Pola i łąki wyżej w górach są jeszcze bardziej zimowe niż wiosenne, choć oczywiście tu i tam coś już nieśmiało kiełkuje. Gałązki drzew zaczynają się ożywiać i z dnia na dzień widać na nich coraz wyraźniej zielone pąki. Magnolia przy supermarkecie wiosennie pęcznieje i już doczekać się nie mogę, kiedy obsypie się bladym różem. Do kwitnących kwiatów dołączyły teraz żonkile i przylaszczki.
Niemal każdego dnia staram się urwać chwilkę dla siebie na dłuższy lub krótszy spacer. Maszeruję szosą, polną drogą, górską ścieżką. Przystaję, oddycham, szukam nowych śladów wiosny odkrywam kamienne rudery w najmniej oczywistych miejscach. Czuję po zimie tak silny niedobór gór, przestrzeni i zieleni, że momentami aż mi słabo. Za tym idą oczywiście inne niedobory, ale to już osobny problem...
Może wreszcie dziś zabiorę się za wspomniane "oczyszczanie" przestrzeni... To tak ładnie brzmi, a przecież w gruncie rzeczy chodzi o wywalenie tego co niepotrzebne. Nie chomikować! Nie magazynować! Nie zagracać! Nie wypełniać sobie świata tym co zbędne.
***
- Uwierzysz, że prof S. użala się na nas, że jesteśmy za porządni?
- Żartujesz? Ale że niby jak za pożądni?
- Za poważni, za cisi...
- Świat do reszty zwariował.
***
Mikołaj szykuje się na karnawał. Ogląda Blues Brothers i kompletuje strój. Tomek odmówił udziału w swoim balu "półrocznym". Próbowałam namawiać, przekonywać, ale szczerze mówiąc trudno było dyskutować z jego argumentami. Jaka matka taki syn...
***
Moje zdjęcia ze sztuki sobotniej bardzo się podobały i były szeroko komentowane. Podobnie ostatni dodany do fotograficznego fanpejdża album. To oczywiście miłe i przynajmniej teoretycznie powinno pomóc w łaskawszym spojrzeniu na samą siebie, ale... gdzie tam! Tu jak widać też mam poważne niedobory. Niby coś robię, a wciąż mam poczucie dreptania w miejscu. Może robię za mało? Może wciąż za mało we mnie odwagi?
NIEDOBÓR po włosku to CARENZA (wym. karenca)





