szkoła

Ważny list i oczy szkliste z dwóch powodów

środa, czerwca 21, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka.

Przez majowe kaprysy pogodowe, zapachowe występy moich ulubionych kwiatów i drzew są opóźnione. W zeszłym roku o tej porze było już po lipach i ginestrach, a w tym roku dopiero się wzbijają na wyżyny intensywności. Ten moment, kiedy o świcie piszę i piję w łóżku przy otwartym na oścież oknie moją poranną kawę, a głowę wypełnia zapach lip - nie ma sobie równych. Czasem oczy robią się szkliste, tak bardzo wzruszone tym szczęściem, bo to przecież szczęście najprawdziwsze. Taki poranek to cud! Niezmiennie każdego roku zapach lip i ginestre mnie zadziwia. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka.

Pola już całkiem złote, jeszcze tu i tam upstrzone makami, których czerwień w tym roku wyjątkowo jest długotrwała. Może to też zasługa majowego deszczu? 

Wczoraj po południu na stronie szkoły opublikowany został list od dyrektora oświaty regionu Emilii-Romanii. Przeczytałam go kilka razy, przy czym za pierwszym razem oczy miałam pełne łez. No dobrze... za drugim też. Pewnie jakaś premenopauzalna huśtawka hormonalna.

Ten list, te słowa tak bardzo pełne zrozumienia, dodające otuchy, wspierające były dla mnie czymś niezwykłym. Dyrektor pisał o trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się część tegorocznych maturzystów regionu. Wyraził zrozumienie i współczucie - ot tak zwyczajnie po ludzku. Zapewnił też, że młodzież - tak jak przez te pięć lat miała oparcie w kadrze pedagogicznej, która starała się jak mogła, by spełnić swoje zadanie - tak też będzie je miała w czasie matury. 

"Będą na was czekały w życiu jeszcze inne egzaminy, niektóre o wiele trudniejsze, ale tak to już jest, że najprawdopodobniej właśnie ten egzamin zapamiętacie najbardziej. Pewnie dlatego, że jest to symboliczne przejście w wiek dorosły, zakończenie długiego szkolnego etapu. 
Martwicie się nie tylko samym egzaminem, ale też tym, co będzie potem, ponieważ macie poczucie, że zaraz "voltate la pagina" (przewracacie stronę).

List zaczyna się słowami Italo Calvino: Nawet dla tych, którzy całe życie spędzili na morzu, przychodzi czas, kiedy trzeba zejść na ląd...

"I to jest ten moment, kiedy wy schodzicie ze statku zwanego szkołą, która nie raz was denerwowała, trudziła, irytowała, ale którą w głębi serca pokochaliście. Pamiętacie, kiedy jej nie było przez Covid? Teraz schodzicie z tego statku, żeby rozpocząć nową drogę, wyruszyć z miejsca, w którym znaleźliście się teraz. My jesteśmy o was spokojni, ponieważ dorośliście, dojrzeliście i dalej jeszcze powolutku ten proces będzie trwał. Będziecie dalej się rozwijać, opierając się na waszych dojrzałych doświadczeniach i tak wielu przyjaciołach jak to możliwe.

Powodzenia na egzaminie i "un abbraccio grande".

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka.

To nie do mnie był ten list, ale wzruszyłam się jak głupia. Przez chwilę ja też chciałam być włoską maturzystką. Do mnie nikt nigdy żadnych listów wspierających nie pisał... 

Znów przypomina mi się moja największa obawa sprzed dziesięciu lat. "Ta włoska szkoła podobno okropna!" - przestrzegali... - "Dno w rankingach, poziom nędzny..."

Nic, a nic nie mieli racji. 

Oto mamy dziś początek astronomicznego lata. Lato to ja. Jestem tym wszystkim po trochu - mam włosy jak dojrzała pszenica, trajkoczę o ulubionych tematach natrętnie jak cykada. Bywam słodka jak zapach lip, słoneczna jak ginestre, ale też tak nieznośna, jak dla niektórych nieznośny bywa włoski upał. 

Pięknego dnia!

Ach byłabym zapomniała! Nowa promocja Pascala: https://pascal.pl/katarzyna-nowacka,91.html, moje książki z kodem rabatowym do końca czerwca mają 50% zniżki! 

Kod: katarzynanowacka

ABBRACCIO to znaczy UŚCISK 

szkoła

Ten ostatni raz... bardzo, bardzo sentymentalnie

środa, czerwca 07, 2023

Dom z Kamienia szkoła i chłopcy - włoska edukacja,
Pierwszy dzień włoskiej szkoły 2013

Przyznam szczerze, że kiedy patrzę na to zdjęcie, mam wrażenie, że to było tak niedawno! Dopiero co kupowaliśmy fartuszki, pakowaliśmy plecak i niepewni, na trzęsących się nogach (wszyscy!) czekaliśmy na otwarcie marradyjskiej szkoły. Był rok 2013. Chłopcy zaczynali swoją włoską edukację w szkole podstawowej - Mikołaj od 2 klasy, Tomek od 4. 

Szkoła podstawowa trwa we Włoszech pięć lat, potem zaczyna się scuola media. Chłopcy po dwóch latach nauki w tym samym miejscu, zostali rozdzieleni... na dwa różne piętra - akurat w Marradi szkoła podstawowa i gimnazjum mieszczą się w tym samym budynku, tylko na różnych poziomach. Pamiętam, że dla Mikołaja "rozdzielenie" z bratem było trudne... 

Dom z Kamienia szkoła i chłopcy - włoska edukacja,
Początek szkoły rok 2014

To rozdzielenie trwało tylko dwa lata, bo w końcu i Mikołaj powędrował na pierwsze piętro. Chłopcy znów się spotkali na szkolnym korytarzu, ale tylko na rok, bo scuola media trwa w Italii trzy lata. 
Tomek zdał swój pierwszy poważny egzamin i od września 2018 roku chłopcy znów rozdzielili się szkolnie na kolejne dwa lata, tym razem na serio, bo Tomek rozpoczął liceum w Faenzie. 

Dom z Kamienia szkoła i chłopcy - włoska edukacja,
Tomka pierwszy poranek w drodze do liceum 2018 rok
Dom z Kamienia szkoła i chłopcy - włoska edukacja,
Pierwszy wspólny poranek w drodze do liceum, 2020

W 2020 roku gimnazjum skończył również Mikołaj i znów dołączył do swojego brata. Przez trzy lata wyjeżdżali razem do szkoły...  I wczoraj do tej szkoły wyjechali RAZEM ostatni raz. 

Tak, tak... Wiem. Taka kolej rzeczy. Ale serce rozsypało mi się na milion kawałków. Nagle zapragnęłam, żeby znów mieli na sobie fartuszki, żebyśmy razem siedzieli przed marradyjską szkołą i czekali na początek nowej przygody. 

Tymczasem szkolna przygoda Tomka, która zaczęła się dziesięć lat temu kończy się właśnie dziś. Choć może jeszcze nie do końca, bo przed nim egzaminy maturalne, ale przynajmniej jeśli chodzi o lekcje - dziś dzwonek zadzwoni ostatni już raz. Potem przyjdzie czas na nowy rozdział. 

Dziś zaczynają się wakacje. Tomek ten ostatni raz wyrusza do szkoły z innego domu, bo po pożegnalnej kolacji spędził noc u kolegi. Po latach wywróconych do góry nogami przez pandemię, nikt nie przypuszczał, że te ostatnie szkolne tygodnie będą wyglądały w ten sposób. Kolejna lekcja pokory. 

Dziś na zakończenie przebieranek wszystkie piąte klasy wystąpią w zaprojektowanych przez siebie koszulkach. Koszulki Tomka klasy są wypełnione najbardziej charakterystycznymi cytatami poszczególnych uczniów. 
 
Dom z Kamienia szkoła i chłopcy - włoska edukacja,

Fotografowałam wszystkie początki i wszystkie końce, dokumentowałam niemal każdy ważny krok chłopców. W ostatnich latach nie mam już zgody Tomka na publikowanie Tomka wizerunku, ale wczoraj to jedno ujęcie choćby z daleka musiałam złapać i zachować na pamiątkę.

Gwiżdżę na moje lata, one są jakby poza mną. Kogo obchodzi jakiś pesel? Rano wstaję, patrzę w lustro i myślę sobie - to cały czas ja, może dwa siwe włosy więcej i jakieś tam zmarszczki, ale generalnie chyba dalej jestem baaaardzo młoda. A potem widzę taki obrazek i cała moja teoria o tym, że upływ czasu mnie nie dotyczy, chwieje się w posadach. 

- One nie powinny nigdy dorastać - powiedział ostatnio Mario, kiedy staliśmy w kolejce warzywniaku, a mała urocza dziewczynka wspinała się na ladę i zerkała na nas z szubrawym uśmiechem. Przypomniały mi się te słowa wczoraj, kiedy przez okno wzrokiem odprowadzałam dwóch licealistów ten ostatni raz...

PIĘKNEGO DNIA, a włoskim dzieciom i młodzieży PIĘKNYCH WAKACJI (przynajmniej z tych regionów, które dziś te wakacje zaczynają)!  



szkoła

Maturalne tematy

środa, listopada 16, 2022

Dom z Kamienia, codzienność w Toskanii

Najbardziej nie lubię zdań, które zaczynają się od: "Trzeba zapłacić..." albo "jest do zapłacenia..." albo jakichkolwiek w ten deseń. Zimny pot mnie oblewa i zaraz potem czekam jak na wyrok: ile?!

Listopad dał w kość, głównie za sprawą szkolnej, wiedeńskiej wycieczki, która do tanich na pewno nie należała. Z drugiej strony nie mogłabym chłopcom tego odmówić. "Na rzęsach" nie raz stawałam, żeby takim wydatkom sprostać, więc w ogóle nie ma o czym mówić. Smutno jest być dzieckiem, które nie jeździe na wycieczki...  

Nim listopad spakuje walizki jeszcze jedna czeka maturzystów atrakcja - tym razem mini wycieczka z bardzo literackim tłem, na którą sama chętnie bym się wbiła na gapę. Ten wydatek na szczęście dużo lżejszy, ale nie ostatni.

- Jest egzamin do zapłacenia - ogłasza Tomek, a ja zaraz szukam w głowie jaki egzamin, przecież w tym roku nie robi żadnych językowych certyfikatów!
- Ale jaki? - zapytałam i zaraz pomyślałam, że na pewno chodzi o prawo jazdy!
- Matura! - ogłasza niemal uradowany moją zaskoczoną miną - też się zdziwiłaś, prawda?
- Trochę...
- Nie martw się, my też nie wiedzieliśmy. 
- Dużo?  

Na szczęście kwota jest powiedzmy symboliczna - 12 euro. Bardziej zdziwił mnie sam fakt opłaty, jak również konieczność zapisania się na egzamin. Do końca listopada młodzież ma czas, by zapisać się na maturę i uiścić opłatę. To całkiem nowy dla mnie, dla nas temat. Przy Mikołaju będę już oblatana, ale teraz jestem jak dziecko we mgle. Jak dobrze, że z uniwersytetem już sam Tomek się ogarnie, choć oczywiście z pełnym moim wsparciem. Ja sama bardzo tej nowej akademickiej przygody jestem ciekawa. 

Dom z Kamienia, codzienność w Toskanii

Mimo ostatnich finansowych niespodzianek myślę, że dziś mogę powtórzyć to, co mówiłam w pierwszych dniach edukacji chłopców dziesięć lat temu - włoskiej szkole nic nie mogę zarzucić, mogę jej tylko bić brawo. Oczywiście zdarzają się nauczyciele "nie na medal" - w klasie Mikołaja znowu cyrki z jednym przedmiotem, ale to są mimo wszystko odosobnione przypadki. 

Będę też zawsze podkreślać to, co niezmiennie mnie tu ujmuje - nie każdy kończy szkołę, nie każdy zdaje maturę - więc też ta matura coś naprawdę znaczy. Co za tym idzie jeszcze mniej jest chętnych na studia. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, że nie ocenia się tu ludzi przez pryzmat wykształcenia, a tego jakimi są ludźmi i co robią.  

W najbliższych miesiącach pewnie sporo będzie jeszcze maturalnego przynudzania.

***
Tymczasem listopad oskarowo wszedł w swoją rolę. Brawa dla tego pana! Wypisz wymaluj listopad z całą paletą atrakcji!

PŁACIĆ to po włosku PAGARE (wym. pagare)
 

szkoła

O tym komu i dlaczego żal było zostawiać naszą dolinę

wtorek, listopada 08, 2022

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech.

W poniedziałek po kolacji Tomek dopakował walizkę i odwieźliśmy go do Faenzy. Wycieczka wyruszała dziś wcześnie rano, powiedziałabym nawet późną nocą, więc rozsądniej było, żeby Tomek spał u któregoś z kolegów. 

Nie lubię tych momentów - momentów samego odjazdu. Dopóki mi się dziecko nie zamelduje, że jest na miejscu, nie zaznam spokoju. Co ciekawe tym razem sam Tomek nie był bardzo entuzjastycznie do podróży nastawiony. "Bo to duże miasto!" - powiedział z przekąsem, po czym poszedł na samotny spacer doliną Campigno, żeby nasycić się naturą na zapas. A kiedy już pod osłoną nocy, choć nie bardzo czarną, bo wczorajszy księżyc dawał z siebie wszystko, zmierzaliśmy w stronę Faenzy, z jego słów wylewało się morze sentymentów. 

- Taki księżyc był jak spałem na Lavane. I takie chmury... Moja dolina... Oj...

I ja i Tomek jesteśmy ludźmi gór, choć obydwoje urodzeni w wielkim mieście. Jesteśmy uzależnieni od stałego kontaktu z naturą. Źle znosimy cywilizacyjny chaos. Doskonale rozumiałam, co miał na myśli mówiąc "bo to miasto", a ten jego żal jeszcze bardziej potęgował moje lęki. Starałam się więc jak mogłam, żeby wskrzesić w nim więcej entuzjazmu. 

- Ale jak jechałeś do Neapolu, to byłeś podekscytowany, a to też miasto. 
- Neapol to co innego... 

Fakt. TO miasto i Neapol to dwie różne planety...
 
Mam nadzieję, że dziś dał się już porwać wycieczkowej atmosferze i świetnie się bawi. Mam też nadzieję, że przede wszystkim bezpiecznie dojedzie i potem bezpiecznie wróci do naszej doliny, a jego głowa pełna będzie nowych, wspaniałych wrażeń.   

A ja tymczasem muszę nauczyć się kontrolować swoje lęki, fobie i poprosić własną głowę, żeby nie zatruwała mi życia czarnymi scenariuszami. Lepiej skupić się na wzruszeniach, a tych nie przecież brakuje... 

Wystarczy pomyśleć, że to moje dziecko dopiero co zapisałam do marradyjskiej scuola elementare - na zakończenie której klasa pojechała do Wenecji, potem to dziecko raz dwa przeskoczyło do scuola media, którą zamknęła wycieczka do Trento, a jeszcze potem z niedowierzaniem zapisałam je do liceum. Z niedowierzaniem - bo sama nie dalej jak wczoraj byłam licealistką. I teraz ten licealny czas dobiega końca... Wycieczka do... - trochę dalej niż Wenecja i Trento - jest nagrodą, podsumowaniem tych pięciu lat. Oczywiście lepiej byłoby pewnie podróżować w maju, ale w maju przyszłego roku to myśli będą już krążyć tylko wokół matury.    
 
Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech.

Listopad zaczął drugi tydzień. Pogoda nadal jest dobra, choć oczywiście po lecie ślad zaginął. Mamy teraz ładną, kolorową jesień.  Najbliższe dni to dużo lekcji i innych zajęć. Najbliższe dni to dni we dwoje - inne dni, inna rzeczywistość. Przedsmak tej rzeczywistości, która jeśli wszystko dobrze pójdzie, czeka nas za rok. 

Pięknego wtorku! 

WYCIECZKA to po włosku GITA (wym. dżita)

szkoła

Refleksyjnie - licealnie po pierwszym tygodniu szkoły

sobota, września 18, 2021

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii.

Historia, włoski, historia sztuki, scienze ... - czytam na stronie liceum rozkład zajęć chłopców na sobotę. Jeszcze wszystko rozkręca się powoli, jeszcze nie ma stałego grafiku i kto wie, kiedy będzie. Jeszcze nie ma też pełnego obłożenia godzin, żeby się nikt na starcie zbyt nie zmęczył. Jak będzie w przyszłym tygodniu nadal nie wiadomo. Kiedyś taka organizacja byłaby dla mnie szokująca, dziś nie widzę w tym  nic dziwnego. Człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja. 

Chłopcy po pierwszym tygodniu zdają się całkiem zadowoleni, choć Mikołaj, jak zdarta płyta na każde moje pytanie "jak było w szkole?", odpowiada - nuda. Droczy się, choć wczoraj o nudzie to akurat nie wspominał, bo wdał się w miłą dyskusję z nowym profesorem od angielskiego - z nativem (do każdego języka chłopcy mają po dwóch nauczycieli - Włoszkę/Włocha oraz madre lingua) i bardzo był dumny, bo jego angielski był przez profesora komplementowany jako bardzo swobodny i naturalny. Profesor zapunktował też u Mikołaja faktem, że urodził się w tym samym mieście, w którym urodził się George Lucas. Przez te pogawędki prawie spóźnił się na pociąg.

Tomek też wraca ze szkoły pogodny, a ostatnio podpytywał nauczycielkę filozofii, czy będą omawiać w tym roku Sztukę wojenną Sun Tzu. Niestety tych tekstów nie ma w programie, ale dostał zielone światło, że jeśli będzie się to spinało z innym zagadnieniem, może zrobić na ten temat wykład. Bardzo był zadowolony z takiego obrotu sprawy. 

Poza tym tak sobie patrzę na te ich zajęcia, na to ich uczenie się i cichutko im zazdroszczę. Oby tylko wszyscy nowi profesorowie okazali się dobrymi pedagogami. Szczególnie na sercu leży mi Mikołaja historia. Oby to w ogóle był dobry rok.
Ponieważ 2 klasa w przypadku Mikołaja i 4 w przypadku Tomka nie przewidują, żadnych rewolucyjnych atrakcji, to znaczy żadnych matur czy innych ważnych egzaminów, chłopcy mają zamiar wykorzystać te miesiące na zdobycie nowych certyfikatów językowych. 

Pandemicznie jak na ten moment jest spokój i mam nadzieję, że tak zostanie. Zaskoczył mnie wczoraj fakt, że część dzieciaków - w tym chłopcy z racji dużego zatłoczenia nie zostali wpuszczeni do pociągu. Na szczęście natychmiast został podstawiony dodatkowy autobus. Tu brawa za organizację i dbałość. Włochy potrafią zaskoczyć.

Przed nami sobota, jeszcze nie weekend, bo nasz weekend zaczyna się dopiero po obiedzie. Sobota ma być w miejskich klimatach i wcale nie będzie to Ukochana. Jutro natomiast słynne żywe obrazy w Modiglianie, na myśl o których, już się uśmiecham. 
Noc znów była ciepła. Deszcz zmącił, zabielił rzekę, a to pozwala mieć cień nadziei na toskańskie porcini. Niebo sobotnie obudziło się pogodne. 
Pięknego dnia!

MADRE LINGUA to znaczy NATIVE SPEAKER 

szkoła

W oczekiwaniu na armagedon i garść szkolnych wieści

sobota, stycznia 09, 2021


Załatwianie spraw urzędowych poszło w miarę dobrze. Mogę powiedzieć, że przynajmniej widać światełko w tunelu - czyli koniec całej biurokratycznej przeprawy. Kiedy ze wszystkim się uporam powinnam przynajmniej na jakiś czas mieć spokój. 

W czwartek około obiadu na grupach szkolnych WhatsApp rozeszła się wiadomość o powrocie do szkoły w poniedziałek 11 stycznia. Zaraz też oficjalnie na stronie szkoły opublikowano plan zajęć, to znaczy kto i kiedy siedzi w ławce, a kto i kiedy w domu, bo lekcje w szkole miały być przywrócone na pięćdziesiąt procent. Ucieszyłam się, bo szczęśliwie tak wypadło, że chłopcy mieli chodzić do szkoły dokładnie w te same dni. Nim jednak poszliśmy spać, zaraz po wiadomościach wieczornych decyzję o puszczeniu licealistów do szkoły zmodyfikowano. Nie wiem czy wszystkie regiony - tu już naprawdę można dostać zawrotów głowy - czy tylko Emilia Romagna, w każdym razie na ten moment do ławek uczniowie superiori wrócą od 25 stycznia. 

Tymczasem od poniedziałku Italia znów będzie podzielona na kolory i tym razem Toskania znajdzie się w żółtej strefie z sytuacją podobno najlepszą ze wszystkich regionów, czemu nie ma się co dziwić, bo przecież byliśmy zamknięci przez pół jesieni. 

Już mi chodzi po głowie Florencja. Chodzi mi oczywiście od dawna i mam nadzieję, że w związku z nowym kolorem, będę mogła to chodzenie po głowie zamienić na dreptanie po florenckich chodnikach.  

Sobota w Biforco obudziła się z dachami pobielonymi nocnym śniegiem. Teraz po tym pobieleniu śladu już nie ma. Jeszcze jest łagodnie, jeszcze nie słuchać hurgotania pługów o asfalt, ale po południu czy też w ciągu najbliższej doby ma się rozkręcić. I kiedy się już rozkręci, kiedy świat w śnieżne fatałaszki się zestroi, to ja opowiem Wam o "bałwanie" Michała Anioła. 

Tymczasem czas na obiad. Na stół wjechała "Zupa Matki Mojej" i żółto zielone risotto z dynią, papryką i porem. 
Chłopcy na dziś skończyli lekcje...

- Jak ci poszło? - pytam Mikołaja, który cały piątek stresował się odpytywaniem z gimnastyki.
- Dobrze! - rozpromienia się - bardzo dobrze!
Z jednym zmartwieniem do przodu.
Potem Tomek, który cały wieczór walczył z jakimś testem kwalifikacyjnym... do pracy.
- Udało ci się. Udało. Musiało się udać.
- Czyli co to znaczy?
- Że jestem ogarnięty jeśli chodzi o zasady bezpieczeństwa i tak dalej...

To było wczoraj moje największe zaskoczenie. Okazuje się - nie wiem czy tak jest wszędzie, ale w liceum chłopców tak - że w trzeciej klasie dzieciaki wysyłane są "do pracy". Dlatego właśnie wcześniej muszą przejść test z zasad bezpieczeństwa. Ta praca to może być pomoc w szkole podstawowej, w przedszkolu, w bibliotece, w urzędzie... Chodzi o to, że dzieciaki mają się otrzaskać z nową sytuacją. Było to dla mnie zaskoczenie bardzo pozytywne. Tomek miał nadzieję na załapanie się jako pomoc do stolarza, by nauczyć się też jakiegoś zawodu, ale myślę, że pracodawcą mogą być tylko organizacje państwowe. A może się mylę? Czas pokaże.

Późno się zrobiło jak nie wiem co. Śnieg jeszcze nie pada, ale wyczytałam, że autostradę A1 u nas na odcinku górzystym już zamknęli. A zatem czekamy na armagedon. 
Dobrej reszty dnia!

WYŻSZY to po włosku SUPERIORE (wym. Superiore) tak nazywane są licea i szkoły ponadgimnazjalne.



szkoła

Pani lwica i śniegowa kula w jednym

piątek, grudnia 11, 2020

Czwartek trzymał łzawy fason, zupełnie jakby nie chciał odstawać od minionych dni. Wyjść wyszłam tak czy inaczej, bo kilka pilnych spraw czekało na załatwienie, ale zakapturzona, pędem, to przychodnia, to sklep, to ksero, ledwie tycią przyjemność z tego spaceru miałam. Czwartki w ogóle zawsze są "pędzące", że ledwo na zakrętach się wyrabiam i dodam też, że piątek czwartkowi w niczym nie ustępuje. Szczerze mówiąc jestem znów jak rozpędzona kula śniegowa... 

Mikołaj nie został w czwartek odpytany, interrogazione została przełożona na poniedziałek, ale za wszystkie kciuki bardzo dziękujemy i prosimy: nie puszczajcie! Tak na marginesie - nie podoba mi się taka praktyka budowania napięcia. Mikołaj jeśli o historię chodzi uczy się tak czy inaczej, bo to jego pasja i to nie jest kwestia czy przez dodatkowe dni materiał bardziej mu w głowie zostanie czy nie. On tę historię naprawdę kocha! Dlatego jestem zła, że nauczycielka stosuje tak głupie metody. Głupie według mnie. Bez szacunku do drugiego człowieka. Jestem bardzo na pewne rzeczy wyczulona. 

Kiedyś się zbiorę i opowiem o podłej nauczycielce języka polskiego, która postanowiła, że choćby nie wiem co zniszczy mnie i ja z polskiego u niej nie zdam. Udało jej się. Tak - właśnie ja nie zdałam z polskiego... Ja z historyczną piątką z polskiego na świadectwie ze szkoły podstawowej, ja kilka lat potem z piątkami na świadectwie z matury, ja z indeksem polonistyki UW, ja nie zdałam z polskiego w drugiej klasie liceum - najbardziej parszywym liceum o jakim słyszałam, które jednak aspiracje miało wielkie. 

Napisałam kiedyś z marszu na lekcji klasówkę trzynastozgłoskowcem - list samobójcy z miłości, wcielić się mieliśmy w Wertera. "Pałę" mi miła pani postawiła, bo rzekomo wypracowanie było nie na temat, chrzanić trzynastozgłoskowce i inne. To był jeden z drobnych koralików który ułożył się w końcowe: nie zdałam. To jak wielkie było we mnie nieszczęście i poczucie niesprawiedliwości to tylko ja wiem. To jak bardzo byłam wtedy sama, boli mnie do tej pory. Dlatego o Mikołaja w kwestii historii będę walczyć nie jak lwica, a jak całe stado rozjuszonych lwic. Jak się gałgan nie nauczy to będę pierwsza, żeby ustawić go do pionu, ale na litość... Z historii???

Zrobiło się tak późno, że aż wstyd. To dowód na teorię o kuli śniegowej. Daruję Wam opowieści na temat tego co dziś jeszcze muszę zrobić. W głowie mi się od tego kręci. Dlatego dziś takie byle jakie dzień dobry w to mocno już zaawansowane popołudnie. 

INTERROGAZIONE - ODPYTYWANIE

szkoła

Nowa - stara rzeczywistość

wtorek, września 15, 2020

 Marradi - Biforco Dom z Kamienia blog

To jest trochę tak, że pierwsze dziecko przeciera szlaki, że przy tym pierwszym wszystko przeżywa się bardziej... Chciał nie chciał tak już jest i nie ma co dyskutować. 
Ale nie znaczy to oczywiście, że ja się wczoraj rano nie emocjonowałam! Jak tu się nie emocjonować?! 
Niemniej było to zupełnie inne emocjonowanie się. Po pierwsze sam fakt, że "Bobas" poszedł do liceum, a to znaczy, że już obydwoje dzieci mam w superiori i w ogóle, że mam już prawie dorosłe dzieci. Z moim wiekiem jakoś mi to nie współgra, bo przecież ja sama dalej taka młoda, ale fakt pozostaje faktem.

Przeżywałam, wczoraj jak wariat, ale zdecydowanie inaczej niż dwa lata temu, kiedy "w świat" wyprawiałam Tomka. Mikołaj wypływał na szerokie wody ze starszym bratem, nie był w pociągu i w dużym mieście zdany kompletnie na siebie. Nie musiałam się martwić czy wsiądzie do odpowiedniego pociągu, czy nic nie pomyli... 

Bombardowałam go wiadomościami już po 10.00, bo tak mieli skończyć lekcje - ale zbył mnie krótkim "porozmawiamy w domu", a na pytanie czy "wszystko dobrze?", padła lapidarna odpowiedź "YES". 
Dopiero przy obiedzie zaczęły się opowieści...

Z relacji i spostrzeżeń Mikołaja: pół klasy chyba bardzo mądrych dzieci, takich co dużo czytają i mają jakieś zainteresowania (cytat dosłowny). Większość też bardzo nieśmiała, albo takie sprawia wrażenie. Wsród dzieci kilka innych nacji - z czego Mikołaj bardzo się cieszy. Kiedy się przedstawiali i opowiadali o sobie, wszyscy bardzo się zdziwili słuchając o militarnych planach Mikołaja. W szkole siedzą w pojedynczych ławkach, maseczki cały czas - ale nie muszą mieć maseczek nauczyciele, którzy są od uczniów bardziej odsunięci. Temperatura mierzona jest na wejściu. Dzieciaki porozdzielane na różne siedziby i wejścia o różnych godzinach, żeby uniknąć tłoku - jedni wchodzą 7.50, drudzy 8.50. Ktokolwiek nagle poczuje się źle - objawy covid, natychmiast ma sygnalizować, zostaje wtedy odizolowany do osobnej sali i czeka na odebranie przez rodziców.

Dziś już więcej lekcji, inne przedmioty, nowi nauczyciele, sama czekam na kolejne mikołajkowe wrażenia. 
Tomek poza tym, że nie może spać tak jak lubi też jest zadowolony. Usatysfakcjonowany zmianą niektórych nauczycieli i nowymi kolegami - na okoliczność EsaBac klasy zostały wymieszane. 
W przyszłym tygodniu czeka go egzamin z angielskiego FCE. JEst raczej spokojny tym bardziej, że nauczyciel sam ocenił, że mógłby próbować poziom wyżej.   

Poniedziałek był dobrym dniem, jak mawiają Włosi: "Il buongiorno si vede dal mattino". Najpierw zadzwonił elektryk i powiedział, że po południu zaczynają. 
Nareszcie!!! 
Po obiedzie rzeczywiście w domu za rzeką zaczęło się dziać na poważnie. Miejmy nadzieję, że teraz już będzie mniej stresowo. 
Potem nim nastało południe kurier rozładował przed domem ciężką pakę! Dotarły do nas materace dla chłopców podarowane przez https://mumuno.com za co z całego serca dziękujemy! Materace są genialne, a chłopcy przeszczęśliwi!


Było jeszcze kilka innych drobiazgów i nie-drobiazgów, ale teraz czas już na mnie. Wiele spraw czeka na usystematyzowanie. W głowie lekki bałagan, bo tych spraw trochę dużo. 
Mimo tylu dobrych rzeczy dookoła, tylu dobrych ludzi, czasem wciąż daje o sobie znać lęk, zmęczenie, obawy jak ja to wszystko poukładam. Najchętniej obudziłabym się już w mojej nowej sypialni, żeby już było po wszystkim, żebym mogła spokojnie usiąść i dokończyć Sekrety, zająć się tylko lekcjami i planowaniem kolejnego turystycznego sezonu. 

- Pusia, a wiesz co sobie pomyślałem jak wyszedłem wczoraj ze szkoły? - zapytał Tomek przy porannej kawie.
- Nie mam pojęcia. 
- Że o tej porze to ja w wakacje jeszcze śpię! 
- Witamy w nowej rzeczywistości...


DOBREGO DNIA!

Il buongiorno si vede dal mattino - to znaczy, że dobry dzień widać już od rana. 

szkoła

Faenza nim zacznie się szkoła i życiowe rozważania Mikołaja

środa, września 02, 2020


Zeszyty, wkłady do segregatorów, evidenziatori, długopisy, dla Mikołaja piórnik, trochę nowych skarpetek - choć Tomek uparcie twierdził, że stare działają i że to marnotrastwo pieniędzy, po parze nowych spodni, bo okazało się, że po lecie Mikołaj postanowił jeszcze trochę urosnąć i żadne, ale to żadne jeansy, które miał w szafie już na niego nie pasują. 

Teraz jestem spokojniejsza, że przynajmniej chłopcy do szkoły są już prawie gotowi. Czeka nas wprawdzie jeszcze jedna wycieczka do Faenzy, bo sekretariat nie był gotowy na przyjęcie reszty dokumentów i wydanie legitymacji, ale nic w tym złego, bo ja akurat do Faenzy mogę wpadać jak najczęsciej. 
Nawet teraz kiedy chodziliśmy jej uliczkami, zadzierałam głowę zupełnie jakbym tu była pierwszy raz i nadziwić się nie moglam ceramicznym zdobieniom palazzi. Pomyślałam też, że następnym razem przyjadę tu na spokojnie na dłuzej i porządnie to miasto sfotografuję, by i Czytelnicy Domu z Kamienia mogli zobaczyć i pozachwycać się razem ze mną w jak uroczym mieście uczą się moi chłopcy. 

Pomijając sam urok i ceramiki, Faenza ma też sporo innych walorów - co mogłoby potwierdzić wielu marradyjskich bywalców. Przez lata ceramiczna stolica zyskała sobie pokaźne grono fanów, które co roku się powiększa... Faencki targ i kilka inych sklepów odgrywają tu niemałą rolę.


- Małpa jest mądrzejsza od człowieka - rzucił z przekąsem Mikołaj poirytowany wrzeszczącym obok nas bobasem.
- Chyba żart.
- No zobacz! Małpa się tak przecież nie drze.
- Niektóre małpy też wrzeszczą.
- Ale te dorosłe. A małpie bobasy sa spokojne i jeszcze do tego potrafią się same mamy uczepić, a nie tak jak ten...
Matka wcyciągnęła w końcu piszczącego malucha z wózka, co poskutkowało chwilą ciszy, ale cisza ta nie trwała jednak długo, bo zaraz okazało się, że na kolanach matki cudnej urody dziewczyneczka - bobas też nie mogła zaznać spokoju.
- O Boże! Czemu ona się tak drze? 
- Nie umie się inaczej komunikować, może coś jej przeszkadza. 
- Dlatego ja nigdy nie będę miał bobasa. 
- Oj weź! Nie tak drastycznie! 
- Będę miał małpę!
- Czyli nie będzie potomków?
- Ja jeśli mam lecieć na Marsa albo może iść na wojnę nie mogę nikogo unieszczęśliwić. Tomek załatwi ci potomka albo nawet pięciu.
Tomek w odpowiedzi tylko przewrócił oczami, ale nie zaprzeczył.


Wrzesień zaczął się pięknym słonecznym dniem. Można było nawet pomyśleć, że to pełnia lata, gdyby nie jeden drobiazg. Moje ukochane cykady już zamilkły... 

Taka to kolej rzeczy. Oczywiście zaraz będę jak co roku piać z zachwytu, bo cyklameny, bo buki płonące, bo kasztany, ale tej cykającej muzyki żal jak nie wiem co... 

Dobrego dnia!

MAŁPA to po włosku SCIMMIA (wym. szimmia)

szkoła

Janowa woda i absolwent

środa, czerwca 24, 2020


Przez blisko godzinę - prawie tyle trwał Mikołaja egzamin przestępowałam niecierpliwie z nogi na nogę, to siadałam, to wstawałam, wyskubałam wszystkie suche pelargonie na tarasie, kręciłam się w kółko bez sensu i nijak miejsca ani spokoju nie mogłam znaleźć. Sam Mikołaj natomiast spokojny był do ostatniej chwili. Przyznał, że zaczął się stresować dopiero punkt 12.00.  


Egzamin poszedł mu bardzo dobrze - tak twierdzi. Na blisko godzinę maglowania nie odpowiedział tylko na jedno pytanie (jaki był pierwszy model samochodu). Za tesinę zebrał pochwały - że praca niesztampowa i inna od wszystkich. W swojej pracy Mikołaj miał kilka akcentów polskich i właśnie o te akcenty został na egzaminie zapytany. Nauczycielka od włoskiego na przykład nie chciała, żeby opowiadał o Giovannim Verga, bo o nim ładnie i wyczerpująco napisał. Poprosiła, by zamiast tego opowiedział jej o... Sienkiewiczu. Akcent polski pojawił się też na religii. Religia szkolna to w Italii przedmiot bez religijnego agitowania - to raczej poznawanie różnych religii czy ideologii. Mikołaj pisał między innymi o hinduizmie i o bogini Kali, ale też o komunizmie i tu wspomniał o Wałęsie, o którym też, chętnie komisja posłuchała. 


Przed pierwszą uśmiech i błogość rozlały mu się na twarzy. Ja poczułam jak stres schodzi mi z ramion, z głowy, z nóg, ze wszystkiego i po gratulacjach zaczęłam zamęczać pytaniami. Tomek też dumny z brata wyprzytulał i komplementował Maleńtasa z całego serca.


Po obiedzie w końcu Mikołaj poczuł, że zaczęły się wakacje. Na wyniki czekamy jeszcze chwilę, ale najważniejsze, że ten etap edukacji ma już w ładnym stylu za sobą. Ja wprawdzie wciąż uwierzyć nie mogę, że jestem matką dwóch licealistów, ale że świat zwariował to wiadomo nie od dziś. 
Ten piękny dzień miał już tylko beztroski ciąg dalszy. Kąpiel w rzece - co za szczęście to Lamone pod oknami i oczywiście przygotowanie acqua di San Giovanni!

- Idziemy wszyscy! - zarządziłam po kolacji. 
- Gdzie?
- Po kwiatki na wodę świętego Jana.
- Po co? - Mario zapytał wykrzywiając twarz w przesadnie kpiącym grymasie.
- Acqua di San Giovanni. 
- Boh...
Zaraz przybliżyłam mu całą tradycję, co Mario skwitował kolejnym pokpiwaniem, ale zaraz się odgryzłam:
- I to wyśmiewa ten, który pali ognie dla marca???? - nie miał Mario sensownej obrony przed moim  "kontratakiem".
Na taki argument zaśmiał się szczerze i wszyscy - nikt już więcej pięknej tradycji nie kwestionował - ruszyliśmy na wieczorny spacer. Nie dość, że nikt nie kwestionował, to wszyscy z sercem zaangażowali się w zbieranie "janowego" bukietu. Nazbieraliśmy dziurawca, mięty, ginestre, dzikich goździków, margerytek, rumianków... Z ogródka dołożyłam lawendę, rozmaryn i bazylię. I tak wielka misa wody i pachnących zbiorów została na tarasie, by magiczna noc świętego Jana zostawiła na niej swoją rosę... Co to była za radość obmyć w niej dziś twarz!


Na deser zdjęcie, na którego publikację mam wyjątkowo zgodę Mikołaja. Do zdjęcia załączam te kilka wyjaśnień: 
- Muzyka łagodzi obyczaje, więc Mikołaj w oczekiwaniu na egzamin przygrywa sobie światowe klasyki.
- Wśród klasyków jest i "kazaczok" więc na głowie czapa.
- Egzamin to poważna sprawa więc jest koszula, ale to też rok 2020, więc ważne sprawy załatwia się przed komputerem w "dole" od piżamy.


Dziękujemy za kciuki i gratulacje!

PYTANIE to po włosku DOMANDA (wym. domanda)

szkoła

Koniec

czwartek, czerwca 11, 2020

Odrabianie lekcji przed barem w pierwszych dniach szkoły - wrzesień 2013

Bez ostatniego dzwonka, bez pożegnania ze strony młodszych klas, bez klaksonów, bez braw, bez okrzyków, bez uścisków... Tak rocznik 2006 zakończył wczoraj swój marradyjski etap edukacji. Kto by pomyślał, że pierwsze dni marca 2020 były ostatnimi, kiedy siadali w marradyjskich szkolnych ławkach. 

Od dawna byłam rozżalona, że zaistniała sytuacja odebrała nam wszystkie te wzruszenia, które towarzyszą zwykle trzecioklasistom i ich rodzinom, kiedy żegnają się ze szkołą. W Marradi to bardzo wzruszający czas. Marradi to mała społeczność, dlatego też wiele rzeczy przeżywa się tu razem, a kiedy jest razem, to wiadomo... 
W Marradi koniec trzeciej klasy w scuola media to też ważny etap - oznacza to, że dalsza edukacja przenosi się do większego miasta. Wszystko się zmienia... To taki niemal symboliczny moment wyfruwania spod skrzydeł rodziców w nową samodzielność. 

Myślałam, że żadnych wzruszeń nie będzie, tymczasem...
Wieczorem zostało opublikowane kilkuminutowe video przygotowane przez nauczycielkę angielskiego. Video, które ja sama obejrzałam kilka razy, wylewając przy tym potok łez. To był miks zdjęć, wspomnień, ciepłych słów, podziękowań, życzeń na przyszłość. Wśród nich na zakończenie zrzut z ekranu komputera z ostatnich lekcji - "nie tak mieliśmy się pożegnać". 

Mówiłam to przy Tomku i powtórzę teraz w momencie, kiedy do końca marradyjskiej edukacji doszedł też Mikołaj. Jestem całą sobą wdzięczna losowi, że tak to się wszystko potoczyło. Że chłopcy będą kojarzyć szkołę pozytywnie, że będą mieć tyle ciepłych wspomnień z nią związanych, że pomogła w czymś co - moim zdaniem - jest dla młodego człowieka najważniejsze - pomogła rozwinąć im skrzydła. Włoska szkoła będzie dla mnie zawsze jednym z ważniejszych powodów, dla których będę błogosławić naszą decyzję o wyjeździe z Polski. Jak dobrze, że nie zabrakło mi odwagi!

Myślę, że to jeszcze nie koniec wzruszeń, jeszcze będzie nam ściskać gardło, jeszcze pewnie rodzinnie klasowo wszyscy razem się spotkamy, tak jak mieliśmy w zwyczaju każdego roku, bo i klasa Mikołaja była naprawdę wyjątkowa. Rodzice - od kiedy ich poznałam - byli jak taka trochę większa szkolna rodzina...

Mikołaj dołączył do swoich kolegów w drugiej klasie. We wrześniu 2013 stał przejęty przed szkołą, a ja razem z nim nie przejęta, a przerażona jak nie wiem co, na myśl, że muszę moje małe dzieci, niemówiące nawet po włosku zostawić w obcym miejscu. Obleciał mnie wtedy strach, że robię im krzywdę, tymczasem... 

BUONE VACANZE AMORE MIO e tutti i ragazzi della 3a! IN BOCCA AL LUPO! 
Powodzenia na egzaminach i na nowej edukacyjnej drodze życia!

Pierwszy dzień

"To se ne vrati..."

szkoła

Erudytka za dychę

sobota, maja 30, 2020


- Powiesz mi co chodzi z tym "spotifajem"? - pytam czternastoletniego eksperta. - bo kiedy słucham sobie z telefonu muzyki na youtubie i otwieram inną stronę, to oczywiście mi się wszystko wyłącza.
- No właśnie dlatego musisz sobie zainstalować spotify. Nic ci się nie będzie wyłączać. Ja w ogóle nie słucham muzyki na YT. 
- Pomożesz? 
Bierze telefon i zaraz mi technicznie wszystko ogarnia. Muszę uczciwie przyznać, że ja choć moja praca opiera się na internecie to paradoksalnie słabo jestem rozeznana w tych sprawach. Jedyne co ogarnęłam to blogowanie, tyle o ile social media i skype do lekcji. Ach i jeszcze Endomondo! 

Zainstalował mi Mikołaj "spoti" i zaraz zaczęłam układać swoje listy muzyczne. 

- Jaką muzykę sobie dodajesz? - pyta ściągając na chwilę słuchawki.
- No wiesz... Taką, której ty jednak nie lubisz. 
- Czyli?
- Włoską, starszą.
- Nie, że nie lubię, ale... - próbuje wybrnąć, zupełnie jakby nie chciał robić mi przykrości. - Jest taka...
- Wiem, wiem. Nie musisz przecież lubić tego co ja.

- Nie wiem co mam wybrać do "tesiny" z zakresu muzyki.
- Chyba nie będę potrafiła ci pomóc. Musi być coś z romanticismo, prawda? Nie znam zbyt wielu kompozytorów z tamtej epoki.
- Może napiszę o Debussy? Lubisz?
- Wstyd się przyznać, ale poza tym, że znam nazwisko, to nie mam wyobrażenia o jego muzyce.
- Posłuchaj. To na pewno znasz - Mikołaj daje mi odsłuchać kilka nut, a mnie jest tylko jeszcze bardziej wstyd. Utwór wcale nie brzmi mi znajomo. 

Biforco, Dom z Kamienia blog, Kasia Nowacka


Za chwilę będę mogła powiedzieć, że już wszystkie moje dzieci zakończyły drugi etap włoskiej edukacji. Obydwaj od września będą w superiori. Nie raz już pisałam, że szkoła - moja największa obawa osiem lat temu, okazała się czymś niezwykłym, jednym z najmilszych zaskoczeń. Dziś muszę powtórzyć te peany kolejny raz. Nie wiem czy to akurat szkoła marradyjska, czy nauczyciele na jakich chłopcy trafili, czy też ogólnie włoski sposób edukacji, czy wszystko to razem wzięte, w każdym razie mam wrażenie, że po "scuola media" są obydwaj wszechstronnie wyedukowani. 

Oczywiście nie bez znaczenia jest fakt, że to mądrzy chłopcy i wyciągnęli z tej szkoły ile się dało. Co za szczęście, że ignorancja jest im tak bardzo obca.
Ja sama uważałam się do pewnego momentu za erudytkę, ale po tym jak nie raz pytania czy dyskusje chłopców wprawiły mnie w zakłopotanie, przestałam się tak postrzegać. Już wiem, że taka ze mnie erudytka jak z koziej d... trąba. Teraz z pokorą to ja uczę się od własnych dzieci. Chłonę to co mówią, czym się dzielą. Uczę się nowych rzeczy o planetach, o życiu Einsteina, o Promessi Sposi, o malarstwie Turnera, poznaję muzykę Debussy'ego...   

Marradi, Lamone

Dziś przedostatni już majowy dzień. Dzień bardzo pracowity. Dzień słoneczny. Dzień do zapisania - mam nadzieję - tym, co dobre. 
Buona giornata!

IGNORANCJA to po włosku IGNORANZA (wym. inioranza)