Babcia Mario zawsze mówiła, że chleba nie można kłaść grzbietem do dołu. Nie umiał Mario wytłumaczyć dlaczego, czy to przesąd, czy przez zwykły szacunek, jaki starsze pokolenia miały dla chleba, ale sam tak ma teraz w głowie zakodowane, że położyć bochenek odwrotnie zupełnie się nie godzi.
Kroję toskański chleb - najlepszy z najlepszych i dziwię się jak mogliśmy dawniej na włoskie pieczywo narzekać. Sama jakiś czas temu napisałam o chlebie dla magazynu Lente.
W Kamiennym Domu pół kilowy bochenek znika w ciągu jednego dnia. Chłopcy przejęli włoskie zwyczaje. Chleb to pierwsze za co łapią przy stole. Chleb do wszystkiego. Do risotto czy do tagliatelle ... Nie ma znaczenia. Bez chleba ani rusz.
***
- Ja szykuję obiad, a ty pisz! - podaję Mario kartkę i długopis.
- Co pisać?
- Listę zakupów. Jak będziemy w Modiglianie to przy okazji zahaczymy o market. Będę dyktować. Pisz: wino...
Mario podszedł do sprawy poważnie. Notował wszystko. Każde eee i buuu i oto co wyszło! Za zgodą autora sfotografowałam. Kto zna włoski na pewno się uśmiechnie. A dla moich uczniów zadanie - znaleźć błąd:)
Kiedy dyktowałam listę zakupów, z dworu dobiegł dźwięk dzwonków. Początkowo nie zwróciłam na to uwagi, ale chwilę później dotarło do mnie, że przecież już od dawna nie mieszkam w Lutirano i takie dźwięki nawet w Biforco nie są na porządku dziennym. Wybiegłam na dwór i zaraz znów jak bomba wpadłam do salonu, by chwycić za aparat. Oto przed domem maszerowały sobie muły...
Na liście zakupów między ricottą i graną Mario zanotował - suonare alla porta. Przy bramie stała listonoszka i wyciągała w moją stronę paczkę. Znów mi się ciepło zrobiło na sercu, a wzruszenie ścisnęło w gardle. Dziękuję B. bardzo, bardzo dziękuję...
Czasem zastanawiam się czy ja na to zasługuję... Przecież nic wielkiego nie robię. Ja tylko piszę, opowiadam dzień po dniu o tym moim chlebie powszednim.
DOBREGO WEEKENDU!
DZWONIĆ DO DRZWI to SUONARE ALLA PORTA (wym. suonare alla porta)





