztery utwory, które teraz wałkuję do znudzenia i obiecuję, że oszczędzę włoskich kawałków. 
- Dobrze, dobrze... - przytaknęli z wyrozumiałością, a ja zaraz włączyłam jedną z nielicznych "niewłoskich" piosenek wśród moich ulubionych. 
- Imagine dragons? Przecież tego słuchało się kilka lat temu!
- I co z tego? A ja słucham teraz, nie podoba ci się?
- Podoba! 
Zazwyczaj jeśli razem słuchamy muzyki, słuchamy tego, co lubią dzieciaki, więc miło mi było, że w ten poniedziałkowy wieczór to ja przez chwilę mogłam być dj-jem. 
- To teraz posłuchajcie tego. Zgadniecie kto to jest?
- James Blunt - strzelił ślepo Mikołaj, bo wie, że tak naprawdę to jest jedyny niewłoski artysta, którego słucham bardziej intensywnie. 
- A właśnie, że nie!
- Wiem, wiem! Glen Hansard. 
- Strasznie smutne to jest - powiedzieli jednogłośnie.
- Smutne bardzo, ale piękne. Jeszcze jedna zmiana - przeskoczyłam na kolejny utwór, w obawie, że zaraz ich moja muzyka zniechęci.
- Już nam to puszczałaś. Bardzo ładne.
- No dobrze to teraz muszę coś włoskiego. Chcecie posłuchać, przy czym się bawię na moich "dansach"?
Popatrzyli na mnie bez entuzjazmu, ale oczywiście nie było się czemu dziwić... 
- To na koniec coś, co mi ostatnio nie może wyjść z głowy. Bardzo stare, oryginalnie śpiewa to Mina, ale teraz też Annalisa
- Mama! - Mikołaj zerwał się na nogi, odsunął krzesła i pociągnął mnie do tańca. Kroki walca znów znaczyły podłogę naszej Kuchni w Domu z Kamienia. Tańczyliśmy tak i tańczyliśmy i niespodziewanie zrobiło się lekko... Jaki on piękny - pomyślałam. Taki już zupełnie dorosły, a jednak taki jeszcze mój. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Muzyczny wieczór bardzo poprawił mi humor. 
A potem nastał wtorek i wtorek był dniem nieco lżejszym, choć "ołowiane" ramiona dawały jeszcze w kość i nadal oczywiście będą dawać. Walc z rodzonym synem wprawia w euforię, ale trosk z ramion niestety nie zdejmuje. 
Na szczęście pogoda w tych dniach jest jak malowana i jeszcze przez dwa dni taka właśnie aura ma królować. Kiedy we wtorek wyrwałam się na nieco dłuższy spacer nie musiałam już sokolim okiem wypatrywać prymulek. Nabrały rozpędu w swoim rozkwicie i nawet dołączyła do nich wdzięczna polmonaria, jeśli się nie mylę to po polsku miodunka. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dziś zapowiada się dzień intensywny inaczej i na taką intensywność już się cieszę. Uraduję pewnym niezwykłym miejscem Bolońskie Dziecko i sama mam nadzieję zobaczyć pewne dzieło sztuki, na które zasadzam się już od kilku lat!

Chciałabym napisać coś nowego o Mario, ale nic nowego niestety nie ma do napisania. Długa i wyboista droga jest naprawdę bardzo wyboista. Potrzeba tylko czasu i cierpliwości, a z tą ostatnią u Mario jest krucho. 

Dobrego dnia!

Ps. Zapraszam Was do podzielenia się hitami z Waszych playlist!

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej


muzyka

Muzyczne wzruszenia i nie tylko muzyczne

czwartek, września 26, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Po perturbacjach pogodowych wrócił czas, kiedy nocą okno znów może być otwarte na oścież, wróciły przynajmniej na chwilę gołe nogi i wygrzewanie się na apenińskiej łące. Tak było wczoraj... Dziś niebo trochę się zasnuło i do końca nie wiedziałam jakie będzie miało zamiary, ale jednocześnie drzemała we mnie nadzieja, że nie jakieś "niecne" i deszczem podszyte, bo przecież plan czekał niezwykle miły i aktywny. 

Abstrahując od pogody, środa była pierwszym od dawna zwyczajnym, najnormalniejszym dniem, bez gonienia, stresów jak wyjechać, czy też jak wrócić. Po pierwszej turze lekcji według starej ulubionej rutyny zrobiłam zakupy, przygotowałam obiad, a potem, nie czekając już na powrót Mikołaja, złapałam swoje fanty (aparat, książka, notes, poddupnik) i poszłam na jedną z odległych łąk, gdzie nikt mnie nie widzi, gdzie nikt mnie nie słyszy, gdzie jestem sama ze sobą i dla siebie. Poddupnik rozłożyłam z namaszczeniem i pogłaskałam z czułością, bo ostatni raz, kiedy się razem wygrzewaliśmy to było na mikro plaży na jednej z wysp Tremiti...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Mikołaja uściskałam po drodze, kiedy spotkaliśmy się na via Francini. Rozczulił mnie z daleka jego widok. Kudłata głowa, vintagowy outfit, słuchawki na uszach, długi krok... Mój bobas. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Rozczuleń tego dnia miałam więcej, bo po kolacji, kiedy już wróciłam z moich łąk i zamknęłam komputer po ostatnich lekcjach, Mikołaj wtarabanił się do kuchni z gitarą i znów urządził spontaniczny koncert. To są momenty, za którymi kiedyś będę bardzo tęsknić... 

I na koniec najświeższe rozczulenie z muzycznym tłem. Czy pamiętacie mój niedawny wpis i wielkie marzenie Mikołaja? Dosłownie kilka dni po tej naszej rozmowie Iron Maiden ogłosiło tour 2025. W Italii zaplanowano tylko jeden koncert. Legendarna grupa wystąpi w Padwie 13 lipca. Dziś o 10.00 ruszyła sprzedaż biletów... 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Myślałam, że mnie rozsadzi ze szczęścia, kiedy kilka minut po 10.00 mama przyjaciela Mikołaja napisała mi na WhatsApp - "Udało się! Mam dla nich bilety"! To ona wzięła na siebie dzisiejszą misję i tym sposobem mam już prezent na kolejne urodziny Bobasa, a my dwie mamy też spontaniczny plan na letni wieczór. Ten letni wieczór dopiero za milion dni, ale plany - nawet odległe - są taką miłą osłodą.

Tymczasem zaczął się towarzyski maraton - zaczął się przy spritzu, na szlaku, zaczął się przemiło i mam nadzieję, że w takiej aurze upłynie cała jesień. 

Dobrej nocy!

UDAŁO NAM SIĘ to po włosku CE L'ABBIAMO FATTA

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej


muzyka

Muzyczne zgadywanki i koncertowe marzenia

piątek, września 13, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

- Oooo Nuovo Cinema Paradiso! Najpiękniejsza ścieżka dźwiękowa ever! 
- Co???? - zdziwił się z nutą oburzenia - to chyba nie słyszała wszystkich utworów z Gwiezdnych Wojen!
- ???
- No co? Pewnie zna tylko tatata ta tattata...
Przemilczałam temat Gwiezdnych Wojen. 
- O! A to na pewno jakiś Disney! Może Dalmatyńczyki? Albo nie, nie, wiem! Śpiąca kró... - na ekranie telefonu wyświetliła się okładka płyty - a nie mówiłam, że jakaś królewna?
- Śnieżka! - zwrócił uwagę i zaraz z dumą w głosie dodał - ze Śpiącej to ja znam na pamięć wszystkie utwory. 

Bawiliśmy się tak chyba jeszcze ponad godzinę po kolacji, aż resztki jedzenia całkiem przyschły na talerzach. Najpierw Mikołaj znalazł zgadywanki rockowe. Dużo jest takich na YouTubie. Kilka sekund, dosłownie kilka nut, żeby odgadnąć tytuł i autora. Zgadywanki, które wybrał były ułożone chronologiczne rok po roku. Potem był pop, aż w końcu ścieżki dźwiękowe. Zadziwił mnie znajomością muzyki, starej muzyki... 

Odkąd wrócił z Polski non stop słucha Iron Maiden, a ja się rozczulam na wspomnienie moich pewnie szesnastu lat i fiksacji Fear of the dark, choć kiedy Mikołaj puszcza mi kolejne kawałki po moich ośmiu godzinach lekcji, nieco się krzywię, bo głowa już takich dźwięków nie przyjmuje. Zaraz jednak stawiam się do pionu, bo dorosłe dziecko bezczelnie wypomina mi stetryczałość. 

- To czego Mama teraz słucha?
- Przecież wiesz... Ja utknęłam w dawnej włoskiej muzyce i tam mi dobrze.
Pominął milczeniem moje wyznanie, zamiast tego zamarzył na głos:
- Chciałby iść na koncert Iron Maiden... Tylko oni teraz gdzieś w Australii koncertują. 
- To oni jeszcze koncertują? 
- No pewnie! Poszłaby Mama ze mną?
- A wiesz, że na Iron Maiden to bym poszła. 

Zaraz weszłam na największą stronę z biletami na wszelkie nadchodzące koncerty. O kolejnym tour Iron Maiden nic nie pisali, ale za to dużo innych ciekawych koncertów jest w planie na najbliższe miesiące. 
- Wow! Bryan Adams i to gdzie? W Bolzano! W listopadzie. 
- Jedziemy? 
- Jedźmy! - odpowiedziałam beztrosko czekając aż obudzi się w Mikołaju zdrowy rozsądek. 
Na szczęście się obudził. Pomarzyliśmy więc sobie na głos i dalej bawiliśmy się w muzyczne zgadywanki.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Dobrze mieć znowu Mikołaja w domu... 
Deszczowy czwartek wykorzystaliśmy organizacyjnie. Letnia garderoba powędrowała na strych. Nawet jeśli jeszcze będzie ciepło to już nie na odkryte ramiona, przezroczystości i kąpielówki. Brakujące książki do 5 klasy zostały zamówione. A kiedy Mikołaj poszedł na pierwszą lekcję jazdy, ja ukręciłam dwa słoiczki gruszkowo - cynamonowej marmolady.  
Przez cały dzień wiatr chłostał deszczem. Po środowym czerwcu nastał listopad. Dziś aura podobna, ale na szczęście od jutra ma się wypogodzić. Taką przynajmniej mam nadzieję, bo plany na weekend są zacne! Przed nami ostatni już wakacyjny weekend...
Dobrego dnia!

KONCERT to po włosku CONCERTO

muzyka

Muzycznie, uniwersytecko i garstka codzienności z Domu z Kamienia

wtorek, marca 07, 2023

Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej

Stół w Domu z Kamienia zastawiony był brudnymi naczyniami, a czas - ten sam, który nie istnieje - jakby nagle zwolnił. Jaka to radość... Ten moment, kiedy najedzeni zostajemy dłuższą chwilę przy stole, żeby się nagadać.

- Przypominam, że jutro Tomek ma imieniny. 
- A kogo obchodzą Tomka imieniny? - kolorowy jednorożec sięgający blisko dwóch metrów przerwał mycie naczyń i teatralnym gestem wyraził swój brak zainteresowania tematem.
- Jak to kogo obchodzą Tomka imieniny? 
- Moje obchodzą wszystkich, bo wszyscy dostają prezenty! A Tomka?
- Mnie obchodzą, babcie obchodzą i ciebie niech też obchodzą. 
- Jakiś Tomasz... - prychnął lekceważąco -  i to jeszcze z Akwiny!
- Z Akwinu!
- No mówię przecież. 
- Właśnie! Dlaczego ja mam akurat tego dnia imieniny? - wtrącił się główny zainteresowany, czy też raczej niezainteresowany.
- Kiedy wybraliśmy ci imiona, dopatrzyłam się, że 7 marca jest i Tomasza i Pawła, czyli idealnie. A poza tym nie chciałam, żebyś miał imieniny tego samego dnia co wujek Tomek.
- Dlaczego? - zdziwił się.
- W sumie nie wiem, już samo to, że powtórzyliśmy imię...
- Przynajmniej zaoszczędzilibyśmy sobie imieninowej fatygi: "no hej, siemka, najlepszego tobie... i tobie". 

Tu nastąpiła długa tyrada na temat tego, że imieniny to zbędny wymysł i zawracanie ludziom głowy, więc ten fragment pominę. 

- A dziś natomiast ma urodziny... kto? Kto się urodził 6 marca? - postanowiłam chłopców pomęczyć.
Obydwaj popatrzyli na mnie niepewnie. 
- Ty nie, ojciec nie, babcia też nie i druga babcia też dopiero za dwa tygodnie - moje pytanie zbiło ich z tropu. 
- Kogoś z rodziny? - zapytał jednorożec. 
- Nie. 
- Kogoś sławnego? 
- Taaak! 
- A to skąd ja mam to wiedzieć!? 
- Jeśli ja zadaję takie pytanie, to kto to może być?
Mikołaj przewrócił oczami.
- Lorenzo il Magnifico! 
- Nie. 
- Jakiś tam Leonardo!
- Nie. Pomyśl. 
- Majkelangelo! - wykrzyknął Tomek. 
- I kogo to obchodzi???? 

Santa pazienza!

Żeby nie było, że w Domu z Kamienia tylko nasze codzienne głupoty, to mam na dobry początek jedną ciekawostkę, którą przywiózł wczoraj Mikołaj z Bolonii oraz odrobinę muzyki. 

Zacznijmy od muzyki. W ostatnich dniach bardzo dużo mówiło się w Italii o dwóch wielkich artystach. Co ciekawe obydwaj artyści urodzili się w odstępie kilku czy kilkunastu godzin - Lucio Battisti 5 marca i Lucio Dalla 4 marca - obydwaj 1943 roku, czyli w tych dniach skończyliby 80 lat! Trudno bez nich wyobrazić sobie dziś włoską muzykę. 
Battisti to mój ulubiony włoski artysta - ulubiony w ogóle! Już lata temu opowiadał mi o nim Mario i z jego muzyką dokładnie zapoznał. Większość jego piosenek znam na pamięć, a dziś zostawiam Wam ten utwór

Lucio Dalla natomiast urodził się w Bolonii i z tym miastem zawsze będzie kojarzony. W tych dniach Bolonia uczciła pamięć o nim. Poza wieloma eventami, na Piazza Cavour ustawiono ławeczkę z siedzącym na niej artystą. Zwiedzanie Bolonii śladami Lucio Dalla, to na pewno ciekawa alternatywa, żeby odejść od klasycznej turystycznej trasy. Do posłuchania jedna z moich ulubionych piosenek artysty

I na koniec ciekawostka z Bolonią związana. Czy wiecie, że w Bolonii panuje taki przesąd, że kto wejdzie na Torre degli Asinelli, temu nigdy nie uda mu się dostać na studia na tutejszy uniwersytet? Czyli jeśli macie w planach - albo wasze pociechy - bolońskie studia, poczekajcie ze zwiedzaniem jednej z największych atrakcji miasta do zakotwiczenia się na dobre na najstarszej uczelni świata. 

I to tyle na dziś. Czas znów goni. Pięknego dnia. 

OSIEMDZIESIĄT to po włosku OTTANTA
   
Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej

muzyka

W rytmie rocka - o tym, że poniedziałek, też może podarować coś dobrego

wtorek, lipca 19, 2022

Trio Giuseppe Scarpato Marradi, Musart Firenze Festival 2022

Wychodząc z koncertu spotkałam znajomą dobrą duszę, dzięki której znalazłam się w posiadaniu biletów na koncert, więc z całego serca podziękowałam. Szczerze mówiąc na początku nie byłam przekonana iść czy nie, ale na zasadzie "wypełnij wieczór", zdecydowaliśmy z przyjaciółmi, że warto skorzystać z okazji. 
I całe szczęście, bo gdybym potem wiedziała, co straciłam, szlag by mnie na miejscu trafił.  

Giuseppe Scarpato Trio, Marradi, Musart Firenze Festival 2022

Na szczęście byłam widziałam, z radością wysłuchałam i nic nie straciłam. Fenomenalny koncert, fantastycznie zagrany, zaaranżowany, kapitalna muzyka, której przyświecało hasło przewodnie: "drogi muzyki na żywo są nieskończone".  

Giuseppe Scarpato Trio - czyli Giuseppe, który jest gitarzystą i producentem znanego na arenie włoskiej muzyki Edoardo Bennato, z bratem Gennaro przy perkusji i basistą Marco Palidori, niemal do północy wypełniali muzyką jeden z marradyjskich zakątków - Corte delle Domenicane. Niestety moja jakość nagrania telefonem jest żałosna, więc by nie umniejszać kunsztu artystów, pozostanę przy zdjęciach. 
 
Giuseppe Scarpato Trio, Marradi, Musart Firenze Festival 2022

Koncert w Marradi był wyjazdową częścią odbywającego się w tych dniach we Florencji MUSART FESTIVAL. Koncerty w toskańskiej stolicy potrwają do 26 lipca, a ich program możecie sprawdzić na oficjalnej stronie. Wczorajszy występ zakończył się owacją na stojąco i prośbą o bis. 
Wieki cale nie byłam na koncercie i już niemal zapomniałam jak to jest. Wielka radość i wdzięczność w sercu po poniedziałkowym lipcowym wieczorze. 

Najbliższe dni też nie poskąpią atrakcji!

Pięknego dnia!
OKLASKIWAĆ to po włosku APPLAUDIRE (wym. applaudire)

Giuseppe Scarpato Trio, Marradi, Musart Firenze Festival 2022
Giuseppe Scarpato Trio, Marradi, Musart Firenze Festival 2022

muzyka

Muzycznie na wyciszenie i mała zagadka

wtorek, lipca 12, 2022

Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej

Kolację zjedliśmy we dwoje. Mikołaj w tym czasie wojażował z przyjaciółmi po Marche, wojażował do zachodu słońca, którego obrazkami się oczywiście natychmiast ze mną podzielił. 
Ja i Tomek siedzieliśmy natomiast przy stole w Biforco zajadając makaron i słuchając muzyki. 

Tomek wciąż poszukuje nowych - starych wykonawców, tekściarzy, którzy oprócz muzyki mieli też coś do powiedzenia. Obydwoje jesteśmy zgodni co do tego, że najlepszą muzykę i teksty to pisali lata temu i tam nasze gusta zacumowały. Muzykę współczesną - z pojedynczymi wyjątkami - mamy w poważaniu. 

- Szkoda, że nie było cię wczoraj na koncercie. Podobałoby ci się. Tarara - ta - ta - ta - próbowałam zanucić fragment ścieżki dźwiękowej skomponowanej przez Morricone, a Tomek z uznaniem kiwnął głową. - A potem było tylko lepiej, nawet twój ulubiony De Andre! Czekaj, czekaj, co to  było... Coś z voltare...
- O właśnie! 
Posłuchaliśmy razem, a Tomek między jednym kęsem, a drugim podśpiewywał, bo zna na pamięć chyba wszystkie teksty wspomnianego cantautore
- Moją ulubioną De Andre jest tak czy inaczej Pescatore
Wysłuchaliśmy razem kolejnego utworu, a potem jeszcze następnych, przerzucając się pytaniami: a to lubisz? znasz?

Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej

- A Franco Battiato słuchałeś kiedyś? 
Nie słuchał. Nie znał. Posłuchaliśmy więc razem kilku piosenek, w tym chyba najsłynniejszej La Cura
Przy okazji też dowiedziałam się, że utwór ten napisał Battiato dla swojej własnej duszy i teraz wydaje mi się jeszcze bardziej wyjątkowy niż wcześniej. 

Po kolacji miałam do załatwienia pewną sprawę. Szłam do Marradi sama pod rękę z własnymi myślami. Dialog z nimi co i raz przerywał tylko dźwięk przychodzącej wiadomości. Muszę się chyba nauczyć wyciszać telefon, ale wciąż kłóci się to z moim poczuciem obowiązku, by być na każde zawołanie. Załatwiłam sprawę w kilka minut. Do domu wracałam z wielką halką przewieszoną przez ramię... Po co człowiekowi halka? Odpowiedź na to pytanie już za kilkanaście dni, a tymczasem można popuścić wodze fantazji. 

Próbuję złapać oddech. Na dziś mam bardzo ładne fotograficzne plany. Zobaczymy z się z nich urodzi. 

DOBREGO dnia!

VOLTARE to po włosku PRZEWRÓCIĆ na przykład stronę 

bluzka: www.madame.com.pl

kalendarium

Kwiaty, kalendarium i smutna muzyka o poranku.

piątek, kwietnia 12, 2019


Przed świętą Barbarą wiosna rozwinęła prawdziwy, kwiatowy dywan. Nagietki, mlecze, tulipany, stokrotki, kwiaty świętego Józefa, irysy, narcyzy, a nawet szafirki. Kwiatkowy zawrót głowy! Niech tylko te deszcze się przewalą i zaraz trzeba koniecznie zorganizować obiadowanie w ogrodzie. 

Przed Domem z Kamienia natomiast glicine w trzech kolorach pięknieje z dnia na dzień, a swój najlepszy moment będzie miało akurat na przyjazd Mamy i Świty. "Anka" się ucieszy, bo ona przecież tak lubi jak jest elegancko. 

Czwartek był w marradyjskiej szkole dniem otwartym. W wyznaczonych godzinach można było wejść do klasy swojego dziecka i być widzem. I tak kolejny dzień stał się i dla mnie niesamowitą lekcją, bo nagle okazało się, że Boccaccio mówi ludzkim językiem, że wszystko jest do zrozumienia, kwestia tylko odpowiedniego podejścia, wytłumaczenia, rozpracowania. Obserwowałam lekcję włoskiego w klasie Mikołaja i nadziwić się nie mogłam, jakie to wszystko może być ciekawe. Już kiedyś pisałam, że na swojej drodze spotkałam tylko jednego takiego nauczyciela, którego z resztą system szybko ze szkoły usunął, za niekonwencjonalne prowadzenie lekcji. 
Marradyjska settimana dell'educazione zakończy się w niedzielę. 

Ponieważ zbliża się wakacyjny sezon i pytacie coraz częściej o atrakcje zaplanowane na ten rok w Marradi, w zakładce "sagry, festy, wydarzenia" znajdziecie nowe kalendarium. Wkrótce pojawi się też spis z innych gmin należących do Mugello i nie tylko.  


- Wiesz Pusia, a my z A. robimy teraz pojedynek na najsmutniejszą piosenkę - mówi Tomek przy śniadaniu. Dla ciebie która jest najsmutniejsza? Tylko nie z włoskiej muzyki!
- "Tears in heaven" - odpowiadam bez zastanowienia. 
- Dasz posłuchać?
Przez chwilę słuchamy razem Claptona
- Wiesz, ona jest dla mnie najsmutniejsza chyba dlatego, że znam historię jej powstania. Zawsze kiedy jej słucham, pęka mi serce. I jeszcze ta... posłuchaj. "Streets of Philadelphia". Uwielbiam Springsteena, a przy tej piosence zawsze mam gęsią skórkę. 
- A chcesz posłuchać mojej "najsmutniejszej"? 
- Oczywiście. 
- "Never forget". Pamiętasz?
- Oczywiście! Michelle Pfeiffer z filmu Morderstwo w Orient Ekspresie!
- Wiesz, że to naprawdę śpiewa Michelle?
- Wiem, niesamowita jest!
- Kiedy oglądałem film, pod koniec trudno mi było powstrzymać łzy.
- Piękna...

Tomek wstaje się od stołu i idzie szykować się do wyjścia. Za oknem jeszcze ciemno. Rzeka szumi głośniej niż zwykle przepełniona nocnym deszczem. Szum Lamone miesza się z najsmutniejszą muzyką.  Jeden utwór pociąga za sobą drugi. Już tylko muzyka bez słów, bo słowa czasem tylko przeszkadzają. 
Dobrego dnia. 

NAJSMUTNIEJSZA - LA PIÙ TRISTE (wym. la piu triste)

dzieci

12 marzeń, wzruszenia i kolory.

czwartek, marca 14, 2019


W kuchni Kamiennego Domu.
- A ty Pusia lubisz muzykę marszową?
- Nie bardzo.
- Ale mówiłaś, że muzykę filmową lubisz, a większość jest właśnie w rytmie marszowym.
- Hm... Nie powiedziałabym. Wiesz ja lubię muzykę jak w "Intuochable"... Fly? I ten drugi?
- La mattina.
- No właśnie.
- I oczywiście moje Mine Vaganti, które ma najpiękniejszą ścieżkę dźwiękową ever! Znasz Cuore di sabbia albo jeszcze lepiej Nessuno ad aspettare?
- Nie.
- To posłuchaj...
- Aaaa tak tak... znam.
- Widzisz, jak już przy pierwszych nutach czuję jak mnie ściska w gardle.
- To ty tego lepiej nie słuchaj Pusia, bo nam się udusisz!

***
Na szlaku.
- Pusia, a ty się kiedyś zastanawiałaś ile jeszcze żyje nieodkrytych gatunków zwierząt? Na przykład jakie cuda pływają w oceanie?
- Nie, szczerze mówiąc nie zastanawiam się co kryją głębiny oceanów.
- Ty to masz to w nosie, prawda?
- Mmmm hmmm ... trochę tak... Szczerze mówiąc średnio mnie to obchodzi.
- Bo ciebie Pusia to najbardziej obchodzi, co jeszcze zobaczyć w Italii i jaką florencką ciekawostkę odkryć. Oooo i jeszcze co na kolację ugotować! - skomentował szczerze ubawiony swoją ciętą ripostą.  

***
We Florencji
- O popatrz! Lakiery do paznokci po 2 euro! A może jakiś bym sobie kupiła? Doradzisz? Jaki kolor?
- Boh... ten? - niezdecydowany wskazuje gołębio-niebieski.
- Nieee. Tomek mnie wyklnie!  
- Dlaczego?
- Bo on nie toleruje niebieskich paznokci.
- Ja też nie lubię.
- No to czemu mi taki doradzasz? 
- Ale ja w ogóle nie lubię pomalowanych paznokci.

*** 
Na tarasie przed Kamiennym Domem.
- Wiesz Pusia jakie byłoby moje pierwsze marzenie, gdyby ktoś mi powiedział "spełnię twoje trzy" marzenia?
- Nie...
- Chciałbym, żeby spełniło się 10 moich marzeń! Ha! 
- Spryciarz!
- I teraz mam dwanaście marzeń do wypowiedzenia.
- A jakie to byłyby marzenia? 
- Chciałbym... 
Tomek zaczął wyliczać marzenia, a ja szybko złapałam za długopis i spisywałam skrupulatnie każde jedno słowo. 
- A teraz ty Pusia. Jakie są twoje marzenia?
Kiedy i ja wypowiedziałam już na głos moją listę pragnień wpadłam na pomysł. 
- Wiesz co? Spiszmy te marzenia, Mikołasia też o nie zapytamy, potem zamkniemy je w butelce i otworzymy... otworzymy... O wiem! W dniu jego osiemnastych urodzin. Zobaczymy co nam się z tego spełniło. 
- A ty chciałabyś, żeby kto spełniał te życzenia? 
- Boh... Nie wiem... Złota rybka?
- Ja to bym wolał jednak gina. Gin jest fajniejszy.

***
Wiosna znów się do nas uśmiecha. Glicine na tarasie pęcznieje aż miło, jeśli w następnych dniach będzie tak ciepło jak zapowiadają, to tylko patrzeć jak pąki wystrzelą fioletem. Mama niedługo wyruszy. W domu porządki nawet nie zaczęte... Ale przecież zdążę ze wszystkim!

"MIEĆ COŚ W NOSIE" to po włosku FREGARSENE (wym. fregarsene)

Chopin

Wiosenny zawrót głowy przy dźwiękach Chopina

czwartek, marca 07, 2019


Kiedy czarnym świtem przykleiłam nos do szyby, żeby zobaczyć cyferki na termometrze przed barem, aż pisnęłam z radości. 15 stopni! O 5.00 rano było 15 stopni!! 
I to to ja rozumiem! Wprawdzie w przyszłym tygodniu przebąkują o ochłodzeniu, ale jak na razie możemy cieszyć się przyjemną aurą, popijać kawę na tarasie, spacerować do woli i zachwycać coraz bardziej ewidentną wiosną. Myślę, że jeśli tak dalej będzie, to za maksymalnie dwa tygodnie moje glicine spłynie fioletem! 


***
- Zadam ci pytanie jakie wczoraj zadała mi A. - powiedział Tomek przy śniadaniu - Czy mogłabyś zakochać się w mężczyźnie, który wcześniej miał ciało kobiety? 
- Hm... trudne pytanie. Nie wiem. Nie mam zielonego pojęcia. Nie umiem sobie tego wyobrazić, ale jest takie powiedzenie: tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono. A ty?
- Dokładnie tak samo jej odpowiedziałem. Nie wiem.
- A wiesz Pusia, że już wiadomo z jakiego gatunku będzie najnowszy film Nolana...

***
- Co zjecie na kolacje? - zapytałam przed wyjściem.
- Ratatuja!
- Ratatuja jedliście w zeszłym tygodniu i to chyba przez trzy dni.  
- I do tego oglądamy czwarty dzień... - Tomek z rezygnacją popatrzył na Mikołaja wsuwającego płytę dvd - no weź nie włączaj tego znów! Już cztery dni z rzędu to oglądamy! 
- Ale przez dwa dni oglądałem tylko Coco! - bronił się Mikołaj.
- Włącz jakiś "Odlot" czy coś! - nalegał Tomek. 
- Ale kiedy Ratatuj jest taki fajny! "Zuuupaaa? Zuuupaaa!! Wróć!"
- Dobrze... to co chcecie na kolację? 
- Gnocchi? A może coś chińskiego?


Poranki brzmią teraz w Kamiennym Domu Chopinem i trajkotem ptaków za oknem. Mikołaj każdego ranka nim wyjdzie do szkoły ćwiczy i ćwiczy niezmordowany "opusy" najróżniejsze. Muszę przyznać, że puchnę z dumy, zwłaszcza kiedy słyszę czego słuchają jego rówieśnicy. A on tak sam z siebie... Zgłębia epoki, czyta i próbuje, a ja czasem czuję się taką ignorantką...

Wieczór zapada coraz później. Jeszcze o 18.30 są wyraźne ślady dnia! 
Popołudniami pracuję nad tłumaczeniem, przygotowuję lekcje, układam nowe sesje zdjęciowe i wakacyjny grafik turystyczny. Momentami kręci mi się w głowie. Momentami chciałabym zamknąć wszystko i na kilka dni uciec na południe. Wyłączyć komputer, telefon, nie być dla nikogo, przez dłuższą chwilę być tylko dla chłopców i dla siebie...

A jeszcze w kwestii wiosny i Chopina: na dzień dobry dla przypomnienia. 

KRĘCI MI SIĘ W GŁOWIE to po włosku MI GIRA LA TESTA (wym. mi dżira la testa)

dowcip

Nananananan ... i tak dalej

czwartek, grudnia 06, 2018


To wszystko przez supermarket. Choć nie! Powiedziałabym nawet, że to wina czerwonej soczewicy, którą kupiłam w poniedziałek całkiem przy okazji, kiedy wybrałam się po choinkę. Normalnie jak w "Misiu"! Całkiem przypadkiem... Ale mniejsza z tym. Jak już kupiłam tę soczewicę, to zaraz znalazłam nowy przepis - btw już na blogu - do którego brakowało mi kurczaka i "odori"*. Pognałam więc zaraz po lekcjach do marketu po brakujące składniki i kiedy przechadzałam się między półkami usłyszałam z głośników TĘ PIOSENKĘ. 
I wiecie jak to jest... Jak już jakaś piosenka wejdzie w głowę, w serce, w uszy, pod skórę, no wszędzie wejdzie i człowiek do nocy póki nie zaśnie nuci i nuci i nucić przestać nie może? Znacie to? 
TA PIOSENKA tak mi właśnie weszła i co ciekawsze znałam ją doskonale, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć co to i kto to. SKLEROZUS POSPOLITUS i to się coraz bardziej pogłębia. 
W końcu, kiedy usiadłam z Mikołajem do obiadu olśniło mnie - przecież to Negramaro! Że też od razu na to nie wpadłam! Choć szczerze mówiąc za Negramaro nieszczególnie przepadam, to akurat nie wiedzieć czemu TEN kawałek uwielbiam. Zawsze uwielbiałam. 

- Podobały się kolegom twoje włosy? 
- Tak. 
- Posłuchaj, znasz tę piosenkę: nanananana... 
Mikołaj popatrzył na mnie z mieszanką zdumienia i dezaprobaty. 
- Na pewno znasz, zastanów się dobrze: nananananaaaa. Cholercia jakie tam słowa były??? Coś z "indietro"?
- Ja tam nie wiem, mało słucham włoskiej muzyki.
Zaczęłam przekopywać You Tuba i nic. 
Godzinę później zjawił się Tomek. 
- I jak poszło? 
- Dobrze. 
- Obiadek dobry zrobiłam, siadaj do stołu!
- Ładny masz sweterek, nowy? 
- To sukienka - poprawiłam w duchu i już głośno dodałam - nie, nie jest nowy, mniej więcej w twoim wieku. 
Boże! Ja to cała jestem już 100% vintage!
- Ładny. 
- Dziękuję. Słuchaj, taka piosenka się dziś do mnie przykleiła i nie mogę jej znaleźć, a chcę jej dalej słuchać. Już wiem, że to Negramaro. Nananana...
- Pusia nie mam pojęcia. I w ogóle nie znam Negramaro. Pusia ... hai mai notato che ISOLA si scrive con una I sola? (niech to będzie do rozszyfrowania dla moich uczniów).
- Dobre! Lubię takie gry słów, a teraz posłuchaj uważnie, to na pewno znasz! Nananana...
- Nie znam. Pusia... a słyszałaś dowcip o kretynie na drzewie? 
- Nie. Jaki?
- Zejdź, to ci opowiem.
- Hahaha! Bardzo śmieszne. To co, nie wiesz? Zjedz jeszcze trochę soczewicy, zdrowa jest. 
Jak łatwo przejść od Misia do Dnia świra...
- Zjem na kolację, teraz już nie mo....
- MAM!!!!
- Pusia, ja zawału przez ciebie dostanę! 
- Mówiłam, że coś z "indietro"! Och! Już mi lepiej. Posłuchaj: Un passo indietro...
Może to i nic wielkiego, słowa żadne wielkie halo, ale wlazła pod skórę i siedziała. Słuchałam jej na okrągło przez całe popołudnie, aż przyjechała Ellen... Moja kochana Ellen na chwilę wróciła! I tak nam było dobrze przy herbacie i przy winie. 

***
Mikołaj po roku i kilku miesiącach wykończył kolejny plecak. Przejął więc stary po bracie, a w tym plecaku... No właśnie! Stawiam spritza temu, kto zgadnie - co Tomek miał w plecaku?

ODORI to w tym wypadku: seler, marchewka, cebula, natka pietruszki.

Ps. Pogoda znów uraczyła nas słońcem i ciepłem. Oby jak najdłużej. Poza oczywistym urokiem takiej zimy, to też przede wszystkim wielka oszczędność jeśli chodzi o ogrzewanie. 

biedronki

Biedronki, muzyka i pogodowy armagedon.

wtorek, października 30, 2018


Kiedy byłam mała moja mama zawsze powtarzała - "Nie zabijaj pająków! Dom, w którym żyją pająki, to dobry dom!" Tak mi zostało do dziś. Mogę urządzać rzeź much czy komarów, ale wara od pająków. I teraz taka sytuacja... Wchodzę do łazienki i zerkam na okno i widzę ciemną plamę. "Co u licha?" - myślę sobie. Podchodzę bliżej, wzrok wyostrzam, aż plama okazuje się siedliskiem... biedronek! W łazience zalęgły się biedronki! Czy można potraktować to jako dobrą wróżbę? Czy dom pełen biedronek to dobry dom?

***  
- Pusia to jak myślisz, jaki mogę wybrać utwór, który by mnie reprezentował?
- Jeśli może być instrumentalny, to Fly Ludovico Einaudi.
- A Una mattina
- Też.
- A dlaczego akurat te? 
- Bo są niebanalne, takie jak ty, ambitny, mądry ...
- Kreatywny?
- Kreatywny, wrażliwy, ale też skomplikowany. A dlaczego nie może cię reprezentować twój ulubiony Zimmer?
- Bo on mi się podoba, ale jednak mnie nie reprezentuje.
- Słuchaj, a tak w ogóle to na jaką lekcję to zadanie?
- Na religię.
- Ciekawe... bardzo ciekawe...
- Co to za muzyka? - pyta Tomek, kiedy zmieniam melodię.
- To chyba ta, która mnie reprezentuje.
- Czyli? 
- Nessuno ad aspettarmi, choć w sumie nie wiem może jednak bardziej Il cuore di sabbia? Co myślisz? Gdzie jest więcej mnie?
- Sam nie wiem.

***
W Italii panuje kataklizm pogodowy. Obrona narodowa w kilku regionach ogłosiła najwyższy alarm. W Mugello i Toskanii - Romanii dziś sytuacja już spokojniejsza, w nocy zmieniono codice arancione na codice giallo. To co działo się wczoraj wydawało się wręcz nieprawdopodobne, jakby żywioły coś opętało. Myślałam, że u nas było strasznie, ale jak popatrzyłam na inne miejsca - Ligurię z rekordowo wysokimi falami sztormowymi, Lombardię z trąbami powietrznymi, Lazio z powyrywanymi drzewami i Wenecję gdzie alta marea zalała trzy czwarte zabytkowego centrum, to stwierdziłam, że u nas to jednak nie jest aż tak źle. Przed nami chwila oddechu, już na 1 listopada przewidywana jest kolejna fala ulew, za którą idzie zagrożenie powodziowe. Nam z racji położenia powódź raczej nie grozi i mam nadzieję, że nic złego nie wydarzy się też w innych regionach. Znajome i Czytelniczki bloga z półwyspu - mam nadzieję, że u Was wszystko dobrze, Aga, Pani Maria, Renata, Ewa, Pani znad Stretto, Beata?

KOD POMARAŃCZOWY/ ŻÓŁTY - to CODICE ARANCIONE/GIALLO (wym. kodicze aranczione/dżiallo)

Florencja

Florencka niedziela - akt III - muzyka i teatr ulicy, wieczne uwielbienie

środa, września 05, 2018


Każda nasza czy moja wycieczka do Florencji przynosi coś nowego. Każda pozawala odkryć fragment nieznanego i za to Florencję uwielbiam do nieprzyzwoitości. Po kilku latach bywania tu często i regularnie nauczyłam się kochać to miasto nie tylko za wielkie dzieła, ale też za to, co daje zwykła ulica. 
Uwielbiam obserwować jej życie i słuchać ulicznych grajków, pewnie wiecie, że wśród nich są też Polacy. 
Miniona niedziela pod względem muzyki była wyjątkowo bogata: skrzypaczka pod Duomo, gitarzysta przy domu Dantego, Tomek i pianino w podziemiach prowadzących  do stacji i kapela na placu Republiki, od której to powiało dawnym florenckim folklorem. Sami posłuchajcie


Natomiast kiedy kierowaliśmy się w stronę Palazzo Davanzati usłyszeliśmy od strony Ponte Vecchio dudnienie bębnów. Wiadomo, że takie dźwięki zwiastują zawsze mniejszy lub większy spektakl. Zmieniliśmy kierunek i ruszyliśmy zaraz w stronę zamieszania. Chwilę później paradowali przed nami mężczyźni w strojach z dawnej epoki. Bębny, trąbki i pióropusze... Nie miałam pojęcia z jakiej to okazji, ale szybko się doinformowałam. 



Oto byliśmy świadkami zmiany warty, czyli Cambio della Guardia. Zwyczaj, który sięga początku szesnastego wieku, kiedy to Florencja została najechana przez wojska Carola V



Obowiązkowym przystankiem we Florencji jest dla nas zawsze kanapka u Vinattieri. Ostatnio zdradziliśmy lampredotto dla innych smaków. Chłopcy oszaleli na punkcie schiacciaty z tuńczykiem i marynowaną cebulką. Siedzieliśmy sobie na wystawionych przez lokal taborecikach i obserwowaliśmy barwną rzekę turystów, procesję kolorowych postaci, równie fascynującą jak ta w szopce na Miodowej, którą oglądałam jako dziecko.
Oto nasza florencka niedziela. Cudowny dzień.


***
Kościół Santissima Annunziata
Staliśmy na środku nawy i podziwialiśmy misterny ołtarz, kiedy nagle rozległ się nieprawdopodobny huk. Mikołaj w pierwszej chwili złapał mnie przestraszony za rękę.
- Terroryści???
Co za smutne czasy, w jakich żyją moje dzieci, ja kiedyś nawet nie pomyślałabym o czymś takim...
Na ołtarzu - o zgrozo tuż za przechodzącą obok kobietą - runęła część pulpitu z ciężkiego drewna.  
Na to Mikołaj zaraz przypomniał sobie nieszczęśliwy wypadek w Santa Croce i natychmiast chciał miejsce opuścić. 
- Nie panikuj błagam. Dobrze, że tej pani się nic nie stało. 
Rzeczywiście sekunda wcześniej, krok do tyłu i stałoby się kolejne nieszczęście.
***
Pociąg do Florencji. 
Tu też można mieć teatr, jeśli człowiek szeroko otworzy oczy. 
Obok nas siedziały kobiety z dwójką maluchów. Chłopiec i dziewczynka mieli pewnie po dwa lata, no może trzy. W pewnym momencie dziewczynka nie wiedzieć czemu strasznie się rozzłościła i zaczęła rozpaczliwie płakać. Za nic nie dawała się cierpliwej matce uspokoić. Chłopiec patrzył bezradnie na swoją towarzyszkę jednocześnie mocno zadziwiony. 
W końcu młoda kobieta podała dziewczynce butelkę wody.
- Napij się to ci może przejdzie. 
Dziewczynka się zawahała.
- Viola, bevi!! Bevi l'acqua che ti passa la "labbia" (poprawnie rabbia czyli złość, Viola napij się wody, to ci złość przejdzie) - powiedział chłopczyk całkiem poważnie i chwilę później odwróceni do nas plecami znów podziwiali migający za oknami pociągu krajobraz. 

Dobrego dnia!