dorosłość

Kiedy ptaki wyfruwają z gniazda...

niedziela, marca 31, 2019


Słońce rozgościło się w dolinie różową poświatą. Mogliśmy dziś oglądać jego wschód od pierwszej minuty. I to właśnie wtedy, kiedy nastał ostatni marcowy dzień tego roku, moje starsze dziecko wyfrunęło z gniazda... Nie na stałe oczywiście, bo do dorosłości wciąż jeszcze kawalątek brakuje, ale jednak to gniazdo jakieś takie dziś puste...

Świadomość, że przez najbliższy tydzień będzie nas dzielić ponad 1000 kilometrów zawiązała mi gardło na supeł. Ukradkiem wycierałam matczyne łzy, ale jednocześnie cieszyłam się jego przygodą. 

Kiedy wracaliśmy do domu świat dopiero budził się do życia. Patrzyłam na malownicze sosny wzdłuż drogi do Brisighelli, na kiełkujące młodymi listkami plantacje kiwi, na glicine oblepiające kwieciem ogrodzenia domów, na goniący razem z nami cień Rangera i znów zamyśliłam się o ostatnich latach - jak wiele zmieniło się w życiu chłopców. Mam nadzieję, że jeszcze wiele dobrego przed nimi.

Czas gna jak głupi... 
Ponad roku temu zapisywałam Tomka do liceum, wymiany językowe zdawały się wtedy jeszcze odległą przyszłością, a tu już szast prast... i w salonie została tylko jedna walizka.
Mam nadzieję, że za tydzień Tomek będzie rozpromieniony opowiadał o swojej pierwszej, samodzielnej, dalekiej podróży, że za tydzień ja też będę mogła pochwalić się swoimi sukcesami. I choć teoretycznie chciałabym, żeby już była następna niedziela, to jednak... Niech ten czas choć odrobinę zwolni!


To będzie tydzień wywrócony do góry nogami, ale co będzie to będzie, a dziś jest dziś! I tak dziś zapowiada się piękna wiosenna niedziela, a my - tak jak obiecałam Mikołajowi - ruszamy na szlak. Będziemy się cieszyć właśnie tym co tu i teraz - światem dookoła i sobą nawzajem. 


Mojemu dziecku cudownej podróży, a Wam udanej niedzieli!

DOBREJ PODRÓŻY to po włosku BUON VIAGGIO! (wym. buon wiadżdżio)

dorosłość

Mikołaja plany na przyszłość i do znudzenia o upływie czasu

poniedziałek, lutego 11, 2019


- Wiesz, a dzieciaki z mojej klasy mówią, że szybko chcą się z domu wyprowadzić - rzucił Mikołaj przez ramię, kiedy przygotowywałam fioletowe risotto.
- Chyba nie jest to takie złe - odpowiedziałam, czekając na dalszy wywód.
- Ale ja się wyprowadzę dopiero po studiach.
- Kochany mój! - już się miałam rozczulić, kiedy Mikołaj pospieszył z uzasadnieniem...
- Bo to mi się kompletnie nie opłaca! 
- Słucham??
- No wiesz przecież trzeba wynająć mieszkanie, płacić czynsz, robić zakupy i tak dalej...
- Spryciulo!
Zaraz potem jednak, widząc moją niewyraźną minę, dodał - ale oczywiście dobrze mi u mamusi! 


Dopóki Mario nie odzyska Rangera, który już od kilku tygodni stoi u mechanika, jesteśmy skazani na dwuosobową pandę, którą dostał jako samochód zastępczy. W takim układzie dalsze wojaże niestety odpadają... 
Po niedzielnym obiedzie poszliśmy zatem do Pianorosso, taki sam spacer, jakim cieszyłam się jeszcze nie tak dawno z Mamą i Świtą. Pogoda była podobna, a moje skarpetki równie niesforne, tylko wiosny teraz było zdecydowanie więcej. Najpierw jeden fiołek, za chwilę drugi, a potem to już nawet cała połać... 


- Zdaje się, jakbyśmy tu dopiero co przyszli po pungitopo. Pamiętasz?
- Tak, tamtą drogą poszliśmy. 
- A teraz już nie pungitopo, tylko prymulek i fiołków szukamy. 
Znów zamyśliliśmy się nad upływem czasu. 


- Popatrz, jestem Eomer! - wołał ubawiony Mikołaj. 
Wcześniej był Gandalfem, a chwilę potem już nie pamiętam kim. Jak dobrze, że ten bezlitosny upływ czasu jeszcze nie do końca z moich dzieci zrobił dorosłych ludzi. Wciąż potrafią zrobić coś z niczego, nawet ze zwykłego spaceru wyprawę "Drużyny Pierścienia".


Wieczorem zerwał się porywisty wiatr, który potem przyciągnął chmury i deszcz. Rzeka znów przez noc zrobiła się brunatna i kotłująca. Dzień jednak ma być słoneczny, tak jak i jutro i pojutrze, a temperatury wciąż "przedwiosenne". Jeszcze chwila i luty wybije południe. Jeszcze chwila i przestanę zatrzymywać się nad każdym jednym kwiatkiem, bo pokryją się nimi wszystkie łąki Apeninów...


SAMOCHÓD ZASTĘPCZY - to LA MACCHINA SOSTITUTIVA (wym. la makkina sostitutiwa)

dorosłość

Ostatni semestr w "scuola media".

czwartek, lutego 01, 2018


Po długim sapaniu, klikaniu, wyklinaniu na nowoczesność, odzyskiwaniu "nome utente" oraz "pasword", misja zakończyła się sukcesem i Tomek został zapisany do wymarzonego liceum, czego potwierdzeniem był mail na mojej skrzynce wygenerowany automatycznie przez Ministerstwo Edukacji. 
- I co teraz? Czy to znaczy, że już możesz spać spokojnie?
- Tak... oczywiście jeśli zdam. Po wszystkich egzaminach muszę zebrać moje dokumenty, mój "diploma" i zawieść im. - Tłumaczy mi procedury i zaraz dodaje z szubrawą miną - A jeśli nie zdam to oczywiście podrobić go. 
- Wariat jesteś.
- Wiem, wiem! Kryminał! Wiesz, że prof G. dalej jest przekonana, że źle wybrałem? 
- Nie ma się co dziwić! Kiedy się zapytała co chcecie robić w życiu to naopowiadałeś jej o tym całym budowaniu statków kosmicznych, więc widziała cię zdecydowanie na profilu "scienze". Nie wspomniałeś jej jednak, że wizję swojej przyszłości zmieniasz średnio co dwa tygodnie. W każdym razie ja ci mówię, że liceum językowe to świetny wybór.

Patrzyłam na to moje "małe - duże" dziecko i aż mnie w środku ściskało z żalu za minionym. Kiedyś tak bardzo nie mogłam się doczekać, aż dorośnie, kiedy razem będziemy mogli oglądać coś więcej niż Boba Budowniczego, podróżować każdy ze swoim plecakiem, rozmawiać na najróżniejsze tematy, a teraz... Przez krótką chwilę znów zapragnęłam żeby był małym oseskiem, żeby znów łapał mnie za rękę i stawiał pierwsze kroki, żeby rysował koślawe laurki na dzień matki... Z drugiej strony patrzę na niego i pękam z dumy. Nie stracił nic ze swojego uroku. Wzbogacił go natomiast niesamowitą wiedzą, pasjami i ciekawością świata, którymi można obdzielić dziesięciu innych nastolatków. 
Dorósł nie wiem kiedy, a ta dorosłość uderzyła mnie najbardziej w czasie ostatniego wspólnego spaceru w górach. Na najtrudniejszym odcinku idący przede mną Tomek nagle odwrócił się i wyciągnął w moją stronę rękę, by pomóc mi zejść ze stromizny. Ten gest zapamiętam na zawsze. W jednej chwili role się odwróciły... 

Styczeń zszedł już z afisza. Od dziś grają "febbraio" i dziś też zaczyna się we włoskiej szkole drugi semestr, dla Tomka ostatni semestr w scuola media.

UDERZYĆ to po włosku COLPIRE (wym. colpire)

 

bracia

Kolejne oznaki dorosłości.

piątek, listopada 10, 2017


Tomek wrócił z wycieczki super zadowolony, zmęczony, ale uśmiechnięty od ucha do ucha. Żartował, że jedyne co poszło nie tak to brak wody… Buciory myśliwego nie były potrzebne. Dotarło do mnie wczoraj, że mój syn wydoroślał bardziej niż mi się wydawało. Już nie "peplał" chaotycznie tak jak kiedyś, nie starał się opowiedzieć wszystkiego w ciągu pięciu minut i nie wydał kieszonkowego na szklane figurki … Cedził opowieści, zachowując chronologię, opowiadał o ludziach napotkanych w pociągu i na ulicy, zachowując najważniejszy punkt wycieczki na koniec. Może to nie dorosłość, może to było tylko zmęczenie...
- A wystawa ci się podobała? 
- Bardzo! 
- Tylko tobie czy innym też?
- Wszystkim się podobała. 
- To naprawdę musiało być pięknie. A masz do opowiedzenia jakieś ciekawe historie? - pytałam tonem dziecka czekającego na bajkę na dobranoc.
- Nie - odpowiedział lapidarnie.
- Nie? Naprawdę???? 
- Pusia … - uśmiechnął się szelmowsko - żartowałem! No pewnie, że mam, ale opowiem ci jutro. Dziś chodźmy już spać. 
Nim jednak zasnął jedną krótką opowieścią się ze mną podzielił. To się nazywa budowanie napięcia. W każdym razie ja opowieści nie będę mu zabierać. Obiecał, że w weekend usiądzie i sam o tym wszystkim dla Was napisze. 

Mikołaj natomiast przez cały wieczór chodził jak zbity pies. Kręcił się z kąta w kąt, trochę poczytał, pouczył się, patykiem pogrzebał w kominku, nijak miejsca nie umiał sobie znaleźć. Dopiero kiedy Tomek przed 21.00 wsiadł do samochodu, brat przykleił się do niego stęskniony i z uścisku nie wypuszczał go do samego domu.

***
Dobrze, że już weekend. Potrzebuję się wyspać. To niby miał być w miarę spokojny tydzień, a przez te zebrania, wycieczki i inne obowiązki, znów nie wyrabiałam się na zakrętach. Ale to dobrze, może dzięki temu udaje mi się trzymać listopadową zmorę pod butem. Na weekend mam wspaniały plan: wyspać się, a potem jeszcze raz wyspać się. A jak już się wyśpimy, to pojedziemy poznawać Tomka przyszłe liceum i może przy okazji … Ale to może, więc pisać  jeszcze nie ma o czym.
Z nowości pogodowych: na poniedziałek zapowiadają śnieg z deszczem nad naszym Appennino. Uroczo! Choć pewnie i w tym znajdę pozytyw - białe nagrania do filmiku zimowego. A tymczasem jeszcze raz JESIEŃ MARRADYJSKA 2017 i już prawie weekendowo mówię Wam BUONGIORNO!

Na koniec jeszcze dzielę się ofertą, myślę bardzo ciekawą dla tych, którzy podróżują po Italii: 

https://www.facebook.com/GoEuroPolska/posts/1493533484059428

ZASNĄĆ to po włosku ADDORMENTARSI (wym. addormentarsi)

dorosłość

Odcienie dorosłości i ostatni Goście

poniedziałek, sierpnia 28, 2017


Wizyta w szpitalu dopóki Mario nie wróci do domu jest teraz stałym elementem dnia. W niedzielę zabieram ze sobą Mikołaja. Tomek zostaje w domu, sam przyznaje, że brakuje mu odwagi, a ja nie namawiam. Mikołaj natomiast upiera się, że chce uściskać Mario i chyba przekonać się na własne oczy, że już jest wszystko dobrze. Dzieci bardzo przeżyły całe to wydarzenie… Chyba nawet bardziej niż bym przypuszczała. 


Ogląda Mikołaj wenflon i każdy kabelek, słucha z otwartymi szeroko oczami opowieści z OIOMu, patrzy nieśmiało na innych pacjentów i dopiero do mnie dociera, że on tak naprawdę po raz pierwszy jest w takiej sytuacji, po raz pierwszy dorosłymi oczami widzi szpital od środka i tych wszystkich chorych ludzi. 


- Jak się czuje Mario? - pyta Tomek jak tylko wracamy do domu.
- Już dobrze.
- Ufff… Pozmywałem, pozamiatałem, pościeliłem łóżko.
- Zuch! Dziękuję!
- Nawet ten garnek umyłem.
- Kochany jesteś. Ugotujemy coś razem?
Gotuje Tomek, ja tylko podpowiadam, uczę, pomagam. Taka niby nic nie znacząca chwila, ale nagle odzyskuję spokój. Widzę jak Tomek krząta się przy palnikach, kroi pomidory, wrzuca na patelnię kapary i oliwki, miesza smakuje, sam swoją pracę zachwala. Taki jest już dorosły...
- Dodam peperoncino? A może dwa?
- Jedno, inaczej Mikołaj nie da rady. 
Wszystko będzie dobrze. Nagle ogarnia mnie przekonanie, że inaczej być nie może. Musi być dobrze

Wieczorem przygotowuję kolację dla Gości. Tonno e fagioli, melon z prosciutto, sery i troffie  z sosem bakłażanowym. Nie zrobiłam nawet jednego zdjęcia
Zastaje nas noc przy stole, ale jest tak miło, że z żalem idziemy spać.  I ten pobyt dobiega końca i zaraz Dom z Kamienia po raz pierwszy od dwóch miesięcy na dłuższą chwilę opustoszeje. Kończy się letni sezon, ale już z końcem września zawitają do nas kolejni Goście

DOBREGO TYGODNIA!  

dorosłość

Flamingi na rzece Lamone

czwartek, lipca 27, 2017


Jeszcze takiego duomo nie wybudowano, które przynajmniej w oczach małoletnich Gości Domu z Kamienia mogłoby przebić swym urokiem i atrakcyjnością nasze Lamone… Dzieciaki wszystko mogą zaakceptować, pójdą tu i tam, zrobią to czy tamto, dopasują się mniej lub bardziej chętnie, ale wcześniej czy później pada z ich ust magiczne: "Czy możemy iść nad rzekę?" I to ta rzeka staje się najczęściej tym ulubionym wakacyjnym wspomnieniem. 


Ich mamy można oczarować górami, kamiennymi domami, klimatem małych miasteczek, szynką z melonem czy dobrym winem. Ale z dzieciakami jest zupełnie inaczej...


Nie wiem czy kiedykolwiek po Lamone pływały flamingi i sądząc po sensacji jaką wzbudził Mario transportujący różowego ptaka, chyba jednak takich cudów tutejsze wody jeszcze nie widziały. 
Pięknie wyglądał jaskrawy "dmuchaniec" na tle zielonych wód i szarych kamieni. Pięknie wyglądały na nim rozbawione dzieciaki. 


A ja patrzę, obserwuję, słucham pochwał dotyczących moich dzieci i nadziwić się nie mogę. Moje dzieci niby dzieci, a jednak takie dorosłe. Za dnia opiekują się młodszymi, uważni i odpowiedzialni, ale kiedy zapada noc wolą przysiąść z dorosłymi i w rozmowach mniej lub bardziej poważnych uczestniczyć.
Kiedy to się tak pozmieniało? Dlaczego tak bardzo dorośleją… ? Przed chwilą to oni potrzebowali anioła stróża, a rozmowy starszych były synonimem śmiertelnej nudy. Dziś wszystko na opak, mój mały świat stanął na głowie, wszystko zmienia się z dnia na dzień...


Koniec lipca zbliża się nieuchronnie. Ogarnia mnie nostalgia i melancholia, które miotłą z głowy próbuję przegonić. To wszystko dlatego, że to połowa lata i jak na złość ta piękniejsza połowa już za nami. To też dlatego, że za chwilę zmienią się cyfry na liczniku, choć tak naprawdę to nie matematyka jest moją bolączką… To raczej świadomość tego, że ze mną prawie tak samo jak z tym latem - połowa na pewno już za mną. Wolę jednak myśleć, że ta lepsza połowa dopiero przede mną... 


PRZEDE MNĄ - DAVANTI A ME (wym. dawanti a me)

chłopcy

Część gry

niedziela, czerwca 04, 2017


Nagle ogarnął mnie przejmujący smutek. W jednej chwili zaszkliły mi się oczy, a gardło zawiązało w supeł. Cieszyłam się, że w teatrze światło było mizerne i łudziłam się, że Tomek nic nie zauważył.
- Co się stało? - popatrzył na mnie pytająco tymi swoimi wielkimi, mądrymi oczami.
- Nie … Nic... Nic się nie stało - zamrugałam szybko powiekami. - Podoba ci się?
- Bardzo! A tobie?
- Mi też.
Tomek zafascynowany wpatrywał się w grę kolegów ze starszej klasy, którzy wystawiali swój ostatni szkolny spektakl na scenie marradyjskiego teatru.

***
- Ja nie rozumiem... - dziwił się, kiedy widownia dopiero się zapełniała - Moi koledzy przychodzą z rodzicami, a potem ich zostawiają i siedzą w swoich grupkach.
- Wiesz, to raczej normalne. Młodzi wolą towarzystwo swoich rówieśników, a nie rodziców. Ja się wcale nie pogniewam, jeśli i ty do nich dołączysz. Popatrz F. tam jest. 
W międzyczasie Mikołaj ulotnił się z naszej loży, zostawiając mi na policzku odcisk mocnego buziaka i dziękując za to, że jestem mamą, która żyje przede wszystkim dla dzieci i za to, że to właśnie one są dla mnie najważniejsze. Chwilę potem siedział już w loży z F. Pokazał się tylko na moment w trakcie antraktu, prosząc o wsparcie finansowe, bo wizyta w teatralnym barze jak mówią Włosi - fa parte del gioco. Ot cały Mikołaś!


- Jeśli ja przyszedłem do teatru z rodziną to i z rodziną chcę spędzić ten wieczór. Kolegów mam na co dzień, od rana do wieczora. 
- Jesteś bardzo mądry... Tylko nie rób nic na siłę - poprosiłam. - Jeśli zostajesz ze mną w loży, bo czujesz się w obowiązku, to lepiej od razu śmigaj do kolegów, ale jeśli zostajesz, bo naprawdę chcesz spędzić ze mną ten wieczór, to jest mi więcej niż miło. 

Został ze mną i przez cały spektakl wymienialiśmy się uwagami. Nasze rozmowy już nie były dziecięce… 
Jeszcze wcześniej tego samego dnia podczas popołudniowego spaceru, kiedy  to dreptaliśmy w stronę Capmigno poczułam ten dziwny smutek i żal. Nawet jeśli Mikołaj robił z siebie, tak jak zwykle wariata, nawet jeśli zrywał kwiatki, a nasiona traw garściami wyrzucał w niebo, nawet jeśli rzucanie kamyków z mostu wciąż było najlepszą zabawą, to jednak nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że gdzieś pod skórą dwóch nastoletnich chłopców powoli zagnieżdża się dorosłość.


I kiedy tak siedzieliśmy w loży, wymieniając uwagi na temat granej sztuki, pomyślałam sobie, że czy chcę tego czy nie, to chyba właśnie pewien etap dobiega końca. Rozmawiałam z własnym synem o d'Annunzio, o Wagnerze, o Mozarcie, o Kennedym i o Merlin Monroe i nagle oczy wypełniły mi się łzami. Przez chwilę zapragnęłam, żeby znów stał się maleńkim zawiniątkiem w "sałatnym" ubranku albo małym szkrabem, którego trzymam za rączkę, kiedy stawia pierwsze kroki albo tym, któremu pomagam się przebrać w przedszkolnej szatni...
Był czas, kiedy nie mogłam się doczekać, aż dorosną. Kiedy to ja Matka - Polka, złapię wreszcie chwilę oddechu. Kiedy moje dzieci zamiast być absorbującymi berbeciami, staną się partnerami w podróży, towarzyszami w rozmowie… Jak to mówią? Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić? Tu wprawdzie spełnienie nie ma nic do tego, to tylko naturalna kolej rzeczy, ale jednak coś w tym jest. 
Teraz, kiedy pojawia się ten smutek... smutek - nie smutek, muszę uśmiechnąć się przez łzy i iść dalej, bo przecież wiadomo od pierwszej chwili, kiedy zostaje się matką, że to wszystko … fa parte del gioco.







A o tym, co działo się w sobotę na marradyjskiej scenie opowie już niedługo największy miłośnik teatru jakiego znam, czyli Tomek.

JEST CZĘŚCIĄ GRY - to po włosku -  FA PARTE DEL GIOCO (wym. fa parte del dżioko)

dorosłość

Przed dorosłością - dwie fotografie po roku

niedziela, lipca 10, 2016


Postanowiłam nie czekać kilka lat z następnym zdjęciem. Będę je powtarzać każdego roku, bo wszystko zmienia się zbyt szybko. Tak jak poprzednio i tak jak na pierwszym zdjęciu ustawiliśmy się przed wejściem do gminy, gdzie kiedyś mały Mikołaj na koślawych nóżkach dreptał i zaciekawiony świat marradyjski odkrywał. To chyba ostatni rok, kiedy jest niższy ode mnie. 

Taki malutki
Wiem, że pisałam na ten temat wiele razy, ale życie wciąż tak bardzo mnie zadziwia, poplątane, zaskakujące, nieprzewidywalne… Mały kędzierzawy chłopczyk tak bardzo się zmienił, tylko burza włosów jest jeszcze bardziej pokaźna niż kiedyś. Mały kędzierzawy chłopczyk, rozwinął skrzydła i jak młody ptak szykuje się do lotu.
Rośnie na moich oczach, zmienia się. Z dnia na dzień coraz doroślejszy, coraz bardziej marradyjski. Nasz domowy komik, który bawi nas niezmiennie. Przeprowadzka, emigracja, życie wywrócone do góry nogami spowodowały w nim lawinę pozytywnych i nieprawdopodobnych zmian. 
Dziś jeszcze jest mój, bardzo mój, całym sercem, ale jestem świadoma tego, że ten czas jest już policzony. Gdybym tak mogła tę rozpędzoną machinę zatrzymać …
Tak czy inaczej mam nadzieję, że ścisłe więzi i przyjacielskie relacje, jakie udało nam się zbudować, będą trwały dalej i nawet w dorosłości, kiedy wchłonie go wielki świat, będzie z radością do mnie wracał.
***
- Cieszę się, że miałeś takie fajne urodziny - mówi Mikołaj do Tomka - ale mi trochę szkoda…
- Czego ci szkoda?
- Bo ty się znów zestarzałeś.
- Przestań tak mówić!
- Ech…
Wiele się zmieniło, jednak niechęć do dorosłości wciąż ma się dobrze… 

rok 2015
POWTARZAĆ to znaczy RIPETERE (wym. ripetere)