Boże Narodzenie

Uśmiech elfów

poniedziałek, grudnia 04, 2017


Na początku miasteczko nie chciało się zapełnić. Miałam wrażenie, że byliśmy tylko my i stragany i zastanawiałam się czy to możliwe, żeby marradyjczycy zapomnieli o bożonarodzeniowych mercatini… Zjedliśmy polentę, a potem w oczekiwaniu na elfy zajęłam się fotografowaniem wszystkiego, co można było sfotografować, zatrzymując się co i raz przy swojskich koksownikach, bo choć słońce towarzyszyło nam cały dzień, to jednak temperatura wcale nie rozpieszczała .


W końcu na placu zaroiło się od zielonych elfów. Wraz z ich nadejściem zrobiło się weselej i to zapewne przyciągnęło spacerowiczów. Popijali grzane wino, zajadali kasztanowe słodkości i ciepłe caldarroste. Była muzyka, był teatr, zabrakło tylko szkolnych śpiewów, na które zawsze czekałam z utęsknieniem. Pocieszałam się za to widokiem chłopców zestrojonych w filcowe czapeczki i tylko żal mi było, że pewnie to ostatni rok, kiedy występują razem w tej roli. Na początku byli tymi, którzy podchodzili onieśmieleni do domku Mikołaja i wyciągali ręce po cukierki, a teraz to oni rozdawali słodkości maluchom… Czasu nie zatrzymamy…


 Przed nami kolejny tydzień - dla nas krótszy, bo piątek będzie dniem wolnym, więc i poniedziałek tym razem mniej boli. Zajęć dziś mnóstwo, więc już uciekam i zostawiam Wam na dzień dobry uśmiechy elfów. 

 ELF to po włosku ELFO (wym. elfo)



dzieci

Mercatini di Natale 2016 - niedziela pierwsza

poniedziałek, grudnia 05, 2016


Zapach ogniska na placu, grzane wino, dzieciaki skaczące w pianie udającej śnieg, parada elfów, stragany ze świątecznymi ozdobami, spektakle, święty Mikołaj ...
Odkąd tu jestem nie opuściłam ani jednej kasztanowej sagry, ani jednej festy sportowej, ani jednego targu świętego Lorenzo. "Zaliczyłam" wszystkie Noce Czarownic, noce polenty i inne pomniejsze festy. Nawet na wakacyjne mercatini chodziłam wytrwale i tylko ulewa i gradobicie mogły zmienić moje zwyczaje. Wciąż odkrywam też nowe i zaraz deklaruję, że od tej pory to już żadnej nie przepuszczę - stralunaty, ognie dla marca, muzyka w kasztanowym gaju, złote wieczory, pobliskie "żywe obrazy", festy średniowieczne i truflowe.


Cztery lata to może nie dużo, ale przecież i wcześniej, będąc jeszcze turystką w miarę możliwości uczestniczyłam w życiu Marradi. To już prawie dziesięć lat. Napatrzyłam się sporo … Znam na pamięć stragany i to, co na nich, gastronomiczne przystanki i to co w garnkach bulgocze, domek Mikołaja znam jak swój własny, znajome zrobiło się wszystko. Światełka uliczne, bombki pod arkadami siedziby gminy i szopki. Znajome są twarze, które się uśmiechają serdecznie, pozdrawiają i życzliwie zagadują.


Tak czy inaczej - choć znam to wszystko na pamięć - nie potrafię wciąż zobojętnieć. Nawet nieprzychylna pogoda, wilgoć i zimno, nie mogą zatrzymać mnie w domu … Wciąż cieszę się tym wszystkim, tak jak za pierwszym razem, a ślad tego mojego marradyjskiego zakochania, które cały czas jest żywe, pozostaje jak zawsze na zdjęciach...


Jest jednak coś co się zmieniło… Kiedyś byliśmy tylko obserwatorami, dziś serce mi skacze z radości kiedy, patrzę jak dzieci stają się częścią scenerii. To właśnie dlatego tegoroczne niedziele kasztanowe były inne od poprzednich, tak jak i niezapomniane będą mercatini bożonarodzeniowe 2016. Mój elf! Kiedyś stał w kolejce do świętego Mikołaja, a dziś sam jest w jego świcie i maluchom rozdaje cukierki... 


 ELF to po włosku ELFO (wym. elfo)