bracia

Kolejne oznaki dorosłości.

piątek, listopada 10, 2017


Tomek wrócił z wycieczki super zadowolony, zmęczony, ale uśmiechnięty od ucha do ucha. Żartował, że jedyne co poszło nie tak to brak wody… Buciory myśliwego nie były potrzebne. Dotarło do mnie wczoraj, że mój syn wydoroślał bardziej niż mi się wydawało. Już nie "peplał" chaotycznie tak jak kiedyś, nie starał się opowiedzieć wszystkiego w ciągu pięciu minut i nie wydał kieszonkowego na szklane figurki … Cedził opowieści, zachowując chronologię, opowiadał o ludziach napotkanych w pociągu i na ulicy, zachowując najważniejszy punkt wycieczki na koniec. Może to nie dorosłość, może to było tylko zmęczenie...
- A wystawa ci się podobała? 
- Bardzo! 
- Tylko tobie czy innym też?
- Wszystkim się podobała. 
- To naprawdę musiało być pięknie. A masz do opowiedzenia jakieś ciekawe historie? - pytałam tonem dziecka czekającego na bajkę na dobranoc.
- Nie - odpowiedział lapidarnie.
- Nie? Naprawdę???? 
- Pusia … - uśmiechnął się szelmowsko - żartowałem! No pewnie, że mam, ale opowiem ci jutro. Dziś chodźmy już spać. 
Nim jednak zasnął jedną krótką opowieścią się ze mną podzielił. To się nazywa budowanie napięcia. W każdym razie ja opowieści nie będę mu zabierać. Obiecał, że w weekend usiądzie i sam o tym wszystkim dla Was napisze. 

Mikołaj natomiast przez cały wieczór chodził jak zbity pies. Kręcił się z kąta w kąt, trochę poczytał, pouczył się, patykiem pogrzebał w kominku, nijak miejsca nie umiał sobie znaleźć. Dopiero kiedy Tomek przed 21.00 wsiadł do samochodu, brat przykleił się do niego stęskniony i z uścisku nie wypuszczał go do samego domu.

***
Dobrze, że już weekend. Potrzebuję się wyspać. To niby miał być w miarę spokojny tydzień, a przez te zebrania, wycieczki i inne obowiązki, znów nie wyrabiałam się na zakrętach. Ale to dobrze, może dzięki temu udaje mi się trzymać listopadową zmorę pod butem. Na weekend mam wspaniały plan: wyspać się, a potem jeszcze raz wyspać się. A jak już się wyśpimy, to pojedziemy poznawać Tomka przyszłe liceum i może przy okazji … Ale to może, więc pisać  jeszcze nie ma o czym.
Z nowości pogodowych: na poniedziałek zapowiadają śnieg z deszczem nad naszym Appennino. Uroczo! Choć pewnie i w tym znajdę pozytyw - białe nagrania do filmiku zimowego. A tymczasem jeszcze raz JESIEŃ MARRADYJSKA 2017 i już prawie weekendowo mówię Wam BUONGIORNO!

Na koniec jeszcze dzielę się ofertą, myślę bardzo ciekawą dla tych, którzy podróżują po Italii: 

https://www.facebook.com/GoEuroPolska/posts/1493533484059428

ZASNĄĆ to po włosku ADDORMENTARSI (wym. addormentarsi)

bracia

Znów razem - Mama ze Świtą powraca do Biforco

piątek, kwietnia 14, 2017


- A ten czerwony dywan to gdzie? - pyta A. - Jak nie ma, to ja nie wchodzę!
- Był, tylko zwiało go.
- Płatki kwiatów też - dodaje T.
Jeszcze przez próg domu nie przeszli, a już śmiejemy się jak wariaci i śmiejemy się tak potem do wieczora, aż do nocy… Uświadamiam sobie, że nigdy z nikim nie śmiałam się tak, jak z moimi Braćmi. Dobrze, że A. dopasowała się jak ulał do naszego poczucia humoru.
Oto kim są tak bardzo wyczekiwani przez nas Goście - Mama ze Świtą znów w Biforco!!!


Mieć ich wszystkich obok, przy mnie, przy moim stole to wciąż wydaje mi się nieprawdopodobnym. Uściskać mamę po blisko roku. Widzieć ich wszystkich na żywo. A wszyscy razem w tym składzie widzieliśmy się ostatnio na ślubie we wrześniu 2015. 
Staram się nie myśleć, że czasu mamy tak mało, że szast prast szalony pędziwiatr znów to, co dziś zaraz zamieni w przeszłość. Dziś będę cieszyć się tym, że wciąż ich tu mam, że jesteśmy razem. Znikam więc i życzę Wam dobrego przedświątecznego czasu.

Najmłodsze pokolenie
Nocne zdjęcia
 RAZEM to po włosku INSIEME (wym. insieme)

bliskość

O dwóch braciach

środa, listopada 12, 2014



Nie brakuje w naszym domu przestrzeni. Jest skromnie, ale tak naprawdę każdy może mieć swój pokój. Chłopcy mimo, że już dosyć duzi, nie chcą się rozdzielać. W Warszawie mieli piętrowe łóżko, które jeszcze do Marradi nie dotarło. Śpią więc razem w wielkim łożu, które zostawiła Stefania i wcale nie chcą tego zmienić. Są tak bardzo do siebie przywiązani, tak bardzo sobie bliscy, że czasem, kiedy na nich patrzę, ściska mnie w gardle ze wzruszenia. Zawsze tak się dzieje, kiedy wchodzę przed snem do ich pokoju na "dobranocnego" całusa. Niby już dorośli, ale kiedy przytulają się do siebie i tak zasypiają, wydają się jeszcze tacy maleńcy. Dwa szczenięta. 
Tomek drapie Mikołaja po plecach i nazywa go swoim "Pieszczochem", już nawet nie pamiętam z jakiej reklamy to się wzięło. Są nierozłączni, jak bliźnięta. Ściskam ich na dobranoc i poruszona widokiem objętych z czułością braci, opowiadam im o dawnych czasach. Tomek zna przeszłość, wie o moich latach przepłakanych, wie, że jest moim największym spełnionym marzeniem. Marzeniem, przy którym porzuciłam ostatnią nadzieję. Lubi słuchać moich wspomnień z walki o bycie mamą.
- ... widzisz, a Mikołaj sobie sam zdecydował, kiedy chce się pojawić na świecie, mając w nosie nasze plany! - opowiadam. - I wiesz jaka była moja pierwsza myśl, kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, a ty przecież ledwo skończyłeś rok? 
Tomek kręci głową i wyczekująco patrzy mi w oczy.
- Pomyślałam: biedny Tomuś, bo wydawało mi się, że coś ci odbiorę, że cię krzywdzę, że to co miałam, całą miłość będę musiała podzielić teraz na pół. I co się okazało?? Że miłości nie podzieliłam, ona się zwielokrotniła do granic niemożliwości. Nie mogłam dać wam piękniejszego prezentu niż siebie nawzajem. 
- Masz rację mamusiu! Co ja bym zrobił bez "Pieszczocha"? - uśmiecha się Tomek, a Mikołaj tylko mruczy już prawie w półśnie.

- Wiesz mamusiu, że najgorsze co może być, to mieć siostrę w moim wieku albo ciut starszą!
- A czemuż to?
- Bo z nią już nie mógłbym mieć wspólnego pokoju!
- No wiesz ... chłopak i dziewczyna to już inaczej.
- Ale to nie o to chodzi!
- A o co?
- Bo ona by mi pewnie cały pokój wykleiła plakatami Violetty! Wszystko na fioletowo. Bleeeh!
- Aaa, no tak.... 
- Dzięki ci Boże, że dałeś mi braciszka! - podsumowuje Tomek z ulgą i kładzie głowę na poduszce. 
- Amen - dochodzi przytłumiony kołdrą głos Mikołaja.
Próbuję się powstrzymać, ale już na korytarzu wybucham śmiechem.  
Największa radość mojego życia.

FRATELLO to znaczy BRAT (wym.fratello)