piątek, 2 sierpnia 2019

Rzeka i ostatnie lipcowe kwiatki M.


- Zgubiłem buta! - mówi M. 
- Gdzie? 
- O tam - pokazuje szerokim gestem ręki.
- Czyli na najgłębszej?
- Źle go pewnie zapiąłeś.
- Dobrze, tylko był ciężki od wody! - broni się. 
Starsi wskakują do wody i szukają. Poszukiwania kończą się jednak fiaskiem.
- Nie martw się pewnie mam jakieś sandały po chłopcach - pocieszam.
Jakiś czas później idzie rzeką grupa starszych chłopców. 
- Idź do nich i poproś, żeby oni spróbowali poszukać buta - sugeruje S. 
- A co mam powiedzieć? 
Po szybkich instrukcjach językowych, M. bez namysłu rusza w stronę chłopców i zaczyna konwersować, a chłopcy zaraz zabierają się za poszukiwania i po pięciu minutach nasz "Kopciuszek" znów ma na stopach dwa buty. 


- Wiesz ciociu ... - opowiada M. przy kolacji - dziś rano jak byłem z mamą w warzywniaku to zobaczyłem pod szafką "złotą" monetę. 
M. lubi znajdować pieniądze, to znaczy oczywiście każdy lubi, ale M. ma szczególną radość z każdego centa znalezionego na ulicy. "Złota" moneta mogła być 10, 20, co najwyżej 50-centówką. 
- Wziąłeś ją?
- Nie od razu. Z mamą byłem tam dziś rano i przez cały dzień jak byliśmy nad rzeką zastanawiałem się jak ją stamtąd wyciągnąć. Kiedy wróciliśmy poszedłem tam sam...
- I tak po prostu wszedłeś i ją wyciągnąłeś?
- Nieeee no przecież nie jestem taki! Kupiłem dwie gruszki! Jak sprzedawca brał gruszki, to ja szybciutko wyciągnąłem monetę.
- A jak się dogadałeś?
- Po hiszpańsku!


Rzeka cudowna i dzieci cudowne i czas niezapomniany. Starzejemy sie, dorastamy, ale pewne rzeczy pozostaja bez zmian...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj