grudzień

Pogodowe grudniowe statystyki

wtorek, grudnia 10, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Nie da się nigdy z całą pewnością przewidzieć jaki pod względem pogody będzie dany miesiąc w Toskanii. Nawet pewniaki zawodzą - tak, jak zrobił to w tym roku październik, który zamienił się rolami z listopadem. Gdybyśmy jednak chcieli generalizować i gdybym miała zrobić klasyfikację miesięcy na podstawie obserwacji z 12 lat tutaj, to myślę, że grudzień zająłby w tym wyścigu ostatnie miejsce. 

Dużo deszczu, mało słońca, zimno i wilgotno. Zdarzają się oczywiście słoneczne i ciepłe dni, tak jak miniony piątek, ale jednak momenty suche i ciepłe są w zdecydowanej mniejszości.

Pamiętam, jak kilka lat temu padało przez cały grudzień aż do Bożego Narodzenia. Słońce wyszło w końcu w Santo Stefano i trwało dzielnie przez kolejne trzy miesiące. Pierwsza ulewa przyszła pod koniec marca, dokładnie w mój dzień wyjazdu do Rzymu. Jak ja to dobrze pamiętam!

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Poniedziałek 9 grudnia jeśli chodzi o pogodę był przepaskudny. Padało coś, co było niby śniegiem, ale bardziej deszczem, czy też nie wiadomo czym. W takim oto anturażu odwiedzili "moje" Appennino Goście, którzy już od lat planowali zobaczenie na własne oczy Marradi i spotkanie ze mną.  
Gorszego momentu nie mogli sobie wybrać... Co ciekawe - po krótkiej niedzielnej i poniedziałkowej wizycie, zapewniali, że są Marradi zachwyceni! A zatem jeśli ktoś zachwycił się tym miejscem przy takiej właśnie aurze, to znaczy, że może być już tylko lepiej, może się zachwycić tylko bardziej i bardziej!

Z innych dobrych rzeczy - Dom z Kamienia odwiedził kurier i zostawił świąteczną przesyłkę! Myślę sobie, że w ocenie świętego Mikołaja musiałam wypaść strasznie grzecznie, bo obdarowana zostałam pięknie! Do albumów o geniuszach florenckiej sztuki dołączony był dodatek praktyczny. Chyba Mikołajowi nie dawało spokoju zaginięcie mojej ukochanej czapki w kolorze "rosa cipria" i obdarował mnie nową - cieplutką, milutką, w jedynym - wspomnianym wyżej - słusznym kolorze. Kiedy więc wczoraj wracałam ze spotkania na placu, patrzyłam na te fruwające w powietrzu "śniegocosie" i uśmiechałam się sama do siebie. Uśmiechałam na wspomnienie spotkania, na myśl po posłanym mi w przelocie uśmiechu, na myśl o czapce, nawet na myśl o tym "przebrzydłym" pogodowo grudniu.

Zagadka z dzisiejszego woreczka - SERPRENTE, OMBRA, FIRENZE (wąż, cień, Florencja)

Pięknego dnia!

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej


grudzień

Pracowity i deszczowy koniec roku

wtorek, grudnia 29, 2020


Pogoda w ostatni poniedziałek tego roku była tak paskudna, że aż trudno to sobie wyobrazić. Podczas gdy północne Włochy zasypywał śnieg, Sardynią targały wiatry, Toskanię zalewał upiorny deszcz. Przez cały dzień lało niemiłosiernie. Nawet ja ani na chwilę nie wychyliłam nosa za drzwi i dziś byłoby podobnie, gdybym nie musiała uzupełnić zapasów. Dalej leje. Leje tak mocno, że myśli własnych nie słyszę i choć w ciemności jeszcze dobrze nie widać, to sądząc po odgłosach obawiam się, że rzeka bardzo urośnie w siłę. 
Taki to mamy pogodowo kapryśny koniec roku, ale z drugiej strony czego się po tym roku spodziewać? 
Tak czy inaczej jedno muszę przyznać - w czasie takiej ulewy jak teraz cieszę się, że jestem po drugiej stronie rzeki, bo tu przynamniej dach nowy i z miską nie muszę biegać. To zdecydowanie pozytywny akcent.

Wskoczyłam znów w pracowe tryby. Święta i "nicnierobienie" są już tylko wspomnieniem. Muszę jednak przyznać, że ja te moje lekcje naprawdę lubię. Nieść kaganek włoskiego językowego oświecenia to dla mnie wielka radość, bo język ten, choć jest dla mnie teraz codziennym językiem wciąż pozostaje cudem nad cudami. A poza tym lubię wyzwania - mieć w planach przygotowanie uczniów do kolejnych certyfikatów daje mi kopa, że hej!

Do końca roku trzy dni, a same dni nawet jeśli nieznacznie, to już się wydłużają. Ta świadomość niezmiennie jest dla mnie pokrzepiająca.

***
- Mikołaj czy możesz wyrzucać podarte skarpety?
- Po co? Przecież jeszcze działają - Mikołaj powtarza tę samą śpiewkę. 
- Ale są dziurawe. 
- No i co z tego! Komu przeszkadza dziura w skarpecie. 
- Jak jest duża i palec przez nią wychodzi to uwiera - wtrąca się poważnym tonem Tomek, który akurat przechodzi obok.
- A ta jest mała i mi nie przeszkadza. Poza tym kto się komuś na stopy patrzy, tym bardziej, że zazwyczaj ma się buty.
- A jak do kogoś pójdziesz? 
- A gdzie ja miałbym teraz iść? Przecież covid jest! A poza tym jak się z kimś rozmawia to mu się na twarz patrzy, a nie na stopy - Mikołaj do końca i zacięcie bronił swojego stanowiska i szczerze mówiąc trudno było odeprzeć jego argumenty. 
 
***
Zrobiło się południe. Padać chyba przestało, ale czasu na spacer i tak dziś zabraknie. Niech to będzie dobra reszta dnia!

JĘZYKOWY to po włosku LINGUISTICO (wym.linguistiko)

grudzień

Jedno grudniowe wspomnienie i historycznej batalii Mikołaja ciąg dalszy

wtorek, grudnia 15, 2020

 Biforco - nieznana Toskania, Dom z Kamienia

Najpierw zmroziło mi krew w żyłach po tym jak google runęło na kolana, bo jak google to i Dom z Kamienia i poczta i nawet lekcje chłopców... Takie to niestety dziwne czasy, że wszystko jest wirtualne i wystarczy jeden "psikus" żeby wszystko szlag trafił. Nie wiem czy to rzeczywiście atak hakerów czy inny gwint, tak czy inaczej po godzinie świat wirtualny wrócił do równowagi i mogliśmy odetchnąć. 

Mikołaj nie został w poniedziałek odpytany. W weekend wymieniał korespondencję mailową z nauczycielką, która na jego sygnał, że pewnych spraw nie rozumie, najpierw odpisała, że miał wystarczająco dużo czasu, by zrozumieć, a potem w końcu "zmiękła" i obiecała w poniedziałek wytłumaczyć jeszcze raz. 
Wytłumaczyć rzeczywiście wytłumaczyła, ale to co wzburzyło Mikołaja, to komentarz jakim to tłumaczenie na koniec okrasiła - "ucz się historii na pamięć, jeśli nie rozumiesz!". 

- Na pamięć? Czy Matka to sobie wyobraża, że nauczyciel historii tak może mi radzić???

Mikołaj nie mógł się z tym pogodzić. Cały dzień ta sprawa siedziała mu jak zadra pod paznokciem. Cała jego pasja i miłość do historii zaczęła się bowiem w scuola media dzięki nauczycielowi, który nauczył Mikołaja jak historię rozumieć, nauczył go włączać "historyczne" myślenie. I teraz z takim przygotowaniem, ktoś mu mówi, że on ma się uczyć na pamięć. No cóż. Każdy z nas na swojej edukacyjnej drodze spotyka dobrych i "mniej dobrych" nauczycieli. Musi Mikołaj potraktować to jako życiowe doświadczenie i nauczyć się radzić sobie i w takich sytuacjach. 
Odpytywanie w czwartek. 

Biforco - nieznana Toskania, Dom z Kamienia

Pogoda w poniedziałek była godnym następcą niedzieli. Kolory były bajeczne, intensywne aż do nieprzyzwoitości jak na tę porę roku, lazur, słońce i resztki rdzawych liści nijak nie przywodziły na myśl grudnia. Weszłam aż do Pianorosso i miałam ochotę iść dalej i dalej aż do zmroku, ale oczywiście obowiązki czekały, więc te jakieś pięć kilometrów musiało mi wystarczyć. 

Biforco - nieznana Toskania, Dom z Kamienia

W poniedziałek poruszyła i zasmuciła mnie też inna informacja. Popatrzcie na to:

Piotr Machalica - wspomnienie

Oto jeden z najcenniejszych wpisów w moim pamiętniku - jaka szkoda, że ten piękny zwyczaj umarł śmiercią naturalną. Był grudzień - dokładnie 15 grudnia 89 roku - czyli przedziwnym zbiegiem okoliczności dokładnie 31 lat temu. Piotr Machalica, który jak mniemam mieszkał wtedy w naszej parafii, poproszony został o zostanie Świętym Mikołajem w corocznym rozdawaniu dzieciom prezentów. Parafia organizowała takie atrakcje każdego roku. Piotr Machalica był już wtedy znanym aktorem, a mimo to zgodził się i strój (swoją drogą wstrętny peerelowski, bo innych przecież nie było) przywdział, a ja miałam to szczęście, że w komunijnej sukience wraz z gronem innych dziewczynek wystąpiłam w roli pomocniczki - śnieżynki. 
Po całej zabawie, aktor został zaproszony na plebanię, na poczęstunek. Zaproszono również śnieżynki. Do tej pory nie wiem jak ja - dziewczynka chorobliwie nieśmiała odważyłam się i poprosiłam o wpis w moim pamiętniku. Kiedy wczoraj przeczytałam smutną wiadomość zaraz przypomniało mi się właśnie tamto zdarzenie, bo choć Piotra Machalicę w dorosłym życiu bardzo ceniłam jako aktora, to dla mnie już na zawsze pozostał tym wyjątkowym Mikołajem w tandetnym czerwonym stroju, który swoją drogą nijak nie ujmował mu klasy. Mikołajem o głębokim, pięknym głosie i wyjątkowej uprzejmości. "Kasiu, bardzo dziękuję. Piotr Machalica /15.XII.1989/".

NA PAMIĘĆ to po włosku A MEMORIA (wym. a memoria)

grudzień

O wspomnieniach mniej i bardziej wyraźnych, o historii i deszczowych nastrojach grudnia

czwartek, grudnia 10, 2020

Kasia z Domu z Kamienia, Biforco

Grudzień w tym roku jest w bardzo łzawym nastroju. Dni słonecznych była dosłownie garstka. Może dwa? A tak to pada, siąpi, mży, dżdży, leje, raz nawet pośnieżyło, mgły się przewalają, chmury kisną w dolinach, a słońca tyle, co kot napłakał. 
Z drugiej strony kiedyś musi popadać, nie padało przecież przez pół jesieni albo i lepiej! Dobrze, że choć temperatura jest całkiem przyzwoita, więc i w domu cieplej, a jak się wychodzi to czapka jest jeszcze zbędna. 
Co do domu i ciepła to w ogóle tak nam teraz dobrze. Ile my się zimą wymarzliśmy przez ostatnie lata, to tylko my wiemy... Teraz już inaczej. Teraz całkiem po ludzku i co ważne pierwszy rachunek za gaz, którego się bałam wcale mnie nie "zabił". Ulga. 
 
Gaj kasztanowy, Biforco, Toskania nieznana

Na kolację przygotowałam flaczki po florencku - trippa alla fiorentina. Mario przyniósł je dzień wcześniej, bo tak go jakoś smakowo naszło. Po kolacji nie wiedzieć czemu zebrało nam się na wspominki. Może to po tych zdjęciach z pungitopo. Sama nie wiem... 
Na chybił trafił zaczęliśmy przeglądać mój blog od pierwszych lat. Uzbierała się z tego niezła kronika rodzinna. Ilu to momentów człowiek w ogóle nie pamięta... Przedziwna jest ludzka pamięć - jedne wspomnienia są jaskrawo wyraźne, inne jakby rozmyły się we mgle, a jeszcze inne jakby w ogóle nie miały miejsca i upływ czasu nie ma czasem nic do rzeczy. 
Niektóre wspomnienia są jakby z "wczoraj" i gdyby nie to, że chłopcy urośli i dorośli to dalej przy tym wczoraj bym się upierała. 
Wspominaliśmy anielski wdzięk Mikołaja i to, że każdemu musieliśmy tłumaczyć, że nie jest dziewczynką, wyjazdy tu i tam, Puglię, pikniki na Gamogni, wystrzępione włosy Tomka, po tym jak go Mario ostrzygł, wspominaliśmy to i tamto, aż w końcu Mario powiedział, że powinnam taki mały przegląd zdjęć przygotować. Kto wie... Może w wolnej chwili.

Kasia z Domu z Kamienia - blog o życiu w Toskanii

Grudzień odfajkował pierwszą dekadę. 
Mikołaj dziś jeszcze raz zmierzy się z historią, więc kciuki bardzo potrzebne. Sam poprosił o ponowne odpytanie i wiem, że jest przygotowany, więc jeśli znów zostanie tak źle oceniony, będę interweniować. Może ktoś pomyśli, że jestem nadopiekuńczą matką, ale to nie tak. Zwyczajnie nie pozwolę na to, by ktoś swoimi kontrowersyjnymi metodami nauczania zabił w Mikołaju miłość do historii. W takich sytuacjach budzi się we mnie lwica, tym bardziej, że sama mam bardzo smutne szkolne doświadczenia. Chcę też, żeby Mikołaj póki jest pod moimi skrzydłami miał poczucie, że kiedy dzieje mu się krzywda, ja zrobię wszystko by temu zaradzić, że ma we mnie pełne poparcie i oparcie. 

Zrobiło się późno, choć jeszcze ciemna noc. Późno dla mnie. Praca czas start. Dobrego dnia!


sukienka i bluza: www.madame.com.pl

grudzień

Kiedy grudzień podszywa się pod październik

niedziela, grudnia 06, 2020

Kasia z Domu z Kamienia - Marradi blog 

Po rozlanej kawie, żadnych już więcej wpadek nie zaliczyłam. Mimo kiepskiego początku pierwsza grudniowa sobota okazała się dniem bardzo dobrym. Lamone zakotłowało się burą wodą spływającą z gór na łeb na szyję, do południa jeszcze popadało na zmianę ze słońcem, co zaowocowało tęczami wykwitającymi co i rusz, ale po obiedzie na kilka godzin zrobiło się naprawdę pięknie i całkiem stabilnie, a co najważniejsze temperatura wzbiła się do kilkunastu stopni i nijak grudzień grudnia nie przypominał.
Zaraz zadzwoniłam do Mario, żeby wyciągnąć go na jakiś spacer i zdjęcia, bo kto wie, kiedy znów taki piękny moment się trafi. Mario przyklasnął z entuzjazmem i tak po obiedzie pojechaliśmy w stronę Lutirano.

Biforco Dom z Kamienia blog

Pamiętam, że kiedy przez kilka lat pomieszkiwaliśmy w sąsiedniej dolinie, za każdym razem kiedy jechaliśmy do Marradi czy to do baru, czy po zakupy, czy na koniec z dziećmi do szkoły, na tym odcinku drogi wzruszałam się do guli w gardle. 

Kiedy asfaltowa wstążeczka powyginana niekończącymi się zakrętami zaczyna opadać za passo do doliny Lamone, na kilku jej odcinkach rozpościera się widok na niezmierzone, nieskończone morze Apeninów. Wyglądają niezwykle o każdej porze roku, nawet zimą, a może szczególnie zimą... 
Kiedy są takie gołe, monochromatyczne,  bure albo w kilku odcieniach grafitu i niebieskości za każdym razem mimo upływu lat każą mi zachwycać się na nowo. I zachwycam się bez opamiętania... Za każdym też razem zastanawiam się, czy kiedyś ten widok mi się "opatrzy", czy kiedyś przejadę tą drogą, bez choćby najmniejszej guli w gardle. Czy tak kiedyś będzie? 
Dziś trudno mi sobie coś podobnego wyobrazić. Wciąż jeszcze na wspomnienie mojej dawnej tęsknoty powracają te emocje, to niepohamowane pragnienie by to wszystko otaczało mnie każdego dnia, nie tylko w wakacje. Jak ja to wszystko jeszcze dobrze pamiętam.

Takich miejsc "drogowych" z widokiem na Apeniny jest w okolicy kilka. To po drodze do Lutirano jest jednym z moich ulubionych.

Marradi Apeniny Toskania, Dom z Kamienia blog
Kasia z Domu z Kamienia - blog Marradi
Kasia z Domu z Kamienia - blog Marradi

- Tęcza! Na passo będzie widać ją całą. Zrobię ci zdjęcie tam gdzie rodzi się tęcza, bo wiesz jak mówią?
- Że niby ja to taki skarb? Nic z tego, nie dogonimy jej, światło się zmienia i zaczyna znikać. 

Kiedy wyłoniliśmy się zza kolejnego zakrętu po tęczy rzeczywiście nie było już śladu. Zawróciliśmy więc i zatrzymaliśmy się na spacer wzdłuż rdzawych dębów, których liście trzymały się kurczowo jakby to naprawdę był jeszcze październik. 

Marradi Dom z Kamienia blog
Kasia z Domu z Kamienia - blog Marradi
Kasia z Domu z Kamienia - blog Marradi
Kasia z Domu z Kamienia - blog Marradi

Zaraz pomyślę o zimowych zdjęciach, o nowej okładce na blogu, ale teraz jeszcze ostatnie okruchy toskańskiej jesieni, nim zima zagości na dobre. 

Dzień dobry w Mikołajki. O tym co jeszcze ubarwiło sobotę opowiem Wam już jutro - o sąsiedzkich pogaduszkach, o liście do Mikołaja i o tym czym się przy stole raczyliśmy. 
Pięknej, grudniowej, mikołajkowej niedzieli! 

UDAWAĆ to po włosku FARE FINTA (wym. fare finta)


Kasia z Domu z Kamienia - blog Marradi

film

Kalendarz, pociąg i film oraz niech grudzień dobry ma początek!

sobota, grudnia 01, 2018


W czwartek niedługo po tym jak Tomek wyszedł z domu, na watsappie przyszła wiadomość. Zdjęcie i podpis pod nim, który choć opatrzony śmiejącymi się buźkami, w pierwszym momencie lekko mnie zmroził. Nie żeby jakaś tam tragedia, ale popatrzcie sami:

"Zdaje mi się, że pomyliłem pociąg :D :D" 

Uśmiechnęłam się i zaraz pokazałam zdjęcie Mikołajowi, a ten w pierwszej chwili miał dokładnie to samo podejrzenie, które przemknęło przez moją głowę dwie minuty wcześniej.
- Tomek pomylił pociąg???
- Nieeee! Ale przyznam szczerze, że na początku i ja tak pomyślałam. Mamy mało wiary w tego naszego Tomcia.
- No wiesz... Znając go... ale, oczywiście jak się zastanowić, byłoby napisane "next stop Crespino" albo Ronta.
- Dokładnie!
Biedni ci, którzy na trasie znajdowali się po raz pierwszy. W takich sytuacjach można się lekko zdezorientować... 


Przed obiadem na ścianie zawisł legendarny kalendarz. Wypełniłam go w tym roku łakociami i krótkimi liścikami, jak radziła A.. Życiowych mądrości nigdy za wiele, a Tomek te liściki ceni sobie szczególnie i zawsze odkłada wypisane przeze mnie karteluszki do "słoika z miłymi chwilami". Powoli też zaczynam przygotowywać się do dekoracji domu. Dziś mam zamiar umyć okno, dla jasności - tylko jedno - bo akurat na nim muszę zmienić zasłonkę na "zimową" i powiesić ikeowskie gwiazdki. Szybko, szybko, żeby mnie Anka nie wyprzedziła. To była zawsze taka nasza serdeczna świąteczna rywalizacja, oczywiście z przymróżeniem oka. Z dekoracji mam już gotowy bukiet, który przyniosłam wczoraj ze spontanicznego spaceru po zboczach Pianorosso. Gałązki pungitopo ustawiłam w świątecznym wazoniku, który w zeszłym roku wraz z wielką paką przywędrował z "zielonej wyspy". Powoli robi się świątecznie... 
Grudzień sobotnio się z Wami wita, a ja na koniec dodaję kilka słów od Mikołaja. Poprosiłam, by kurowanie się w łóżku wykorzystał na trening języka polskiego w piśmie. Tematów podrzuciłam kilka i ostatecznie padło na recenzję drugiego sezonu "Medyceusze". Proszę jak zawsze o wyrozumiałość, nie poprawiam nic poza kilkoma przecinkami, by łatwiej było połapać się w najdłuższych zdaniach jakie człowiek kiedykolwiek napisał - to są dopiero zdania wielowielokrotnie złożone! Poza nimi tekst jest oryginalny. Sama wyciągam oczywiste wnioski, że młodszy musi po polsku pisać zdecydowanie częściej...

Dobrego dnia! Dobrego weekendu! Dobrego grudnia! 

Recenzja serii I Medici
I Medici Lorenzo il Magnifico, to jest drugi sezon serii i Medici. Akcja się dzieje we Florencji między 1469 a 1478. Bohater to jest Lorenzo de’Medici zwany też jako Lorenzo Il Magnifico (Daniel Sharman). Lorenzo ma brata Giugliano de’ Medici (Bradley James) i siostrę Bianche, która wyszła za Guglielmo Pazzi, który był wrogiem rodziny Medici dlatego od razu chcieli zostawić to w sekrecie i nic nie powiedzieli, ale później się dowiedzieli, ale Lorenzo się zgodził, żeby wzięli ślub, ale najpierw miała pobrać* syna Luchi Soderini, czyli Sebastiano Soderini. Lorenzo chciał się pogodzić z rodziną Pazzi, ale problem był, że ojciec Francesco Pazzi i Guglielmo Pazzi chciał pokój z rodziną Medyceuszy, ale zmarł i potęgę banku Pazzich wziął jego brat Jacopo Pazzi, który chciał żeby rodzina Medyceuszy zniknęła z historii więc robił wszystko, żeby ich zniszczyć, ale zawsze Lorenzo wychodził jakoś z problemów. Czasami Jacopo zabijał przyjaciół Lorenzo i tych, którzy mu pomagali. Sandro Botticelli był też bardzo powiązany** do rodziny Medyceuszy i kiedy był jeszcze dzieckiem to go wzieli. Sandro kiedyś poprosił Marco Vespucci czy mógłby zrobić obraz z jego żoną Simonettą, czyli najpiękniejszą  kobietą w Florencji i Marco się zgodził, więc Sandro zdecydował, że do pozowania będzie mu potrzebny też Mars, więc wzioł Giuliano. Giuliano i Simonetta mieli relacje***, ale Pazzi dowiedział się o relacji między nimi dwoma i powiedział to Marco, który torturował Simonette i… Dobra już dalej nie robię spojlera i tak ogólnie bardzo ładny serial, osobiście finał bardzo fajny, ale trochę źle wybrali aktorów jeżeli chodzi o wygląd. 2 sezon czyli ten bardziej mi się podobał niż ten pierwszy, bo jest mniej romansowany****.
pobrać* - chodzi oczywiście o ślub, forma od pobrać się. 
powiązany** - Mikołaj miał na myśli - przywiązany
mieli relacje*** - chodzi oczywiście o romans, to też kalka z włoskiego - avere una relazione
romansowany**** - Mikołaj robi kalkę z włoskiego słowa "romanzato". Chodziło mu o słowo "fabularyzowany".

Ellen

I to tyle w temacie listopada

piątek, listopada 30, 2018


I tak oto kończy się kolejny tydzień, wyjątkowo trudny tydzień. I tak też listopad 2018 powoli dziękuje nam za uwagę. Znienawidzony przeze mnie miesiąc przyniósł nam w tym roku wiele uśmiechniętych chwil, ale też kilka smutnych. Tak czy inaczej cieszę się, że od jutra już grudzień, bo dla mnie grudzień to przede wszystkim miesiąc, kiedy znów zacznie przybywać dnia. A to jest bardzo dobra wiadomość! 

Kalendarz muszę dziś wywiesić i jego woreczki wypełnić. A. podsunęła nowy pomysł więc postaram się z niego skorzystać. Po choinkę w najbliższych dniach trzeba pojechać i ciasto na pierniczki zakręcić i pomarańcze ususzyć, a w czwartek jeszcze Mikołajki, do których nie jestem przygotowana ... Ale jakoś w tym roku kompletnie się tym nie przejmuję. Powoli powolutku wszystko ogarnę. Jak zawsze.

- Szczęściarz z tego, kto zrobił dziś pranie - mówi M. kiedy pakuje mi karczochy do papierowej torby.
- Nareszcie trochę słońca.
- Już z tą wilgocią zwariować można było. Nic nie schnie.
- Zaśmierdnie się zanim wyschnie i potem znów do pralki. Jeszcze verzę byś mi dała, tylko nie dużą.
- Ja to chyba w końcu suszarkę sobie kupię...

Wracam do domu w południowym słońcu schyłku listopada i powoli ściągam z siebie części wierzchniej garderoby. Kiedy się tak maszeruje, robi się całkiem ciepło. Na chwilę rozdziawiam nawet drzwi wejściowe, żeby ciut tego słońca wpadło do mieszkania i zaraz też nastawiam pranie. 

W czwartek o świcie przychodzi wiadomość od Ellen. Najpierw zastanawiam się dlaczego o tej porze już nie śpi, a zaraz potem dociera do mnie, że przecież tam gdzie od kilku długich tygodni bawi moja Contessa, to już inna strefa czasowa. Pisze, że wraca już w niedzielę, a ja aż się rozpromieniam, bo tak dawno się nie widziałyśmy i bardzo mi jej brakuje. Ellen wnosi ze sobą radość i optymizm. Ellen kochana! Jak dobrze, że już wracasz!

Mikołaj od dwóch dni w pieleszach smarcze, prycha, mleko z miodem popija, czosnek zajada na potęgę i mam nadzieję, że to domowe leczenie do niedzieli postawi go na nogi. Gdyby nie paskudny kaszel, już nawet byłby całkiem w formie, bo choć wciąż w piżamie to o Florencję coraz intensywniej dopytuje i już w ten weekend gotów był na nową porcję toskańskich ciekawostek. Tak czy inaczej to się nie uda, bo przecież pojutrze czekają na nas lokalne atrakcje. Florencja będzie musiała zaczekać na następny weekend. 

Marradi zestroiło się już całkiem na to niedzielne "przedbożonarodzeniowe" świętowanie. Jeszcze tylu choinek to na placu nie było! Pełen rozmach! Mam nadzieję, że nowa festa Marron d'Inverno odniesie wielki sukces i zagości na stałe w naszym lokalnym kalendarium. Prognozy pogody na niedzielę są zadowalające.

Żegnaj listopadzie. 
Zostały jeszcze trzy tygodnie jesieni, czas powoli pomyśleć o zimowej szacie bloga.
DOBREGO DNIA! DOBREGO WEEKENDU!

ZNIENAWIDZONY - to po włosku ODIATO (wym. odiato)

Alto Mugello

Listopad kończy swój występ

czwartek, listopada 30, 2017


To niesamowite jak trudno przychodzi nam wyobrazić sobie zimą letni upał. Kiedy wiatr gwiżdże w uszy, kiedy wilgoć jak trucizna wlewa się do szpiku, kiedy noc pastwi się nad nami ukrócając dnia, letnie wspomnienia zaczynają tracić swą wiarygodność, wydaje nam się niemożliwym, że prędzej czy później znów powróci lato, słodki czas poszukiwania cienia i  spacerowania w białych, zwiewnych sukienkach…
Mam wrażenie, że środowe wieczorne wiadomości skupione były na objaśnianiu ruchu mas powietrza. Zdjęcia satelitarne i komputerowe symulacje pokazywały jak to już w piątek aria gelida nadchodząca od północy zderzy się z ciepłym scirocco niosącym czerwień Sahary. Według meteorologicznych map do tego zderzenia dojdzie właśnie nad naszymi Apeninami,  nad centralną Italią, a efektem tego spotkania będę śnieżyce…. A zatem znów Mugello w gębę śnieżką dostanie! Oczywiście zawsze jest możliwość, że wszyscy ci spece od pogody się pomylili, zdjęcia się sfałszowały i cały kataklizm pójdzie bokiem… Magari!!!     


Listopad gotowy już do wyjścia żegna się z nami mgłą gęstą jak kisiel, mgłą w jaką nasze Marradi nigdy się nie ubiera. Z minionych trzydziestu dni to właśnie 29 listopada był najbardziej listopadowy. Patrzyliśmy za okno na siwą kurtynę i nadziwić się nie mogliśmy. Przedziwny ten miesiąc. Przeskoczyliśmy nagle z ciepłej kolorowej jesieni w śnieżyce i zimowe klimaty. Nie było nic pomiędzy, obyło się bez długich szarych dni, załzawionych i rzewnych. 
Tak czy inaczej dobrze, że Domenico wciąć przywozi pod sam dom zapach Basilicaty. Dobrze, że wczorajszą szarugę udało mi się owocnie spożytkować i choć częściowo nadrobić zaległości. Dobrze, że ludzie piszą życzliwe słowa. Dobrze, że dziś - o ile oczywiście wraz z odejściem nocy znikną grzmoty i błyskawice - znów wyruszę w góry i dobrze, że od jutra już grudzień. 
Choć może z tym grudniem to dobrze i niedobrze, minionego czasu nikt nam przecież nie wróci. 

WCZEŚNIEJ CZY PÓŹNIEJ to po włosku PRIMA O POI (wym. prima o poi)

Boże Narodzenie

Piernikowe love

czwartek, grudnia 15, 2016


- Upieczesz sama pierniczki? My wychodzimy, jesteśmy umówieni…
Pewnie wcześniej czy później taki dzień nadejdzie, kiedyś być może tak powiedzą, ale na szczęście to jeszcze nie teraz! 
Choć są już duzi, wspólne "piernikowanie" wciąż jest wydarzeniem, na które czekają, nieodłącznym elementem przygotowań do świąt. Chwilą wesołą, pełną wygłupów, z muzyką świąteczną w tle, z podśpiewywaniem i z podjadaniem - rzecz jasna - surowego ciasta albo tego, co właśnie wyjechało z piekarnika.


 - Mamusiu od kiedy robimy pierniki? 
- Zaczęłam robić sama, kiedy się urodziłeś i nie mogłam się doczekać, kiedy moje dzieci podrosną, by móc robić je razem. Można powiedzieć, że pierniczki to tradycja w naszej rodzinie zaszczepiona przeze mnie.
- A po co je robimy?
- Nie lubisz tego?
- Uwielbiam, chciałabym tylko wiedzieć, dlaczego tak wymyśliłaś. 
- Bo chciałam, żebyśmy mieli wspólny czas, wspólne przygotowania. Zamiast szorować okna na błysk, wolę z wami upiec górę pierników.


- Co to?
- Ryba? A może szyszka?
- Wiesz co mi to przypomina? - Pyta Tomek, a ja uświadamiam sobie, że humor chłopców robi się coraz bardziej dorosły.
- Nie mów! Domyślam się! 
...
- Co ty baranka wycinasz? 
- A czemu nie? 
- Co ma baranek do Bożego Narodzenia?
- Hmm… no przecież w szopie były zwierzątka! 
- Z tego co mi wiadomo - dodaje głosem znawcy Mikołaj - w szopie był wołek i osiołek.
- Tak to w piosenkach dla dzieci mówią.
- No a pastorzy?!! - Tomek jakby doznał olśnienia. - To znaczy pastorowie, czy oni nie wypasali owieczek?
- Pasterze chciałeś powiedzieć - nie mogę powstrzymać się od śmiechu (wiem skąd błąd - pastore to po włosku pasterz). Masz rację baranek w pełni do Bożego Narodzenia pasuje. 


- Feliz Navidad ...- podśpiewujemy razem - Feliz Navidad…
- W jakim języku oni śpiewają? - pyta Mikołaj - po rosyjsku?
- Zlituj się! Przecież to hiszpański!
- A włącz teraz tą moją ulubioną.
- Jest taki dzień?
- Jest taki dzień...

Kartka z woreczka 14 grudnia. Proszę nie ganić za brak przecinka. Kalendarz adwentowy wypełniałam już po nocy.
 PRZEPIS na nasze PIERNICZKI znajdziecie tutaj. My naszych nie zdobimy, bo wolimy zajadać jest bez dodatków. Na leżakowanie ciasta wystarczą 24 godziny, więc jeszcze przed świętami zdążycie! 

I jeszcze raz zapraszam Was na naszego Instagrama: https://www.instagram.com/kasiano_dom_z_kamienia/

Słówko na dziś już było - PASTERZ czyli PASTORE (wym. pastore)

grudzień

Strażnicy ognia i nie tylko

środa, grudnia 07, 2016


Tego samego dnia, kiedy na marradyjskim placu odbywały się pierwsze w tym roku mercatini, w drugiej części miasta z okazji święta prezentowali swoją pracę, swoją misję, zadania, umiejętności i odrobinę historii tutejsi strażacy. 4 grudnia to przecież święta Barbara, a ta - jak wiadomo - jest też patronką strażaków.


Ponieważ znam osobiście kilku marradyjczyków ze strażackiego środowiska i sam Mario też  jeszcze kilka lat temu służył w ich szeregach, a zatem temat nie jest mi całkiem obcy. Wysłuchałam i to nie raz ani nie dwa, chyba większości najciekawszych anegdotek. Wspomnienia z akcji okraszonych śmiechem i z tych najbardziej dramatycznych niewątpliwie byłby świetnym materiałem na książkę. 


O tym, że strażak jest nie tylko od pożarów pisać nawet nie wypada, bo to i przedszkolaki w dzisiejszych czasach dobrze wiedzą. Vigili del Fuoco są zawsze w pierwszej ratunkowej linii frontu jeśli chodzi o kataklizmy naturalne, a tych w Italii jest niestety sporo, wystarczy wspomnieć niedawne wydarzenia w środkowej części kraju…
Świadomość tego, że stacjonują właśnie w Marradi daje poczucie bezpieczeństwa. Tu w górach, w dziczy Appennino to wcale nie takie oczywiste. 
Sami też kilka razy musieliśmy wzywać ich na pomoc - a tu jedno stare wspomnienie.


 STRAŻACY to po włosku POMPIERI (pompieri) albo VIGILI DEL FUOCO (widżili del fuoko)