Wielkanoc

O powrocie, o Wielkanocy, o tym, co powoli...

sobota, kwietnia 06, 2024

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Powrotna podróż poszła gładko aż do Bolonii. Nim jednak pociąg z Bolonii do Faenzy nabrał rozpędu, rozległ się komunikat, że z powodu ludzi wędrujących blisko torów, jazda będzie spowolniona. Jak na złość akurat w Faenzie mieliśmy najmniej czasu na przesiadkę. Natychmiast zgłosiłam sprawę kierownikowi pociągu, a ten po kontakcie z naszym ostatnim pociągiem do Marradi z żalem poinformował nas, że mamy jeszcze jeden pociąg później, więc ten nie poczeka...
Pociąg do Marradi odjechał dokładnie w tym samym momencie w którym wtoczył się pociąg z Bolonii. Jak bardzo przeklinałam w duchu młodzież, która urządziła sobie jakiś "rave" za Bolonią, to tylko ja wiem i moja biedna dyńka...

Dotarliśmy do domu nieco później niż to było w planach. To "nieco" było jednak kluczowe. Miałam zamiar upiec jeszcze sernik, pomalować jajka, żeby stół wyglądał choć odrobinę wielkanocnie, ale ostatecznie ledwo dotelepałam się do łóżka, a całe działanie zostawiłam na niedzielny poranek. 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Obudziłam się z nowymi siłami i po miłym poranku we własnym łóżku z ulubioną kawą, zabrałam się do kulinarnego działania. Oczywiście bez przesady, bo ileż potem można jeść. Ot bardziej fikuśny niż zwykle obiad - fikuśny i oryginalny, bo dzieciaki wymyśliły sobie frytki z batatów, więc wieźliśmy te bataty z samego Bolzano. 

Po obiedzie było popołudnie u Mario, z którego Mikołaj wrócił uradowany jak - nomen omen - UOVO DI PASQUA. Tak się mówi po włosku o kimś, kto jest bardzo szczęśliwy i rozradowany z jakiegoś powodu - "być szczęśliwym jak jajko wielkanocne". Do takiej euforii doprowadziła go prosta nauka - jak rąbać siekierą drzewo. 

Jak mówiła mama Forresta Gumpa - człowiek niewiele potrzebuje do szczęścia... 

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Jedni pracowali, inni siedzieli nad rzeką...
- Mogę dołożyć mój kamyczek. 
- Jasne, tylko uważaj, żeby nie runęło. Chcę zrobić zdjęcie. 
- Będę uważać. 

Budować powoli... Coś o tym wiem. Kamień po kamieniu, słowo po słowie - wszystko można odbudować. Najważniejszy ten spokój...

Siedzimy nad szmaragdową rzeką, która chlupie kaskadami. Przelewa się powoli, powoli - wiele przed nią jeszcze małych kaskad nim stanie się morzem. My dokładamy kolejne kamyczki, powoli powoli, nim staną się wieżą. Mikołaj rozłupuje kolejny pieniek, Mario odpala kolejnego papierosa..  
Czas wybija kolejne minuty, powoli, powoli... I kwitną - tak samo powoli - pierwsze dzikie orchidee...

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Wielkanoc

Życzeniowy wielkanocny falstart i do "zobaczenia" wkrótce

czwartek, kwietnia 06, 2023

Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii

Kiedy po Befanie chłopcy wracali do szkoły, wizja najbliższego wolnego, którym w Italii jest Wielkanoc wydawała się odległa o całe lata świetlne. Szast Prast! Nawet lata świetlne przeleciały w mgnieniu oka!
Raczej nie będziemy mieli w tym roku prawdziwych wakacji, więc pozwalamy sobie przedwiekanocnie uciec na kilka dni. Marzyłam o tym. Cieszę się, że będę mogła pobyć z chłopcami, złapać dystans, pozwolić głowie pozbyć się smutków, które gdzieś tam ostatnio się zalęgły. Kto wie czy za jakiś czas będą jeszcze chcieli z Matką podróżować... 

Poza tym ja sama bardzo potrzebuję się teraz wyłączyć - tym bardziej, że druga połowa kwietnia zapowiada się na prawdziwy rollercoaster. Mam nadzieję, że pogoda będzie nam sprzyjać, mam nadzieję, że wszystko nam się pięknie uda, mam nadzieję, że puste kartki notesu zapiszą się dobrymi wspomnieniami. 

Będzie mi miło, jeśli poczekacie na mnie te kilka dni i kiedy wrócę, ktoś tu jeszcze będzie zaglądał. Wiem, że do niektórych dotarły już Nowe Sekrety - to dla mnie najbardziej stresujący moment, więc za wszystkie pochwalne słowa dziękuję z całego serca! Nawet nie wyobrażacie sobie jak wiele dla mnie znaczą. 

Nie będę odpowiadać w tych dniach na wiadomości, zaglądanie do internetu chcę ograniczyć do minimum, za dużo w ostatnim czasie było przykrości związanych z wirtualnym światem i nie tylko z nim, więc detoks jest wskazany. Dlatego też już dziś napiszę Wam:

Tym, którzy świętują - dobrych świąt, tym, którzy pragną tylko odpocząć - leniwego czasu, a tym, który przede wszystkim czekają na wiosnę - niech ta wiosna zjawi się jak najszybciej w całym swoim kwietniowym splendorem. 
Ciepła, kolorów i radości!
BUONA PASQUA!

Dom z Kamienia blog Katarzyny Nowackiej



Wielkanoc

Żeby się człowiek nie zmuszał - życzenie na ten czas

czwartek, kwietnia 14, 2022

Dom z Kamienia blog, Katarzyna Nowacka

Może zacznę od zagadek, z których jedna pozostała nierozwiązana. Dwa dni temu pokazałam Wam kilka dzieł sztuki z Galleria degli Uffizi - jegomość z portretu to oczywiście sam Lorenzo il Magnifico, popiersie, do którego westchną Mikołaj to popiersie umierającego Aleksandra Wielkiego. Trzecia zagadka - najtrudniejsza - pozostała nierozwiązana. Pytałam Was o to, czy umiecie znaleźć coś więcej na obrazie Madonna della Melagrana Botticellego. Wróćcie jeszcze raz do mojego wpisu - jeśli oczywiście macie ochotę. Przyjrzyjcie się uważnie zdjęciu najlepiej w powiększeniu. Owoc granatu - a dokładnie jego pęknięcie ma kształt serca i znajduję się precyzyjnie na wysokości serca dzieciątka. Nie tylko kształt serca jest wiernie oddany ale też - jak ocenili kardiolodzy kilka lat temu - jego budowa! Najprawdopodobniej Botticelli wzorował się na jednym z anatomicznych rysunków Leonardo. 

Co ciekawe ten sekret historycy i badacze sztuki odkryli dopiero kilka lat temu. Tu nasuwa się refleksja... Jak wiele jeszcze tajemnic kryją przed nami dzieła sztuki??

https://www.domzkamienia.com/2022/04/obrazy-i-zagadki-spacer-po.html

Myślałam, że ten czwartek nigdy nie nadejdzie... Kilka dni temu wydawał mi się odległą fatamorganą. A teraz już jest, więc ja zamykam komputer, wyłączam się z lekcji, przez kilka dni nie będę bredzić o zaimkach i congiuntivo. Przez kilka dni mam zamiar tak po ludzku (no dobrze... po kasiowemu) odpoczywać. Okna mam tak brudne, że aż wstyd. Kurze z mebli nie są starte. Ciast w domu sztuk jeden - colomba z marketu. Plan na niedzielę - grill u Mario. Ponadto... luz, relaks, może jakiś trekking, jakaś wycieczka, joga, oddech. Nie mam zamiaru w ogóle się w niczym spinać. Pewnie w sobotę dzieciom jakieś ciasto ogarnę, pewnie jeszcze coś, ale Pasqua po włosku to coś, co uwielbiam i tak mam zamiar te dni spędzić. 

Od wtorku natomiast wpadnę w taki młyn, że strach się bać, więc w te dni nie mam zamiaru do niczego się zmuszać. A do niezmuszania się mam jeszcze pełne błogosławieństwo Tomka 

Dobrego czasu! Dobrego dnia!

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO to po włosku BENEDIZIONE (wym benedicjone) 

  sukienka: www.madame.com.pl

Wielkanoc

Wielki błękit, poezja obrazu i życia w ogóle

wtorek, kwietnia 06, 2021

Dom z Kamienia blog, Toskania nieznana

Staliśmy na moście dokładnie w połowie drogi Biforco - Campigno i jak zahipnotyzowani wpatrywaliśmy się w lazur wody i jedną samotną kaczkę. Było w tym obrazku coś poetyckiego. Niby żaden "wielki błękit", ale dla kogoś kto na świat patrzy kadrami, to była naprawdę poezja obrazu. 

Poezją był też dla mnie sam moment, bo minęło kilka miesięcy od czasu kiedy razem we troje wyszliśmy na wspólny spacer. Chłopcy dorośli i chadzają już raczej swoimi ścieżkami, a ja na siłę się nie narzucam. Taka kolej rzeczy... 

Wczoraj jednak przeszliśmy razem dziesięć kilometrów i to było dla mnie jak witaminowa bomba. Mikołaj to szedł, to biegł i również rad odnośnie biegania chętnie słuchał. To bieganie to dlatego, że zrodził się w jego nastoletniej głowie pewien ambitny plan. Bardzo mu kibicuję, ale że u niego często pojawia się słomiany zapał, więc zdradzać szczegółów nie będę. W każdym razie poprosił mnie czy co drugi dzień możemy razem maszerować na długim dystansie. Tą prośbą sprawił mi tak nieprawdopodobną radość, że chyba nic bardziej nie mogłoby mnie ucieszyć.  

Poezją była też wczoraj cała dolina coraz bardziej zielona, coraz bardziej soczysta. Poezją był przystanek przy wielkich głazach, gdzie dawno temu bawiliśmy się na letnich piknikach. Poezją było słońce przeciskające się między młodymi listeczkami i woda jak kryształ i monumentalne głazy, które czas zepchnął do koryta potoku Campigno. 
 
Dom z Kamienia blog

To były dobre święta. 
Nawet jeśli sami, nawet jeśli bez wojażowania, bez piknikowania... to uczciwie muszę przyznać, że to były naprawdę dobre święta. Choć wolnego czasu miałam tylko garstkę, to jakimś cudem udało mi się złapać głębszy oddech. 

Kasia z Domu z Kamienia - blog o życiu w Toskanii

Pamiętam jak w czasie ferii bożonarodzeniowych wyliczaliśmy z chłopcami ile teraz trzeba będzie czekać do następnego wolnego. Ta przerwa między jednymi świętami a drugimi to najdłuższy czas w roku szkolnym, który po drodze nie ma żadnego oddechu w postaci wolnych dni. "Trzy miesiące! To jak maraton!" - wygrażaliśmy. 
I oto...
Minęły trzy miesiące, minęły i święta i zaraz połowa kwietnia się zrobi... 

Campigno, Dom z Kamienia blog
Kasia z Domu z Kamienia, blog o życiu we Włoszech, Biforco
Dom z Kamienia, blog o życiu we Włoszech, Biforco
Dom z Kamienia blog o życiu w Toskanii, Marradi

Wieczorem i do nas dotarła wiadomość o śmierci Krzysztofa Krawczyka. Mikołaj wpadł do mojego pokoju ze smutną miną.
- Krzysztof Krawczyk nie żyje! 
- Wiem, właśnie przeczytałam.
- Jak mi smutno...
Mikołaj cały wieczór trawił ten smutek i nie bardzo umiał sobie z nim poradzić. Mikołaj - polskie dziecko wychowane na włoskiej ziemi. Mikołaj - "muzyk" w muzyce rozkochany chyba tak jak ja w moich Apeninach! Między Bachem, Chopinem, Morricone, mongolskim rockiem, Zimmerem, Coldplay czy The Muse lubił sobie posłuchać Krawczyka. Jego piosenki nie raz przewijały się w naszych rozmowach, a Mikołaj wiele razy podśpiewywał "Za tobą pójdę jak na bal"... 
A ja?
Moje najmilsze wspomnienia z polskiej części mojego życia myślę, że mogłyby mieć właśnie taką ścieżkę dźwiękową... To co dał nam świat i Parostatek i tak dalej... Krawczyk, Wodecki, Majewska... To jest ten skrawek polskiego życia, które zawsze będę wspominać z czułością, ten skrawek z obdartą ze skóry brzozą, z pierogami z jagodami polanymi gęstą śmietaną, która ustała się na mleku, które przynieśliśmy w aluminiowej bańce gnając boso przez olszynę. Ten skrawek z piknikiem w Gocławiu i szukaniem grzybów w Grzebowilku, ten skrawek z podchodami, z lodami bambino jedzonymi po wiejskiej mszy. 

Są tacy ludzie, którzy wydaje nam się, że zawsze byli i zawsze będą, że ich bycie w naszym życiu to constans, a tymczasem odchodzą nawet ci, którzy zdawali się wieczni.  

Dom z Kamienia, blog o życiu we Włoszech, Biforco
Dom z Kamienia, blog o życiu we Włoszech, Biforco

Na starcie staje nowy tydzień pracy. Tydzień ciut krótszy, ale tak czy inaczej tydzień bardzo zajmujący. Dużo lekcji, dużo innych spraw do ogarnięcia. Czekam też z utęsknieniem na poluzowanie nam restrykcji, by móc znów ruszyć do Florencji, by móc też znów na serio pomaszerować po Apeninach.

Pogoda jeszcze się nie zbiesiła, choć to już pewnie kwestia godzin. Dziś i jutro ma być "prawie zima". Trudno w to uwierzyć, bo poranek w Biforco obudził się mimo wszystko 11 stopniami. 
Niech to będzie dobry dzień!

ODDECH to po włosku RESPIRO (wym. respiro)

Wielkanoc

Wybuch wozu, tradycje, nowe kwiaty i mistrzyni ogarnięcia!

poniedziałek, kwietnia 05, 2021


To była bardzo dobra niedziela... 
Niedziela bez muszenia, bez pośpiechu, bez spięcia, bez naginania się. Niedziela z dobrymi smakami i kilometrami spaceru. Niedziela z lekturą, z kawą, z winem, z dobrym ciastem. Niedziela z długą gimnastyką i lenistwem. Niedziela z produktywnym porankiem, którego owocem było wiele smaków na cały dzień. 
To była naprawdę dobra niedziela... 

Kiedyś byłam pewna, że kiedy już wyprowadzę się do Włoch, to na święta zawsze będę wracać do Polski. Po raz pierwszy odszczekałam to w 2015 roku, kiedy sami spędziliśmy tu Wielkanoc i kiedy zaprzyjaźniłam się z włoskimi tradycjami. To nie jest oczywiście tak, że polskie tradycje mam w nosie. Ale też faktem jest, że wiele z nich mnie męczy i tak oto, kiedy jesteśmy sami we troje możemy bez wyrzutów sumienia kultywować tylko te, które rzeczywiście lubimy - to dotyczy wszystkich świąt. 

O śniadaniu już pisałam wczoraj i bardzo spodobało mi się określenie mojej Czytelniczki też żyjącej na włoskiej ziemi - "śniadanie świąteczne mamy jako antipasto do obiadu". I rzeczywiście tak było i u nas! 
Drugą tradycją, której nie lubię - wolałabym powiedzieć dosadniej - jest lany poniedziałek. Nie raz zostałam w dawnych czasach zlana wiadrami wody na poważnie i nic zabawnego w tym nie było. Żadnego lania  się w Domu z Kamienia nie ma i nie będzie i w ogóle tutaj zwyczaj ten na całe szczęście nie istnieje. 

W ramach kultywowania lokalnych tradycji ze wzruszeniem obejrzałam wczoraj transmisję z Lo scoppio del carro. Po tym jak w zeszłym roku uroczystość się nie odbyła, w tym roku władze miasta powiedziały, że pandemia pandemią, ale tak dłużej być nie może - nie ma florenckiej Wielkanocy bez wybuchającego wozu. Oczywiście w tym roku bez publiczności, ale kto chciał transmisję na żywo mógł obejrzeć tutaj: 


Jest to cały przekaz zarejestrowany wczoraj jeśli ktoś chciałby posłuchać - po włosku oczywiście - o tej pięknej tradycji. Samo "odpalenie" przez biskupa gołębicy zaczyna się od 2.09 - po dwóch godzinach i dziewięciu minutach.
"Odpalona" gołębica leci po lince do wozu, jej zderzenie z nim odpala fajerwerki, po czym gołębica znów powinna wrócić do ołtarza. Jeśli jej lot jest rzeczywiście kompletny tam i z powrotem, a wóz odpali na sobie cały materiał wybuchowy, przyjmuje się to jako dobrą wróżbę dla miasta i dla płodów rolnych. Wczorajszy lot colomby był bezbłędny - perfetto - jak określili komentatorzy i jak dla mnie bardzo wzruszający. Niech to będzie dobra wróżba dla nas wszystkich.

Wybuchający wóz, który florentyńczycy nazywają Brindellone - jak widać na nagraniu - jest pokaźnych rozmiarów. Od niego też wzięło się określenie osoby bardzo wysokiej, "kolumbryny", postawnej. 
Tradycja carro scoppiante to jedna z najstarszych florenckich tradycji, jej korzenie sięgają pierwszych wypraw krzyżowych...


Po wzruszeniach florenckich przyszedł czas na przekąski i zacny obiad. Pojedliśmy, odsapnęliśmy i zaraz, by nie gnić przy stole, kto chciał to podreptał na spacer. 
Niebo było słoneczne, choć temperatury wcale nie rozpieszczały. Nasze kwietniowe lato zwinęło niestety na jakiś czas walizki. Tak czy inaczej było pięknie, a ja znów uczyłam się nazw nowych kwiatów. Przy drodze do Campigno kwitnie pięknie litospermo.... Znalazłam, że po polsku to nawrot czerwono błękitny i że jest już praktycznie na wyginięciu. Tym bardziej więc cieszy jego widok ot tak skromnie, niemal w rowie! 


I jeszcze na deser pochwalę się jaka to jestem przytomna... 
Zastała nas Wielkanoc bez jednego nawet słoika dobrego majonezu - wiadomo jeśli majonez to tylko napoleoński albo kielecki. Został jeden słoik czosnkowego. Nie zarejestrowałam też na czas, że barszcz biały lub żurek też się skończyły. Za późno było prosić o wysłanie. No nic... Chłopcy tylko wzruszyli ramionami - bez barszczu też można dobrze zjeść. 
Kiedy wczoraj rano poszłam do cantiny w poszukiwaniu wiosennego obrusu na świąteczny stół, zanurkowałam w stos przeprowadzkowych jeszcze pudeł i znalazłam jedno z podpisem: przetwory. 

Kasia z Domu z Kamienia, blog o życiu we Włoszech

Czego to w pudle nie było! I majonez i barszcz i nawet jeszcze kilka moich przecierów pomidorowych. Medal za ogarnięcie sama sobie wieszam na piersi! 
Dobrej Pasquetty
Pasquetta to potocznie poniedziałek wielkanocny. 

Kasia z Domu z Kamienia, blog o życiu we Włoszech
Kasia z Domu z Kamienia, blog o życiu we Włoszech
Kasia z Domu z Kamienia, blog o życiu we Włoszech

Wielkanoc

Wielkanocnie po naszemu

niedziela, kwietnia 04, 2021


Zawsze odkąd pamiętam wolałam święta wielkanocne. Naprawdę! Nawet wtedy kiedy byłam dzieckiem i w grudniu czekałam na prezenty, nawet wtedy Wielkanoc budziła we mnie cieplejsze uczucia. W tym tygodniu takie pytanie zadawałam też uczniom w czasie konwersacji i większość zdecydowanie opowiedziała się za świętami zimowymi, ale część tak jak ja uznała wyższość tych wiosennych. I nie mówię tu o aspektach religijnych, bo to jest akurat każdego indywidualna sprawa. 

Najbardziej rozbawiły mnie słowa mojej uczennicy: wolę Wielkanoc, bo jest mniej roboty!!! 

Żarty żartami, a tak na poważnie Boże Narodzenie, choć na pewno magiczne, to jednak pierwszym słowem jakie mi się nasuwa jest STRES. Stres, żeby o niczym nie zapomnieć i ze wszystkim zdążyć. Kalendarz adwentowy, pierniczki, choinka, prezenty, gotowanie na kilka dni rozłożone... I nawet jeśli osobno każdy z tych punktów uwielbiam, to jednak wszystkie razem to stres! Poza tym w Boże Narodzenie lęgnie mi się w głowie smutek i nostalgia - nie wiem skąd i nie wiem dlaczego, ale odkąd pamiętam te uczucia zawsze mi towarzyszą. 

Wielkanoc natomiast to jest dopiero życie. Wiosna, natura się budzi, kwiaty pachną, zieleń kiełkuje, sernik człowiek zakręci, jajka na twardo ugotuje i już ma święta!
 

A zatem zakręciłam wczoraj sernik, potem jeszcze kruche ciasto z czekoladą i mascarpone. Miało być jeszcze brownie z polecenia, ale jednego składnika nie było w marradyjskim markecie, więc projekt upadł. 
Jak zjemy te dwa, to jutro coś "dokręcę", ale dwa ciasta na dziś to świat i ludzie! Poza tym upiekłam polędwiczkę, żeby było dla chłopców "do chleba", chleb swoją drogą już wjeżdża do pieca, żeby był cieplutki świeżutki na dziś. Poza tym zaraz zrobię jajka faszerowane, sałatkę śledziową i przygotuję mięso na obiad i w temacie gotowania to chyba tyle. 

Komisyjnie ustaliliśmy, że świąteczny to zjemy obiad - tak jak Włosi, nie będziemy się dla tradycji "męczyć" śniadaniem, które w takiej formie byłoby dla nas - przyzwyczajonych do kawki i ciasteczka - naprawdę przymusem. Z nas trojga tylko Mikołaj jest w stanie zjeść rano kiełbasę czy śledzia. Co innego gdyby byli goście i musielibyśmy się dopasować. 
Jeśli jednak jesteśmy sami niech ten poranek to będzie przede wszystkim relaks i odpoczynek. 


W tygodniu zapytałam chłopców czy dalej chcą się w Wielką Sobotę bawić w szukanie jajek pewna, że mnie wyśmieją - ten zwyczaj wprowadziłam w naszym domu, kiedy jeszcze byli mali.

I kto zgadnie co mi odpowiedzieli...?

Myślałam, że nie ma sposobu żeby Tomka w wolny dzień ściągnąć z łóżka przed 12.00, ale jest! Jest sposób! Wystarczy w domu pochować czekoladowe jajka. Bawili się wczoraj tak, jak wtedy gdy mieli po pięć lat. To nic, że po zbieraniu jajek Tomek wrócił jeszcze w ciepłe, pościelowe pielesze...


Zachmurzyło się w sobotę, ale żaden burzowy armagedon nie przyszedł. Niedziela natomiast obudziła się pogodna i nawet nie bardzo zimna. Mam nadzieję, że choć na krótki spacer uda się dziś wyjść. Choć to epitet, którego w tym zestawieniu wyjątkowo nie lubię. 
Marzył nam się piknik, ale ten w sferze marzeń musi pozostać jeszcze przez jakiś czas. Pięknych świąt! Pięknej niedzieli! 

ZRELAKSOWAĆ SIĘ to po włosku RILASSARSI (wym. rilassarsi)

Wielkanoc

Wspomnieniowo świątecznie i przygotowania nowego ogródka

czwartek, kwietnia 01, 2021

 

W ostatni dzień marca chłopcy pomogli mi posprzątać nasz ogródkowy zakątek i po raz pierwszy w nowym miejscu ustawiliśmy leżaki. Powyrywaliśmy chwasty, które wyrosły między kamieniami, powymiataliśmy, suche liście i zaraz zrobiło się "jakby luksusowo". To nic, że straszą nas jakimś arktycznym frontem tuż po świętach, to nic... Wypieram. 

Kiedy leżaki stanęły w wyposadzkowanej części naszego ogródka, popatrzyłam z góry i stwierdziłam z satysfakcją, że ogródek, który wydawał się mały - aż taki mały wcale nie jest. To wyposadzkowanie - patrząc po rozstawieniu leżaków - jest jak cały nasz poprzedni taras. Do tego mamy i kawałek trawnika, gdzie nawet koc można sobie rozłożyć i być Dyziem i miejsce na dwie grządki, żeby dalej mieć te kilka własnych pomidorów i cukinii i nawet murki "stylowe", na których wkrótce staną donice z kwiatami. Ponadto mamy też mały balkonik, na którym już pierwsze opalanie i poobiedni relaks uskuteczniałam i ten balkonik też mam zamiar ustroić po brzegi! 

Tylko z kwiatami to jednak poczekam aż ten zakichany front przejdzie. 

Dom z Kamienia blog, Biforco

Na scenę wkroczył kwiecień. Chłopcy rozpoczęli tygodniowe wakacje wielkanocne. Jeszcze przez trzy dni mamy mieć letnią temperaturę. Planów na święta żadnych - bo jak tu mieć plany? Nawet nad menu jeszcze nie miałam czasu porządnie się zastanowić. Zamiast tego wspominam z rozrzewnieniem nasze wielkanocne wojażowania z minionych lat... Jak nam było pięknie... 

W 2015 roku kiedy zostałam po raz pierwszy sama z chłopcami i po raz pierwszy też mieliśmy spędzić święta na miejscu, odkryłam florencką tradycję Lo Scoppio del Carro. Załadowaliśmy wtedy nasz świąteczny prowiant do plecaków i spędziliśmy "chodzoną" Wielkanoc w toskańskiej stolicy. To były przynajmniej dla mnie mimo trudności jedne z piękniejszych świąt!

W 2016 roku byliśmy w Anghiari, ale po drodze zwiedziliśmy też Stię! To wtedy narodziła się tradycja wielkanocnego wojażowania i obiadu świątecznego w formie pikniku
2017 rok też był niezapomniany - letni piknik nad Adriatykiem w pięknym gronie! Ach co to był za moment!
Ostatnie nasze wielkanocne wojażowanie było w 2019 roku. Wtedy odkrywaliśmy uroki Doliny Marecchia.
A teraz przed nami znów stacjonarne święta i nawet lato ma się na nas wypiąć, więc nie sądzę, żebyśmy świątecznie z nowego, odświeżonego ogródka skorzystali. Ale... jest jak jest. W domu też może być miło, a ja cieszę się z chwili wolnego, która pozwoli popchnąć do przodu prace przy książkach.  

Dom z Kamienia blog, Biforco

Dziś przed nami intensywny dzień. Musimy wrócić tym razem już po gotowe okulary do Faenzy. Oczywiście cieszę się, bo to przecież "podróż" jak malowana, ale z drugiej strony stres. Dla kogoś z samochodem niby nic, dla mnie skomplikowana strategicznie i logistycznie operacja. Takie uroki życia bez czterech kółek...

Życzę Wam dobrego dnia z letniej jeszcze dziś Toskanii i BUONGIORNO APRILE. 
Aprile dolce dormire... - jak mawiają Włosi. 

SKOMPLIKOWANE to po włosku COMPLICATO (wym. komplikato)

Biforco, Dom z Kamienia blog
Biforco, Dom z Kamienia blog
Biforco, Dom z Kamienia blog
Biforco, Dom z Kamienia blog

białe sukienki

Gradowe chmury, wielkanocny Grinch i ratownik w pewnej sprawie

czwartek, kwietnia 18, 2019


W środę dopadły mnie wszystkie możliwe smutki. Zawsze tak się dzieje, kiedy problemy całym swoim ciężarem kładą się na ramionach, że aż momentami ciężko człowiekowi oddychać. Smutki, które naprawdę ciężko przepędzić. W ostatnich dniach nie jestem silna, czuję się jakbym miała wytrzymałość chińskiej porcelany... 

Nawet układanie w szafie letnich sukienek nie poprawiło mi humoru, ani słońce, ani zieleń coraz bardziej soczysta. Miałam wrażenie, że wszystkie gradowe chmury zawisły nad moją głową. Mario próbował poprawić mi humor spacerem, ale przez pół godziny dreptania jak największy mruk świata wypowiedziałam zaledwie kilka słów - "tak, infatti dużo jeszcze fiori di San Giuseppe" , "tak, ładna łąka", "tak, zrób pizzę". 

Wieczorem zrobił Mario pizzę, która oczywiście udała się wyśmienicie, a ja co ważniejsze zamiast zajmować się przygotowaniem kolacji mogłam bezczynnie siedzieć na tarasie. 
Wieczorem poczułam się tak wymęczona całym dniem, zajęciami i gonitwą myśli ostatnich dni, że zasnęłam już chyba przy pierwszym odcinku "Friends", a tyle obiecywałam chłopcom - że pierwszy dzień ferii, że nikt nie musi wcześnie iść spać, to pooglądamy nasz ulubiony serial do nocy! Jasne... 

I tak wieczorne wiadomości odebrałam dopiero dziś rano... 
A czwartkowy ranek nie przyniósł dobrych wieści. Jakby mało było wszystkiego to jeszcze nasze świąteczne plany szlag trafił... O! I tyle w temacie... Czy istnieje wielkanocna wersja Grincha? 

Nawet na pisanie nie mam dziś siły, więc lepiej jak już napiszę "dobrego dnia" i pójdę robić kanapki na wyjazd Mikołaja. 

Jeszcze tylko z dobrych rzeczy, bo przecież zawsze musi być coś dobrego, nawet najmniejsza głupota, byle pozytywna:
Jakiś czas temu wychodząc z baru i przeciskając się między zaparkowanymi gęsto motorami "załatwiłam" moją ukochaną wiosenną sukienkę. Aż mi się płakać chciało. Dół uwalony smarem i dwie wypalone dziurki. Pranie na nic się nie zdało... 
Zrezygnowana dałam sukienkę Mario, a ten na drugi dzień przyniósł mi ją w stanie jak przed spotkaniem z motorami! Pół nocy centymetr po centymetrze czyścił benzyną zwiewną tkaninę. Cały smar zniknął, a dziurek na szczęście na kwiatowym wzorze nie widać. 
Tyle dobrego!

INFATTI to znaczy FAKTYCZNIE, ISTOTNIE

Sukienka, o której mowa

Adriatyk

Pasqua jak malowana nad malowanym słońcem Adriatykiem

piątek, kwietnia 06, 2018


Morze tak zaborcze, że zagarnęło całą plażę, słońce jaskrawe, jak na kwietniową wiosnę przystało, my tacy radośni, zrelaksowani jak w prawdziwe święta być powinno i stół prowizoryczny z desek przez fale wyrzucone zastawiony niemal na bogato. Odgrażałam się, że palcem nie tknę, że się lenię i nic nie robię, ale jednak ja to ja i serniczek jogurtowy i torta salata i pasta tuńczykowa i karkówka pieczona i jaja... gęsie - prezent od naszych gęsi. Taka to była ta Pasqua. Pasqua jak malowana nad malowanym słońcem wiosennym Adriatykiem.


- Ile jest stopni? 
- Pokazuje 25!
- Można zdjąć buty? 
- Można, tylko bez przesady z moczeniem! Woda jest lodowata.
Nie uważał tak na pewno plażowicz zażywający kąpieli tak ochoczo, jakby to co najmniej sierpień był!


 I gry i zabawy i czerpanie słońca garściami i zajadanie dobroci i skoki, biegi, konstrukcje z suchych patyków, tulenie... 
Morza dawno nie widziałam w tak urokliwej szacie. Przypływ pchał fale pod same wydmy. Kolor natomiast był bajeczny, zwykle jest taki jedynie na południu. 


Pasqua przypadała w tym roku 1 kwietnia. Chciałam do pełni szczęścia wykorzystać pierwszą niedzielę miesiąca i w drodze do domu jeszcze coś ładnego obejrzeć. Mój wybór padł na bazylikę Sant'Apollinare in Classe. Pomyślałam, że Paw będzie miał dodatkową atrakcję, a my już kiedyś się zachwyciliśmy, więc miło byłoby wrócić.


 Wracaliśmy do domu przez sady tonące w różu. Na niebie nie było żadnej chmurki. Dzień udał się lepiej niż się spodziewałam. Po kolacji czekało nas jeszcze miłe spotkanie. W końcu święta i to święta i nawet jeśli jesteśmy daleko, to nie mogło przecież zabraknąć chwili z najbliższymi. Dzięki wielkie temu, kto wymyślił komputer, skypa, internet, "łajfaj" i inne podobne dobrodziejstwa!
Dobrego weekendu! Nie skończyłam jeszcze bajać o świętach, a tymczasem znów na tapecie mamy piątek! I znów zapowiadają nam piękne słońce!

ZAGARNĄĆ, ZAJĄĆ - INVADERE (wym. inwadere)