wrzesień

Słodycz dalekich planów i rdza jeszcze nieśmiała

piątek, września 27, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Pierwsze spadające kasztany, rachityczne zimowity, nieco bardziej prężne cyklameny, wysyp grzybów najróżniejszych. Wiatr na szlaku, ciepły wiatr, który niesie granie krowich dzwonków. Chmurzaste niebo. Kanapki w zagajniku popijane najzwyklejszym winem. Urok starych drzwi kamiennego domostwa, suchość traw, samotna sosna, znajoma droga w oddali...
Oto wrześniowy trekking w miłym towarzystwie. Chciałabym takich trekkingów więcej i więcej, zdecydowanie czuję ich niedosyt w czasie ostatnich kilku miesięcy. Mam nadzieję, że jesień w tej kwestii zaradzi. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Koniec września ma jeszcze wygląd bardziej sierpniowy niż złoto jesienny. Apeniny wciąż w zielonym anturażu, zupełnie jakby nie miały ochoty na zmianę garderoby... Jedynie lipy zaczynają rdzewieć, powoli, nieśmiało zieleń ukochanych drzew ustępuje miejsca pstrokaciźnie.  

Piątek poza trekkingiem przyniósł inspirujące rozmowy, nowe pomysły i zrodził plany na następny rok. To było jak wiatr w żagle, jak podłączenie do ładowania baterii. Aż się uśmiecham na samą myśl o nich, a to już wielkie coś!

Weekend jeszcze bez planów. Wiem, że jutro mam kilka lekcji i to jest jedyna pewność na jutro. Poza tym... scenariusza brak, więc będzie improwizacja. Trochę kusi Firenze i Bacco Artigiano, ale być może Mario wychyli się z lepszą propozycją, tym bardziej, że następny tydzień pisze się już bardzo wyjazdowo. 

Powinnam na pewno sprzątnąć szkielety pomidorów z ogródka, ale do tego nie mam zupełnie weny. Sprzeniewierzyć strzępki wolnego czasu na jakiekolwiek sprzątanie byłoby objawem postradania zmysłów, więc za to się nawet nie biorę. Nie dziś i nie jutro, ani w niedzielę. Może znów jakiś trekking? Kto wie!

Dobrego weekendu!
RDZEWIEĆ to po włosku ARRUGGINIRE

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej


wrzesień

Produktywność, deszcz i stres na karku

środa, września 18, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Prognozy pogody niestety sprawdziły się czy też sprawdzają co do joty. Tak jak zapowiadano, zawisł nad nami gęsty od deszczu front, który wyżywa się na Appennino i na Romanii. Jakże rozkoszne uczucie, kiedy nieprzyschnięte jeszcze traumy znów otwierają paszczę, żeby złowrogo zaryczeć. Mam nadzieję, że nic złego się nie wydarzy, choć jak oglądam relacje gmin i lokalnej prasy na social media, to mam ciarki. Wszyscy zapewniają, że jest dużo lepiej niż wiosną zeszłego roku, ale kto to tak naprawdę może wiedzieć, tym bardziej, że przed nami jeszcze jedna noc i jeden dzień opadów.

Na ten moment Romania i Bologna ogłosiły czerwony alert, a to oznacza zamknięte jutro szkoły. Mam nadzieję, że nie rozpęta się z tego kolejne piekło, łudzę się, że jednak deszcze stracą na intensywności. Nam powódź nie grozi, ale drogi lepiej żeby ocalały. 

Choć nigdy nie przyspieszam czasu, to tym razem napiszę oby do piątku, kiedy to ma wrócić do nas wrześniowe lato i słońce.  
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Wiem, że to nie jest najważniejsze w tym momencie, ale martwię się też tym, czy Mikołajowi uda się jutro do Faenzy dotrzeć i czy z grupą szkolną wyruszą szczęśliwie do Francji. Na ten moment zaczynam szczerze w to wątpić... 

Takie dni jak dziś są do kitu i to nie dlatego, że pada, ale dlatego, że zakrada się kolejny stres, a kiedy jest stres, głowa zupełnie nie jest kreatywna. Żeby nie mieć poczucia bezczynności i bezproduktywności, zrobiłam kilka słoików marmolady z zielonych pomidorów. To chyba moje drugie podejście do niej w całej mojej biforkowej historii i tym razem również przyznam, że jej smak jak dla mnie bez szału, zobaczymy jednak, co powie Mario. 

Na szczęście o wiele bardziej produktywny był wtorek, kiedy to dopisałam wreszcie do książki wiele stron ostatecznego teksu i sama nie mogłam wyjść z podziwu, jak to mi sprawnie poszło. Byłam niczym doświadczony surfer, który w Mundace łapie najdłuższą z możliwych fal. Ignorowałam pikający telefon, fb i inne głupoty, a zamiast tego palce rytmicznie stukały na klawiaturze biegnąc łeb w łeb z myślami. 

Niech się ten dzień miło i spokojnie dotelepie do wieczora. 

DOŚWIADCZONY to po włosku ESPERTO 

wrzesień

Analogia

wtorek, września 17, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Można powiedzieć, że wrzesień w wielu kwestiach jest analogią kwietnia, są niemal jak bracia bliźniacy. Wszystko mu przystoi - i upał i deszcz, i zimno i gorąc, stroi się w nieskończone odcienie różu, lila i fioletu - od bladziutkich cyklamenów i zimowitów, przez intensywne settembrini, po kiście aksamitnych, ciemnych winogron, a jasność dnia trwa też mniej więcej tyle samo co w kwietniu. Kwiecień też jest przeplatanką różnych pór roku, a jego wizytówką są glicine, irysy, bez i rozmaryn...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Kiedy rankiem Mikołaj wychodził do szkoły, ścisnęło mnie w gardle. Im jestem starsza, tym łatwiej się wzruszam. Zaczął się już ostatni licealny rok szkolny mojego młodszego dziecka - o ile się oczywiście na niczym "nie potknie". Lekcje w pierwszych dniach trwają króciutko, ale jak to określił sam Mikołaj - czasu na nich nie tracą i od pierwszego dnia mają porządne, sensowne lekcje. 

- Zaczęliśmy dziś Belle Epoque. 
- Jakich wy się przyjemnych rzeczy uczycie! - jęknęłam zazdrośnie. 
- To jest przecież w programie - wzruszył obojętnie ramionami. 
- W moim jakoś nie było... 
- Ale nie tylko sztuka, też filozofia i historia. 
- No właśnie... 

Ledwie się rok szkolny zaczął, a tu Mikołaj już przygotowuje się do kolejnej podróży. Najbliższy weekend to znów wyścigi VAP, tym razem we Francji, ale w części kraju jeszcze mu nieznanej, więc szczególnie ciekawej. Co więcej po drodze zaplanowano również przystanek w Szwajcarii, a zatem radość jest podwójna. Cieszę się tym wszystkim, co daje mu życie i mam tylko nadzieję, że będzie umiał to kiedyś docenić.

Prawdopodobnie nim skończy się rok 2024, całą klasą pojadą na zamykającą licealny etap wycieczkę, a ponieważ są w liceum językowym i uczą się trzech obcych języków, będą to Niemcy. W Irlandii, żeby mówić po angielsku, już byli, we Francji również, więc teraz czas na trzeci język. Niestety dwa lata zagranicznych wymian językowych zabrała pandemia. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Letnia, poniedziałkowa pogoda została dziś w nocy zmyta zapowiadanym deszczem. Mam nadzieję, że te zapowiedzi nie sprawdzą się co do joty, bo od patrzenia na prognozy na najbliższe trzy dni aż mi słabo. Na szczęście deszcz znów przyniósł ciepło i to ciepło ma zostać z nami na dłużej, z czego bardzo się cieszę, bo już za kilka dni ruszy jesienna karuzela turystów i do Marradi przybędą pierwsi Goście.

Poza tym wciąż mamy nadzieję na jesienny wysyp grzybów, w czym deszcz o ile umiarkowany, powinien pomóc. 

Smętną pogodę, kiedy już uporam się z lekcjami, mam zamiar wykorzystać na pisanie i na nowe kulinarne eksperymenty. U Mario leży stos zielonych pomidorów. Coś trzeba z nimi zrobić.

Pięknego dnia!

W PROGRAMIE to po włosku IN PROGRAMMA 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

wrzesień

Nieśmiałość cyklamenów i wrześniowe pieszczoty

środa, września 13, 2023

Jesień w Toskanii Dom z kamienia blog

Bardzo nieśmiałe w tym roku cyklameny, zupełnie jakby siły nie miały albo jakby je upalny schyłek lata onieśmielił. Zwykle już pod koniec sierpnia pomiędzy lipami przy via Francini migały ich lila łebki, a ja przygnieciona końcem najukochańszej pory roku, udawałam, że ich nie widzę. Teraz jest odwrotnie - jestem jak pies na trufle z nosem przy ziemi, nawet kiedy idę po zakupy. Wzrok wyostrzony, cyklamenowy radar wyczulony i dopiero dziś o poranku - pierwszym od tygodni pochmurnym poranku, udało mi się wpaść na ich trop. 

Niewiele ich... Jeden, dwa trzy... Policzyć można na palcach jednej ręki. W tym roku przyroda jest wyjątkowo zmęczona upałem. Rok temu długo wszystko było zielone, choć upał zaczął się dużo wcześniej. Teraz dopiero zbliżamy się do połowy września, a lipy powoli przebierają się już w październikowy strój. 

Trzeba pomyśleć powoli o jesiennym zdjęciu na okładkę bloga. Przecież nowa dekoracja powinna być gotowa za kilka dni, a tu nawet ani cienia pomysłu. Pewnie znowu skończy się jedną wielką improwizacją. Ja już nawet nie pamiętam zeszłorocznej tapety!

***

Dziś o poranku korzystając z wolnego okienka popędziłam do Marradi. Dobrze, że w ostatniej chwili przypomniało mi się, że na jutrzejszy ważny dzień czegoś mi brakuje, a że dziś, czyli w środę, sklepy po południu w Marradi są zamknięte to byłby klops. Może nie wielki klops, bo jeszcze na organizację czegokolwiek mam cały czwartkowy ranek, jednak ja wolę mieć wszystko gotowe już wcześniej. Cieszę się na ten wrześniowy czwartek i mam nadzieję, że uda mi się dobrze spełnić moje zadanie. Cieszę się, bo będę robić to, co lubię, będę w pięknym miejscu i spotkam ludzi, których uwielbiam! Wdzięczność!

A zatem kiedy dziś rano pędziłam do Marradi wypatrując jednocześnie cyklamenów, nad Marradi nadciągnęły siwe chmury. Po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu, niebo zdradziło lazur. Kiedy byłam na placu zaczęły spadać pojedyncze krople deszczu. Ktoś nawet krzyknął za mną, że chyba zmoknę. Wpadłam więc na szybko do piekarza po kawałek Tomka ulubionej schiacciata dell'uva i przyspieszając jeszcze bardziej kroku pognałam w stronę domu. 

W połowie drogi krople się zagęściły. Przez chwilę starałam się iść jak najbardziej w cieniu lip, ale potem, kiedy poczułam na twarzy orzeźwiające krople, pomyślałam, że niby dlaczego mam odmawiać sobie takiej przyjemności? To przecież jak czuła, wrześniowa pieszczota!

- Chcesz parasolkę? - zapytała żona listonosza, która sprzątała akurat coś z balkonu. 
- Nie, dziękuję! Mica mi fa male! ("przecież nic mi złego nie robi") - i zaraz na potwierdzenie moich słów wystawiłam twarz w kierunku siwizny nieba. 

Sto metrów dalej zatrzymał się obok mnie znajomy, który swoją ape jechał do pracy. 
- Podwieźć cię? 
- Nie, nie! Jest dobrze! 
Uśmiechnął się tylko i poterkotał swoim autkiem dalej. 

- Jak miło - pomyślałam w duchu - taka niby prosta rzecz. Życzliwość. 
Dużo tej życzliwości spływa na mnie w ostatnich dniach. Tak wiele osób martwi się Tomka lokum i stara się ze wszystkich sił pomóc, każdy jak umie. To naprawdę niezwykłe. Jeszcze raz dziś napiszę to ważne słowo - WDZIĘCZNOŚĆ. 

Po porannym deszczu nie ma już śladu, choć niebo jakieś niewyraźne. Mam jeszcze chwilę do popołudniowych lekcji. Może znów pójdę poszukać cyklamenów...

Dobrego popołudnia!

FA MALE może znaczyć: BOLI, SZKODZI, ROBI KRZYWDĘ

Dziś na koniec przypominajka kulinarna. Pamiętacie co takiego gotowałam dla mojego kochanego Frania? 


wrzesień

Niepostrzeżenie...

niedziela, września 10, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Jeśli chodzi o mnie, nic tak nie odchudza jak stres... Na Tomka ten stres chyba działa podobnie. Jeszcze trochę i zaczniemy być przeźroczyści. Jest 10 września, a sytuacja mieszkaniowa nadal w zawieszeniu. Tli się kilka nadziei i staramy się nimi karmić, ale obydwoje mamy tej sytuacji po ko-kar-dy!

Dokładnie dziesięć lat temu też byliśmy zestresowani, ale tylko przez moment, reszta to było jedno wielkie wzruszenie i radość. Mam nadzieję, że i teraz w końcu przyjdzie ten moment, że odetchniemy z ulgą, Tomek osiądzie w swoim uniwersyteckim świecie i będzie miał prawdziwą radość z nowego życiowego etapu. Jeśli on będzie radosny, tryskać radością będę i ja!

Przed Mikołajem ostatnie dni wakacji. Szkoła rusza w piątek. Tak sobie myślę, że kończą się  ostatnie takie "zwykłe" wakacje, których koniec nie niesie - przynajmniej teoretycznie - większych szkolnych stresów. Na ten rok mój kochany Bobas ma w planie tylko kolejny certyfikat z języka angielskiego i... prawo jazdy! Trudno w to uwierzyć, ale w maju nawet Bobas zrobi się już całkiem dorosły.
Dopiero w następnym roku będziemy znów gorączkować się maturą i szykować na kolejne uniwersyteckie przygody. 
Tyle w temacie "szkolno akademickim".
 
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Wrzesień kończy pierwszą dekadę. Dni są nadal upalne i słoneczne, choć poranki pachną już rześkością. Potrzebny taki wrzesień, żeby człowiek bez szoku, powolutku zaczął się odzwyczajać od lata i przyzwyczajać do jesieni. Wszystko bez pośpiechu, stopniowo, niemal niepostrzeżenie...  Jednego dnia założy zakryte buty, drugiego dnia sukienkę z dłuższym rękawkiem, potem zapragnie porządnej ribollity zamiast pasta fredda i tak, nim się obejrzy, będzie miał na szyi szalik, na ramionach ciepły sweter, a na świecie będzie już na dobre panowała jesień...

Skończyłam już w tym roku moją żałobę po lecie, na dłuższą zwyczajnie nie mam w tym roku czasu, poza tym druga połowa września i prawie cały październik będą kipiały od niezwykłych spotkań, na które czekam z radością i wzruszeniem. 

Pierwsze takie spotkanie połączone z ważnym zadaniem już w czwartek i uśmiecham się na samą myśl o nim, bo spotkam dobre, miłe sercu dusze, bo odwiedzę piękne miejsce i będę robić to, co kocham. 

Niedługo potem będą czekać na mnie "Żywe Obrazy" w Modiglianie a wraz z nimi inne spotkanie, które będzie pierwszym spotkaniem w realu. Takie momenty są zawsze bardzo ekscytujące.  

Potem przyjdzie październik i i wraz z pierwszymi spadającymi kasztanami na stacji w Biforco - mniej więcej dokładnie o tej porze wysiądzie dobra dusza z bardzo dalekiego kraju i już mi słów brak, żeby opisać emocje jakie będą temu towarzyszyć!

To oczywiście jeszcze nie koniec. Październik będzie bardzo towarzyski - do Marradi powrócą starzy bywalcy i pojawią się nowi goście. "Pierwszych spotkań w realu" będzie więcej i mam nadzieję, że spotkania te jeszcze bardzie pokolorują październik. 

Tymczasem leniwa niedziela już ma dobrze otwarte oczy. Mam zamiar jak najszybciej uporać się z obowiązkami, a potem chyba przyklasnę na mariowy plan, który wydaje się bardzo dobrym planem. W takie dni jestem trochę jak ten nieszczęsny osiołek - z jednej strony chciałabym leżeć całe popołudnie pod szczęślinem i czytać, a z drugiej tyle pięknych rzeczy dzieje się dookoła, że aż żal zostać w domu!

Pięknego dnia!

SCHUDNĄĆ to po włosku DIMAGRIRE (wym. dimagrire)

Na koniec konsekwentnie przypominam kolejny odcinek naszej youtubowej sagi. Pamiętajcie, że nowy odcinek już wkrótce, tymczasem przypomnijmy sobie TORTA SALATA, która wiem, że wielu z Was przypadła do gustu. Będzie nam bardzo miło jeśli pomożecie nam te filmy rozsyłać w świat. Niekoniecznie te, które aktualnie proponuję, ale na przykład Wasze ulubione...




wrzesień

Jesienna muzyka, poezja kolorów i pierwsze siwe włosy...

środa, września 06, 2023

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, jesień w Toskanii

Trudno mówić o jesieni, kiedy jeszcze biega się w sandałkach i krótkich portkach, kiedy dzieci jeszcze na wakacjach i kiedy kasztany nadal kurczowo trzymają się gałęzi. Poza tym nawet gdyby przyszedł zimny front i kazał się przyodziać, to i tak formalnie przez najbliższe dwa tygodnie mamy jeszcze lato. 

Ja jednak tak już mam, nawet tu w Toskanii, że myśląc "wrzesień", słowo "jesień" nasuwa się samo... Może zatem lepiej pozostać przy włoskim określeniu: l'estate settembrina - wrześniowe lato?

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, jesień w Toskanii

- Jaki to jest piękny odgłos... - powiedział Mario tonem niemal podniosłym.

Szliśmy szlakiem wśród krępych, rozłożystych buków, a ciszę przerywało tylko szu szu szu... Nasze stopy zapadały się w dywanie rdzawo złotych liści. 

- Ja też uwielbiam ten dźwięk. 

W szeleście liści jest spokój i miękkość, jakby ktoś chciał nam wyciszyć galopujące myśli, bo przecież zwykle we wrześniu wpadamy w dziki szał zajęć. Ciii, cicho, cichutko, szu szu szu, jakby ktoś chciał stłumić odgłos naszych kroków. W szeleście liści jest pieszczota i delikatność, jest jednostajność, kruchość i lekkość. Jesienne szu szu szu jest też szeptem nostalgii, kołysanką dla białych, letnich sukienek...

- Tak jak zimą stąpanie po zmrożonym śniegu... - Mario wyrwał mnie z zamyślenia.
Na tę wizję aż się wzdrygnęłam. 
- Piano, piano z tym śniegiem!

Pomyślałam, że rzeczywiście każda pora roku ma swój ikoniczny dźwięk. Wiosna ma kukanie kukułki, lato granie cykad, jesień szelest liści, a zima skrzypienie śniegu. 
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, jesień w Toskanii
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, jesień w Toskanii

Apeniny ujmują swoją urodą wiosną, bo to czas, kiedy toną w obfitości tak żywej zieleni, że czasem aż w oczy razi, jednak jak zawsze o tej porze będę głosić peany, że ich największy splendor zaczyna się właśnie po lecie, kiedy już zgaszona, zmęczona zieleń przepoczwarza się w niezliczoność barw, których paleta jest najbardziej poetycka ze wszystkich pór roku: ugier, siena, tycjan, ochra, miedź, bursztyn, karmin, rdza, złoto...

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

A to złoto jesienne zupełnie inne niż letnie, którym malują się pszeniczne pola. Wrześniowe złoto apenińskich łąk jest stonowane, spopielałe, jakby spomiędzy blond włosów przebijały siwe refleksy. W pogodne dni, kiedy lekki wiatr rozgania chmury i foschię, tworzy się piękny kontrast, bo nad złotem maluje się lazurowe sklepienie. Niebo to też jeden z głównych bohaterów jesiennych spektakli natury - takich świtów i zachodów nie ma żadna inna pora roku. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Wczoraj na apenińskich graniach goniły się dwa wiatry, może nawet nie tyle goniły, co siłowały na rękę. Od Bałkanów czuć było rześkie powiewy, którym stawiał czoła ciepły toskański wiatr, dzielnie broniący letniego honoru!

- Ty też to czujesz? - zapytałam Mario.

W odpowiedzi tylko się zaśmiał, bo dokładnie wiedział, co mam na myśli. Kiedy wyszliśmy na mini przełęcz, którą miejscowi nazywają Bocchettone, doskonale czuć było to wietrzne starcie - na jednym policzku rześkość, na drugim ciepły, letni powiew. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

- Może jak już tu jesteśmy, to zerkniemy czy są dzikie pieczarki? 
- Żartujesz? W taką suszę? - Mario na dowód zanurkował palcami w mchu, z którego uniosła się tylko mini chmurka kurzu. 
- Fakt. Nie ma nawet cyklamenów, a co tu dopiero marzyć o grzybach!

Dziś kolejny piękny dzień, ale nieco bardziej zapracowany, więc o wojażowaniu można tylko pomarzyć. Najbliższe wariackie plany szykują się na piątek, ale do piątku to jeszcze ho...ho....

Pięknego dnia!

SZELEST to po włosku FRUSCIO (wym. fruszijo)


Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

wrzesień

Jeszcze jedna ciepła noc...

piątek, września 16, 2022

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marina di Ravenna

Wrzesień rozpoczął drugą połowę. Rozpoczął ją kapryśną pogodą, bo dokładnie tego samego ranka, kiedy chłopcy po raz pierwszy po ponad trzech miesiącach szykowali się do szkoły, rozpętała się burza i ulewa na całego. Na szczęście udało im się sucho dotrzeć do Faenzy, a nim nastał wieczór, słońce jeszcze kilka razy przeplotło się z deszczem. Wciąż jednak było ciepło i dziś nadal jest. Patrzę z roztkliwieniem na termometr, bo zdaje się, że to już ostatnia noc w tym roku, kiedy na termometrze mamy 21 stopni! 

Arktyczny niż, którym nas straszą ma jutro z chwili na chwilę brutalnie zabrać lato. Będziemy musieli zadowolić się dwudziestoma stopniami w dzień. Tak czy inaczej lato 2022 było w Italii jednym z najgorętszych lat w historii obserwacji pogody. Wiele zbiorów - przynajmniej w mojej okolicy - odbywa się wcześniej niż zwykle. 
 
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marina di Ravenna
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marina di Ravenna

W niedzielę nad morzem lato zdawało się być jeszcze w pełni. Zatrzęsienie łódek i łódeczek, żagli i parasoli, na molo wędkarze spaleni słońcem i biel capanni lśniąca we wrześniowym słońcu. Wierzyć się nie chciało, że to już naprawdę letni finisz. 

Dzień był piękny, ale ja spacerowałam z nieco ciężką głową, bo czekał mnie tydzień bardzo zajmujący. Dziś można powiedzieć, że ten tydzień już prawie dotelepał się do końca, ale ja tak czy inaczej o odpoczynku będę mogła pomyśleć mniej więcej za miesiąc. 

Ostatni gorący dzień tego lata mam zamiar spędzić w pięknych okolicznościach i bardzo intensywnie, a już wieczorem dotrze do Biforco Renata i zaczniemy nasze jesienne gotowanie i trekkingowanie. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Z tego zmęczenia głowy nie zrobiłam chłopcom tradycyjnego zdjęcia z wyjścia do szkoły... Chyba po raz pierwszy w historii, a to jak na złość taki wyjątkowy rok.

Tak czy inaczej obydwaj wrócili zadowoleni, dzielili się tym co nowe, co stare, a Tomka na dzień dobry spotkała miła niespodzianka - zaległy prezent na osiemnastkę od jednej z koleżanek. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Niech ta druga połowa września ładnie się uda. Niech się pogoda z kapryszeniem nie wygłupia. Przecież jeszcze przez kilka dni oficjalnie panuje nam lato... Pięknego weekendu!

WYJĄTKOWY to po włosku PARTICOLARE (wym. partikolare)


Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

wrzesień

Kroczek po kroczku

czwartek, września 17, 2020

Bar Biforco - Marradi Toskania nieznana

Kroczek po kroczku. Trzeba mieć więcej cierpliwości do wszystkiego...
 
Rozmowa u dostawcy prądu potoczyła się na plus i to najważniejsze, a że wszystko idzie tak powoli, to już jest inna sprawa. Widocznie tak ma być. Staram się nie spinać i nie stresować przynajmniej tam, gdzie sprawy nie zależą ode mnie. 

Chłopcy na pytanie "jak w szkole?" odpowiadają: 
Mikołaj - "super!" 
Tomek - "bardzo fajnie!"
Czego chcieć więcej?

Dziś przed Mikołajem pierwszy "sprawdzian" tzw. prova d'ingresso z włoskiego, jutro z matematyki, w przyszłym tygodniu z angielskiego. To sprawdzian, który ma pokazać z jaką wiedzą dzieciaki rozpoczynają nową szkołę. Poza tym Mikołaj jest w grupie szczęściarzy, bo z racji wyborów w tą sobotę i w poniedziałek do szkoły nie idzie. Nie miał tyle szczęścia Tomek, którego lekcje w tym roku odbywają się w innym budynku, który to widocznie nie jest wyborczo potrzebny. Nikt nie powiedział, że zawsze musi być sprawiedliwie...

Czwartek w moim grafiku jest jednym z najbardziej przeładowanych dni. Nie wiem czy znajdę dziś czas na cokolwiek poza włoskim. Może choć krótki spacer - kroczek po kroczku. 

Wrzesień wciąż jest dla nas łaskawy. Wciąż słońce pali jak oszalałe, wciąż ranki i wieczory całkiem przyjemne. Wciąż tyle darów z ogródka, tyle zieleni dookoła. Wiadomo, że to już nie lato, ale nijak też doszukiwać się w tych dniach jesieni. A ja przecież zdjęcie na okładce powinnam zmienić... 
I to tak właśnie jest, że wiosną jakby mnie ktoś gonił, to samo latem. Zmieniam te zdjęcia często nawet przed czasem, ale teraz? Jak tu z tą jesienią zrobić? Jak ją zainscenizować w prawdziwie letniej scenerii? Może ja jeszcze chwilkę zaczekam? Nikt się chyba nie pogniewa...

Ranki teraz dziwne. Jeszcze nie przyzwyczaiłam się do tego, że jestem sama. I choć oczywiście tęskno mi do wakacyjnych poranków z chłopcami za ścianą, to muszę też uczciwie przyznać, że lubię być sama. Jestem bardziej skupiona, na wszystko znajduję czas. Staram się już tak nie gonić, tylko ze wszystkim bardziej kroczek po kroczku... Im więcej mam lat, tym bardziej to moje "sama" lubię. Im więcej mam lat tym bardziej potrzebuję skupić się na tym, co w mojej głowie. 

Poranne pisanie też jest teraz inne. Poranne pisanie w samotności to takie poukładanie myśli przed nowym dniem, niezbędne o poranku tak jak niezbędne są kawa i prysznic. 

W środowe południe kurier rozładował przed moim domem wielką pakę. Było w niej coś pięknego, dużo pięknych rzeczy, ale o tym co to było opowiem już wkrótce. 
Mam też dla Was kilka ciekawych historii spisanych na brudno, które tylko czekają na swój czas, na odpowiedni moment - opowieść o Madonnie, co Madonną nie była, o chlebie i o zakazanej florenckiej miłości... 
Oby i dziś był dobry dzień!

ROZŁADOWAĆ to po włosku SCARICARE (wym. skarikare)


wrzesień

O sierpniowym pożegnaniu, o końcówce wakacji i kilka szkolnych wieści.

wtorek, września 01, 2020


Sierpień słoneczny i upalny do niemożliwości zszedł ze sceny w prawdziwie upiornym, rozmazanym, niemal listopadowym nastroju. Opamiętał się dopiero w okolicach kolacji. Nim nastał mrok zwinął do walizki przygnębiającą szarość nieba i znów rozciągnął na niebie malinowe smugi zachodzącego słońca. 
Dla spokojności serca zaraz po przebudzeniu sprawdziłam prognozy i okazuje się, że przez najbliższe dwa tygodnie aura ma być stabilna, już niby bez piekielnych upałów (niestety), ale z przyjemnym ciepłem schyłku lata sięgającym prawie trzydziestu stopni. Oby tak było jak najdłużej. 
Z tej złej poniedziałkowej pogody byłam - szczerze mówiąc - nawet zadowolona, bo pozwoliła mi ona uporać się z zaległościami - wreszcie wydałam ostatnie zdjęcia, chłopców uraczyłam pachnącym ciastem, odpowiedziałam na zaległe maile - przynajmniej część, ogarnęłam sporo materiałów do lekcji, a poza tym coraz śmielej znajomi grzybiarze zaczęli przebąkiwać: "to jest woda dla grzybów!" 

W minionych dniach w końcu zostały opublikowane w szkole składy pierwszych klas. Wygląda na to, że rok 2006 był mało "płodny" nie tylko w Marradi (klasa Mikołaja liczyła zaledwie 14 dzieci), ale też w Faenza i okolicach - w tym roku są trzy nieprzeładowane klasy, a w roczniku Tomka dla porównania było ich aż pięć o wiele liczniejszych. A zatem Mikołaj będzie kontynuował tradycję "A" - obydwaj chłopcy w całym swoim życiu tylko pod tą literką się uczyli. W klasie jest 21 dzieciaków, z czego tylko pięciu chłopców. Ku wielkiej radości Mikołaja kilka nazwisk brzmi cudzoziemsko - niektórych pochodzenie można odgadnąć, inne są zagadką. Za dwa tygodnie przekonamy się kto jest kto. 

Tomek rozpocznie w liceum trzeci rok i od tego roku wybrał program EsaBac. 
EsaBac to program nauczania, który kończy się podwójnym dyplomem włosko - francuskim. W praktyce oznacza to też, że pewne przedmioty będą wykładane w różnych językach. Na przykład scienze (nauki ścisłe) po angielsku, historia sztuki po niemiecku, a historia ogólna po francusku. Mam nadzieję, że chłopcy dobrze wykorzystają możliwości jakie życie rzuca im pod nogi.

Zanim jednak upiorny budzik zabrzęczy o 5.00 rano, mamy jeszcze dwa tygodnie wakacji. Dwa tygodnie tylko dla nas! Oczywiście dalej musimy pakować paczki i kartony, ale ponieważ przeprowadzka przesunęła się na październik, mam zamiar ten czas wykorzystać w pełni. Dziś załatwiamy jeszcze szkolne formalności, ale na najbliższe dni krąży mi po głowie morze, krążą góry i wyprawa z plecakami i jeszcze kilka innych planów. Zobaczymy co się z nich urodzi.

Tymczasem wrzesień obudził się rześki, ale z pogodnym niebem. Powietrze pachnie już inaczej. Staram się nie pamiętać o tym jak bardzo tęsknię za czerwcem, za początkiem lata. Staram się cieszyć tym co dziś, bo dziś może być przecież bardzo piękny dzień...

BUONGIORNO SETTEMBRE, dobrego dnia wszystkim, a dzieciakom i nauczycielom w Polsce i nie tylko powodzenia na starcie nowego szkolnego roku!

RZEŚKI to po włosku FRESCO (wym.fresko)

festa del Volontariato

Pożegnanie sierpnia

niedziela, września 01, 2019


I tak oto w ciepłą letnią noc sierpień zszedł ze sceny, a jego miejsce zajął wrzesień... Niby nic się nie zmieniło, ale jednak ... Winogrona zrobiły się już całkiem fioletowe, a cyklameny coraz śmielej wychylają się to tu, to tam.

Chciałam jak najlepiej wykorzystać te ostatnie prawdziwie letnie dni wakacji. Pomyślałam, że sobota to idealny moment, żeby w końcu zjeść w ogrodzie świętej Barbary. Dużo się w tym roku działo, było intensywnie i kolorowo i na pewno na nudę nie mogliśmy narzekać, ale w tym wszystkim pewnych stałych elementów naszego marradyjskiego lata mam niedosyt. Takim elementem są na przykład obiady i kolacje przy kamiennym domku Mario. 

Późnym popołudniem krok za krokiem, wolniutko bez pośpiechu dotelepaliśmy się do "santa Barbara". Chciałam, by nawet ten zwykły spacer trwał jak najdłużej, bo pewnie to już ostatni lub przedostatni aż tak ciepły wieczór.


Mario zaproponował pizzę zamiast grilla i wszyscy zgodnie i z radością przyklasnęliśmy na tę propozycję. Pizza wyszła oczywiście znakomita! W tej kwestii Mario nikt nie przebije, a po tych wakacjach jego wypieki zyskały spore grono nowych zwolenników. 
Myślę, że czeka nas jeszcze nie jedna "pizzowa" posiadówka nim nadejdą jesienne chłody. Taką przynajmniej mam nadzieję. 





Nie tylko my wyjątkowo żegnaliśmy sierpień. Całe Marradi już od popołudnia przewijało się przez plac. Ostatni dzień sierpnia to Festa del Volontariato. Dzieci przyciągnęły na plac atrakcje ustawione przez różne organizacje działające w gminie, starszych kolacja przygotowana przez Alpini, muzyka, aperitivo, gwarne towarzystwo... Plac jeszcze późnym wieczorem tętnił życiem. 
Potem były pewnie fajerwerki nad rzeką, gdzie nie tak dawno "spalono" wiedźmę, ale do nich już nie doczekałam. Nim nastała północ tak samo wolnym krokiem jak wcześniej ruszyłam w stronę Biforco. Taki piękny ciepły wieczór. Tak pięknie pożegnał się z nami sierpień. 


A dziś jeszcze jeden leniwy dzień. Pierwszy dzień września do zapisania. Bez wielkich planów i fajerwerków, ale tak właśnie jest najlepiej. Najmilsze rzeczy biorą się zazwyczaj z niczego. 

Buongiorno settembre! Dzień dobry wrzesień!

NIC to po włosku NIENTE albo NULLA