Bocconi

W całkiem dużym gronie i w bardzo dobrych nastrojach!

wtorek, sierpnia 20, 2019


Był już prawie wieczór, a my siedzieliśmy na rzecznych kamieniach i w chłodnej wodzie moczyliśmy zmęczone całym dniem stopy. Było to dobre zmęczenie. Zmęczenie drogą, nowo poznanymi miejscami, czasem spędzonym w podróży, kilkoma przespacerowanymi kilometrami, niegasnącym upałem. Siedzieliśmy tak na tych wymytych przez czas kamieniach, woda działała kojąco i chyba nikomu za bardzo nie chciało się iść dalej, ale sklepy zamykali, kolacja czekała na przygotowanie itd… itp… 
Była już prawie 19.00 kiedy odjechaliśmy z wodospadów Brusia.

To był bardzo udany dzień. Dzień, na myśl o którym cieszyłam się jak wariat, ale też nieco drżałam czy aby wszystko uda się zgrać tak jakbyśmy chcieli. 
14 osób (słownie czternaście osób, osiem plus sześć), trzy samochody, cztery rodziny, podróż zwiedzanie, wysiłek, wolne miejsce i złożenie sprawnie zamówienia w restauracji... 
I wiecie co? 
Wszystko cudnie nam się udało!  

fot. Michał Cichocki
fot. Michał Cichocki
fot. Michał Cichocki

Kumulacja przyjaciół, rodziny, wspaniałych miejsc, pięknych widoków, grania cykad, chłodnego wina i palącego słońca. Odwiedziliśmy ponownie San Leo (my ponownie, pozostali po raz pierwszy), przystanęliśmy na lody i spritza w Forlimpopoli, a na koniec pożegnaliśmy dzień nad rzeką w Bocconi u stóp starego kamiennego mostu.
No dobrze... Niektórzy pożeganli dzień znacznie później. Właściwie dzień i noc zlały m się w jedno, ale to już jest... off the record.
Dziękujemy kochani za wspaniały czas i mamy nadzieję na więcej. 

A więcej na pewno będzie, bo już dziś będziemy się razem bawić przy wspólnej pizzy!
Niech to będzie kolejny dobry dzień!


CZTERNAŚCIE to po włosku QUATTORDICI (wym kuattordiczi)

Bocconi

Wodospady Brusia - jeszcze jedna perełka ukryta w moich Apeninach

wtorek, czerwca 18, 2019


O wodospadach Brusia znajdujących się pomiędzy Portico di Romagna a San Benedetto in Alpe dowiedziałam się już dawno temu dzięki Ellen, która właśnie w tej bajkowej otoczce pozowała do zdjęć swojej holenderskiej przyjaciółce - fotografce. Miejsce było zdumiewające i nie mogę sobie darować, że wcześniej tam nie zawitaliśmy. Tak naprawdę przypomniałam sobie o nim dopiero przy dyskusji na temat wyboru miejsca do letniego zdjęcia. 
Niedziela, jak wszystkie do tej pory czerwcowe dni była cudowna. Taka pogoda, przynajmniej dla mnie, mogłaby trwać cały rok... Zjedliśmy lekki obiad trochę wcześniej niż zwykle, choć wakacyjne włóczęgi mają to do siebie, że nie trzeba się napinać, ani nigdzie spieszyć, bo do zapadania zmroku czasu aż nadto, a do łóżka wcześnie nikt gonić nie musi. Ruszyliśmy najpierw w stronę Tredozio.


Za Tredozio znów skierowaliśmy się w stronę wzgórz - na Monte Busca - to samo miejsce, gdzie znajduje się wielokrotnie pokazywany już na blogu "najmniejszy wulkan Italii".  Za wulkanem należy zjechać na główną drogę prowadzącą do Forli, ale skierować się na San Benedetto in Alpe.
Bocconi - bo to tam znajdują się le Cascate della Brusia - napotkacie za około 3km. W centrum osady są znaki, gdzie trzeba skręcić, ale uwaga - widoczne są tylko dla jadących od strony Forli, od San Benedetto natomiast kompletnie nie widać żadnych informacji i to też tłumaczy, dlaczego sami nigdy wcześniej tam nie trafiliśmy, choć drogę tą pokonywaliśmy wiele razy.


Trzeba zjechać na dół na oznaczony parking, tam zostawić samochód i starą kamienistą drogą ruszyć pieszo. Wystarczy kilka kroków i zaraz ma się przed sobą piękny trzyarkadowy most, na temat, którego nie znalazłam jeszcze żadnych informacji. Nawet co do daty jego powstania nie mam pewności, bowiem w sieci znalazłam kilka wersji. W każdym razie most liczy sobie kilka wieków i wciąż niezmiennie zachwyca urokiem, zwłaszcza, że wybudowany został w wyjątkowej scenerii. Rzeka Montone, która pod nim przepływa, opada kilkoma kaskadami, tworząc u stóp mostu naturalny basen. Uroku dodaje pobliski młyn, który z tego co wiem, dziś funkcjonuje jako b&b. 


Oczywiście taka pogoda jak w minioną niedzielę, przyciąga wielu plażowiczów, ale miejsce jest na tyle szerokie i bogate w ustronne zakamarki, że każdy znajdzie swój kąt. Musimy tam koniecznie wrócić, tym bardziej, że tabliczka za mostem wskazuje interesujący szlak. Można nim dojść do opuszczonej osady... 

Coraz trudniej zaskoczyć mnie czymś nowym na "moim własnym gruncie", ale jednak jak się okazuje nie jest to niemożliwe. Kto wie, ile skarbów kryje jeszcze przede mną Appennino Tosco - Romagnolo...
Gdyby zdjęć było za mało - tutaj krótkie nagranie Mario. 


WYBUDOWANY to po włosku COSTRUITO (wym. kostruito)