choinka

Choinka... choinka...

sobota, grudnia 09, 2023

Choinka w domu z kamienia, święta w Toskanii, blog Kasi Nowackiej

Świt znów odmalował się takimi kolorami, że nic tylko tworzyć poezje - oczywiście jeśli ma się wystarczająco rozwinięty warsztat słowa. Zawołałam Mikołaja do okna, bo on, tak jak ja, na pewne obrazki jest wyczulony i obydwoje nie mogliśmy nadziwić się urodą poranka. 

Piątek był dobrym dniem, choć niestety w ostatniej chwili plan na popołudnie uległ zmianie. Ostatecznie nie dotarliśmy na inaugurację szopek w Portico di Romagna. Zamiast tego na pocieszenie poszliśmy do baru i urządziliśmy sobie prawdziwy turniej karciany.

Najważniejszym elementem dnia było - zgodnie z włoską tradycją - ubieranie choinki. Wyszła znów taka "nasza", a śmiechu i głupot przy jej ubieraniu oczywiście nie brakowało. Pomyślałam też sobie, że chyba w każdym domu ubieranie choinki rządzi się utartymi zasadami. 

Na przykład, kiedy byłam mała, choinkę przywiezioną ze szkółki obsadzał Tata, potem on też montował lampki, zakładał gwiazdę na czubku i kiedy byliśmy jeszcze bardzo mali to również on wieszał najcenniejsze bombki - wieszał je na górnych gałązkach, po pierwsze, żeby nikt ich nie trącił, a po drugie, żeby dobrze je było widać. Te wyjątkowe bombki mieliśmy dzięki cioci, która pracowała przy ich dekorowaniu. W szarych peerelowskich czasach, gdy wszystkie choinki wyglądały tak samo, nasza była "luksusowa", bo wisiały na niej takie okazy, które generalnie wędrowały na eksport. Były bardzo cenne i myślę, że moja Mama ma je do tej pory i niezmiennie przetrzymuje w starym przedwojennym pudle na kapelusze. 

Obok luksusowych bombek na eksport były też cuda zrobione jeszcze przez moją babcię. Do tej pory pamiętam pięknego anioła, który nie wiadomo gdzie potem przepadł i dwie baletnice w bibułkowych spódnicach - różową i błękitną, były też folkowe pająki, pawie oczka i łańcuchy z bibuły i słomek. Piękna była zawsze ta nasza choinka. 
 
Choinka w domu z kamienia, święta w Toskanii, blog Kasi Nowackiej

W Domu z Kamienia też zawsze jest żywa choinka. Zawsze z korzeniami, bo ciętych w Italii się nie sprzedaje. Taką choinkę można potem posadzić i dać jej drugie życie. Nasza najładniejsza choinka do tej pory rośnie w ogrodzie świętej Barbary. Miejmy nadzieję, że tegoroczna przetrwa i nie podzieli losu poprzedniczki, która nie przetrwała ekstremalnych upałów. 

Do tej pory ja byłam szefem montującym lampki, ale w tym roku zadanie to przejął Mikołaj. Widząc moje fantazyjne plątanie - ostro je skrytykował powołując się na Brunelleschiego, że gdyby architekt widział to moje "falowanie" to by się za głowę złapał.

- To ma być stile pierścieni! Widzi? O tak... A nie kombinować bez sensu.
- Widzi, widzi...
Tak oto Mikołaj został nie tylko "obsadzaczem" choinki, ale też głównym architektem "lampkowym". Gwiazdka na czubek, którą lata temu podarowała mi Ellen, została natomiast zamontowana rękami Tomka. 

- Tylko ja nie sięgam. Możesz mnie podsadzić - zapytał Tomek brata - będziemy jak Duda ze swoim synem. 
- To nie był Duda, to był ten drugi... 
Korciło mnie żeby zrobić zdjęcie, ale nie chciałam psuć zabawy. 

Nie mamy luksusowych bombek w tradycyjnym znaczeniu tego słowa, jak kiedyś te na peerelowskiej choince, ale mamy ozdoby niezwykle cenne. Naszą ulubioną ze wszystkich jest niezmiennie bałwanek, o którym pisałam w zeszłym roku. W tym roku zaszczyt powieszenia go przypadł również Tomkowi. 

Dziś przede mną jeszcze praca, długim weekendem cieszą się tylko chłopcy, ale już za kilka godzin zabierzemy się za nasze coroczne pierniczenie i mam nadzieję, że ich aromatem wypełni się cała sobota. 

Pięknego dnia. 

STILE to znaczy STYL 

choinka

Koślawy bałwanek, dorosłe ręce i choinka 2022

piątek, grudnia 09, 2022

Święta po włosku - Dom z Kamienia blog

Dorosłe ręce (och!), które wieszają jedynego w swoim rodzaju bałwanka. To właśnie jest nasza ulubiona ozdoba choinkowa - tak wczoraj wspólnie stwierdziliśmy. Żadne bombki - nawet ręcznie malowane cuda od Tiffaniego czy innego "aniego", które kosztują miliony za sztukę, nie mogą równać się z lekko koślawym bałwankiem, którego Mikołaj zrobił w szkole. Był chyba w drugiej, a może trzeciej klasie i choć zdolności manualne w Mikołaju rozwinęły się zdecydowanie później, to ten bałwanek jest dziś dla nas arcydziełem i obchodzimy się z nim z nabożnością. 

I tak sobie pomyśleliśmy, że ta nasza choinka to tez historia... Historia ludzi, których drogi gdzieś tam na chwilę złączyły się z naszymi. Na przykład kordonkowe bombki od B.! Niestety pierwszego roku po drugiej stronie rzeki nieopatrznie ulokowaliśmy ozdoby w cantinie i część z nich nie przetrwała z racji ogromnej wilgoci, ale niektóre nadal są i pięknie się mają - kolejny już rok na choince w Domu z Kamienia. 

Niektórzy po moim wczorajszym zdjęciu na Instagramie, zdziwili się - to już? - pytali. 

Już, już! I owszem! Tradycja, że świętowanie zaczyna się ósmego grudnia bardzo nam się podoba. To celebrowanie oczekiwania jest rozłożone w czasie. Jest dzień pierników, choinki, dzień mercatini - i to nie jeden! Jest dzień na vin brule' z przyjaciółmi. Jest dzień ciszy i spokoju. Po świętach i Befanie, to ja już żyję wiosną i choinka nie jest mi do niczego potrzebna. 

Tak - przyznaję uczciwie - wolę świętowanie po włosku. Z polskich tradycji zachowaliśmy wigilię i tradycje jej towarzyszące, ale cała reszta bez muszenia, bez napinania się, cała reszta jest dla nas miłym świętowaniem po włosku... 

Święta po włosku - Dom z Kamienia blog
Święta po włosku - Dom z Kamienia blog

Tomek zaproponował nową destynację na świąteczne wojażowanie. Myślę, że ucieszy się bardzo Mikołaj, a ja będę szczęśliwa tak czy inaczej. Wojażowanie samo w sobie jest szczęściem, cel jest sprawą drugorzędną. 

Święta po włosku - Dom z Kamienia blog

Dorosłe ręce powiesiły bałwanka. Dorosłe ręce napisały list do Mikołaja. Dorosłe ręce wyciągają co drugi dzień niespodziankę filozoficzną z adwentowego woreczka. Staram się celebrować każdą minutę. Dorosłe ręce coraz bardziej dorosłe i coraz mniej "moje". Czas płynie, wszystko się zmienia, tylko bałwanek nadal jest tym samym koślawym bałwankiem, najpiękniejszym na świecie. 

Święta po włosku - Dom z Kamienia blog

Filozofia, która dla Was okazała się łatwa, sprawiła chłopcom wczoraj trochę trudności. Ostatecznie, po moich dwóch podpowiedziach za trzecim strzałem odgadł autora Tomek. A dziś zwycięzcą jest Mikołaj. Czy już wiecie, kto to powiedział:
Non vi è vento favorevole per il marinaio che ignora la rotta.
lub inna wersja Non c'è vento favorevole per il marinaio che non sa dove andare.

(tł. Nie ma przychylnego wiatru dla marynarza, który nie wie dokąd płynie)
DOBREGO DNIA!

choinka

O pungitopo, o pierwszej choince w Domu z Kamienia za rzeką i jeden deszczowy spacer

wtorek, grudnia 08, 2020

pungitopo Dom z Kamienia blog 

- Pamiętasz, jak opowiadałeś mi bajkę o pungitopo? Weźmy ze trzy gałązki, będą do tego wazonika w skarpecie świątecznej. 
Naszarpał się Tomek, bo z gołymi rękami niełatwo z kłującą rośliną się mierzyć, ale ostatecznie mały świąteczny "bukiecik" pungitopo przynieśliśmy do domu.

Ten spacer mimo deszczu jakoś psim swędem nam się udał. Po słonecznym poranku, który był niczym jeden z tych pierwszych marcowych dni, kiedy to wiosna nieśmiało zakrada się do doliny, po obiedzie nadciągnęły nad Appennino chmury. Nie jednolicie ciężka kapota, ale chmury to tu to tam popłakiwały deszczem. Takie popłakiwanie przywitało nas jak tylko wyszliśmy za próg domu.
- Chcesz się Pusia wrócić? - zapytał Tomek lekko wyzywającym tonem.
- Żartujesz? Zaraz przeleci.
Tym razem zamontowałam Nikonowi mniejszy obiektyw, więc cały aparat zmieścił się pod kurtką. 
- Gdzie idziemy?
- Na Castellone.
- Oj nie Pusia. Najwyżej do gaju. 
- Niech będzie do gaju.

Nieważne tak naprawdę było dla mnie gdzie. Ważne, że Tomek dał się namówić na krótki spacer. Tak jak jest we mnie zachłanność na życie w ogóle, tak jeszcze silniejsza jest zachłanność na spędzanie jak najwięcej czasu z chłopcami. 
Kiedy sobie czasem pomyślę, że jeśli wszystko dobrze pójdzie, jeśli nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, to za trzy lata Tomek może być już gdzieś w jakiejś Szkocji na przykład. Serce tęskni na samą myśl o tym. 
A te trzy lata to przecież tyle co nic, wystarczy zerknąć na zdjęcia z wpisu o pungitopo. Mnie się wciąż czasem jeszcze wydaje, że my tu jesteśmy od niedawna, a to przecież kawał czasu minął. Ci chłopcy tacy mali wtedy, a teraz Mikołaj musi się pochylać, kiedy przechodzi przez próg, bo głową zahacza o futrynę...   

Gaj kasztanowy - Marradi Toskania nieznana

Deszcz to się nasilał, to zaraz przestawał, zupełnie jakby miał huśtawkę hormonalną. Doszliśmy do gaju, w którym cisza i spokój, w którym świeżość mchu i majestat drzew, w którym okruchy październikowych słodyczy i rdzawe resztki minionych liści... Pięknie, do zakochania... 

Deszcz się ustabilizował. Chmury zrobiły się jednolite. Lavane zniknęło w szarej otchłani. Naciągnęliśmy kaptury, schowałam lepiej Nikona i dziarskim krokiem zaczęliśmy schodzić do doliny. Śliska glina oblepiała nam buty, a nasze rozmowy ciągnęły się bez końca.

Tomek z Domu z Kamienia
Tomek z Domu z Kamienia
Tomek z Domu z Kamienia
Marradi Toskania nieznana, blog Dom z Kamienia
Dom z Kamienia blog Marradi
Dom z Kamienia Marradi, Lavane

Przed obiadem, nim w te góry ruszyliśmy w Domu z Kamienia za Rzeką rozświetliła się choinka. Wyszła nam piękna i taka "nasza". Stanęła w kuchni, bo po pierwsze tu jest dużo miejsca i tu się życie toczy, a po drugie salon jest jeszcze bardzo nijaki i nikt w nim wcale nie przesiaduje.  

Chcieliśmy móc podziwiać choinkę wtedy, kiedy jesteśmy przy stole, cieszyć nią oczy ile tylko się da. 
Dziś Immacolata - w Italii oficjalny początek czasu bożonarodzeniowego, który trwa do 6 stycznia. 

W tym roku wszystko jest inne. Nie pojeździmy po okolicy i nie będziemy podziwiać szopek. Capodanno nie spędzimy na plaży w Rosignano, ani na żadnej innej plaży. Szczęście w tym wszystkim, że góry mamy dookoła i już wczoraj zapowiedziałam chłopcom, że będzie Lavane i nowy szlak w Crespino i inne ścieżki i szlaki... Oby tylko zdrowie i pogoda pozwoliły.

Dobrego dnia!

PODZIWIAĆ to po włosku AMMIRARE (wym. ammirare)

Dom z Kamienia, ubieranie choinki
Choinka w Domu z Kamienia
Choinka w Domu z Kamienia

choinka

Listopadowe niespodzianki, listopadowa codzienność

środa, listopada 21, 2018


Nie wiem co mnie bardziej zaskoczyło - czy poranny wtorkowy śnieg, czy też to co zastałam na placu. Chyba jednak skłaniam się ku temu drugiemu. Otóż kiedy dotarłam przed południem do miasteczka, opatulona jak reymontowska baba, co po chrust idzie w styczniu do lasu, że nawet Mario ledwo mnie na drodze poznał, moim oczom ukazała się bożonarodzeniowa choinka. Jeszcze goła, zupełnie saute', ale choinka jak malowana! Pojawiła się zanim jeszcze rozwieszono świąteczne iluminacje. Tak oto Marradi szykuje się na 2 grudnia, kiedy to na placu znów zapachnie pieczonymi kasztanami. Jeśli więc ktoś w tym burym "NIEsezonie" plącze się po bezdrożach Toskanii, zapraszamy do nas! Będzie smacznie i wesoło! 


Poranny śnieg stopił się na szczęście szybciej niż się pojawił. Pobielone zostały wyższe partie gór, ale pewnie i tam szybko ślad po nim zaginie, bo od dziś znów temperatura ma skoczyć nieco w górę. Całe szczęście, bo mimo mojej wielkiej miłości do Reymonta, nie uśmiecha mi się być okutaną babą każdego dnia.

***
Po południu Mikołaj zabrał się za przygotowanie prezentacji na lekcję historii. Temat: Zygmunt Stary. O przydzielenie mu tego zagadnienia Mikołaj - czując się w obowiązku z racji swojego pochodzenia - sam poprosił nauczyciela. I tak przy okazji ja też nauczyłam się, że Zygmunt to po włosku Sigismundo, Jagiellończyk to Jagellone, a Kazimierz to Casimiro
Po historii Mikołaj zabrał się za scienze. Z Tomkiem przy kolacji dyskutowali o czymś zacięcie, a ja mogłam tylko wybałuszać oczy, marszczyć czoło i starać się robić inteligentną minę. Mario też słuchał zadziwiony, ale w przeciwieństwie do mnie nawet nie starał się ukryć, że kompletnie nie rozumie o czym mowa. 

Dziewięć dni do końca listopada, miesiąc i 3 dni do wigilii, równo czterdzieści dni do końca roku, a przecież dopiero co zaczynało się lato i pachniało lipami... 

UKRYĆ to po włosku NASCONDERE (wym. naskondere)

choinka

Mała choinka i wielki ekran

sobota, grudnia 09, 2017


Kiedy kładliśmy się spać w piątkowy wieczór zgodnie stwierdziliśmy, że mimo nie do końca udanego początku, to był miły dzień, a ja jeszcze raz podziękowałam Tomkowi za inspirację, za impuls, bo to dzięki niemu spędziliśmy wieczór tak, a nie inaczej, ale od początku ...


Jak tradycja nakazuje ubraliśmy choinkę. Dzieci rosną, ale wciąż czekają na ten moment tak jak ja kiedyś... 
Pamiętam, jak tata przywoził duże drzewko ze szkółki. Zapach był w całym domu, a choinka musiała dotykać sufitu. Rodzice zakładali lampki i "cenniejsze" bombki, a my resztę. A potem siedzieliśmy przy choince i godzinami patrzyliśmy na nią jak zaczarowani. To był magiczny czas… 
Żywa choinka… tę tradycję poniosłam w dorosłe życie. Nigdy nie mieliśmy sztucznego drzewka. Nigdy przenigdy. Wcześniej też staraliśmy się żeby choinka była duża, ale teraz ponieważ salon w Kamiennym Domu nie jest super przestronny, musieliśmy ograniczyć choinkowe gabaryty, tym bardziej, że przy świątecznym stole usiądzie nas spora gromadka, która ten salon wypełni.


Choinka w moim rodzinnym domu była najpiękniejsza ze wszystkich choinek jakie w życiu widziałam. Były na niej bombki malowane ręcznie przez moją ciocię i bibułkowe ozdoby jakich już nie ma, wykonane przez rodzinę mojej taty w okresie… myślę świeżo powojennym.  
Pamiętam baletnice - błękitną i różową i pająki ze słomkami ze zboża i łańcuchy fantazyjne … Cudo!  


Zmiana ustroju wprowadziła potem modę na choinki jednokolorowe i przyznam, że na jakiś czas sama jej uległam. Moja pierwsza własna choinka była cała złota, potem była też czerwona, a jeszcze potem stwierdziłam, że najbardziej jednak lubię ją właśnie taką "bez stylu", kolorową, chaotyczną, odpustową. Każdy dom ma "swoją" choinkę. Nasza jest właśnie taka...


Po południu kiedy już cały dom błyszczał od ozdób i świecidełek, kiedy już się porządnie wyleniliśmy, ruszyliśmy do Faenzy - do kina!!! Pamiętne wydarzenie, bowiem to pierwszy raz odkąd mieszkamy w Italii! 
Tomek, wielbiciel twórczości Agathy Christie już dawno poprosił byśmy poszli do kina na Morderstwo w Orient Expresie. Film miał ukazać się u nas na początku grudnia i obiecałam, że choćby nie wiem co, zasiądziemy wreszcie w kinowej sali. 
- Ależ jestem zadowolony Pusia! - przeżywał Tomek jeszcze w drodze do Faenzy, a potem też w drodze powrotnej. 
Nie będę recenzować filmu, bo byłabym nieobiektywna. Ja też, tak jak Tomek cieszyłam się samym wyjściem. W każdym razie Assassinio sull'Orient Express bardzo nam się podobało i  nawet dubbing nie zepsuł nam seansu. Po filmie jeszcze długo wymienialiśmy się uwagami i tu kolejna moja radość … Mam duże i takie mądre dzieci, z którymi po seansie mogę  rozmawiać o akcji, o grze aktorskiej, o muzyce i o zdjęciach... Obiecałam chłopcom, że absolutnie częściej będziemy do kina wychodzić. Ten wieczór podziałał na mnie jak najcudowniejsza terapia.

KINO to po włosku CINEMA (wym. czinema)


Boże Narodzenie

Niepokalane poczęcie, ni zima, ni jesień...

piątek, grudnia 08, 2017


Ostatnie szkliste cachi dyndają na łysych gałęziach jak bombki na choince przed Wielkanocą.  Mazedga złagodniała. Bure bruzdy się wyrównały i pokryły ledwo widoczną ozimą zielenią. Polami, dolinami gna wiatr. Wiatr ani zimny, ani ciepły. Wiatr nijaki, grudniowy, bo teraz to ani zima, ani już jesień. Wymyśliłam, nową trasę na górską wyprawę, piękną i obiecującą. Teraz pozostaje tylko kwestia wysupłania odrobiny czasu na jej realizację. Poza tym znaleźliśmy idealne miejsce na sfilmowanie w przyszłym roku zabytkowego pociągu, złapane do tej pory ujęcia, nie satysfakcjonują tak jak powinny. I w końcu też uległam i uraczyłam się pierwszym panettone, słodkim, pulchnym, lepkim od pomarańczy i rodzynek … Panettone to jedna z największych świątecznych przyjemności.
I tak dotelepaliśmy się do 8 grudnia, który tutaj jest dniem wolnym od pracy. Immacolata Concezione jest początkiem okresu świątecznego i dniem, kiedy większość Włochów ubiera choinki. Nie inaczej będzie w Domu z Kamienia. Choinka od wczoraj przygotowana stoi w salonie, a obok niej pudełka z ozdobami. W kominku już ogień płonie, bo atmosfera ma być przy tym słodka jak sieneńskie panforte. Pewnie sobie pośpiewamy, tak jak przy piernikach, a potem się polenimy, a jeszcze potem będzie coś, na co chłopcy od tygodni z utęsknieniem czekają. Coś czego jeszcze w Italii nie robiliśmy...


Pogodę na dziś zapowiedzieli upiorną. Wygląda na to, że wczorajszy wiatr przygnał deszcze, za którymi - jak straszą - idzie zimno. Ale nie ma tego złego … jak znam siebie, na pewno przełoży się to na kulinarne poczynania. Mam też jeszcze inny skryty plan, ale nim się z nikim na razie nie dzielę, zobaczymy co nam pogoda i nastroje innych podarują.
Ja wprawdzie piątkowy ranek mam jeszcze pracowity, ale zaraz po nim ogłaszam … Niech długi weekend dobry ma początek!



choinka

Dobre skrzaty

wtorek, grudnia 06, 2016


Jak to było z tą górą i Mahometem? Góra nie chciała do Mahometa, czy na odwrót? W każdym razie ja mogłabym to parafrazować i powiedzieć - Nie chciała Kasia iść po pungitopo, więc pungitopo przyszło do niej.


Oczywiście samo nie przyszło, bo niby jak? Jeszcze ktoś gotów pomyśleć, że bajki opowiadam. A zatem całkiem poważnie - pungitopo samo nie przyszło... Przyniosły je skrzaty! 


Ładne prawda? Oczywiście i one same nie przyszły, bo niby jak? Nie żebym nie wierzyła w skrzaty, ale te mają po jednej pieńkowej nodze, więc zwyczajnie byłoby im trudno. Przyniósł je pewien "dobry skrzat"… A ja nacieszyć się nie mogę. Ilekroć na nie spojrzę buzia sama się śmieje. Jak dobrze, że w Marradi są dobre skrzaty...


Inny dobry skrzat wykopał naszą zeszłoroczną choinkę, wsadził do donicy i przytargał do salonu. - Nie ma sensu wydawać na choinkę, ta z zeszłego roku przetrwała i pięknie się trzyma. Znów przygarniemy ją pod dach.
Choinka nieco urosła przez ostatnie 12 miesięcy, więc skrzat poprosił o pomoc, żeby mu kręgosłup nie trzasnął i tak na cztery ręce wciągaliśmy "prawie sekwoję" po tych moich … ile ich było? 17 schodkach?
A potem zaczęła się zabawa! Kiedy byłam mała, ubieranie choinki było dla mnie wielkim wydarzeniem i szczerze mówiąc nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nasza choinka nie jest idealna, ale jest bardzo nasza, swojska, ciut nierówna. Tak jak swoją choinkę ma Rockefeller Center tak też ma ją DOM z KAMIENIA!

DOBRY DUSZEK, SKRZAT to po włosku FOLLETTO (wym. folletto)

Boże Narodzenie

W oczekiwaniu na pierwsze toskańskie święta

wtorek, grudnia 08, 2015



Oswoiliśmy już myśl, że to będą nasze pierwsze toskańskie święta. Zarówno dla mnie jak i dla dzieci po raz pierwszy w życiu w tak okrojonym składzie, ale też pierwsze święta w "kamienny domu"... 
Dzieci po początkowym zawodzie - bo dla nich prawdziwe święta to z babcią i z ciocią i z wujkami - chyba się pogodziły i zaczęły naprawdę cieszyć się tym, co nadchodzi. 
Postaramy się przenieść na włoski grunt jak najwięcej polskich tradycji, ale też dołączyć do starych nowo poznane tradycje toskańskie. Mam nadzieję, że uda się nam spędzić wyjątkowe święta. Pooglądamy okoliczne szopki, wyskoczymy do Florencji albo do Montecatini do wioski elfów. Nacieszymy się sobą, spacerami, smakiem bożonarodzeniowej baby. 
Zgodnie z włoskim zwyczajem - lampki przed domem i w oknach zawisły, a choinka stoi już ubrana i wydaje nam się jakaś taka ... piękniejsza niż zwykle. Naprawdę! Dziś natomiast tak jak dawniej bywało upieczemy pierniczki i tym słodkim akcentem zakończymy długi weekend. Pocieszamy się, że zostało tylko jedenaście dni szkoły i wszyscy będziemy mogli odpocząć, nawet ja. A nim święta nadejdą jeszcze tyle wzruszeń i przyjemności na nas czeka ... Kolejne mercatini, śpiewanie dzieci na placu, żywa szopka, kolacja rodzinna z klasą Mikołaja i pewnie jeszcze inne małe radości, które będą działy się spontanicznie, bez zaplanowania. 


Jestem trochę przejęta czy dam radę, czy chłopcy te święta dobrze będą wspominać, czy sprostam zadaniu, by na stole było jak najwięcej polskich, ale też włoskich przysmaków. Czy w tym całym bałaganie i natłoku spraw, uda mi się wszystko zorganizować tak, jakbym chciała... Na spokojnie! Potrzymajcie za mnie kciuki, bo teraz już muszę być nie samą Matką Polką na najwyższym biegu, ale Matką Polką i włoską mammą w jednym, która sprosta wielkiemu zadaniu!
Choć szczerze mówiąc, wiele zwyczajów Matki Polki z premedytacją porzucę. I tak na pewno nie mam zamiaru ześwirować z porządkami, myciem okien i polerowaniem wszystkiego. Nie będę też gotować 50 dań. Święta mają być dla nas. Nie chcę 24 grudnia usiąść przy stole styrana i sfrustrowana. To wiem na pewno! I Wam też w tym przedświątecznym czasie, życzę więcej luzu i więcej czasu poświęconego, na to co ważniejsze niż umyte okna. 

DLA NAS to po włosku PER NOI (wym. per noi)  

choinka

Długa opowieść w świątecznym klimacie - akt pierwszy.

poniedziałek, grudnia 15, 2014



Tak naprawdę powinnam napisać - Długa opowieść w świątecznym klimacie z bajkowym zakończeniem, o smaku gorącej czekolady ...
Ale od początku! 
To był wyczerpujący weekend. Piękny, ale niezwykle męczący i przede wszystkim za krótki, na to wszystko, co mieliśmy do zrobienia i co sobie zaplanowaliśmy. Głowę mam pełną wrażeń i teraz tygodnia mi zabraknie, by Wam o tym opowiedzieć. Podzielę więc opowieść na akty, bo tyle chwil wyjątkowych nie może pójść w zapomnienie. Były i choinki i szopka i pierniczki i świąteczne śpiewanie dzieci na placu i magiczne popołudnie przy kominku i gorąca czekolada przy słuchaniu bajek i rozmowy długie o tradycji, dzieciństwie i świętach.

Akt pierwszy: choinka.



Byliśmy zdesperowani, bowiem sprzed warzywniaka zniknęły ostatnie trzy choinki. W Italii drzewko ubiera się wcześnie, taką datą precyzyjną jest 8 grudnia. Nie można więc było oczekiwać, że w połowie miesiąca jeszcze coś znajdziemy. Pozostawała nam wyprawa do Faenzy, ale jakoś tak przykro rujnować się dla drzewka. Już nawet zaczęłam na głos rozważać różne alternatywy, ale dzieci za nic o proponowanych alternatywach nie chciały słyszeć. Jednak jak się przekonaliśmy, Boże Narodzenie to rzeczywiście czas cudów - co zawsze podkreślają moje dzieci - i udało nam się kupić ostatnią choinkę, która się jakoś cudem uchowała. Mała, malutka, najmniejsza w naszej historii, ale mam wrażenie, że to najładniejsza choinka jaką mieliśmy. Wrócił z nią Paw w sobotnie popołudnie radosny, jak homo sapiens, co mamuta upolował. Radość dzieci ogromna i już w niedzielny ranek zaczęło się drzewka strojenie. O tyle zajmujące, że większość ozdób sami zrobiliśmy, bo nasze wciąż z Polski nie dotarły. Zawiesiliśmy na gałązkach plasterki pomarańczy, szyszki malowane, pierniczki, baletnice z papieru i krepinowy łańcuch. Zrobiło się nastrojowo i świątecznie. 




To całe strojenie choinki było robione trochę na wariata, bo już od rana trwał drugi i ostatni w tym roku targ bożonarodzeniowy i po 11.00 dzieci szkolne miały na głównym placu dać koncert. Znów wzruszyłam się do łez, znów mi się secre ciepłem oblało, ale jak zaśpiewali i co się działo potem opowiem już jutro ...

ADDOBBARE  l'ALBERO DI NATALE to znaczy UBIERAĆ CHOINKĘ (wym. addobbare lalbero di natale)

Zakochana matka - najwierniejsza publika
Ciepły posiłek na stoisku jednej z marradyjskich restauracji. 
Albo kiełbaski przy ognisku.