książka

Rankiem obudził się malinowy świt i być jak pączek pełen malinowego kremu

czwartek, kwietnia 20, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu we Włoszech

Nad Biforco obudził się malinowy świt. Malinowe wschody słońca są najsłodsze ze wszystkich. Może dlatego, że słowo "malinowy" zawsze już będzie mi się kojarzyć z Dyziem na łące. Podobno idzie do nas deszcz, ale idzie tak już od wczoraj i szczęśliwie jeszcze tu nie dotarł. Niebo nadal - czy też jeszcze - jest pogodne. Słodko pogodne.  

Tak było rankiem...
Potem wciągnął mnie wir lekcyjnych zajęć, ale też cały czas żyłam na oparach wspaniałej energii poprzedniego wieczoru. Spłynęło do mnie tyle wspaniałych słów - słodkich jak malinowe niebo poranka, czy też malinowe, dyziowe lody, że aż poczułam się jak ten pączek w maśle - cokolwiek to znaczy.  

Pączek nadziany malinowym kremem...

Każde jedno życzliwe słowo ma niezwykłą moc, każde jedno podziałało na duszę jak balsam. Niektóre były szczególnie cenne. Myślę, że największym komplementem jest ten o prawdziwości i autentyczności. Cieszy mnie bardzo świadomość, że moje audio - bajanie odebrane zostało tak samo, jak bajanie - pisanie, że Czytelnicy dostrzegli w tym spójność, konsekwencję i właśnie prawdziwość.

Muszę przyznać, że zaskoczył mnie wczoraj Mario, który włączył się na czas wywiadu on line i nawet się uaktywnił w komentarzach. Był przez ten czas - i nie tylko ten czas - jak mój prawdziwy orędownik i jestem mu z serca za to wdzięczna. 

Dziś, kiedy malinowe niebo poranka było już tylko wspomnieniem, bo nad głowami zapanował lazur w pełni dojrzałości, pojechaliśmy za Marradi na krótką sesję zdjęciową, którą sobie wymyśliłam do rocznicowego - urodzinowego wpisu. Z tej sesji urodziły się różne wariactwa i wygłupy, ale zaraz za nimi przyszły poważne rozmowy - o zawiści, zazdrości, o przyjaźni - tej prawdziwej i tej toksycznej, o relacjach między ludźmi czasem bardzo skomplikowanych. Siedzieliśmy na schodkach kamiennego domu i nagadać się nie mogliśmy - jakbyśmy od lat nie rozmawiali... 
Taki czas, taki moment były mi bardzo potrzebne. 

Burza zabrała lazur tuż przed wieczorem, huknęła tak, że szyby w oknach zadrżały, błysnęła oślepiająco, a potem rach ciach tęczę nad doliną jak transparent na zgodę rozciągnęła. 

Czas już spać. Nie było dziś słów do porannej kawy - niech więc będą na dobranoc. A za wczoraj, za Waszą obecność, za wysłuchanie, za słowa i za życzliwość z głębi serca jeszcze raz dziękuję <3  

MALINY to po włosku LAMPONI

Jeśli ktoś chciałby odsłuchać wczorajszą rozmowę - wszystko oczywiście zostało ZAPISANE.  




książka

Mikołaj ryzykuje, a figi ponaglają do zmiany garderoby

środa, kwietnia 19, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Katarzyna Nowacka

Po tym jak na gałązkach figowca wypatrzyłam pierwsze owoce, postanowiłam w końcu przepakować szafę na wersję wiosenno letnią. W minionych latach spieszyłam się z sukienkami jak wariatka, a w tym roku kompletnie się zebrać nie umiałam. 

Może dlatego, że to nie jest jeszcze TA pogoda. Przez toskańskie ciepło kwietniowe rozumiem temperatury zdecydowanie ponad 20 stopni, a te 15 w ostatnich dniach to ziąb jak nie wiem co! Podobno od weekendu ma już być "po ludzku", a że od weekendu zacznie się kołowrotek, to lepiej przygotować się na to ciepło zawczasu. Mam nadzieję, że nie zapeszyłam...

Wtorek był dziwny i od rana zupełnie nie umiałam sobie znaleźć miejsca... Co ciekawe pomogły wyciszyć myśli niektóre lekcje i zaraz mi się nasunęły refleksje, że przez to tłumaczenie zaimków i congiuntivo poznałam tyle wspaniałych osób. Jeszcze jeden powód do wdzięczności. 

Wyciszyłam się na dobre wieczorem przy kolacji. Towarzystwo chłopców działa zawsze jak balsam... 

- I ludzie będą Matce zadawać pytania? (a może powiedział Mamie...)
- Pewnie będą. 
- A jakie? 
- Nie mam pojęcia... Może w stylu: gdzie zjeść we Florencji dobre lody? 
- Nuda. Wiadomo!
- Filoooo... - tu Tomek zainscenizował spontanicznie reklamę naszej ulubionej florenckiej lodziarni. 
- A ktoś może zapytać jaka jest Matki ulubiona piosenka? 
- Wątpię! Co to ma wspólnego z książką?
- A jakby ktoś jednak zapytał, to co by powiedziała? 
- Jaka Matka jest nudna! Niech powie coś śmiesznego.
- Gangnam style! - wtrącił się Tomek - wyobrażasz sobie? - szturchnął Mikołaja, a ten aż zaklaskał z radości w ręce i zaniósł się śmiechem. To uwolniło całą ich fantazję w kwestii: "jakie jeszcze pytanie można zadać Matce i co Matka powinna odpowiedzieć". Ostatecznie obydwaj postanowili dziś o 18.00 włączyć się na rozmowę, ale mam nadzieję, że to był tylko żart. 

- A co mi Matka zrobi jak się włączę? - zapytał młodszy. 
- Wydziedziczę cię!

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii.

Jeszcze raz przypomnę, że o Nowych sekretach Florencji i okolic będę bajać już dziś o 18.00. Kto ma chęć tego bajania posłuchać - tego serdecznie zapraszam. 
Kolejny też raz przypomnę się - jeśli już moje trzecie książkowe dziecko mieliście w rękach i zechcecie dodać w księgarniach swoją opinię, będę bardzo wdzięczna. 

Tymczasem dziękuję wszystkim za wsparcie w walce z moją niepewnością vel nieśmiałością, za dopingowanie, za udostępnianie, za wczorajsze przemiłe komentarze, a SZTUCE ZAPISANEJ za tak miłą recenzję.  

Proszę też o chwilę cierpliwości. Zaraz skończy się czas spamowania i znów wrócą kwiatki, góry, rzeka, opowieści o kołowrotku i pewnie relacje ze spotkania, które już za dziesięć dni i na myśl o którym ściska mnie w gardle ze wzruszenia. Ciekawe kto do Biforco zawita... (dokończcie myśl pierwszym rymem, który przyjdzie Wam do głowy).

DOBREGO DNIA! 

WYDZIEDZICZYĆ to po włosku DISEREDARE (wym. dizeredare)

książka

Marcowe pożegnanie, bez słów na wiatr i wieczory najcenniejsze

sobota, kwietnia 01, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Ostatni dzień marca pożegnał się łzawo i wietrznie. Było całkiem ciepło, ale pogoda nijak nie nadawała się na spacer. Nawet Mikołaj, który wracał od fryzjera tuż przed kolacją, skarżył się, że mu parasol wyginało we wszystkie strony. Taki to był ten miesiąc - z jednej skrajności w drugą. Najpierw sypnął śniegiem, potem rozgrzał prawdziwie wiosennym słońcem, gdzieś po środku trochę popłakał, a na koniec wyszedł jak furiat smagając wiatrem podszytym deszczem, który wcale nie miał być przeznaczony dla nas. 

Oto na scenę wchodzi kwiecień, a kwiecień w Toskanii to festiwal wszelkich odcieni różu i fioletu! Foto - dowody na to, że tak właśnie jest, będę do znudzenia przedstawiać w kolejnych dniach. 
Staram się ignorować prognozy pogody na najbliższe trzy dni. Straszą nas zimnem "piekielnym" - to znaczy zimnem zimowym, ale mam nadzieję, że i to jakoś przetrwamy i że przetrwają to przede wszystkim kwiaty. 

W piątek miałam nadzieję na dłuższy spacer. Zważywszy na to, że popołudniowe lekcje się odwołały, mogłam podarować sobie luksusową przechadzkę bez zegarka, ale ostatecznie skapitulowałam i na całe popołudnie zaległam na kanapie. Co też miało swój urok...
     
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

W jednym jej rogu siedział Tomek zaczytany w Virginii Woolf, a w drugim ja z komputerem na kolanach. Postanowiłam, że zrobię wszystko, by moje deklaracje o książkowym Domu z Kamienia nie były tylko deklaracjami bez pokrycia, więc w każdej wolnej chwili piszę i piszę i tak właśnie minęło mi to ostatnie marcowe popołudnie. 

Ile ja wspomnień w ten sposób odkurzam, a blog i notesy to jak prawdziwa skarbnica dawnych dziejów. Zawsze będę wszystkich zachęcać do prowadzenia takich zapisków. Ileż to przemyśleń, refleksji i myślę, że ciekawa pamiątka dla potomnych. Wiele bym dała, żeby móc przeczytać na przykład dziennik mojej babci, której nawet nigdy nie poznałam...

W czasie sierpniowej podróży neapolitańskiej przeszłam w notesach na język włoski. Jakoś tak samo się zrobiło, spontanicznie. Miałam wrażenie, że paradoksalnie to właśnie po włosku łatwiej mi wyrazić emocje. Po drugie język włoski jest bardziej oczywisty i czytelny dla chłopców, a kto wie, może w przyszłości dla ich potomstwa, jeśli takie się pojawi...

- Co piszesz? - Tomek oderwał wzrok od "Do latarni morskiej". 
- Książkę.
- Jaką? 
- Dom z Kamienia. 
- Nareszcie - powiedział cedząc każdą sylabę - i to jest pisanie, a nie jakieś tam miejsca. Wieczorem oglądamy? 
- Jeśli ty możesz, to chętnie. 

W piątkowy wieczór obejrzałam z Tomkiem kolejny odcinek "The last of us". Przeżywał bardzo ten serial i kiedy już obejrzał wszystko, uparł się, żebym i ja go z nim obejrzała. Teraz nie chodzę więc spać z kurami, tylko potulnie udaję sowę. Serial rzeczywiście świetny, nawet jeśli generalnie nie jest to mój klimat. Myślę, że po przeżyciach pandemicznych robi na nas szczególne wrażenie i przede wszystkim... daje do myślenia. Oczywiście najcenniejszy w tym naszym oglądaniu jest sam fakt, że teraz wieczory spędzamy razem, dokładnie tak, jak to kiedyś bywało.  

- Wiesz co... - Powiedziałam, kiedy Tomek ustawiał komputer na moim łóżku - ja dam ci hasło do pliku książkowego. 
- Po co?
- No wiesz... Na wypadek gdyby szlag mnie trafił. Nie chciałabym, aby to wszystko przepadło. Poza tym w takiej sytuacji mogłoby zyskać na wartości. Tylko proszę, żebyś nigdy tam nie zaglądał, póki nie ma potrzeby. Jesteś jedyną osobą, której aż tak ufam. 
- Jesteś pewna? - uśmiechnął się szelmowsko i zaraz zatroskany dodał - a Misio?
- Misiowi też dam. I wierzę, że nie puścicie tego w obieg!

Kwiecień fioletowy zaczyna swój występ. Niech mu się pięknie jego rola pisze! 

ODKURZYĆ to po włosku SPOLVERARE (wym. spolwerare) 

bluzki: www.madame.com.pl

książka

Być jak Kafka i miły prezent

czwartek, marca 09, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

- Zobacz! - Mówię do Tomka siedzącego w przeciwnym kącie kanapy - tak wygląda cała okładka. 
- Bardzo ładna - komplement od Tomka to największe uznanie - a ty jesteś zadowolona?
- Jest taka, jaką ją sobie wymarzyłam. Ale może tutaj ten tekst zmienić? 
- Nie, właśnie tak jest dobrze. 

Kiedy na ekranie komputera pojawiła się w końcu finalna wersja okładki, poczułam się trochę tak jak wtedy, kiedy zza parawaniku pokazali mi Mikołaja, którego lekarz dopiero co wyciągnął z mojego rozciętego brzucha - z tą tylko różnicą, że okładka jest naprawdę ładna, a o Mikołajku mogła tak powiedzieć tylko zakochana matka, zamroczona znieczuleniem. 

- Muszę jeszcze raz to wszystko przeczytać. Zaczynam być na serio zmęczona. Mam tego wszystkiego już trochę po kokardy... 
- Widzisz i dlatego Kafka nie miał tego problemu.
- Opublikowali go po śmierci?
- Najważniejsze dzieła tak i dzięki temu nie było tych wszystkich: a jaką chcesz okładkę? a dlaczego tak napisałeś? a co tam miałeś na myśli? A mógłbyś to doprecyzować? Whatever!
- Czyli co? Mam umrzeć? 
- Najlepiej byłoby napisać kilka książek i potem... wiesz. Tylko jakiegoś ogarniętego znajomego trzeba dobrze poinformować co gdzie jest.  

Jak ja lubię rady moich dzieci! 
Kafką nigdy nie będę, ale mam jeszcze kilka historii, których publikacji jednak chciałabym doczekać.

- Powiedz, jesteś choć odrobinkę ze mnie dumny? 
- Oczywiście - odpowiedział tym razem bez cienia ironii i zaraz dodał - ale ja czekam, kiedy w końcu napiszesz coś takiego całkiem twojego, nie o miejscach. 

Tomek coraz bardziej mnie ponagla do wydania TEJ książki i myślę, że to już jest ten moment, tylko czy po tych moich latach blogowania, ktoś jeszcze będzie tej historii ciekawy? Trudno powiedzieć...   

Dzień kobiet minął w pędzie, ale szczęśliwie udało się wyrwać chwilę na spotkanie z Ellen! Aż wstyd, że tyle czasu się nie widziałyśmy! Bardzo mi jej brakowało. To wczorajsze spotkanie oczywiście zaowocowało nowymi pomysłami i inspiracjami. To taki zastrzyk pozytywnej energii - najlepszy prezent, jaki mogłam sobie zrobić z okazji Festa delle Donne. 

Dziś czeka kolejny bardzo intensywny dzień i kolejne miłe spotkanie, na które już bardzo się cieszę. Termometr w nocy nawet w Apeninach pokazał 12 stopni! W ciągu dnia wiosna ma nas rozpieszczać. 

Pięknego dnia!

KANAPA to po włosku DIVANO (wym. diwano)

książka

Temat książki wraca do gry

środa, lutego 08, 2023

Blog o życiu w Toskanii - Dom z Kamienia

Moja laba skończyła się we wtorek przed południem. Na skrzynkę pocztową przywędrował tekst do autoryzacji po pierwszych poprawkach. Uczciwie przyznam, że ten etap prac, to jest dla mnie droga przez mękę... Czuję przez skórę, że tym razem to będzie droga bardzo wyboista. Mam nadzieję, że przynajmniej ta męka zwieńczona zostanie pięknym rezultatem w postaci trzeciej książki, która Czytelnikom przyklei się do serca. 

Z jednej strony chciałabym to teraz przyspieszyć, żeby ta książka, już stała na półkach księgarni, a z drugiej wcale mi się do tego nie spieszy, bo to oznacza, że zaczyna się moment promocji - w tym wywiadów, które stresują mnie jak dziesięć egzaminów maturalnych na raz. Biedna ja... 

Blog o życiu w Toskanii - Dom z Kamienia

Mikołaj poradził sobie z pytaniem, choć przy obiedzie wielkiego entuzjazmu z siebie nie wykrzesał. Wysłuchałam opowieści, po czym nie bacząc na krzyczący do mnie z monitora laptopa tekst mojej własnej książki poszłam na spacer. Dobry oddech i marsz są ważne. 

Zimno było niemożliwie, choć termometr upierał się przy ośmiu stopniach. Nie wiem gdzie te osiem stopni było. Może pod moją kapotą, bo na pewno nie we wdychanym przeze mnie powietrzu. Stronę meteo otwieram teraz kilka razy na dzień w nadziei, że zobaczę czarno na białym, jak idzie ku lepszemu.  

Blog o życiu w Toskanii - Dom z Kamienia

Ku lepszemu rzeczywiście idzie - to znaczy będzie szło od soboty. Skończą się mrozy, a temperatura ma złapać wiosennego ducha. Mówcie sobie co chcecie, ale ja zimna nie znoszę i z roku na rok jest mi coraz zimniej. Tak tak... niech będzie, że się starzeję. Zrzućmy to na karb wieku. 

Ale oprócz zimna było wczoraj niezwykłe światło. Choć opatulona byłam jak baba z reymontowskich Chłopów, to jednak spacer udał się doskonale, a ja nadziwić, nasycić się urodą Marradi w zimowej szacie nie mogłam. Cudeńko!

Dzisiaj jednak żadnych spacerów nie będzie...
Taki paradoks! Jeszcze tydzień temu, kiedy tyle było lekcji odwołanych i generalnie poza lekcjami żadnych innych zajęć, ja zamiast odpoczywać, czułam się winna. Teraz nie wyrabiam się na zakrętach, bo nagle nad głową zebrało się znów milion spraw... 

Najważniejsze teraz to tylko mieć już ciepło za oknem i żeby książka się ładnie poskładała. 

Pięknej reszty dnia!  

REZULTAT to po włosku RISULTATO 

Ps. Przypomnę, że gdyby komuś jakimś cudem uciekła informacja o dwóch poprzednich książkach, to wyglądają one tak: 


książka

Jaśmin zimowy i książka

środa, stycznia 11, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Kiedyś, jeszcze w czasie pierwszej zimy tutaj, myślałam, że to forsycja, bo jaki inny krzew może kwitnąć o tej porze roku na żółto? Potem znalazłam informacje, że to nie żadna forsycja - ta zacznie kwitnąć pewnie za miesiąc. Tymczasem ten słonecznie radosny krzew ze zdjęcia to jaśmin zimowy! Jaśmin w styczniu... Czy to nie brzmi jak bajka? Nie tylko zieleń nie znika do końca w Toskanii (i nie tylko), ale też kwiatów zimą nie brakuje. Balsam na duszę...
 
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Nazwa włoska to gelsomino giallo invernale, łacińska - Jasminum nudiflorum. Jego kwitnięcie przypada właśnie na najzimniejsze miesiące - styczeń i luty. Niskie temperatury wcale mu nie straszne. Jego żółto - słoneczne kwiaty, którymi gęsto oblepione są długie, kaskadowo zwisające gałązki można teraz znaleźć na ogrodzeniach, mamią kolorem z niemal co drugiego ogródka. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Tak, jak już ogłosiłam wczoraj w social mediach - tekst trzeciej książki powędrował do wydawnictwa, a ja wreszcie odetchnęłam. Oczywiście pisanie to jest coś, czemu oddaję się z nieustającą, niemalejącą pasją i tak naprawdę mogłabym tylko pisać i wędrować, pisać i wędrować, jednak ostatnie dwa miesiące były w tym pisaniu i wędrowaniu tak intensywne, że zwyczajnie zaczęłam być tak po ludzku zmęczona. Poczucie obowiązku nie pozwalało mi odłożyć książkę na bok i iść sobie ot tak na spacer, żeby podziwiać kwiatki. A jeśli już szłam, to ze spiętym nie powiem czym i zaraz wracałam, żeby pisać dalej. 

Oczywiście po pierwszym oddechu, przyszedł lekki stres... A jeśli wydawnictwu się nie spodoba? Mam nadzieję, że takiej sytuacji nie będzie, bo naprawdę starałam się wzbić na wyżyny w odkrywaniu nowego. Proszę nie pytajcie, o czym jest książka - niektórzy być może się domyślają,  jednak na ten moment nie mogę zdradzić szczegółów. Proszę zatem jeszcze przez chwilę o ciszę w tym temacie, o dyskrecję i o przemilczenie własnych przypuszczeń.

W głowie mam już plan czwartej książki - tak naprawdę nie tylko plan, ale też kilka fragmentów. Dodatkowo nowe pomysły dopominają się o uwagę, w głowie wieczna galopka nowych idei. Chwilę odetchnę i zaraz zacznę pisać.  

Tymczasem styczeń zaczął drugą dekadę. Uwierzycie? Już chyba zdążyliśmy się do nowej daty przyzwyczaić... 
Niebo znów obudziło się pogodne i od razu człowiekowi lepiej, zwłaszcza po bardzo deszczowym grudniu.

Pięknego dnia!

ŻÓŁTY to po włosku GIALLO (wym. dżiallo)

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii


książka

Urok i przytomna głowa

czwartek, grudnia 15, 2022

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Zaczynam na serio rozważać odprawienie jakiś czarów. Może rytualny taniec albo coś z voodoo? Może powinnam iść nad rzekę, ogień rozpalić, a potem go zatopić? Okadzić mieszkanie? Rzucić solą przez lewe ramię? Wpleść we włosy czerwoną wstążeczkę?

Do moich przygód z ostatnich dni dodam teraz jeszcze gorączkę. Tak mnie rozłożyło w środę, że słów brak. Na szczęście dziś od rana jakoś składam się w całość i pracuję PRAWIE normalnie, ale generalnie czuję się tak, jakby po mnie walec przejechał. 

Mam nadzieję, że uda mi się do weekendu stanąć na nogi, bo na niedzielę mam bogaty plan i bardzo nie chciałabym go modyfikować. Poza tym ja się kompletnie nie nadaję do leżenia w łóżku. Tęsknię za "wychodzeniem się", za działaniem, za aktywnością, za moim codziennym wydreptanym rytuałem. 

Generalnie od pewnego czasu mam wrażenie, jakby mi ktoś kłody pod nogi rzucał. Może rzeczywiście jakaś nieżyczliwa dusza rzuciła na mnie urok? Tyle do zrobienia, tyle do sfotografowania, do zjeżdżenia, a ja ledwo mam siłę cokolwiek napisać. Jak nie urok, to wiadomo co... 

Ale nie narzekam, bo głowa choć w gorączce to jednak całkiem sprawna i produktywna. Nim ruszę na nowe wojaże, piszę to, co do tej pory zgromadziła i generalnie chyba widać już koniec. Oczywiście koniec trzeba samemu sobie wyznaczyć, bo na pewne tematy można pisać i pisać i z tym końcem to różnie bywa. Jedna rzecz prowadzi do następnej, ta do kolejnej i tak dalej. 

Poza tym uczę się pisania, staram się je poprawić. Szlifuję styl i doskonalę znajdowanie źródeł informacji. Wiem, że to co mam do przekazania w trzeciej książce to multum niezwykłej wiedzy, arcy ciekawych ciekawostek. Naprawdę nie mogę się doczekać momentu, kiedy Czytelnicy wezmą ją do ręki i pozwolą się zadziwić nie jeden raz. I kiedy dziś patrzę wstecz na moje przedreptane kilometry, by każdą z tych ciekawostek osobiście "obwąchać", przypominają mi się z jednej strony słowa Tomka "że tobie się chce!", a z drugiej strony jestem dumna. Dumna z mojej własnej wytrwałości i konsekwencji w działaniu. Tak, chce mi się i mam nadzieję, że będzie chciało dalej.  

W kontekście tego mojego zaangażowania i zapracowanych dni, nie wiem jak podejść do filozofii z piętnastego woreczka... Zostawiam Wam kolejną zagadkę, a sama idę walczyć z przeziębieniem i dopinać ostatnie rozdziały trzeciej książki. 

Lo scopo del lavoro e guadagnarsi il tempo libero.
Celem pracy jest "zarobienie" wolnego czasu.

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

książka

Gdzie Dante mówi dobranoc

środa, marca 02, 2022

Dom z kamienia blog o życiu we Włoszech, Katarzyna Nowacka

Opinia dwóch kolejnych specjalistów potwierdzająca dobrą wiadomość z piątku, utwierdziła mnie w przekonaniu, że odwołanie dzisiejszej wizyty było słuszne. Nie ma sensu z tymi samymi badaniami biegać po lekarzach. Jeśli w sumie cztery autorytety wypowiedziały się - że nie ma żadnych powodów do zmartwień, to chyba powinnam odetchnąć, ale żeby odetchnąć tak na serio, to jeszcze poczekam z powtórzeniem bardziej wnikliwych badań. 
Badanie dopiero za trzy tygodnie i przez ten czas nie chcę już wracać do tematu. Udało mi się zapanować nad emocjami, ochłonąć, więc wolę sobie zmartwień na zapas nie stwarzać. 

Przedsprzedaż drugiej książki już ruszyła, a jej oficjalna promocja jest przewidziana na 23 marca. Wiem, że to zły czas i pewnie niezręczny na jakiekolwiek promocje, ale przecież to moja praca, mój chleb. Tak czy inaczej Pascal też postanowił przyłączyć się do pomocy Ukrainie, więc pozwolę sobie podkleić link.


O czym opowiada moje drugie "książkowe dziecko"? O Toskanii nieznanej, nieodkrytej i o Romanii, która wciąż wśród turystów jest tak mało popularna. "Gdzie Dante mówi dobranoc" to opowieść jeszcze bardziej osobista niż Sekrety Florencji. Być może momentami wydam się zbyt egzaltowana czy górnolotna w swoich zachwytach, ale takie właśnie jest moje widzenie tych ziem, tej krainy. To opowieść płynąca z głębi serca, która pisała się przez lata.

Opłotkami - zamiast głównym turystycznym szlakiem. Miejsca nieoczywiste, bez lukrowania w opozycji to instagramowych "must see". Znajdziecie tu opuszczone osady, tysiącletnie opactwa, szlaki górskie, kamienne mosty, rzeki i potoki, artystów, możnowładców, Etrusków i Medyceuszy. Poza tym wiele osobistych wspomnień, rozmów z miejscowymi, lokalne smaki i festy. Chciałam pokazać tą opowieścią, że ta słynna Toskania to nie tylko szpalery cyprysów, lody w San Gimignano, palio w Sienie czy Duomo we Florencji. Warto porzucić wydreptany szlak, by odkryć inną twarz Toskanii. 
Swoją drogą my też mamy szpalery cyprysów, malowniczą kapliczkę, mamy wodospad Dantego, jedną z najpiękniejszych toskańskich rzek, mamy tyle skarbów, że z trudem zmieściły się na ponad trzystu stronach.

Pamiętam jak początkowo pisałam o Marradi - M., pamiętam też jak pewnego dnia, kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce, zrugałam Mario, za to, że opublikował na fejsbuku filmik z dojazdu do "naszego" domu. Biedny Mario oczywiście chciał mi sprawić radość, a ja byłam przestraszona, że zaraz wszyscy mój mały raj odkryją. Dziś to ja ten raj odkrywam przed szerszą publicznością. Na pewno nie będzie to raj w oczach wszystkich. Ta opowieść adresowana jest przede wszystkim do tych, którzy w podróżowaniu szukają miejsc autentycznych, którzy wiedzą jak wielkim skarbem - szczególnie dziś są cisza i spokój.

Zapraszam Was na wspólną wędrówkę na pograniczu dwóch regionów do miejsc, gdzie Dante mówi dobranoc. 

A poza tym marzec jest zimny. Nocne przymrozki jeszcze nas nie opuściły, choć magnolie, mimozy i forsycja kwitną jakby nigdy nic. 

Trudno w tych dniach pisać "dobrego dnia", ale z drugiej strony co napisać? 

książka

Książka, syn, docenienie i kilka innych drobiazgów

piątek, listopada 05, 2021

Dom z Kamienia, Biforco

Tomek odpytywany był w czwartek z renesansu i na drogę do pociągu zabrał moje Sekrety, jako inspirację, by wzbogacić swoją fachową wypowiedź jakąś ciekawostką, która dla niewtajemniczonych byłaby raczej nieznana. Bardzo mi było miło. Docenienie ze strony Tomka jest dla mnie cenne potrójnie. 

Opowiadał potem, że niektórym książkę pokazał i książka włoskim nastolatkom wizualnie - tylko tak mogli ocenić - bardzo się podobała. Koleżanki określiły ją jako miłą, przyjazną dla dłoni i dla oczu. 

Odpytywanie z renesansu poszło podobno dobrze i w ogóle muszę przyznać, że Tomek w tym roku wystartował tak, że klękajcie narody. Nie, nie chodzi mi wcale o oceny - do tych staram się nie przywiązywać wielkiej wagi. Chodzi o pasję, motywację, zaangażowanie, ciekawość, przełamywanie schematów, oryginalność. 

Nim wyszedł rano z domu porozmawialiśmy chwilę o nowej książce.
- Masz pomysł na okładkę? - zapytał.
- Chyba właśnie nie. Tym razem co do okładki mam pustkę w głowie. Poza tym jest jeszcze kwestia czy książka pójdzie do druku. Nie mam przecież wieści od wydawcy.
- A gdyby tak... i wiesz... i tak... jako symbol... - Tomek wyłożył swoją wersję artystyczną niemal od niechcenia, ot tak na pniu w tej jego mądrej głowie się zrodziło. 
- To jest genialne! Świetne! 
- Serio? Ja tylko żartowałem!
- Ale to naprawdę to jest dobre! 

Kiedy trwała ta dyskusja, żadnych wieści jeszcze nie miałam, ale też przytłoczona zmęczeniem ostatnich dni, nie miałam siły o tych sprawach myśleć. 
Aż tu nagle w piątkowe południe przychodzi wiadomość od redaktora... 
I wtedy rozlega się wielkie łuuuup, kamień spada z moich ramion. A kwestia okładki robi się nagle bardzo aktualna. 

Takie to emocje przy piątku! Ale zostawmy już książkę...
 
Renia kiedy ja to piszę, mknie autostradą i zaraz, za chwilkę, za momencik ruszymy z listopadowymi warsztatami. O tym jak jestem zmęczona po tym tygodniu to nawet pisać nie będę. Mam nadzieję, że najbliższe dni mimo zatrważających prognoz udadzą nam się pięknie.

- Wiesz wydawnictwo przyjęło mój tekst - obwieszczam Tomkowi, kiedy ten wraca ze szkoły.
- Ale się cieszę! - uśmiecha się szczerze. 
- Teraz po dwóch książkach już chyba będę mogła mówić, że jestem pisarką.
- Już wcześniej mogłaś - kwituje krótko, a moje serce się rozpromienia. 

I na koniec jeszcze jedna ważna rzecz. To dziś. Dokładnie dziś mija rok, kiedy zaczął się pisać nowy rozdział: Dom z Kamienia za Rzeką. 

Po wczorajszym bardzo beznadziejnym dniu, nastał dzień całkiem do rzeczy. Niech i do rzeczy będzie jutro!

ODPOWIEDŹ to po włosku RISPOSTA 

książka

Motocyklista

środa, listopada 03, 2021

Kasia z Domu z Kamienia

Jest mi ciężko. Jestem tak zmęczona, że dziś mi nawet słów brak i może lepiej, bo przecież zaraz znów ktoś gotów napisać - "nie gloryfikuj się, bo i tak nic wielkiego nie robisz". Słów brak...

Dziś jestem tak zmęczona, że najchętniej rozpłakałabym się ze zmęczenia, tylko nawet na to czasu i siły nie ma. Czuję się jak motocyklista, któremu zostało jeszcze kilka okrążeń toru i dalej gna w szalonym pędzie. Motocyklista, który wie, że zatrzymać się nie może i tylko modli się, by nie stracić panowania nad pojazdem. 

Królestwo za sen. Królestwo za święty spokój. Królestwo za "zbijanie bąków". 
Pitu pitu, te same powtórzenia. 
 
Tak sobie na przykład jakiś serial zarzucić na netfliksie... To byłoby dopiero coś! Albo jakiś przepis nowy wypróbować... Albo poczytać i niekoniecznie coś, co potrzebne do książki... 
   
Książka poszła do wydawnictwa, zdjęcia również. Teraz znów powtórzę to, co kilka miesięcy temu - niech się dzieje wola nieba! Dziś nie mam nawet siły, żeby martwić się czy się spodoba czy nie. Pewnie obawy jak bomba z opóźnionym zapłonem powrócą za kilka dni.

O odpoczynku jeszcze nie myślę, bo doba nadal za krótka, a tu przecież już za progiem warsztaty ostatnie w tym roku. Pogoda chyba ma być łaskawa, choć początkowo prognozy mroziły krew w żyłach. Wolałabym, żeby tak już zostało, bo trekking bardzo mi się marzy. Trekkingowania nigdy dosyć. 

Wczoraj byliśmy we Florencji, chłopcy znów mnie zachwycili, nowa lektura też mnie zachwyciła, ale o tym co, kto i jak będę opowiadać na spokojnie za jakiś czas, kiedy myśli się znów wyciszą. 

W ogródku nadal siedzą pomidory, na uprzątnięcie jeszcze nie było czasu, ale też ostatki zbiorów jeszcze czekają na moją łaskawość. To chyba rekord - listopadowe pomidory! 


książka

Trzy sukcesy i jedna wielka panika

wtorek, listopada 02, 2021

Dom z Kamienia blog

Moje trzy największe poniedziałkowe osiągnięcia to: lasagne, sprawdzenie dwóch trzecich tekstu książki i wyjście z piżamy. 
Lasagne udały się przednio. Już w sobotę widząc prognozy pogody i mając świadomość, że choćby nie wiem co, nie mogę odejść od komputera i pognać w świat, zaoferowałam chłopcom, że mogę być jednak super mamą i coś bardziej zajmującego przygotować na obiad. Tomek poprosił o lasagne.

Mikołaj był bardzo pomocny i przy gotowaniu okazał się niezastąpioną siłą roboczą, posiekał warzywa, zamieszał beszamel, natłuścił formę. Ja pisałam znów od 4.00 rano (czy nocy?), z krótkimi przerwami na doglądanie ragu'. Ta zmiana czasu była zbawieniem. 
Do południa nie wyszłam z piżamy łudząc się, że może jakaś joga dla relaksu, ale... na ułudzie się skończyło. Postanowiłam zrobić coś dla siebie i choć wyjść z piżamy, umyć twarz i zęby. Jak dobrze, że nikt mnie wczoraj nie odwiedził... 

Pisałam, poprawiałam, sprawdzałam, zmieniałam i tak ciurkiem do 21.00. Potem chyba padłam. Obudziłam się znów wcześnie rano. Zerknęłam na zegarek i aż z niedowierzania przetarłam oczy. Była 2.30.
Pomyślałam, że może ta głowa sama taka mądra i spać nie może wiedząc, że jeszcze trzydzieści stron tekstu i układanie galerii czekają na już, na wczoraj, na dwa tygodnie temu.

Jestem wykończona. Odwołuję poranne lekcje, tym bardziej, że zaraz czekają sprawy we Florencji. Ogarnia mnie panika. Kwiat Lotosu szlag trafił. Okazuje się, że aby przekopać się przez archiwum zdjęć z kilkunastu lat jeden dzień nie wystarczy. 
A zatem na dziś to tyle. Do usłyszenia w spokojniejszy poranek i prośba o kciuki, by choć to moje pisanie za serce chwyciło.    



książka

Wygrać czas, powrót na szlak i słów kilka o pisaniu

niedziela, października 31, 2021

Marradi, Toskania nieznana, Dom z Kamienia blog

Obudziłam się przyjemnie wyspana, ale po ciszy za oknem zrozumiałam natychmiast, że było jeszcze bardzo wcześnie. Głowa jednak była zadziwiająco lekka i zrelaksowana. Zerknęłam na zegarek, a z wyświetlacza uśmiechnęły się do mnie cyferki ułożone w nieprawdopodobną wręcz konstelację: 4.30. 
- Aaaaa no tak! - pomyślałam w duszy - przecież była zmiana czasu! 

Ucieszyłam się z tego faktu jak wariat i nagle poczułam, jakbym wygrała majątek na loterii. Istotnie - co może być lepszego od wygrania odrobiny czasu? 

Wyspana i wypoczęta - nim nastała piąta - byłam już w ferworze pisania. Poranna wena jest żywa i soczysta jak październikowa rosa, daje życie nowym myślom i słowom. Poranna wena to ta, która rodzi najpiękniejsze zdania. 
 
Marradi, Toskania nieznana, Dom z Kamienia blog

To już końcówka. Naprawdę końcówka. Ostatnie poprawki stylistyczne, weryfikowanie danych, ostatnie dopiski, kompletowanie i opisywanie foto galerii. Ten ostatni etap okazał się jednak najtrudniejszy, momentami zdaje się być wręcz złośliwym przekleństwem... Dlaczego? 

Och! Dlatego, że człowiek szpera na stronach gmin w poszukiwaniu na przykład informacji o festach, bo to przecież w czasach covidowych się tyle pozmieniało, tu zagląda i tam i nagle odkrywa, że obok miejsca, w którym węszył niedawno jest inne miejsce i to miejsce z nieprawdopodobną historią i znów myśli sobie: "wiem, że nic nie wiem!" 

Ileż jeszcze do odkrycia na własnym podwórku, ile historii do opisania... Kto wie, czy życia mi wystarczy?

Z drugiej strony radość wielka. Jestem jak ten kret, kopie, zgłębia, węszy. Tyle już wiem, tyle znam niezwykłych opowieści. Oby tylko za jakiś czas przypadły do gustu czytelnikom. 

Marradi, Toskania nieznana, Dom z Kamienia blog

Tymczasem ostatnia w tym roku październikowa niedziela obudziła się mglista, zasnuta, szarawa. Bez słońca, które rozpieszczało nas w minionych dniach jesienne kolory przygasły, ale ja bez względu na wszystko mam dziś zamiar podarować moim nogom kilka zacnych kilometrów i wrócić na stary szlak. Potrzeba mi kilku ważnych zdjęć, a poza tym z moją towarzyszką od apenińskich wypraw, z którą wędrowałam przez całą wiosnę, nie widziałam się na szlaku od kilku miesięcy. Nawet jeśli pochmurny - niech to będzie dobry dzień.  

WIDZIEĆ SIĘ to o włosku VEDERSI (wym. wedersi)

Marradi, Toskania nieznana, Dom z Kamienia blog