Jakby się znów wszystko sprzysięgło, jakby ktoś czary jakieś odprawiał...
Już nawet nie zdaję Wam relacji z moich ciągłych rozmów z telekomem, bo zaczyna przybierać to kształty farsy, bynajmniej nieśmiesznej. Jak żywa staje mi przed oczami nasza sytuacja z podłączaniem gazu, sprzed ponad roku.
Muszę się dobrze nagimnastykować, by codzienność okiełznać - z lekcjami, z moimi postami, z pocztą, ze zwykłymi domowymi obowiązkami.
Usiadłam wczoraj w południe i rozpałakałam się jak małe dziecko. W głos. Z bezsilności. Ze zmęczenia. Z nie wiadomo czego. Tak mnie to wszystko przygniotło, że musiałam dać upust emocjom. A jeszcze zwykle w takich momentach znajdzie się ktoś, kto służy "dobrym" słowem i przysłowiowy gwóźdź do trumny wbije. A to już całkiem pogrąża i tylko moją niechęć do ojczyzny pogłębia. Bo "dobre" słowo niestety zwykle jest po polsku.
Jednak, kiedy wieczorem kładłam się do łóżka i jeszcze raz zatrzymałam się myślami nad minionym dniem, uświadomiłam sobie (po raz enty!), że nie jestem sama, że są osoby, na które mogę liczyć i nawet prosić nie muszę. Ktoś sam pomyśli, że trzeba mi pomóc z odtransportowaniem dzieci do szkoły (grazie Rosa! grazie Antonia!), że trzeba mnie przewieźć z punktu a do punktu b, bo blog, bo lekcja, bo internet, bo ciężkie zakupy, bo pada, bo zimno (grazie Mario!). Inny znajomy widząc mnie w barze zdesperowaną, jak rozpaczliwie szukam sygnału, stawia przede mną butelkę wina, bo dobre, dla uśmiechu, żeby było miło (grazie Stefano!). Na koniec dnia zjawia się jeszcze ktoś z garnkiem aromatycznego ragu' z dzika (grazie Lorenzo!). Chyba nie mogę krzywo patrzeć na świat...
To dobre miejsce, dobrzy ludzie. Pozytywna atmosfera tego miasteczka otula mnie ciepłem i rozciąga nade mną coś, niby parasol ochronny, by smutków za wiele na głowę nie spadło.
OMBRELLO to znaczy PARASOL (wym. ombrello)





