Przeglądam dziś zapiski z moich toskańskich pobytów i oto co znalazłam. Bezcenne są to chwile rozmowy o wszystkim i o niczym, o rzeczach poważnych i trochę mniej na serio. Tęsknię za tym bardzo będąc w moim warszawskim domu z betonu....
29.04.2012 L.
Niebo zasnuło się szarymi chmurami, ale na szczęście nie pada. Udało nam się zjeść obiad przed domem. Prosciutto San Daniele, mortadella, finocchiona, kiełbasa dojrzewająca, sery wszelkiego rodzaju, marynowane acciughe, pomidory, cebulki w aceto, jajka na twardo z naszym polskim majonezem, szaszłyki, wino, potem obowiązkowo kawa. Łąka przed domem usiana jest stokrotkami i mleczami, aż razi w oczy!
- Musimy złapać świerszcza - mówi Mario
- Po co ci świerszcz? - pytam zdziwiona.
- żeby grał, żeby nam czas umilał - odpowiada - miałem kiedyś jednego, mówiłem ci. Wiesz, że kiedyś we Florencji było nawet święto świerszcza? Tak jak teraz robią różne ciekawe festy: chleba, dzika, kwiatów, polenty, etc. tak kiedyś we Florencji nawet świerszcz miał swój dzień.
- To trochę tak jak w Chinach - mówię, bo przychodzą mi na myśl opowieści Tiziano Terzaniego.
- Mój świerszcz miał prawdziwie luksusową klatkę, ogromną, mógł też wychodzić na trawę przed domem.





