Biforco

Prawie jak w "Cast away"

środa, sierpnia 03, 2016


Prace nad budową tratwy rozpoczęły się już zimą, potem były pierwsze nieudolne próby wodowania jej. Tyle pracy na darmo. Okazało się, że to co udało się w filmie Hanksowi niekoniecznie tak łatwo przełożyć na własne podwórko…
Pokłócili się przy tym z dziesięć razy, a mnie nerwy brały, bo czasem za bardzo bym chciałabym żeby wszystko było jak na obrazku. Kłócili się więc, obarczali winą za defekty i odpadające części, Tomek Mikołajowi wypominał dobitnie brak umiejętności konstruktorskich. A ja stałam i stałam na tarasie, bo sami przecież prosili, że mam udokumentować wiekopomną chwilę. Tymczasem nerwy we mnie puchły, bo już słuchać tych kłótni nie mogłam. Jak widać mam całkiem normalne dzieci! 
W końcu jednak kłótnie ucichły, to co odpadło zostało na nowo przyczepione, złapali za wiosła i oto zaczęła się przygoda prawie jak z filmu!  
Pływali po rzece jak prawdziwi żeglarze dumni ze swojej konstrukcji, która po tylu trudach raczyła udźwignąć ich i utrzymać na swoim pokładzie. Zabawa była przednia…
Cieszę się, że moja codzienność jest tak bardzo niecodzienna, ale cieszę się jeszcze bardziej, że zwykłe życie chłopców ma tu tyle kolorów. Że inspiruje, zniewala, że nie pozwala na nudę, rozwija, bawi, zaskakuje, uczy …
Ktokolwiek zobaczy to na własne oczy zaraz rozumie i sam przytakuje - w Warszawie by tego nie mieli… 
Dzieci, których też w tym roku przewinęła się garstka przez Marradi, mogły tego życia zasmakować, zwolniły rytm, zakosztowały zabaw godnych Dzieci z Bullerbyn… Mam nadzieję, że wróciły do swoich domów z miłymi wspomnieniami. 

A tu dokumentacja z wczorajszego wodowania i przedniej zabawy:

TRATWA to po włosku ZATTERA (wym. dzattera)

Lamone

Woda

wtorek, czerwca 28, 2016


- No i żeby woda była blisko … - to jedno z pierwszych wymagań turystów, kiedy jadą na wakacje do Toskanii - najlepiej morze albo choć basen … 
A wiadomo przecież, że blisko morza ceny wyższe, agriturismo z basenem też nie jest najtańszą opcją, dlatego chciałabym pokazać, że nawet zaszywając się wśród dzikich apenińskich pagórków, mieszkając w skromniejszych wnętrzach, organizując wakacje ze skromnego budżetu, można mieć w Toskanii wszystko i góry i morze, trzeba tylko mieć oczy szeroko otwarte.
Rzeki i potoki przerywane bajkowymi wodospadami sączą się między tutejszymi pagórkami, są jak siatka układu krwionośnego, która pompuje życie w całkiem spory mugellański organizm. 


Lamone, Sieve czy Santerno mają tyle nieprawdopodobnych zakątków, których często z drogi nie widać, których istnienia wielu wędrowców, turystów nawet się nie domyśla…
W czasie naszego krótkiego, niedzielnego wojażowania, kiedy zjechaliśmy z Giogo do doliny, urzekło mnie kolejne miejsce. 


Rajskie, swojskie i choć nieco oblepione ciałami spragnionymi słońca, to jednak mimo wszystko nie tracące nic ze swego uroku. Woda niebiesko zielonkawa, płycizny i głębokości, szum, szmer, chlupotanie, nagrzane kamienie i skały wąwozu, oblepione soczystą zielenią. Oto kolejny obraz Toskanii poza szlakiem...


Z Nowego Toskańskiego Notesu, czerwiec 2016

Znad rzeki dobiegają śmiechy i wrzaski. Podchodzę do okna i zaraz odwracam się na pięcie, łapię za aparat i wybiegam na taras. Powariowały te moje dzieci! W cudowny sposób powariowały! Naprawdę mają zamiar popłynąć na tratwie, którą to zimą zbudowali. Wodowaniu towarzyszy jeden wielki śmiech. Co i rusz któryś gramoli się na wątpliwe deski, tylko po to, by zaraz wpaść z pluskiem do wody. Patrzę na nich z uśmiechem i odrobinę im zazdroszczę. Jeszcze raz mieć dziesięć lat i towarzyszy zabaw, których fantazja nigdy się nie kończy.  
A swoją drogą … jak dobrze, że pod oknami mamy nasze Lamone … 


TRATWA to po włosku ZATTERA (wym. dzattera)