Tomek na śniadanie zajadał z apetytem "babciną" szarlotkę, a pomrukiwał przy tym z zadowolenia, zupełnie jak Puchatek wyjadający z dzbanka miód. Najlepsza szarlotka świata w piątek o 21.00 po długich kilometrach stanęła na stole w Kamiennym Domu. Mama i Ktoś szcześliwie dotarli na miejsce.
W sobotni ranek zaraz po Tomku obudził się też Mikołaj. Nie po raz pierwszy pokazał, że dla niego spanie w wolny poranek to najzwyczajniej strata czasu. Może mieć to po mnie... Tak... Zdecydowanie po mnie. Popatrzył na stół, na apetyczne ciasto i aż zajęczał z radości: - Ojeju! Ojeju! Ojeju!!!
Z porządkami uporaliśmy się na czas. Nikomu się nie upiekło. Każdy swój przydział wykonał jak należy. W tym całym porządkowym ferworze z rozpędu nawet okna umyłam - nie wszystkie, ale prawie wszystkie - korzystając z siły rozpędu zupełnie jak ta śniegowa kula, bo w najbliższym czasie trudno mi się znów będzie zebrać.
Z wiosennych porządków do przekopania został jeszcze ogródek. Wprawdzie Mario złapał ostatnio za łopatę i zaczął nią dziarsko wywijać, ale zaraz został zrugany za odbieranie mi "tej cudownej przyjemności", na którą czekam przecież cały rok! Mój ogródek - moje kopanie!
W "mariowym" ogródku natomiast posadzone są na ten moment cebule, ale na grządkach dogorywają jeszcze zimowe resztki: czarna i włoska kapusta.
Nie mamy sprecyzowanych planów na kolejne dni. Coś będziemy robić, a co? - czas pokaże. Wspólnych dni tylko garstka i chciałoby się i to i tamto, że trudno się na coś konkretnego zdecydować. A może Florencja, a może tylko Marradi, a może góry, a może rzeka, kto wie!
Pogoda ma nas dziś rozpieszczać do granic możliwości, więc nawet siedzenie przed domem na tarasie będzie przyjemnością jakich mało.
Gdzieś z tyłu głowy zakrada się też po cichutku stres związany z kwietniowym wyzwaniem. Wszyscy mówią - "dasz radę"", ale komuś to się tak zawsze łatwo mówi. Niby sama się pocieszam, że jeśli poradziłam sobie przed kamerami, to coś takiego powinno być bułką z masłem, ale... Obiecuję, że już za kilka dni o wszystkim opowiem. Proszę o jeszcze kilka dni cierpliwości.
DAĆ RADĘ - FARCELA (wym. farczela)





