kwiecień

Jedna z najlepszych toskańskich stylizacji

środa, kwietnia 10, 2024

Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej

I tak oto znów nastał fioletowo liliowy czas. Fiolet i lila to ulubione kolory toskańskiego kwietnia. Glicine, bzy, dziki tymianek, rozmaryn, irysy i dzikie orchidee... Cała paleta odcieni. Dziś napiszę, że to najpiękniejsza szata naszych Apeninów, ale oczywiście w październiku będę gloryfikować ich tycjanowski anturaż. 

Mam nadzieję, że jutro i pojutrze będę mogła w towarzystwie mojego Gościa cieszyć się pięknymi widokami i łapać fioletowe kadry. Wizja jednego dnia we Florencji na przyjacielskim dreptaniu i gadu gadu oraz dwóch trekkingów, które czekały na towarzystwo mocnych nóg, dodaje skrzydeł. Mam jednocześnie nadzieję, że ten mój kwietniowo - majowy rollercoaster będzie pędził nieco wolniej, bo jednak wariacka jazda zaczęła się dziś rano odbijać na ciężkości dyńki. 

W minionych dniach działo się tak dużo, że nawet nie miałam czasu, ani przestrzeni w głowie, żeby "zorientować się", że nie ma w domu Mikołaja. Chyba świetnie się bawi, bo i on nie ma czasu na bujną korespondencję. Wczoraj rekordowo podesłał dwa zdjęcia. Były to zdjęcia oryginalnych pamiątek zakupionych w Valence, ale ogólnie - co do niego niepodobne - oszczędny jest w słowach i relacjach. 

Och nie! Przepraszam! Dziś rano nawet zadzwonił... Żeby poprosić o doładowanie telefonu, więc jednak ten telefon jest w użyciu. 
 
Dom z Kamienia, blog Kasi Nowackiej

Przez dolinę i całą okolicę przetarabaniła się dziś deszczowa perturbacja. Na szczęście od jutra rana ma nam słońce świecić i tego się będziemy trzymać. Na jutro bowiem plan jest ambitny, ale cicho sza! Pewnie nie zabraknie w nim kwietniowych fioletów i mam nadzieję pełno będzie też innych wyjątkowych i radosnych wrażeń. Ja natomiast w duszy znów będę piać peany o tym, jak wiele dobrego przyniosło moje blogowanie... 

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej

kwiecień

Mądrości ludowe i co przygnał wiatr

niedziela, kwietnia 10, 2022

Dom z Kamienia codzienne życie w Toskanii

Opłaca się chodzić wcześnie spać! Dobrodziejstw płynących z takiego rytmu życia jest wiele, ale nie o tym ma być ten wpis... 

Obudziłam się dziś wyjątkowo wyspana - co ostatnio wcale mi się nie udawało - i nawet w humorze względnym - co tez ostatnio nie jest normą - i nim ruszyłam do kuchni po kawę, zrobiłam najpierw przegląd wieści ze świata i z własnego podwórka. "Przeskrollowałam" telefon w te i we w te. Na świecie żadnych zmian, ale na własnym podwórku już tak... 

Mieszkańcy Marradi od wczorajszego późnego wieczora prześcigali się na fejsbuku w załączaniu zdjęć i filmików ze śnieżycy, która nawiedziła dolinę. Taki miły żarcik, który zrobił nam upiorny dwudniowy wiatr. I pierwsze co sobie pomyślałam - JAK DOBRZE, ŻE JA JUŻ SPAŁAM, BO SZLAG BY MNIE NA MIEJSCU TRAFIŁ!!!

Kiedy już doszłam do kuchni, wyjrzałam przez okno z przestrachem, żeby sprawdzić, jak się ma sytuacja... Nie jest żle. O tej porze mąką jeszcze przyprószone, ale jak wyjdzie słońce - a ma być go dziś pod dostatkiem i te nędzne piętnaście stopni na termometrze - to całe to ... zniknie. 

I pomyśleć, że wczoraj siedziałam na kwietnej łące, na soczystej zielonej trawie, a wzdłuż drogi do badii roiło się od kwitnących "monete del papa". Ten kwietniowy śnieg czy też przymrozek (u nas temperatura na szczęście poniżej zera chyba nie spadła) nazywają tu LA NEVE DEL CUCCO. Jest to ostatni kwietniowy śnieg czy mróz - takie ostatnie zimowe pozdrowienie. Najczęściej przychodzi niespodziewanie. 

Wczoraj w nocy było czternaście stopni. Wiatr hulał to cieplejszy to zimniejszy, ale nic takiej niespodzianki nie zapowiadało. Szła na nas wielka chmura, która na początku podarowała ulewę - więc dobrze, bo ulewy w kwietniu potrzebne, ale tego śniegu nikt się nie spodziewał. Włoskie przysłowie mówi: La neve di gennaio diventa sale, e quella d'aprile farina - co znaczy: śnieg styczniowy staje się solą, a ten kwietniowy mąką. 
Na szczęście od dziś wraca wiosna, a od jutra prawdziwe ciepło, które w tym tygodniu wreszcie ma rozwinąć skrzydła.

Ponieważ dziś niedziela palmowa, mam dla Was na tę okazję też dwa inne włoskie przysłowia: 
"Quando si bagnano le palme, si bagnano anche le uova" - co znaczy kiedy mokną palmy, mokną też jajka i drugie "Se non piove sull'ulivo, piove sull'ova" - czyli jeśli nie pada na oliwne drzewo (jego gałązki używane są tu jako palmy w niedzielę palmową), pada na jajka. 

Krótko mówiąc: na dwoje babka wróżyła - wybierzcie sobie Waszą wersję. Jeśli znacie jakieś przysłowia - chętnie je poznam, poza klasycznym kwiecień plecień. Uwielbiam mądrości ludowe. 

U nas dziś ma być bezchmurne niebo i mam szczerą nadzieję, że taka też będzie Pasqua. A poza pięknym niebem czekają nas dziś też Wielkie Rzeczy! Mam nadzieję, że głowa się wyciszy, że smutki się trochę rozwieją - choć na chwilę - i niedziela podaruje nam piękne chwile. Plany mamy arcyciekawe i arcyambitne. Dobrego dnia!

MĄDROŚCI LUDOWE to po włosku DETTI POPOLARI (wym. detti popolari)

Dom z Kamienia codzienne życie w Toskanii
foto Paw z porannego marszu

kwiecień

Pierwsza kwietniowa sobota bez planu i z mizerną wiosną

sobota, kwietnia 02, 2022

Dom z Kamienia blog o codziennym życiu we Włoszech.

Pogodny przez dwadzieścia dziewięć dni marzec, ostatnie dwa dni przepłakał. Płakał i w Rzymie i w Toskanii i w Emilii Romanii... Dobrze, że płakał, bo rolnicy bardzo suszą strapieni, już chyba w ukryciu pełni desperacji odprawiali czary. Zrobiło się niestety też zimno, ale pocieszam się, że to tylko na chwilę i zaraz - podobno od poniedziałku najdalej wtorku - wróci do nas wiosenna  aura. 

Marzec był całkiem intensywny w moim chodzeniu. Strava podsumowała, że przeszłam (z włączoną aplikacją, bez na pewno więcej) 190 kilometrów, a w górę powędrowałam na wysokość 3480 metrów, czyli powiedzmy, że weszłam na Hochwilde. Powiedzmy... 

Planów na weekend tym razem jeszcze żadnych konkretnych nie ma, bo pogoda niepewna, ale kusi pierwsza niedziela miesiąca i darmowe muzea! Zobaczymy co się urodzi. 

Najpierw trzeba zakończyć lekcyjny tygodniowy maraton i złapać oddech. To był naprawdę bardzo intensywny tydzień i ze zmęczenia podpieram się nosem. Nie dopisałam nowych stron do książki, nie zrobiłam połowy z tego co zaplanowałam, bo zwyczajnie zabrakło czasu. W tej chwili co najwyżej do pewnych planów wpisują się gnocchi na obiad i pizza na wieczór. 

Z dobrych rzeczy: kwitną tulipany, zaczyna kwitnąć glicine, a ginestre mają świeże zielone listeczki. Niby czubek Lavane przypudrował nosek, ale na to staram się nie zwracać uwagi. 

Chłopcy mają się dobrze, Tomek szykuje się do wycieczki, a ponieważ zostało już tylko kilka dni, mam nadzieję, że naprawdę nic się nie wydarzy. Jednocześnie coraz bardziej konkretne są rozmowy o wycieczkach przyszłorocznych - w końcu zagranicznych i tu obydwaj zacierają ręce z radości na samą myśl o proponowanych destynacjach. Klarują się też powoli Tomka plany na przyszłość i jak sobie pomyślę, że dopiero co przeżywałam jego zapisywanie do liceum, a za rok o tej porze to już będziemy powoli żyć jego maturą to aż mi słabo. Z drugiej strony cieszę się jak wariat z jego nowych planów. Och jak bardzo się cieszę! Opowiem o nich w swoim czasie. Najpewniej już po fakcie. 

W najbliższych dniach czeka mnie też "malutki" stresik, ale co, jak, gdzie i kiedy to opowiem, gdy już pojawi się oficjalna reklama. Wdech - wydech... 

I tak to się wszystko kręci. 
Dobrej soboty!  
 

blog

Kilka refleksji w ostatni dzień kwietnia

wtorek, kwietnia 30, 2019


Zmęczenie ogarnęło nie tylko mnie. Choć ranki już widne, to jednak z każdym dniem coraz trudniej nam się dobudzić. Przy śniadaniu Tomek zrezygnowany przegryza biscotti i wyjątkowo nie ma nic do powiedzenia. Jedyne zdanie jakie wypowiada na głos to:
- Pusia jak ja bym chciał wrócić do łóżka...
- I ja... - odpowiadam solidarnie jednocząc się w bólu.

Królestwo za łóżko, za sen, za odpoczynek!

Tylko Mikołaj musi mieć jakiś tajemny sekret. Czasem patrzę na niego i zastanawiam się skąd on czerpię energię. Wyskoczył dziś z łóżka jak sprężyna, zwarty i gotowy do zawodów sportowych i na dzień dobry zaczął podśpiewywać Kalinkę...
Być jak Mikołaj!

Na szczęście zapowiadany na poniedziałek armagedon pogodowy jakimś cudem Marradi oszczędził. Oczywiście zimno dało się odczuć, słońca było tyle co nic, ale też ostatecznie obyło się bez "dramatów". Kolejny wybryk aury przewidziany jest na weekend - wprost idealnie - szlag trafi obiad w ogrodzie po bierzmowaniu Mikołaja. Komunia była w deszczu i teraz - zdaje się - czeka nas powtórka z rozrywki.
Ale do weekendu jeszcze daleko, a dziś to dziś i dziś ma być kwiecień prawdziwy, a nie jakiś tam plecień.


Przy stole w Kamiennym Domu znów się zagęściło. W tej całej codziennej gonitwie nawet nie upamiętniłam jak należy chwil w starym, doborowym towarzystwie, a tu przecież pobyt Gości powoli dobiega już półmetka. 

Jutro wszyscy na chwilę pasujemy z gonitwą, jutro ma być wolny dzień, jutro ma być ładnie, jutro wszyscy razem mamy pojechać "gdzieś", jutro się zobaczy...

Wzruszający komentarz Joli pod "siedmioletnim" postem wywołał we mnie kolejne refleksje. Ileż to się "nadziało" przez ten blog, ile dalej dzieje, ile jeszcze wydarzy... Gdyby nie ten blog Goście nie przyjechaliby teraz do Marradi, po to, po co przyjechali... Życie codziennie zaskakuje. Drogi się zazębiają, przeplatają... 

Tymczasem kwiecień 2019 powoli schodzi z afisza, ja zmykam do Florencji, Goście do swoich zajęć, Tomek do szkoły, Mikołaj na zawody. Dobrego dnia wszystkim!

AFISZ to po włosku MANIFESTO (wym. manifesto)

kwiecień

Kiedy się serce raduje i kiedy toczy się nierówną walkę ze zmęczeniem

poniedziałek, kwietnia 29, 2019


Zawsze kiedy widzę takie sceny, serce mi się raduje. Jeśli w czasie deszczu zabierają sprzęt z cantiny i idą pod most odkopywać "skarb" zakopany kilka miesięcy wcześniej to znaczy, że dorastanie nie przepędziło jeszcze z serca duszy dziecka. To dobrze! To bardzo dobrze! 
Taki widok raduje podwójnie, bo jest też dowodem na to, że prawdziwej przyjaźni nie zaszkodzi żadna odległość, tak jak dobrej zabawie nawet najpodlejsza aura.


W niedzielę pogoda była wyjątkowo kapryśna i zmienna. Po pogodnym ranku szybko zatarło się dobre wspomnienie i przez resztę dnia słońce prowadziło nierówną walkę z ołowianym niebem i deszczem. Ogarnęła mnie jeszcze większa niemoc. Nawet kwiaty zostawiłam do przesadzenia Mario, a sama ograniczyłam się tylko do wydania wytycznych odnośnie doniczki i zrobienia zdjęcia zza zasłonki. Niemoc dopadła też Ellen i ostatecznie nasze aperitivo przełożyłyśmy na inny raz, ale może to i lepiej, bo wczoraj nawet rozmowa wydawała mi się nadludzkim wysiłkiem. 


Przed nami ostatni w tym roku kwietniowy poniedziałek. Żal mi kwietnia i pierwszej wiosny i glicynii, której już zmęczone resztki dyndają na gałązkach, ale na szczęście za kwietniem idzie jeszcze piękniejszy maj i może ten maj da choć odrobinkę siły...
Dziś czeka na mnie tyle zajęć, że już na samą myśl o nich robię się jeszcze bardziej zmęczona. Znów będę świńskim truchtem pędzić do Marradi, żeby się ze wszystkim wyrobić i - o zgrozo - lać w tym czasie ma niemiłosiernie... 
No nic... Jakoś to będzie!

ODLEGŁOŚĆ to po włosku DISTANZA (wym. distanca)

goście

Kwietniowe czasu uciekanie

piątek, kwietnia 27, 2018


Szpaler lip wzdłuż drogi do Marradi znów otuliła zieleń. W zieleni zatonęło też Biforco i Marradi i okoliczne wzgórza. Dzieci w wolnym czasie znów chodzą szukać przygód nad rzeką, choć tak naprawdę nigdy do końca jej nie opuściły, nawet zimą... 
Czas gna jak oszalały. Wyczekany kwiecień zaraz przeminie. Z zimy zrobiło się najprawdziwsze lato. Znów tarasowe kamienie w ciągu dnia rozgrzane są słońcem, znów skóra nabrała złotego koloru, znów powróciły do stałego repertuaru obiady w santa Barbara... 


Tomek już niedługo spakuje walizkę i ruszy z klasą w dłuższą podróż na pożegnanie scuola media. Zwiedzi nowe miasta, nowe tereny i mam nadzieję, że po powrocie chętnie podzieli się wrażeniami na blogu. 
Niedługo też walizki spakują Goście. Kiedy jest się na wakacjach, czas zdaje się jeszcze bardziej rozpędzony niż zwykle, nie ma litości. 
Każdy kto do Domu z Kamienia zawita, czy na chwilę czy na dłużej, zostaje w naszych wspomnieniach na zawsze. Niektórzy zapadają w pamięć z jakiś szczególnych powodów i myślę, że dziewczyny z północy już zawsze będą kojarzyć się nam z wędkami. 
Czy może coś konkurować ze zwiedzaniem zabytków? Może! Wędkowanie przy świętej Barbarze. Kto próbował, ten dobrze wie, bo temu wędkowaniu towarzyszy świetna zabawa, śmiech, wino i zastawiony stół.


Z tym pakowaniem walizek to jeszcze chwileczkę, jeszcze momencik. Nie można wyjechać z Toskanii bez spaceru po jej stolicy... A zatem plan na dziś bogaty. Słońca ma być pod dostatkiem, a kolacja po powrocie ma czekać gotowa. 

Ps. Kaczuszki rosną jak na drożdżach i zmieniają się z dnia na dzień. W najbliższych dniach pokażę Wam jak pięknie pozują do zdjęć w morzu stokrotek. 

Tymczasem zapraszam na film ze środowej Festa di Primavera w Casola Valsenio i mówię BUON FINE SETTIMANA!

WĘDKARZE to po włosku PESCATORI (wym. peskatori)

blog

Po urodzinach i o kaczątkach dwa słowa...

środa, kwietnia 25, 2018


Największy kryzys jeśli chodzi o nasze kacze maluchy już chyba minął. Z każdym dniem są coraz silniejsze, pewniejsze i sprytniejsze. Wieczorem chłopcy wypuszczają je w salonie i ubaw mamy przedni. Rankiem każdy pierwsze co robi, to biegnie do Hansa i Christiana przywitać się czule, Mario też jak tylko się pojawia zaraz o kaczuchy pyta i Goście za każdym razem przechodząc też schylają się nad skrzyneczką. 
Kaczątka są śliczne, nie sposób się nie zachwycić! 


Kwiecień ma się dobrze i rozpieszcza nas pogodą. Zakwitły glicine, choć akurat moje własne w tym roku bardzo skąpo, ale i tak cud, że zimę przeżyły. W stronę Faenzy natomiast całe mury fioletem oblepione, oplecione nim tarasy i furtki, istne arcydzieła!
I maki pierwsze kwitną i szpaler lip wzdłuż drogi do Marradi zrobił się soczyście zielony i wzgórza się nasyciły i tyle piękna wokół, że słowa więzną w gardle ...


Dziś u nas Święto Wyzwolenia i dzień wolny. Mamy zamiar polenić się w ogrodzie świętej Barbary. Będą grillowane warzywa, żeberka i wino na stole, nad głowami słońce, a pod stopami dywan stokrotek. A potem? A potem zobaczymy... Atrakcji w okolicy nie brakuje!

Zdjęcie ruszone, bo już pora późna i światła mało, ale tort jak się patrzy!

Bardzo dziękuję Wam za wszystkie życzenia i ciepłe słowa, za maile i za wzruszenia. Gościom Kamiennego Domu dziękuję za tort i wino i  wieczorne pogadanie ...   Rozpoczyna się na blogu kolejny rok... Niech to będzie dobry rok! Niech to będzie dobry dzień! 
BUONA GIORNATA!

TORT to po włosku TORTA (wym. torta)

kwiecień

Pogodowe narzekanie i nie tylko

piątek, kwietnia 21, 2017


Jak może być tak zimno?? - mamroczę pod nosem sama do siebie. W ciągu dnia na słońcu, za wiatrem niby znośnie, ale jednak ciut za zimno, żeby siedzieć na tarasie, tak jak jeszcze kilka dni temu. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że te 13 stopni w dzień to żadne zimno w porównaniu do tego co w północnej części Europy, ale z mojego punktu widzenia, kiedy już biegaliśmy w krótkich spodenkach i nogi w morzu moczyliśmy to daleka Syberia. A ja wszystko zniosę, wszystko przetrwam, ale z jednym poradzić sobie nie umiem - zimno mnie wykańcza. A zimno na koniec kwietnia doprowadza mnie wprost do szału. 
Tak czy inaczej chyba powinnam się cieszyć, bo u nas przynajmniej słońce i lazur nieba, a w Puglii to ponoć nawet śnieg padał. Śnieg! Na południu Włoch! W kwietniu! Jakiś absurd!


Pocieszam się, że od jutra wracają temperatury w miarę normalne, choć 18 stopni, które pokazuje mój pogodowy kwadracik, to dla mnie jeszcze nie ciepło - to po prostu już nie bardzo zimno. 
Koncert w Lucce zbliża się wielkimi krokami, ręce zacierałam na myśl o tym wydarzeniu, bo i dla dzieci coś nowego i dla mnie i po mieście sobie może bardziej dogłębnie pospaceruję, a nie w deszczu… Tymczasem rzut oka na prognozy znów mi podniósł ciśnienie. Akurat w środę ma być zimno co gorsza ma padać gęsty deszcz! Nie pozostaje mi nic innego jak wizualizować toskańskie słońce i wierzyć, że prognozy są wiarygodne co najwyżej na dwa dni do przodu.


A tak w ogóle niezależnie od pogody to dobrze, że już piątek! Nie chce się wierzyć, że tydzień minął od naszego świątecznego rodzinnego plażowania. Nie będę znów pisać farmazonów o gnającym czasie, każdy wie jak jest… 
Tak czy inaczej weekend zapowiada się atrakcyjnie. Mam nadzieję, że uda nam się wyskoczyć na festę Sangiovese do Modigliany i wyjść choć na chwilę w góry. Ja od siebie obiecuję, że po dłuższej ciszy znów zapachnie w Kuchni Kamiennego Domu. Kilka ciekawych przepisów czeka na przetestowanie, tym bardziej, że pora teraz inspirująca, bo warzywniak zazielenił się od bobu, groszku i szparagów! 
Dobrego weekendu! Ciepłego przede wszystkim!  

ZA ZIMNO to po włosku TROPPO FREDDO (wym. troppo freddo)

Dom z kamienia

Rozkwit i spokój

wtorek, kwietnia 11, 2017


Droga z Biforco do Marradi zrobiła się soczyście zielona, do "pachnienia" lip jeszcze daleko, ale i bez tego jest tak pięknie, że słów brak. Tymczasem pachną sobie w najlepsze moje glicine, a ich słodycz, zwłaszcza białych kwiatów przyprawia o zawrót głowy. Po drugiej stronie rzeki zakwitło maggiociondolo, wyobrażam sobie, że droga z Palazzuolo na Passo della Sambuca cała się nim rozpromieniła. Złotokap rośnie tam co kilka metrów, na każdym zakręcie. 
Glicine, maggiociondolo, bzy, rozmaryn to wszystko toskański kwiecień, na Via Francini zakwitł pierwszy marradyjski mak...


Prace w Kamienym Domu idą pełną parą. Zrobiło się ładniej, przytulniej, wystarczyło tylko przemeblować, odrobinę upiększyć, przewiesić zdjęcia, doczepić to i tamto. Wspinam się znów na wyżyny kreatywności i kończę już drugą poduszkę na moje nowe paletowe ławki. 

***
Na ulicy rozlega się rumor. Wychodzę przed dom i widzę, że Mario zbiera kamienie z rozsypanej kolumny przy bramie…
- Co tu się stało???
- Ciężarówka wykręcała i przywaliła w ogrodzenie.
- Ale jak???? 
- Źle wymierzył.
- I tak sobie odjechał?
- Ja mu kazałem jechać.
- Ale moja kolumna!!!
- Odrobina cementu i wszystko naprawię. Gorzej jakby bramę uszkodził, z tym bym sobie nie poradził…
Rozkładam bezradnie ręce.
Nic się nie stało, to tylko kolumna, odrobina cementu i Mario naprawi. Spokój, włoski spokój. Uczę się go każdego dnia. Tak naprawdę przecież nic się nie stało…

***
Jeśli jesteście ciekawi efektów mojego ostatniego spotkania z Contessą zapraszam Was na jej profil: https://www.facebook.com/ellen.brandwijk/posts/10155236597464494https://www.facebook.com/ellen.brandwijk/posts/10155236597464494

KOLUMNA to po włosku COLONNA (wym. kolonna)

dzieci

Liczby, fakty, oczekiwanie i maj toskański za progiem.

sobota, kwietnia 30, 2016


Dziś kilka słów krążących wokół liczb - po moich porannych przemyśleniach, z okazji ostatniego dnia kwietnia. 
Przede wszystkim zostało już tylko 26 dni szkoły, mam oczywiście na myśli dni lekcyjne. Dzieci się cieszą, a ja chyba jeszcze bardziej niż one, bo to oznacza dla nas dużo więcej swobody!

Dziś w Marradi pierwsza miejska impreza z przytupem - Oro di sera - smakowitości, zabawa i muzyka na żywo aż do nocy! Już się nie mogę doczekać! W ten sposób otwiera się rozrywkowy sezon, czyli to, za czym tęsknimy w czasie cichych, zimowych wieczorów.

Mikołaj zaczyna intensywne próby przed swoim drugim już saggio muzycznym. Przebąkuje też, że chętnie wystąpiły na marradyjskiej scenie w czasie jednego z imprezowych, letnich wieczorów, kiedy to prezentują się talenty - nie tylko ze swoją grą ale i ... ze śpiewem! Przyklaskuje mu Tomek i razem śpiewają Hallelujah ... Ciekawe czy wystarczy im odwagi...  



Ponadto zostało: 12 dni do pewnego wydarzenia, o którym jednak napiszę już po fakcie. 17 dni do pierwszych dwucyfrowych urodzin Mikołaja i 29 do jego pierwszej Komunii, 28 dni do biegu Passatore, 1 dzień do przejścia Mario na emeryturę. Maj będzie intensywny i wyjątkowy, napęczniały wspaniałymi wydarzeniami.  
A tak poza tym... Maja przecież nie można nie kochać i jeśli o mnie chodzi maj mógłby trawać przez okrągłe 12 miesięcy. Maj toskański - rzecz jasna - z tysiącem kolorów, zapachów, z długimi wieczorami przy stole, z pierwszym prawdziwym plażowaniem i z górskimi piknikami, ze zbożem jeszcze zielonym, z belami siana na łąkach, z ginestre, z morzem maków, ze słodkim jaśminem i jeszcze słodszymi poziomkami! 

Maj już od jutra, a tymczasem dziś żegnamy piękny kwiecień i patrząc na licznik już teraz dziękuję Wam za tyle odwiedzin, to pewnie w ten ostatni kwietniowy dzień drzwi Domu z Kamienia zostaną otwarte MILIONOWY raz.  

MILION to po włosku MILIONE (wym. milione)

dzieci

Na zielonych łąkach prawie wszystko tak samo ...

niedziela, kwietnia 17, 2016


Znów biegamy po zielonych łąkach. Znów łapiemy się za ręce, tańczymy i nie wiem kto bardziej w tym wszystkim jest dzieckiem ... ja czy oni?
- Mamusiu zakręć mną, tak jak kiedyś, a potem mnie rzuć, tak żebym poleciał!
- Zwariowałeś? Jeśli ktoś tu kimś może zakręcić i rzucić to prędzej ty mną, niż ja tobą!
- Oj weź, mamusiu!! No proszę!
- Jesteś za duży! Już się nie da...
- Nie chcę być duży ...
- Ale jesteś... Chcesz tego czy nie...




Dorośli. Za szybko, za bardzo. Widzę to znów teraz, na tych zielonych łąkach, kiedy rzeczywiście nie mogę tak jak kiedyś sprawić, by latali trzymani za ręce, machając w powietrzu nogami. Oni za duzi albo ja za mała. Kręcimy się w kółko i przewracamy tonąc w zielonym morzu. Dorośli, ale chyba jeszcze nie na tyle, by przestać tańczyć walce na łące z szaloną matką. 


Łąki takie zielonem jak w zeszłym roku, falują jak morze smagane wiatrem wiosennym, kwiatami białymi i żółtymi przyprószone. Na Monteromano zieleń skrzy się w słońcu, że aż dłonią oczy trzeba przysłonić, by nie dać się oślepić. Jego promienie, jak dłonie czułego kochanka, muskają ginestre, a te ulegając słonecznym pieszczotom, pierwsze kwiaty nieśmiało wypuszczają.
- Widzisz to? Pierwsze ginestre...
- Niesamowite, przecież to połowa kwietnia...


Spisał nam się kwiecień na medal! Choć dnia przed zachodem ponoć się nie chwali, to ja mimo wszystko już teraz komplementów nie będę mu skąpić. Jak tu zachwyty powstrzymać wobec tego wszystkiego? Jak słowa odpowiednie znaleźć? Właśnie tym jest dla mnie piękno, zielonymi łąkami na toskańskich wzgórzach. 
Niech trwa ten kwiecień jak najdłużej, niech się nigdy nie kończy... 
Monteromano Aprile 2016 
Monteromano Aprile część 2



TENERSI PER MANO to znaczy TRZYMAĆ SIĘ ZA RĘCE (wym. tenersi per mano)