buty

Na szybko

sobota, listopada 24, 2018


Ostatnia listopadowa sobota 2018 roku obudziła się w przyjemnej aurze. O świcie, kiedy jeszcze Biforco spowijała czarna noc, termometr przed barem pokazywał 10 stopni. Tomek wychodząc do szkoły tak czy inaczej naciągnął czapkę na uszy, jakby za oknem czekała Syberia. Tuż za progiem oniemiał - jak ciepło! 

To ma być piękny dzień. Choć ja osobiście wolałabym, by dzisiejszy urok sobota oddała niedzieli, bo obawiam się, że nic nie wyjdzie z naszej jutrzejszej Pigary. Jeśli się spełni to co ma być, pewnie z naszymi Gośćmi nie ruszymy się nawet od stołu...

Marradi tymczasem zestroiło się już świątecznie. Wyjątkowo wcześnie w tym roku, a to pewnie dlatego, że już za tydzień, tak jak Wam pokazywałam kilka dni temu, będziemy się bawić na placu w bożonarodzeniowym klimacie. Nie będą to zwykłe mercatini. Zaplanowano dużo więcej nietypowych atrakcji jak robienie słodkiej polenty czy tortelli

***

Chciałam dziś opowiedzieć o mikołajkowej szkole, zdać relacje z rozmów z nauczycielami, ze słów zaskakujących jakie usłyszałam w ostatnich dniach, ale zdaje się, że się przeliczyłam. Szczerze mówiąc cały ranek oglądałam z Mikołajem "Zieloną Milę" i na moje rytualne, samotne pisanie zwyczajnie zabrakło już czasu. Muszę te wywody odłożyć na następny raz i pędzić do kuchni. Gotowaniem dla niektórych Gości jestem przejęta szczególnie. Już jutro, a może jeszcze dziś na instagramach czy innych fejsbukach pokażę Wam kto zawitał w nasze skromne progi. 

*** 
Sobotni świt. Tomek przy ciasteczku i herbacie:

- Pusia, a wiesz co trzeba zrobić jeśli jakiś nieznajomy natarczywie patrzy się na ciebie w pociągu i chcesz, żeby przestał?
- Nie mam pojęcia. 
- Trzeba popatrzeć na jego buty, wtedy przestanie.
- Żartujesz?
- Nie, naprawdę. To taka sztuczka psychologiczna.
- Muszę spróbować. 

***
Ważna informacja: 
Dokładnie za miesiąc jest wigilia...

SZTUCZKA to po włosku TRUCCO (wym. trukko)




Boże Narodzenie

Rozświetlony Dom z Kamienia

czwartek, grudnia 07, 2017


Każdego roku kiedy zabieramy się za wieszanie lampek, przychodzą mi na myśl sceny z filmu o pewnej amerykańskiej rodzinie szykującej się do świąt. Jak to się dzieje, że choćbyśmy nie wiem jak się starali, to i tak pewne filmowe sceny "niechcący" odtwarzamy na własnym podwórku? 
Nie planowałam w środę wieszania lampek, bo to najbardziej przeładowany dzień w moim tygodniowym grafiku, ale … Zamigał za rzeką jeszcze jeden dom i jeszcze jeden … A Mario kręcił się bez ładu i zajęcia sobie szukał, więc mu zaraz zleciłam misję odkopania świątecznych iluminacji, dekoracji i świątecznych rekwizytów.
Przyniósł pudło z lampkami i rozciągnął w salonie kable i kabelki. 
Tu kilka dialogów pominę, bo ani ciekawe, ani tym bardziej edukacyjne…


Zajęłam się stroną estetyczną - przeplotłam "po mojemu" sznury lampek pomiędzy prętami tarasowej barierki, a sprawy techniczne - łączenia, podłączania, zabezpieczania zostawiłam Mario. O dziwo szybko udało mu się ze wszystkim uporać, jednak kiedy po kilku minutach zerknęłam przez okno, stwierdziłam, że "czerwona tuba" nie działa.
- Mówiłem, że już w zeszłym roku coś było nie tak.
Po kontroli okazało się, że gumowy sznur działa, ale tylko do połowy. Zabrał się zaraz Pan Majsterklepka do pracy i uciął część, która zastrajkowała. Wychodziłam akurat z Tomkiem na lekcję muzyki, kiedy Mario zadowolony z siebie prezentował efekt pracy. 
- Widzisz, skróciłem.
- Bardzo dobrze.  
Tak dobrze, jednak nie było, bo okazało się, że światełka nie działają. Zniknął Mario w cantinie sprawdzić, co jest nie tak, zupełnie jak ten pan w filmie. A tymczasem Tomek złapał za leżącą luzem wtyczkę i taki śmiech nas ogarnął, że Mario mógł się tylko przyłączyć i śmiać z samego siebie.
- Ty się sam prosisz, żeby o tobie pisać!
Kiedy lampki udało się podłączyć, okazało się, że działają, ale … znów do połowy, więc Mario się poddał i zaprzestał amputacji kolejnych części. Są dwa sznury i muszą wystarczyć. Choć czasu było jak na lekarstwo, to tak mnie to dekorowanie pochłonęło, że zaraz i świąteczny napis rozwiesiłam, ten sam, który kiedyś wzruszył jedną z moich Czytelniczek… i za okna się złapałam i za pranie firanek i ciach jeszcze gwiazdki wewnątrz i buch skrzaty na komódkę i gdyby nie to, że czas definitywnie się skończył, to byśmy pewnie z rozpędu i choinkę ubrali, a ta ma przecież czekać na 8 grudnia, żeby włoskiej tradycji stało się zadość.  
Uff dziś czwartek, jutro święto, przed nami trzy dni laby! Prawie laby… Dobrego dnia!

Ps. Do A.: W tym roku pamiętałam - pomarańcze już się suszą! 

SPLATAĆ ZAPLATAĆ to po włosku INTRECCIARE (wym.intrećciare)



Boże Narodzenie

W świątecznym nastroju

piątek, listopada 28, 2014




Marradi zaczyna stroić się świątecznie. To znaczy tak naprawdę to stroi się już od miesiąca, bo iluminacje zaczęto wieszać zaraz po 1 listopada. Lada dzień pewnie wszystko się rozświetli. Przed teatrem stanęła już wielka choinka. Udekorowano główny most. Zmieniają się witryny sklepów, a niektóre są tak fantazyjne, że właściciele musieli chyba poświęcić całe miesiące, by przygotować taką scenografię. I to mnie zawsze tu zdumiewa!  Nie wiem czy to cecha marradyjczyków, czy w innych mieścinach jest podobnie. Ale tu ma się wrażenie, że każdy dwoi się i troi, że każdy jest maksymalnie zaangażowany w to, by miasteczko błyszczało, zachwycało, by nawet ten, co tylko przejazdem zauroczony zatrzymał się choć na chwilę.  




Tak dzieje się nie tylko w okresie Bożego Narodzenia. Marradyjczycy pamiętają też o innych pomniejszych świętach i wydarzeniach i zawsze dekoracjami wpisują się w klimat danej chwili, czy to noc czarownic, czy święto kasztanów, czy dni sportu, czy turniej złotego rusztu. Już kiedyś o tym pisałam, że tu nie ma nic "byle jak", nie wiem czy w ogóle to określenie funkcjonuje we włoskim słowniku. Mam wrażenie, że tutaj nawet takie drobiazgi, a może zwłaszcza te drobiazgi zrobione są z sercem, z pełnym zaangażowaniem i niezmierzoną fantazją, a nie po łebkach. 




Już za tydzień pierwsze bożonarodzeniowe mercatino, znów będzie kolorowo, zapachnie grzanym winem, na saniach usiądzie Mikołaj, a dzieci na placu będą śpiewać kolędy. Jakże inna ta przedświąteczna atmosfera od tej w wielkim mieście. Bez sztucznego rozdmuchania, bez ogłupiania ludzi, bez nakręcania wielkiej komercyjnej machiny. Będzie rodzinnie, ciepło, nawet jeśli zimno, pachnąco, swojsko, po prostu pięknie...



CURARE to znaczy DBAĆ (wym. kurare)