Alpini

Alpini znów podają do stołu, a przy tym stole wyjątkowe towarzystwo

niedziela, lipca 22, 2018


Kiedy po południu zerwał się porywisty wiatr, a od strony Palazzuolo nadciągnęły granatowe chmury, pomyślałam, że wieczorną festę szlag trafi. Na szczęście okazało się, że to co strasznie się zapowiadało, rozeszło się po kościach i na dwóch kroplach deszczu się skończyło. Jak doczytałam kilka godzin później perturbacja pogodowa rozładowała brutalnie swoje siły nad odległą od nas o około 30 km Firenzuolą. Marradi zostało oszczędzone i wieczorna festa odbyła się tak jak zaplanowano.



Alpini jak zawsze uśmiechnięci podawali do stołu toskańską klasykę - pasta e fagioli, czyli makaron z fasolą oraz porchettę - pieczonego prosiaka. Było też oczywiście wino, a na słodko słynne już ciambellini. Wszystko zostało przyprawione dawką dobrej muzyki na żywo i pięknym wieczornym niebem. Jakby tego wszystkiego było mało - tak się szczęśliwie złożyło, że mogłam ten wieczór spędzić w doborowym towarzystwie. Moi Goście szczęśliwie do Marradi dotarli i tak oto razem mogliśmy sączyć wino trajkotać o tym i o tamtym. 


Festa festą - miła jak zawsze, a ja tymczasem znów zamyślam się nad tym wszystkim, co zapoczątkował mój blog. A. była jednym z pierwszych Czytelników, którzy zostawiali swoje słowa pod moimi pierwszymi, nieśmiałymi wpisami. Lata minęły i teraz siedzimy przy jednym stole, tu w Marradi. Gdyby nie blog pewnie nigdy byśmy się nie poznały, A. może nigdy nie zawitałaby do tej części Toskanii. A czy ruszyłaby na swoją wyprawę z plecakiem? Może tak, a może nie, może jeszcze nie dziś, może kiedyś. Jedno jest pewne blog podarował mi wiele niezwykłych znajomości... 

ROZMYŚLAĆ, ZASTANAWIAĆ SIĘ - RIFLETTERE (wym. riflettere)

Alpini

Zawsze jest jakaś okazja

niedziela, czerwca 17, 2018


O tym, że Alpini mają podarować Biforco defibrylator dowiedziałam się w czasie ostatniej festy u burmistrza. Jak określił to jeden z nich - przyjdź, będzie festa, przecież każda okazja jest dobra do świętowania! 
A zatem na barowym murze zawisł sprzęt do ratowania życia - oby się nigdy nie przydał - a alpini zadbali o całą oprawę wieczoru. I to wszystko znów charytatywnie. Pasta była pyszna z pomidorami i kiełbasą i do tego bruschetty dobrze nasączone oliwą
Tak niewiele potrzeba, by zrobić miły wieczór. Ja cieszę się podwójnie albo i potrójnie, bo uwielbiam takie momenty to raz, zwłaszcza kiedy są Alpini. To wszystko działo się przed moim domem to dwa i dzięki temu Goście mogli posmakować prawdziwego lokalnego folkloru, zobaczyć codzienne życie i Włochów przy stole, a to jest przecież zawsze będzie coś wyjątkowego. 


Dziś tak krótko, bo czas nagli, a tu tyle atrakcji przed nami. Żeby nie było ciągle tak samo ... znów będziemy "festować". Tradycyjnie, jak co roku na boisku w S.Adriano spotka się cała "rodzina" klasy Mikołaja. Zostały nam jeszcze dwa lata razem, musimy się sobą nacieszyć!
Dobrej niedzieli! 

DEFIBRYLATOR to po włosku DEFIBRILLATORE (wym. defibrillatore) 

Alpini

Alpini w Marradi

wtorek, kwietnia 10, 2018


Prawdziwie wiosenne niedzielne południe 8 kwietnia. Alpini prowadzeni przez orkiestrę i burmistrza maszerują przez Marradi. Kiedyś służący w elitarnej jednostce strzelców górskich, dziś panowie w słusznym wieku. Tak czy inaczej większość z nich wciąż z iskrą w oku, uśmiechem i rubasznym żartem na ustach. Wielu marradyjskich alpini pojawiło się już na kartach bloga. To oni serwują w czasie fest polentę i inne smakołyki.


Jednostki alpini powstały w 1872 roku, a dekret o ich utworzeniu podpisał w Neapolu król Vittorio Emanuele II. Początkowo ich zadaniem było pilnowanie północnych granic z Francją, Szwajcarią i Imperium Austro - Węgierskim. W 1888 roku zostali po raz pierwszy wysłani na misję zagraniczną - do Afryki.


Przekopywałam wczoraj internet, dzwoniłam do Pawia i zamęczałam pytaniami Mario, żeby dowiedzieć się o Alpini czegoś więcej. Mario odsyłał do swojego brata Franco, bo przecież kto jak nie on, który swoją służbę wojskową odbył właśnie w szeregach Alpini. Postanowiłam jednak historyczne wywody zostawić na inną okazję.  
Przemaszerowałam za Alpini do samego "monumento" (pomnika), gdzie jak się spodziewałam mieli odśpiewać hymn, który - jak już kiedyś pisałam - szczerze uwielbiam. Hymn włoski ma w sobie coś wyjątkowego, iskrę, werwę, radość...


Oczywiście całej uroczystości towarzyszyła nasza lokalna Banda di Popolano, która z roku na rok wzbija się na prawdziwe wyżyny, a ja za każdym razem słucham ich grania z coraz większą przyjemnością. Dyrygent orkiestry jest na co dzień nauczycielem muzyki w szkole chłopców.


Znów sfotografowałam wiele twarzy. Śliczną, małą Erikę, która w czasie uroczystości sama upomniała się o zdjęcie i dziewięćdziesięciodziewięcioletniego byłego nauczyciela, jednego z najstarszych, a może najstarszego wśród marradyjskich alpini. 

Franco
Piękny dzień, kolejny dzień, który zatrzymałam w obiektywie dla następnych pokoleń. 

A dziś...
Dziś czeka mnie trochę szkolnych wrażeń. Tak naprawdę to dziś i jutro, więc w kolejnych dniach pojawią się pewnie na blogu około szkolne wywody. 
Mam dla Was jeszcze film, który Mario zmontował z balonowego spaceru:


Dobrego dnia!

WYSŁAĆ to po włosku INVIARE (wym. inwiare)