Amatrice

Gruz

czwartek, sierpnia 25, 2016

Kiedy w środowe przedpołudnie Mario skwitował z goryczą podawany bilans około 30 ofiar słowami - będzie dobrze jak zatrzyma się na 200 - pomyślałam, że przesadza, że to niemożliwe. Ale potem zaczęliśmy śledzić wiadomości, minuta po minucie bilans ofiar niestety się zmieniał, a wieczorne wiadomości już podawały liczbę 120 zabitych… Opowiedział mi potem jak wygląda to z bliska, z punktu widzenia osób ratujących, o zagrożeniach, które czyhają na uwięzione pod gruzami osoby. Nie ze wszystkiego zdajemy sobie sprawę. 

Marche, którym nie raz na blogu się zachwycałam... Byliśmy niedaleko raptem kilka tygodni temu!!! Ponadto Umbria i Lazio, a wśród miasteczek, o których najczęściej się mówi są Amatrice, Arquata, Pescara del Tronto, Accumoli …
Amatrice, która przygotowywała się do festy "spaghetti all'amatriciana", pełna była ludzi. Poszła spać spokojna, a o świcie wyglądała już jak po bombardowaniu. Niewyobrażalne jak potwornym niszczycielem może stać się natura. Dla włoskojęzycznych i nie tylko podklejam link http://www.ansa.it/sito/notizie/cronaca/2016/08/24/terremoto-arquata-del-tronto-amatrice-pescara-del-tronto-morti-ansa_64039dc6-f68a-41a6-b73e-88d927465f5b.html

Runął zabytkowy hotel Roma, pod jego gruzami wciąż są ludzie. B&B pełne turystów. Szkoła i szpital. Wszystko zamieniło się w macerie
Wstrząsające słowa burmistrza Amatrice - miasta już nie ma.  
Wstrząsająca historia kobiety, która cudem uratowała się z trzęsienia ziemi w Aquila w 2009 roku i by zapomnieć o traumatycznych przeżyciach przeprowadziła się do miasteczka, które minionej nocy dotknięte zostało takim samym kataklizmem. W gruzach zginęła jej osiemnastomiesięczna córeczka…
Tylko nieliczne historie mają szczęśliwy finał … Babcia uratowała swoje wnuki wciskając je pod łóżko. Przeżyli. Ratownicy po wielu godzinach kopania uratowali w nocy ośmioletnią dziewczynkę. Udało się! Niestety wielu nie miało tego szczęścia. Jedenastoletni chłopiec wzywał pomocy, ta jednak nie zdążyła uwolnić go na czas. Dorośli i dzieci, całe rodziny. Potworne.  

W czasie kiedy w Italii nie przestawano mówić o tragedii na polskich portalach informacyjnych tytuły spadły na dalsze pozycje, zastąpiły je nowe. Tu oczywiście przez cały dzień nie mówiło się już o niczym innym. Dziś to samo. Najnowszy bilans to 247 osób. Rozumiem już o czym mówił Mario. Czy zatrzyma się na 300? Pewnie nie. Serce się ściska na widok scen jak z apokalipsy. 

Zupełnie inny jest dziś mój odbiór takiej tragedii, niż wtedy, kiedy nie mieszkałam jeszcze w Italii. To się dzieje tu. Patrzę na Marradi - sielskie, spokojne … Gdyby nadszedł podobny kataklizm i w ciągu nocy zamieniłoby się w gruzowisko? Z mojego domu nie byłoby co zbierać, to stare biedne mury...

Kiedy publikował się wczorajszy post, nie wiedziałam jeszcze o tragedii. Stąd moje "siwe kwiaty i zakurzone stopy". Złośliwości niektórych czytelników zupełnie niepotrzebne. Pracowałam od bladego świtu, nie mając nawet czasu na wgląd w aktualne wiadomości. Dopiero o 7.30 zadzwonił mój brat, budząc tym samym mój niepokój, bo telefon o tej porze z Polski nie wróży raczej nic dobrego. Powitał mnie pytaniem - Czy wszystko u nas dobrze?
A co ma być nie tak? - zapytałam. Okazało się, że tym razem złe wieści były stąd, nie z Polski, zaledwie 200 km, to wcale nie tak daleko. Przypomniało mi się, że zerwałam się w nocy przestraszona. Tak się już zdarzało, tak bywa, kiedy w nocy ziemia zakołysze. To musiało być wtedy.

Pytaliście mnie już dawniej i pytaliście oczywiście wczoraj - czy się nie boję?
Nie myślę o tym. Zazwyczaj się nad tym nie zastanawiam. Przeprowadziłam się tutaj z pełną świadomością tego, że Apeniny niestety obciążone są ryzykiem. Toskania też, choć najbardziej właśnie regiony wczoraj dotknięte kataklizmem. Są zapiski sprzed blisko 1000 lat, które donoszą o tragedii, która to pochłonęła kilka tysięcy ofiar! Trzęsienia powtarzały się przez kolejne wieki i będą powtarzać. To zupełnie naturalne, było i będzie. Niestety mimo zaawansowanej nauki nie można tego przewidzieć. Natura wciąż jest górą. Małe wstrząsy sejsmografy rejestrują prawie codziennie, nie mogą więc stawiać całego państwa na baczność dzień po dniu.Jedyne co człowiek może zrobić, to doskonalić techniki budowania domów, ale przecież Italia to historia, to kilkusetletnie domy z kamienia… Wyburzyć i postawić nowe??? Absurd.

Nie boję się. Mamy pewne przyzwyczajenia, o których w Polsce bym nie pomyślała, wpoił je nam Mario już wtedy, kiedy bywaliśmy tylko na wakacjach. Latarka zawsze jest na stałym miejscu. Telefon obok łóżka. Ubranie też. Wszystko może się zdarzyć. Dzieci w szkole co jakiś czas mają szkolenie - jak się zachować w czasie trzęsienia ziemi. Jeśli będziecie ciekawi takich instrukcji opublikuję je również tutaj. Dziś już i tak za bardzo się rozpisałam.

Jeszcze tylko jedna rzecz, piękna w tej całej tragedii. Jedność i pełna mobilizacja. Z całych Włoch ściągają wszelkie służby - oddziały policji, strażaków, protezione civile. Wolontariusze. Niosą koce, łopaty, wszystko to co może być potrzebne. Kolejki ustawiają się by oddać krew.  
Kiedy my spokojnie spaliśmy, całe zastępy ludzi pracowały bez chwili przerwy przy odgruzowywaniu i szukaniu ocalonego życia. Inni pomagali ocalonym. Namioty, kuchnia, łóżka. Mimo lata noce na tej wysokości są chłodne. 

Zegar na wieży w Amatrice zatrzymał się o 3.36 przy pierwszym wstrząsie, potem były następne, wciąż się powtarzały budząc strach. 

MACERIE to znaczy GRUZ - słowo, które najczęściej pojawiało się wczoraj we włoskiej telewizji. 

Jak pomóc?
Za pośrednictwem Caritasu: http://www.caritas.pl/caritas-dla-ofiar-trzesienia-ziemi-we-wloszech/ Sama jestem zwolennikiem pomocy bezpośredniej, nie do końca ufam instytucjom, ale podaję Wam rzetelnie informacje.
Jeśli jesteście w Italii możecie zjeść talerz spaghetti all'Amatriciana w restauracjach gdzie znajdziecie taką wizytówkę: 

Lokale, które przystąpiły do akcji, zobowiązały się przekazać poszkodowanym 2 euro od każdego zamówionego dania.