Castagneto in musica

Kasztany znów spowija muzyka i inne sobotnie atrakcje

niedziela, lipca 14, 2024

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica

Castagneto in musica odkąd pamiętam było jedną z moich ulubionych lokalnych imprez. Po czasach pandemicznej pauzy i zawirowań powodziowo osuwiskowych z zeszłego roku dopiero tego lata powróciło do naszego lokalnego, letniego kalendarium. Tym razem impreza po raz pierwszy zorganizowana została w Campigno. Miejsce nawet w połowie nie tak wyjątkowe jak wcześniejsze Sulpiano czy Pian Giorgio, ale miejsce w tym wszystkim jest tylko dodatkiem...

Sensem takich imprez jest przede wszystkim wyjście z domu i bycie razem. To czy siedzi się na ławce, plastikowym krześle, czy kostce słomy, czy je się polentę smażoną piadinę czy kasztanowe naleśniki, czy miejscem jest boisko, parafialne przyległości, czy zwykła łąka - to wszystko to właśnie tylko dodatki. 

Niezmiennie, nawet po latach życia tutaj, zadziwia mnie to, że niezależnie od zestawu atrakcji, niezależnie od menu - Włosi zawsze na takie imprezy się stawią - starzy, młodzi, całkiem starutcy i całkiem maleńcy. Dlaczego siedzieć w domu, jeśli można posiedzieć na snopku razem z innymi, napić się wina, zjeść opieczony chleb z oliwą i posłuchać muzyki na żywo?
 
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica

Castagneto nie było jedyną sobotnią atrakcją. Tak naprawdę cała sobota była atrakcjami nafaszerowana. Po pracowitym poranku czekała uczta przy CasaGallo - tradycyjny grill, czyli radość wielka. Potem obowiązkowa drzemka i nim ruszyliśmy do Campigno ekspresowy wyskok na grzyby. 

Mario chciał pokazać naszym Przyjaciołom pewne sekretne miejsce, które w sezonie obfituje w niezwykle smakowite ovuli. Miejsce zaprezentowało się tak pięknie, że piękniej trudno bylo sobie wyobrazić. Zbiór nieprawdopodobnie wręcz bogaty, jak na dwadzieścia minut spaceru.

Niedziela pisze się jeszcze bardziej intensywnie niż sobota. Mam nadzieję, że zakończy się wieloma pięknymi kadrami i wspomnieniami do zapisania w kolejnym notesie.

Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica
Dom z Kamienia blog Kasi Nowackiej, Castagneto in musica


Biforco

Muzyka w gaju kasztanowym i dary dzikiej natury

sobota, lipca 13, 2019


W ciągu dnia wysłałam chłopców na stację. Nie mieli ani nigdzie jechać, ani nikogo odbierać. Mieli nazbierać kaparów, które teraz dojrzewają i to właśnie mur na stacji w Biforco jest nimi bogato oblepiony, wygląda jak mini plantacja z ceglanym podłożem. Jestem uzależniona od smaku kaparów! A już takie jak te - swojskie giganty to w ogóle słoiczek za jednym przysiadem... 
Kapary wylądowały narazie w misce z grubą solą. Poleżą tak dwa dni, a potem zacznie się "octowanie". Mmmmm!!!!


Oprócz kaparów Mikołaj przyniósł pęczek dzikiego koperku i taki był z siebie dumny, że zaraz zieleninę postanowiłam jakoś spożytkować, nawet jeśli ja sama za koperkiem nie bardzo przepadam. Spośród wielu propozycji najbardziej zaciekawił mnie sycylijski przepis na makaron z dzikim koperkiem, pomidorkami i anchovies i to właśnie jego wariacja była naszym piątkowym obiadem. Nawet ja "niemiłośniczka" finocchietto selvatico musiałam przyznać, że danie smakowało wspaniale! Przepis już dziś w Kuchni.  


Na kolację nie musiałam się natomiast z niczym wysilać. Kolację zjedliśmy na lokalnej feście. W piątkowy wieczór w Biforco rozbrzmiał gaj kasztanowy muzyką - Castagneto in Musica. Wprawdzie Villanova nie jest według mnie najlepszym miejscem na tego typu wydarzenie, nawet jeśli dla nas akurat najwygodniejszym, bo to tylko dwa kroki od domu. Przy Villanova brakuje zdecydowanie zachwycających widoków, podziwiania zachodu słońca tak jak to bywało na Sulpiano czy Pian Giorgio. W każdym razie smakowitości nie brakowało, muzyki i zabawy też. Poza tym najważniejsze w tym wszystkim to wyjść z domu i być wśród ludzi. 


 A dziś? 
Dziś zapowiada się piękna lipcowa sobota, a my wracamy do Florencji, bo Giotto, bo Cosimo, bo Palazzo Vecchio, bo... uwaga, uwaga... spotkanie z ukochanymi osobami po długich miesiącach niewidzenia się! 
Dobrego weekendu!!!

DZIKI KOPER to po włosku FINOCCHIETTO SELVATICO (wym. finokkietto selwatiko)  

Castagneto in musica

Gaj kasztanowy i muzyka, czyli smak marradyjskiego lata

niedziela, lipca 08, 2018


I oto kolejny stały punkt marradyjskiego lata już za nami... Castagneto in musica 2018, czyli gaj kasztanowy w muzyce, który w tym roku zorganizowano w nowym miejscu, niemal pod samym naszym nosem przy Villanova w Biforco. Z jednej strony dla nas wygodnie, z drugiej zabrakło mi odrobinkę zapierającej dech w piersiach panoramy, do jakiej przyzwyczailiśmy się w czasie poprzednich edycji. W każdym razie nawet jeśli nie mogliśmy podziwiać widoków zachodzącego słońca to i tak zabawa była przednia!  
Porchetta, smażona piadina i piadina romagnola, panini i mało włoskie, choć pyszne burgery, pappa al pomodoro, ciambellini i ser i miód i oczywiście wino... Do tego dawka dobrej muzyki, od rytmów bałkańskich po klasykę rocka, zacne towarzystwo i oto mamy gotowy przepis na bardzo udany wieczór. 


Uwielbiam smak marradyjskiego lata. Wieczory wypełnione zabawą. Wieczory ciepłe i radosne, kiedy wraz zapadaniem zmroku powoli gaśnie trajkotanie cykad. Uwielbiam muzykę i widok uśmiechniętych twarzy alpini. Ludzi gęsto zasiadających przy stołach i śmiech dzieci ganiających dookoła. 
Każda pora roku ma w Marradi swój jedyny i niepowtarzalny smak, każda ma swój niezaprzeczalny urok, ale lato ... Lato marradyjskie to coś absolutnie wyjątkowego. Mogłoby się nigdy nie kończyć.  


A dziś niedziela i na placu kolejne atrakcje. Zobaczymy co też przyniesie kolejny lipcowy dzień...

LUDZIE PRZY STOLE to po włosku LA GENTE A TAVOLA (wym. la dżente a tawola)

Castagneto in musica

Muzyka na najpiękniejszym "balkonie" Doliny Lamone.

niedziela, lipca 02, 2017


- Poczekamy tu na zachód?
- Poczekamy. 
- A przesuniesz aparat? 
Przesuwam nikona, a Mikołaj zaraz układa się wygodnie jak kociak, chociaż taki już duży, że tylko głowa mieści się na moich kolanach. Przyklejamy się ciasno jedno do drugiego, żeby było nam cieplej, bo wieje niemiłosiernie. Jakaś kobieta wcześniej przy stole powiedziała,  że to corina. Nie znam się na wiatrach, więc wierzę na słowo. Niech będzie corina. 
Siedzimy na najpiękniejszym "balkonie" doliny Lamone. Znam to miejsce, odkąd kilka lat temu trafiliśmy tu trochę przypadkiem spacerując po kasztanowym gaju. Od tego czasu zawsze powtarzałam, że nie ma piękniejszego położenia, że nikt nie ma z okna ładniejszych widoków niż Giorgio. Widać stąd całą dolinę, łagodne falowanie szczytów aż po horyzont, widać stąd nawet morze… Mieszkać w takim miejscu to znaczy mieć wszystkie wschody i zachody słońca na wyłączność! Czego chcieć więcej?  
Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wielu marradyjczyków nigdy tu nie było. Piangiorgio było dla niektórych prawdziwym odkryciem tego wieczoru. 


Coroczne lipcowe wydarzenie, jedna z naszych najpiękniejszych fest - Castagneto in Musica w tym roku przeniosło się z Sulpiano na Piangiorgio. Obydwa miejsca są tak piękne, że  zdają się być nierealne, jednak jeśli chodzi o Piangiorgio … No cóż … Brak słów…
Jak co roku była polenta i piadiny i słodkości kasztanowe i kasztanowe piwo i oczywiście muzyka. Kasztany w tytule i kasztany w menu, bowiem organizatorem wydarzenia jak każdego roku była Strada del Marrone. 


- Ruszmy się, bo nas zaraz stąd wywieje. Słońce jeszcze wysoko. Przejdziemy się trochę, a potem znów tu wrócimy.
- Poczekaj chwilę! - Mikołaj wypatrzył w dole rozległej łąki dwie przyjaciółki i tyle go widzieli. Zostaliśmy we dwoje.
- Chcesz coś jeszcze zjeść? - zapytałam Tomka.
- Napiłbym się wody. 
- A ja wina! Chodź, pokręcimy się trochę wśród ludzi. Do zachodu jeszcze trochę.
Muzyka grała, corina zrywała ze stołów plastikowe talerzyki, a słońce powoli, powolutku żegnało się z pierwszym lipcowym dniem. 


ZACHÓD to oczywiście TRAMONTO (wym. tramonto)