pisanie

Luty i o tym, co uwagę odciąga od pisania

sobota, lutego 01, 2025

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

I tak niepostrzeżenie nastał luty, miesiąc pierwszych kwitnących migdałowców, wyraźnie dłuższych dni, miesiąc, który kończy swój występ ogniami dla marca i w końcu miesiąc karnawału, którego świętowanie we Włoszech rozciąga się w nieskończoność, wychodząc poza ramy tłustego czwartku i tłustego wtorku, czyli ostatków. 

Jak każdego roku zacytuję popularne włoskie przysłowie: Febbraio, febbraietto, mese corto e maledetto. Mówienie o lutym - miesiąc krótki, ale przeklęty wiąże się z dawnym życiem chłopów. U schyłku zimy spiżarki zaczynały świecić pustkami, trawa na pastwisku była jeszcze licha, prace w polu dopiero się zaczynały, więc choć miesiąc ten liczy mniej dni niż inne, to jednak przetrwać ten czas bez głodu było nie lada wyzwaniem. 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

Luty na starcie, a ja jestem do tyłu z książką. Trudno w ostatnich dniach skupić się na pisaniu i jeszcze trudniej na to pisanie znaleźć czas. Najpierw plot twist z zeszłego roku, a teraz drugie tsunami, które wywraca nieco życie. To dwa zupełnie różne zdarzenia, pierwsze nieprzewidziane, zaskakujące i na początku trudne, drugie niestety dramatyczne. Ich wspólnym mianownikiem jest tylko to, że postawiły świat na głowie.

Od pierwszego zdarzenia dokładnie za miesiąc minie rok i dziś patrzę już na to wszystko z innej perspektywy. Mimo trudu myślę, że to, co się wydarzyło ubarwiło moje życie jeszcze bardziej. Koniec końców czuję się trochę tak, jakby została mi powierzona misja specjalna. Kiedyś na pewno o tym napiszę, ale nie dziś, to jeszcze nie jest ten moment. 

Drugie zdarzenie - jak łatwo się domyśleć - dotyczy Mario i tu potrzeba tylko czasu, cierpliwości i nadziei. Dobra wiadomość jest taka, że nasz Przyjaciel po 9 dniach nareszcie opuszcza oiom. Co będzie dalej - tego nie wie nikt, wiadomo jednak, że przed Mario bardzo długa i trudna droga.

Między jednym tsunami a drugim wydarzyło się mnóstwo innych spraw, które też uwagę od pisania odciągnęły. Są osoby i zdarzenia, które inspirują, tak jak są też takie, które wenę przepędzają na dobre.

Ja sama w tym wszystkim zaczęłam nawet myśleć, że może tej książki nie powinnam teraz wydawać... Ale nie! Przecież chcę! Muszę! Dam radę! Może to się wszystko jakoś poukłada.

Dom z Kamieni blog Kasi Nowackiej

Tak się teraz zastanawiam, że dokładnie dziesięć lat temu też przetoczyło się przez moje życie tsunami, ale zupełnie innej natury. I dziś, kiedy bywają gorsze dni - ostatnio dosyć często -wracam myślami do starych czasów i myślę sobie, że jeśli przetrwałam 2015 rok, to przetrwam już chyba wszystko. 

Dobrego wieczoru!

pisanie

Castellone, szkolne ciekawostki, czas dla siebie i kilka słów o nowej książce

czwartek, listopada 14, 2024

Dom z Kamienia Gdzie Dante mówi dobranoc

Środa jest teraz dniem, kiedy mam nieco więcej czasu, ponieważ Mikołaj wraca do domu dopiero na kolację. Musi odpracować przed maturą godziny w ramach "Alternanza scuola-lavoro". Jest to format nauczania, który wprowadziło ministerstwo edukacji i obejmuje ostatnie trzy klasy liceum. Dzieciaki muszą odpracować x godzin we wskazanych firmach, muzeach, fundacjach czy instytucjach. Jest to dla nich okazja do spróbowania czegoś nowego i posmakowania dorosłego życia. Jeśli zdarzyło Wam się kiedyś uczestniczyć na przykład w dniach FAI we Włoszech, to na pewno mieliście okazję widzieć młodzież przy pracy, bo zazwyczaj to licealiści wchodzą w rolę przewodników. Muszą takich godzin do matury zebrać konkretną ilość i tak w tym roku Mikołaj udziela się w lokalnej redakcji. 
 
Dom z Kamienia Gdzie Dante mówi dobranoc

Wczoraj zatem korzystając z wyjątkowej urody dnia zjadłam bez zbytnich ceregieli resztki z kolacji, a potem złapałam Nikona i wyszłam z domu, żeby z pauzy między lekcjami wycisnąć jak najwięcej. Nie siliłam się na oryginalność, bo nie o nią w marszu musi chodzić. Postanowiłam wejść znów na Castellone, tylko tym razem starym szlakiem, którym nie szłam już od dawna. I kiedy tak dreptałam pod górę, uświadomiłam sobie, że jest to w ogóle pierwszy szlak jaki przeszłam w Apeninach...

Gdyby mi szesnaście lat temu, ktoś powiedział, gdzie będę dziś, w życiu bym nie uwierzyła, ale oto jestem - właśnie tu, gdzie miałam być.

Nie doszłam do samego Castellone, tylko tuż pod szczytem skręciłam w prawo, aby zatoczyć szeroką pętlę i wrócić na dół przez Łąkę Dyzia. Resztki fortecy sfotografowałam natomiast z każdej strony i tu dla przypomnienia czym w ogóle jest Castellone, znów posłużę się moim własnym cytatem. Marradi jest bowiem punktem wyjścia dla mojej opowieści o Nieznanych Toskanii i Romanii - Gdzie Dante mówi dobranoc:

(...) Na terytorium Marradi i okolic już od starożytności mieszkali Etruskowie, potem ziemie te zostały zdobyte przez Galów z Francji. Niewykluczone, że właśnie dlatego miejscowy dialekt budzi skojarzenia z francuskim. Uważa się, że już w I wieku naszej ery na miejscu obecnego miasteczka istniała fortyfikacja, która służyła jako punkt do monitorowania drogi łączącej Faenzę, Florencję i Lukkę. Osada, z której wieki później narodzi się Marradi, stała się idealnym przystankiem dla wędrowców. W tamtym czasie miejsce to nazywano Castello. 

Wokół Castello rozciągały się inne posiadłości i gospodarstwa, tzw. poderi. Podobno jedno z nich nosiło nazwę „Marrato”, co znaczyło mniej więcej „przekopane” (tak jak przekopany jest ogródek). Jedna z najbardziej prawdopodobnych tez zakłada, że od tego właśnie słowa pochodzi obecna nazwa miasteczka – Marradi (...)


Dziś już zbyt wielu pól uprawnych tu nie ma. Wzgórza porośnięte są lasami – w tym, w dużej mierze – gajami kasztanowymi, ale resztki castello di Castiglionchio – dawniej nazywane „Castrum Leonis”, a dziś po prostu Castellone – przetrwały i są jednym z najbardziej charakterystycznych punktów całej gminy.

Wieża, a tak naprawdę dwie – jedna nie została odbudowana i pozostaje w ukryciu – to resztki fortyfikacji z 1123 roku, należącej do rodu Pagani, dominującego w całej sąsiedniej dolinie Senio. Zniszczony został przez faentyńczyków, którzy wciąż toczyli z nim walki. 

Ze względu na strategiczne położenie fortyfikacji, Pagani zdecydowali się przekazać ją Republice Florencji. Pod koniec XIII wieku Castellone poważnie ucierpiało w silnym trzęsieniu ziemi, które nawiedziło te tereny.

Dziś wieża administracyjnie należy do Biforco, które z kolei przyklejone jest do Marradi. Niektórzy traktują Biforco niemal jak dzielnicę miasteczka. Tu mieszkam ja. U stóp dawnego zamku. 

Z Biforco na Castellone prowadzą trzy szlaki – dwa dłuższe i łagodne, trzeci dosyć stromy, ale też dużo krótszy. Tak czy inaczej, są jak wstępna degustacja tutejszych tras, albo jak antipasto do poważnego trekkingu. Wyprawa na Castellone to pierwsze posmakowanie, czym jest wędrowanie po Apeninach. Ręczę całym sercem, że potem chce się wędrować bez końca…


Dom z Kamienia Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia Gdzie Dante mówi dobranoc

Zatrzymałam się wczoraj na grani, którą zdobi pióropusz cyprysów. W czułym listopadowym słońcu usiadłam na jednym z kamieni, wyciągnęłam notes i zaczęłam pisać. Nareszcie miałam czas dla siebie. Liczyłam, że ten moment przyjdzie wcześniej, a tu nie wiedzieć kiedy i zrobiła się już połowa listopada. 

Rok temu byłam przekonana, że o tej porze moja czwarta książka będzie już stała na księgarnianych półkach i znajdzie się na wielu listach świątecznych prezentów , tymczasem tak się nie stało, a ponieważ niektórzy z Was podpytują mnie o kolejną publikację przed świętami, pomyślałam, że tu w kilku słowach wyjaśnię opóźnienie. 

Tekst książki wiosną był praktycznie gotowy, ale właśnie wtedy przez moje/nasze życie przetoczyło się tsunami, po którym już nic nie było takie samo. Wiedziałam, że książka nie będzie mogła być opublikowana w takiej formie jak była, ale długo nie wiedziałam jak mam ten temat "ugryźć". Olśnienie przyszło dopiero latem, o czym zdaje się na blogu wspominałam, tylko niestety potem pracowita jesień pozbawiła mnie kompletnie czasu na moje własne sprawy i tak dopiero teraz zabrałam się za przeredagowywanie tekstu. 

Gdybym mogła skupić się tylko napisaniu - przynajmniej przez jakiś czas - pewnie wystarczyłby miesiąc, żeby tekst ruszył dalej, ale ponieważ łapię na pisanie jedynie chwilki pomiędzy lekcjami i innymi działaniami, a do tego, kiedy mogę, sprzeniewierzam czas na trekkingowanie, dlatego trwa to nieco dłużej niż przewidywałam.  

Faktem też jest to, że w ostatnich miesiącach miałam mało czasu dla siebie samej... I mam nadzieję, że przynajmniej zimą się to zmieni. 

Dom z Kamienia Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia Gdzie Dante mówi dobranoc

Poproszę zatem o jeszcze chwilę cierpliwości. Książka się pisze i dopieszcza, a że nie jest to już żaden przewodnik tylko opowieść wyjątkowo osobista, wymaga to odrobiny więcej czasu, wolnej głowy i skupienia. 
Poza tym muszę wzmocnić moje internetowe narzędzia, żeby ta książka miała szansę dotrzeć do szerszego grona, gdyż po trzech doświadczeniach wydawniczych, tym razem zdecydowałam się wydać ją samodzielnie. 

Choć nie raz moje zdjęcia na social media podpisałam hasztagiem #pisarka, to w głębi serca poczuję się nią, dopiero wtedy, kiedy światło ujrzy właśnie TA książka. Za nią, mam nadzieję, będą następne... 

Przy okazji znów zwrócę się z tą samą prośbą oczywiście do tych, którzy obecni są w social media - jeśli znajdziecie chwilę, żeby udostępniać czy komentować moje internetowe poczynania, będę Wam bardzo wdzięczna. Sensowny ruch na moich profilach jest największą pomocą w kwestii "narzędzi" w promowaniu mojego pisania. Pisząc "sensownych" mam na myśli na przykład komentarz, który składa się z kilku słów. Stickery czy emotki nic dla algorytmów i zwiększenia popularności nie wnoszą. To samo dotyczy udostępnień, podobno udostępnienie z dodanym komentarzem ma o wiele większą siłę przebicia. 
Dodatkowo hasztagi - sama niezmiennie próbuję wypromować własne: #domzkamieniacom, #kasiazdomuzkamienia, #sekretyflorencji, #gdziedantemowidobranoc, #trochęinnatoskania, #nieznanetoskaniairomania.   

Za każdą reakcję już teraz z serca Wam dziękuję i mam nadzieję, że tą książką uda mi się pięknie za to odwdzięczyć. 

Dobrego dnia!


Dom z Kamienia Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia Gdzie Dante mówi dobranoc
Dom z Kamienia Gdzie Dante mówi dobranoc

pisanie

Ulubione zajęcie i enigmatyczny update planów Mikołaja

środa, lipca 17, 2024

Dom z Kamienia blog

Środa jest jednym z najbardziej wypełnionych lekcjami dni i choć poświęciłam wczesnoporanny sen w nadziei, że zdążę podzielić się wrażeniami z podziwiania wystawy, to jednak musiałam skapitulować. Intensywność minionych dni chyba mnie przerosła i mój mózg zredukował się do poziomu ameby. Bardzo niemiłe uczucie, bo ja jednak mój mózg bardzo lubię, zwłaszcza kiedy łapie wysokie loty. To się naprawdę zdarza! 

Moje podekscytowanie wystawą, a zwłaszcza jednym obrazem odarło mnie wczoraj z przyzwoitości i po raz pierwszy, jak nieokrzesany intruz, uruchomiłam alarm... O tym jednak opowiem jutro (albo pojutrze!), bo poza opowieściami do śmiechu, mam też do pokazania mnóstwo obrazów i do przedstawienia arcyciekawych artystów, których na pewno nie wszyscy znają. 

Dom z Kamienia, Sekrety Florencji Kasia Nowacka

Wczorajszy dzień był bardzo intensywny, tak jak intensywny jest każdy florencki dzień w licznym towarzystwie. Wróciłam do domu zmęczona, ale też uradowana i to - uwaga - nie tylko podziwianą w samotności wystawą z odpalonym alarmem... 

Moją prawą ręką w bajaniu był wczoraj Mikołaj (gdybyśmy mieli dwa języki, powiedziałabym "prawym językiem") i dreptanie przed ważnymi dziełami, opowiadanie o Masaccio, Uccello i Leonardo przypomniało jemu samemu, jak bardzo kocha sztukę. Przyszłość Mikołaja, była głównym tematem kiedy już we dwoje usiedliśmy w Domu z Kamienia do kolacji.

O Mikołaja wyborach, dylematach i pasjach będę pisać pewnie za pół roku, kiedy już stanie przed ostateczną decyzją. Mam nadzieję, że pozostanie przy tym, by zrealizować plan, o którym rozmawialiśmy właśnie wczoraj, bo według mnie to plan doskonały. W każdym jednak przypadku decyzja należy do niego. 

Wczoraj przy aperitivo wywiązała się jeszcze dyskusja "ile kosztuje wydanie książki?". To temat, który bardzo mi ciąży i z którym za chwilę będę się mierzyć. Mikołaj wtarabanił się w sam jego środek ze stwierdzeniem, że on też wyda książkę i że - z całym szacunkiem dla mnie - jego na pewno będzie lepsza niż moja. Nie zaprzeczyłam. Wiem, że tak by właśnie było, bo Mikołaj ma wiele darów, a zaliczają się do nich też cięty język i niebanalne poczucie humoru. 

Natomiast moje książkowe ciężary są jeszcze na etapie dopisywania "ostatnich" zdań, robienia poprawek oraz wprowadzania wymuszonych przez życie zmian. Trochę mi tylko żal... Och! Nie trochę, a bardzo - że tak mało czasu mogę temu pisaniu poświęcić, że niezmiennie jest to czas ograniczony jakimiś wstrętnymi ramami. Pisanie jest niezmiennie moim ulubionym życiowym zajęciem.

ULUBIONY to też PREDILETTO 

Dla tych, którzy jakimś cudem przegapili moje dotychczasowe pisanie:

NOWE SEKRETY FLORENCJI I OKOLIC (kontynuacja pierwszych)


Pięknej reszty dnia, a dla niecierpliwych filmowy przedsmak następnych słów





pisanie

Historie, inspiracje i pisanie

sobota, lutego 25, 2023

Katarzyna Nowacka – blogerka, fotografka, miłośniczka Włoch, slow life i trekkingu. Od 2007 roku związana z Toskanią. W 2013 roku zdecydowała się zostawić Warszawę i zamieszkać w maleńkim miasteczku w prowincji Florencja. O swoim włoskim życiu opowiada na blogu Dom z Kamienia. W wolnym czasie wędruje po Florencji i Apeninach w poszukiwaniu miejsc oraz historii nieznanych.

- Jak było? - zapytał Tomek rozpakowując zakupy. 
- Przyjemnie. Poszliśmy na spacer na... cmentarz. 
- A ty jesteś Edgar Allan Poe? - powiedział z nutką ironii. 
- Oj weź! Cmentarze to miejsca pełne historii. 
- Wiem, wiem - Tomek oczywiście się droczył, a ja zaraz na dowód, że spacer się udał przytoczyłam kilka zasłyszanych historii. 

Pogoda w piątek nie była tak ładna, jak zapowiadali, więc nie mieliśmy motywacji, by oddalać się od Marradi i kiedy szliśmy wąziutkim korytarzem Ca' Vigoli, zaproponowałam, że może przeszlibyśmy się na cmentarz. Mario uznał to za bardzo dobry pomysł. 

To, że lubię cmentarze wiadomo nie od dziś - zwłaszcza małe, włoskie cmentarze, bo jest w nich pogodny spokój. Poza tym wizyta na marradyjskim lub biforkojwym cmentarzu uświadamia mi coraz dobitniej, że już trochę lat tu jestem, bo rozpoznaję na nagrobkach coraz więcej twarzy - smutna refleksja, ale takie jest życie. 

Jest ten kto naprawiał porwane spodnie chłopców, kto każde dzień dobry skierowane w moją stronę okraszał komplementem z klasą, kto poczęstował vin santo, kto robił najlepsze w Marradi lody, kto żartował sprzedając kiełbasę. Każda z tych osób to osobna historia.  

Mario ostatnio skory jest do przywoływania wspomnień i snucia opowieści o dawnym życiu, a mi oczywiście w to graj! Myślę sobie, że muszę w końcu usiąść i wszystkie te historie spisać jak należy. Wiem, że pewnego dnia będzie z tego kolejna książka. 

Katarzyna Nowacka – blogerka, fotografka, miłośniczka Włoch, slow life i trekkingu. Od 2007 roku związana z Toskanią. W 2013 roku zdecydowała się zostawić Warszawę i zamieszkać w maleńkim miasteczku w prowincji Florencja. O swoim włoskim życiu opowiada na blogu Dom z Kamienia. W wolnym czasie wędruje po Florencji i Apeninach w poszukiwaniu miejsc oraz historii nieznanych.

A w kwestii książki... W piątek nim wybiła siedemnasta na mailu zamigała nowa wiadomość. Redaktorka prowadząca moją trzecią książkę przysłała cały skład książki do autoryzacji, więc czeka mnie "upojny" weekend, ale - co ważniejsze - przyszedł też projekt okładki, który jest w końcu tym wymarzonym. Mam nadzieję, że tak już zostanie. 

Idzie śnieżyca. Łudziłam się, że zmieni zdanie, że się pomylili, że nas ominie, ale chyba moje nadzieje zostaną pogrzebane. Teraz za oknem jeszcze kilkanaście stopni, pierwsze kwiaty na drzewach i dywany fiołków przy drodze - tak, to aktualne fotografie, ale jutro ma się wszystko zmienić jak w kalejdoskopie. Oby szybko przeszło, bo kwiatkowa eksplozja już wiosennie duszę rozochociła. 

Dobrego dnia z odrobiną poetyckiej prozy Dino Campana. Sfotografowana tablica znajduje się nad torami kolejowymi pomiędzy stacją Marradi i marradyjskim cmentarzem. Inspiracja na każdym kroku, świat jest pełen inspiracji. 

Pięknej soboty!

ŁUDZIĆ SIĘ to po włosku ILLUDERSI (wym. illudersi)

pisanie

O pisaniu kiedyś i dziś, wyhamowana niedziela i jedno zaproszenie

niedziela, lutego 13, 2022

Biforco, Dom z Kamienia blog o życiu w Italii 


Przez całą sobotę zmora to zakładała buty to znów siadała na kanapie, jak gość, który w nieskończoność zbiera się do wyjścia. Byłam tym tak umęczona, że nawet spacer nie dał mi większej radości. Dziś jednak wydaje się, że ślad po niej zaginął. Oby szybko nie wróciła, a najlepiej to żeby wcale się już nie pokazywała!

Niedzielny poranek obudził się rześki i słoneczny. Nie wiem jeszcze kompletnie, co z dniem zrobić i bardzo dobrze mi z tym niewiedzeniem. Na ten moment po prostu celebruję ten poranek, bo to jedyny taki moment w całym tygodniu, kiedy nigdzie nie muszę się spieszyć. Niedzielnym porankom, gdybym mogła, zaciągnęłabym hamulec ręczny. 

W piątek po południu wymieniłam z redakcją końcowe maile dotyczące drugiej książki, która zdaje się w tym tygodniu już wędruje do druku. To był wariacki czas, bo a to zmiana, a to zdjęcie, a to cała lawina wątpliwości, bo im więcej człowiek czyta tym więcej by zmienił. Może momentami jestem "ciut" egzaltowana, może bywa, że się powtarzam, ale trudno... Kiedy już książka trafi w Wasze ręce, proszę Was o wyrozumiałość i o jednym mogę Was zapewnić - może nigdy nie jest idealnie w kwestii stylu, ale na pewno zawsze jest PRAWDZIWIE i z serca. 

A tak jeszcze a propos książki...
Dziś rano przeglądając moje stare zapiski, uratowane z wilgoci piwnicy, znalazłam coś niesamowitego! 

Oto mój wpis z 13 lutego 2005 roku:

"... tak zaczęły się moje walentynki. Dostałam moje pierwsze, magiczne pióro. A teraz napiszę powieść! Ha! Pewnie, że napiszę!(...) Tak sobie myślę, że naprawdę nadszedł już czas, by napisać tę książkę. Czy mi się uda? Czas pokaże..."

Czy życie nie jest zadziwiające? Tylko siedemnaście lat... Poza tym odrobina cierpliwości, ździebko pracy, tona doświadczenia, dwie tony pokory i w końcu udało się i udaje się dalej. Umowa na trzecią książkę jest w drodze, a ja już skończyłam pisać kilka pierwszych rozdziałów.  

Biforco, Dom z Kamienia blog o życiu w Italii

Wracając do dziś... 
Jedyna pewna rzecz na dziś - bo przecież trzeba skupić się właśnie na tym, co DZIŚ, to przystawka do obiadu, na którą przepis wyszperałam już wczoraj. Poza tym dzień pokaże...

I na koniec pozostając w temacie jedzenia zapraszam Was do jednego za biforkowych domów na wspólne gotowanie. Poczujcie tutejszy, swojski klimat

Pięknej niedzieli.

HAMULEC to po włosku FRENO 

pisanie

Okno na wschód i jak trudno pisać o sobie

niedziela, lipca 04, 2021

Dom z Kamienia blog, Biforco

Miałam wrażenie, że szybciej napisałam książkę niż notkę o sobie. Wydawnictwo zapytało czy życzę sobie, by informacja biograficzna i moje zdjęcie były na okładce i oczywiście propozycję taką przyjęłam z entuzjazmem. Pomyślałam, że pisanie tego zostawię na niedzielny poranek, bo to pora kiedy najsensowniej mi się pisze, kiedy mam czas, żeby się zastanowić i nie pisać na łapu capu. Wydawałoby się takie proste sklicić parę zdań o sobie...
Proste? Żart...

Pół niedzielnego poranka straciłam na spłodzenie tych kilku informacji. To kasowałam, to pisałam od nowa, to znów prychałam sama na siebie pod nosem i uderzyło mnie to, że mam taki kłopot z "zareklamowaniem", przedstawieniem ładnie siebie samej. Muszę nad tym na poważnie popracować i przestać być w końcu taką melepetą, bo to zwariować można.

Niedziela maluje się oczywiście bardzo zajmująco, ale to już nawet nie ma co o tym pisać, bo zajmująco będą się malowały wszystkie dni do niemal samego końca sierpnia bez wyjątków. I wszystko byłoby dobrze, gdyby się teraz jak na złość migrena nie przyplątała. Od kilku dni prowadzimy nierówną walkę i jak narazie ja wciąż na macie, a ona triumfuje.

Ale poranek jest taki piękny, rozśpiewany ptakami, roztrajkotany cykadami, szumi rzeką, maluje słońcem, a ulubiony upał się powoli rozkręca. Uwielbiam moje okno, które o poranku łapie pierwsze promienie słońca. Nie zamykam okiennic - pewnie jako jedyna w całym Biforco, a może i w całej Toskanii - nie umiem zamykać się przed słońcem. I teraz to moje okno otwarte jest zawsze na oścież, a ja leżąc w łóżku mogę patrzeć do woli jak letni wiatr porusza delikatnie zasłonkę. Czasem delikatnie, czasem mocniej, czasem wydyma ją jak żagiel, a czasem też wieczorem podwiewa ją do sufitu i przywodzi wtedy na myśl Gwieździstą noc Vincenta. Ten widok mnie hipnotyzuje. 
 
Potem wstaję, podchodzę bliżej i to co za oknem hipnotyzuje mnie jeszcze skuteczniej. Nie umiem się tym widokiem nasycić. Każdego ranka, kiedy wstaje nowy dzień, widząc to wszystko moja głowa pisze nowe ody, psalmy, peany! Zobojętnieć na to wszystko nie sposób. 

Dom z Kamienia blog

Do Marradi zmierzają nowi - starzy Goście, Goście - nie Goście, co to się wieki temu, w odległej galaktyce dziwili: "a wy znów do tego Marradi?" Od lat się oczywiście nie mają czemu dziwić, ale teraz pewnie dziwią się inni, że oni "znów do tego Marradi!" 

Dziś cieszę się też na wieczorny koncert. W końcu coś się na placu zadzieje! Niestety do tej pory panowała niepokojąca, tak niezwyczajna latem cisza. Takie to dziwne czasy...

DOBREGO DNIA!

PRZEDSTAWIĆ to po włosku PRESENTARE (wym. presentare)

blog

Wakacyjne wspomnienie Tomka

środa, września 20, 2017


Tomek opowiada:

Wakacje niestety już się skończyły, niedawno rozpaliliśmy ogień w kominku, jest już szare jesienne niebo... Ale na szczęście mogę wspominać te lato i te wakacje, w które poznałem tyle miłych osób. Ale chyba najlepsze wspomnienia mam z zabaw z Natalią, no i oczywiście z Mikołajem. Poznaliśmy się co prawda w zeszłym roku, ale w tym było nam super! Najlepsze przygody zaczęły się w dniu gdy byliśmy u Mario na kolacji. Zaczęliśmy się bawić w Szare Szeregi. Zabawa nam się strasznie spodobała. Powoli zaczęliśmy ja rozwijać, nawet jej fabuła się rozszerzyła. Każdy z nas był jakąś postacią przez nas wymyśloną i każdy miał przydomek: ja byłem Mucha, czyli siedemnastoletni łącznik, lecz także walczyłem u boku naszego Generała Mikołaja zwanego Szerszeniem i oczywiście Natalia lub pszczółka, dowódca sanitariatu. 


Naszym miejscem zabaw była rzeka, a raczej wybrzeże, na którym zrobiliśmy okopy i nasz "mur" obronny. Po krótkim czasie nasze okopy stały się magazynem na broń, którymi były patyki przypominające karabiny i pistolety, a granatami były plastikowe butelki przecięte na pół, do których wkładaliśmy piasek i to dawało efekt podpalonego lontu.
Głównie bawiliśmy się, że jesteśmy na Powstaniu. Mieliśmy do dyspozycji miny, moździerz, granaty i broń palną. 



To nie koniec naszych wspaniałych przygód. Najdziwniejszym zdarzeniem, w które moja mama nie wierzy, była przygoda w Brisighelli. Byliśmy na wieży zegarowej, którą myślę, że znacie, tam żartowaliśmy sobie, było nam śmiesznie i w ogóle. Choć w pewnym momencie przestało nam być do śmiechu. Normalnie dzwon sobie zabił, nic dziwnego, prawda? Oj nie... nagle było słychać jakby ktoś przy drzwiach rzucił kluczyki... w środku! Tam nikogo nie ma, bo zegar jest elektryczny. Nikogo nie było słychać w wieży. Na początku trochę się śmialiśmy lecz potem, po kilku minutach ta sama rzecz się powtórzyła i powtórzyła się jeszcze potem ze dwa razy. Trochę było to straszne. Mieliśmy zamiar tam znowu wrócić lecz nie mieliśmy okazji.


To na tyle z tych wspaniałych wspomnień z wakacji, mógłbym zgłębić nasze zabawy w Szare Szeregi i o nich napisać lub o szkole do której chodzę. Jest jeszcze tyle do napisania...

Tomuś z Domu z Kamienia

Tekst bez mojej korekty, więc bądźcie łagodni w ocenie:) 


blog

Blogowy debiut Tomka - wycieczka do Urbino

wtorek, kwietnia 25, 2017


Gdy mama zaproponowała mi żebym napisał o mojej wycieczce, nie byłem przekonany i bałem się niemiłych komentarzy, ale w końcu postanowiłem spróbować. 
Była to wycieczka do Urbino. Urbino to małe miasteczko w Marche. Nawet jeśli jest małe posiada bardzo dużo ciekawych i bardzo ładnych miejsc, pałaców i zabytków. Był to dość chłodny dzień i wiał wiatr... ale mimo to bardzo mi się podobało!
Wycieczka zaczęła się rano, kiedy wyruszyliśmy autobusem myślałem, że będzie źle, bo zapowiadali śnieg! Ale wszyscy byliśmy szczęśliwi, przynajmniej taką mam nadzieje. Przejechaliśmy Toskanię, potem zahaczyliśmy o Romagnę i wjechaliśmy do Marche. 


Autokar się zatrzymał. Kiedy wysiadłem, miałem przed sobą wielki Pałac: Il Palazzo Ducale. Była to olbrzymia struktura z cegieł, tak jak większość miasta. Czekała na nas pani, która miała nas oprowadzić po tym pałacu i opowiedzieć o jego historii, a także o historii Urbino. I oczywiście o człowieku, który tam się urodził, a mianowicie o Federico da Montefeltro. To postać z tego obrazu, który znajduje się w Uffizi, to ten pan ubrany na czerwono z dziwnym nosem. 

Gdy weszliśmy do pałacu mieliśmy włożyć nasze plecaki do szafek. Patrząc jak inni próbowali zamknąć lub otworzyć szafki od razu pomyślałem, że upłyną lata zanim ja otworzę swoją i nie myliłem się...  ale po tysiącu próbach wszystko się udało.
Gdy zaczęliśmy zwiedzać pierwsze pomieszczenie pani przewodnik po opowiedzeniu nam o Urbino i o Federico… 
Teraz mała ciekawostka: czy wiedzieliście dlaczego Federico zostaje zawsze przedstawiany z profilu? To dlatego, że z drugiej strony nie ma oka i ma blizny na twarzy po tym jak próbowano go zabić. A było tak: dawniej kiedy dama upuściła swą chusteczkę, panowie musieli ją podnieść. Kiedy pewnego dnia Federico sięgnął po chusteczkę jakiejś damy, rzucono w niego włócznią, a ta zniszczyła mu oko, nos i rozcięła twarz.

Wróćmy do naszej "opowieści": gdy pani przewodnik skończyła nam opowiadać, a dodam że trwało to wieki, powiedziała:
 - ... musicie pamiętać, że Urbino to miasto idealne - ale nie zostało nam wytłumaczone, co to znaczy.
Potem przechodząc do innego pokoju powtórzyła:
 - Urbino jest miastem idealnym - no i znowu nie dostaliśmy wyjaśnienia...
To samo wydarzyło się jeszcze ze trzy razy i dopiero na koniec zwiedzania wytłumaczyła nam co to znaczy. "Najwyższa pora" a po włosku "Era l' ora". Ja teraz tego nie wytłumaczę, bo to bardzo skomplikowane.

Dalej zwiedzałem z zaciekawieniem. Gdy doszliśmy do innego pokoju, ooo... tam to się wydarzyło...
W tamtym pokoju był obraz Rafaello, czyli malarza także urodzonego w Urbino. Obraz ten jest bardzo ciekawy ponieważ przedstawia pewną damę, ale pod tym obrazem jest namalowana inna dama z uśmiechem takim jaki ma Gioconda. 


W czasie, gdy pani opowiadała, mój kolega szepną mi do ucha:
 - Hej... wszedł Gandalf!
Odwróciłem się w stronę wejścia, a tam... tam był Gandalf! Starszy pan z szarą brodą długą do pasa i wielkimi brwiami. Brakowało mu spiczastej czapki i byłby to Gandalf we własnej osobie! 

Wyszliśmy i powędrowaliśmy do innej sali, gdzie znajdowały się duże okna. Pani powiedziała że kiedyś damy nie mogły wyglądać przez okna, bo było to źle widziane. Powiedziała też, że wszystkie okna są skierowane w stronę Florencji, bo było to wtedy najważniejsze miasto. 

 - Dzieci, a wiecie że tu jesteśmy nad morzem, tak? - próbowała nas roześmiać pani przewodnik... Myślałem że na świecie nie ma osób, które opowiadają żarty gorsze od moich. Mój profesor próbował się roześmiać, choć nawet przy wielu próbach nic z tego... A ja... jeśli mam to skomentować to powiem tylko: Ha… 


Po zwiedzaniu pałacu przeszliśmy się po Urbino... Nasz "pranzo a sacco" zjedliśmy w parku, skąd można było zobaczyć morze! Wraz z Filippo, moim kolegą ze szkoły, "nakryliśmy" sobie na jednym z ściętych pni drzew i dużo z naszych kolegów przychodziło do nas na jedzenie...
Po naszym obiadku poszliśmy się przejść i co chwilę było słychać:
 - No ile jeszcze tych "podgórek"?!
 - Nie daje rady... Kiedy będziemy schodzić?!
 - Panie profesorze ja nie daje rady!


Bardzo dużo było tych podejść, ale po tysiącu błaganiach było też trochę z górki. Znaleźliśmy się na punkcie panoramicznym, z którego widać było całe miasteczko. 
Potem skierowaliśmy się do autobusu, ale po drodze zwiedziliśmy jeszcze kościół, gdzie zrobiłem trochę zdjęć. Z całej wyprawy przywiozłem też kilka nagrań.
Wróciliśmy do Marradi wieczorem. Była to bardzo miła wycieczka...
Po tej wycieczce na pewno będę pamiętać te piękne ceglane miasto! 
Do zobaczenia...


Tomuś


Oto Tomka blogowy debiut. Mam nadzieję, że jego pisanie będzie przede wszystkim dobrym treningiem w pisaniu po polsku i pokonywaniem własnych niepewności. Wybaczcie błędy i potknięcia w tekście, ale nie chciałam bardzo ingerować, żeby jego opowieść nie straciła swej autentyczności. Nie bądźcie surowi w swoich ocenach.

Okazało się, że to pisanie było świetną lekcją języka - pogadanką o stylu, o neologizmach i o interpunkcji.
Zdjęcia również są autorstwa Tomka, choć ich jakość być może pozostawiająca wiele do życzenia, bowiem wykonane zostały kamerą.

Ja osobiście jestem z niego dumna! Chciałabym, żeby następnym razem opowiadał już bez strachu i onieśmielenia. Wkrótce swój artykuł przygotuje Mikołaj, choć same jego zdjęcia na Waszą prośbę pojawią się na pewno wcześniej.

U nas dziś dzień wolny - La festa della Liberazione. Trochę się polenimy, pospacerujemy, pogotujemy i przygotujemy na jutrzejszy dzień, który -  jak przypuszczam - będzie pełen wrażeń.

STYL to po włosku LO STILE (wym. lo stile)

blog

O Marradi, swojskości i nowych znajomościach, czyli - "witajcie w Kamiennym Domu"

niedziela, kwietnia 02, 2017


Moje blogowe pisanie ma swój rytm, swój cykl - prawie jak natura, jak samo życie… To niby oczywiste, bo przecież to pisanie to przede wszystkim właśnie o życiu... Pewne słowa, refleksje, wnioski, przemyślenia powtarzają się, tak jak i powtarza się mój zachwyt nad kwitnieniem lip i ginestre w czerwcu, czy nad smakiem pieczonych kasztanów na jesieni… 
Goście przyjechali, Goście odjadą. Każdy - czy chce tego czy nie - zostawia tu część siebie. 
Zostają na pamiątkę zdjęcia i wspomnienia, do których jeszcze długo będziemy się uśmiechać. 
Drogi nam się krzyżują, zawiązują się nowe znajomości, a ja znów myślę sobie - i to wszystko przez ten mój blog... I patrzę na chłopców takich radosnych, ciekawych nowych ludzi, otwartych na nowe znajomości i cieszę się jeszcze bardziej, bo to moje blogowe życie sprawia, że ich codzienne życie staje się jeszcze barwniejsze.  


Marradi ma w sobie coś takiego, że trudno się z nim rozstać. Ktoś miał wyjechać rano, a wyjeżdża po południu, inny w sobotę, a zostaje do niedzieli… A przecież Marradi nie ma imponującego Duomo, ani kamiennych uliczek Volterry, nie ma Krzywej Wieży, Koloseum, morza, nie ma sławnych placów, nie ma marmurowych fontann, królewskich ogrodów, resztek Etrusków, weneckich kanałów ani oliwnych gajów, ale ma za to coś, za czym się tęskni - nieskrępowaną niczym swojskość, włoską autentyczność, serdeczność mieszkańców, uśmiech na każdym kroku. Ma też Lamone i Castellone i ścieżki Dantego i Santa Barbarę i ryby w rzece i poezję Dino i kasztany i ciszę i spokój i … Dom z Kamienia. 

Pesce d'aprile! 

To był krótki, ale intensywny czas. Goście zaraz ruszą dalej, ale już niedługo powrócą, by przeżyć w toskańskich stronach chwile wyjątkowe. Zrobię wszystko co w mojej mocy, by chwile te pozostały pięknym wspomnieniem na całe życie. 
A tymczasem nie pozostaje mi nic innego jak tylko napisać - z serca dziękujemy!


OPÓŹNIAĆ to znaczy RITARDARE (wym.ritardare)