poniedziałek, 16 listopada 2015

Przedsionek Toskanii, czyli Portico di Romagna



Jak mówi legenda, to właśnie tu narodziła się miłość pomiędzy Dante Alighieri i Beatrice Portinari. Portico di Romagna - maleńkie, średniowieczne miasteczko tuż przy granicy z Toskanią. Ukryte przy wąskiej, krętej drodze, która wije się wśród wzgórz surowych, dzikich i niedostępnych. 


Jak sama nazwa mówi - jesteśmy w Romagnii, ale paradoksalnie od roku 1386 aż do 1923 miasteczko przynależało do Toskanii, znajdowało się pod władaniem Florencji, a jego historia związana jest z dwoma znanymi w dawnych czasach rodami - Guidich i Visconti. 


Portico, rozlokowane jakby na trzech piętrach, można zwiedzić w jedno popołudnie. Najwyższy poziom zajmował dawniej zamek, z którego obecnie zachowała się tylko wieża,  ponadto kamienna pieve di Santa Maria in Girone i palazzo della podestà




Nieco poniżej, w środku miasteczka znajdowały się palazzi szlachetnie urodzonych, w jednym z nich - palazzo Traversari - przyszedł na świat średniowieczny humanista i teolog Ambrogio. 

Najniższa część Portico rozciągała się wzdłuż rzeki Montone, mieszkali tu zwykli ludzie, handlarze i rzemieślinicy. Jednym z najbardziej malowniczych elementów tego zakątka jest il Ponte della Maestà, który prowadzi do małego oratorium, zwanego Visitazione.






Trafiliśmy do Portico di Romagna w środku listopada, kiedy rozpoczęły się już prace przy szopkach bożonarodzeniowych. Jak głosiły porozwieszane w różnych miejscach reklamy, miasteczko właśnie z nich jest słynne. Niemal w każdym zaułku stały już zalążki większych i mniejszych szopkowych budowli. Jeśli ktoś w najbliższym czasie trafi w te strony pamiętajcie - można je podziwiać od 8 grudnia do 10 stycznia, niektóre z nich zapowiadają się na prawdziwe dzieła sztuki, dyktowane nie lada fantazją. 






Zaciekawiła nas szczególnie jedna figura, z patyków i kory. Matka z dzieckiem na ręku. I kiedy zatrzymaliśmy się przy niej na dłuższą chwilę z sąsiedniego budynku wychyliła się kobieta. 
- Podoba się wam? 
- Bardzo!
- A mi właśnie nie. 
- Ale dlaczego? Potrzeba tu było prawdziwej wyobraźni. Jest niebanalna. 
- Owszem, wykonana jest pięknie, ale kiedy na nią patrzę, nie wiedzieć czemu, robi mi się smutno...
Popatrzyłam na figurę jeszcze raz. Może rzeczywiście był w niej pewien smutek.
- Ale oczywiście bardzo się cieszę, że wam się podoba - odezwała się po chwili starsza pani, pewnie przejęta, że przygasiła nasz entuzjazm.




Przeszliśmy wszystkimi albo prawie wszystkimi możliwymi zaułkami. Od rzeki, aż do górnej pieve. Pogoda była piękna, wciąż mimo listopada i wysokości na jakiej się znajdowaliśmy, było ciepło. Po leniwym spacerze ruszyliśmy dalej. Jak na każdą porządną wyprawę przystało, nadszedł już najwyższy czas, by w końcu się zgubić.  



ZAKOCHAĆ SIĘ to po włosku INNAMORARSI (wym. innamorarsi)

3 komentarze:

  1. Naturalne elementy szopek, mech, gałęzie dziwnie wygięte postaci z kory i gałęzi dla mnie niezwykłe i niespotykane. Najczęściej kojarzą mi się szopki z materiałem sztucznym lub elementami gipsowymi. Dla mnie bardzo ciekawe.
    A o.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapis w dzienniku zrobiony - kolejne miejsce - cel podróży wyznaczony... :) Dziękuje... :) Pozdrawiam i życzę miłego dnia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeźba z kory i gałęzi intrygująca. Na pewno zostanie zapamiętana przez wszystkich. Kamienny most cudowny :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj