Niestety pogoda nie miała wczoraj specjalnych względów dla Jubitatów. Patrzyliśmy z tęsknotą w kierunku Monte Lavane, które z każdą chwilą spowijało się coraz bardziej w sinościach chmur. Nie mogliśmy jednak całkowicie zrezygnować z wyprawy, bo placak z prowiantem był już przygotowany, wygodne buty i aparat również, wystarczyło więc tylko znaleźć odpowiedni kierunek. Ponieważ zwykle w dniu urodzin delikwenta, robimy to, co tenże sobie życzy, zatem i tym razem to Paw zdecydował o miejscu. I w taki oto sposób poszliśmy kolejny raz na Trebbanę, ale że towarzyszyli nam ostatni wakacyjni goście - starzy przyjaciele, dla których miejsce było absolutnym novum, również i nasza radość była pełniejsza. To dla mnie wielka przyjemność prowadzić kolejne osoby do miejsc moich ukochanych, do zakątków niemożliwych do odkrycia dla zwykłego turysty. Czuję się wtedy tak jakbym miała klucze do skarbca, jakby ktoś powierzył mi największe sekrety świata, którymi mogę się podzielić.
Pogoda nas nie rozpieszczała, choć na górskie wyprawy lepiej tak, niż afrykański upał. Jedynie wiatr dawał nam popalić i znów śmiertelnie przerażał Mikołaja, zwłaszcza na odsłoniętych fragmentach szlaku, kiedy ten piął się wzdłuż grani. Widoki jednak niezmiennie wynagradzały wszelkie niedogodności. To oczywiście nie to samo, co morze szczytów widoczne z Monte Lavane, ale tak czy inaczej panorama stereo - Toskanii i Romanii jest dla mnie cudem najprawdziwszym.
Nie zdarzyło mi się nigdy w górach pomylić drogi, aż do wczoraj. Na szczęście dość szybko zorientowaliśmy się, że ścieżka, którą zwykle chodziliśmy była jakaś inna i natychmiast się cofnęliśmy. A wszystko to wina krzaków cornioli, które chcieliśmy przedstawić naszym gościom i tak nas one rozkojarzyły, że jak cielęta poszliśmy w złą stronę. No cóż - zdarza się nawet najlepszym!
| Corniole |
Trasę na Trebbanę już kiedyś opisywałam, więc niezręcznie jest mi się powtarzać. Był i dąb stary i opuszczone ruiny kamiennych domów, które tkwią samotnie rozproszone po wzgórzach. I ilekroć obok nich przechodzę, dotykam pozostałości murów i wyobrażam sobie jakie historie kryją, kto w nich mieszkał, kto kochał, kto nienawidził, kto śmiał się tam i płakał. Dlaczego zostały opuszczone, co stało się z mieszkańcami? Chciałabym to wszystko wiedzieć ...
Ostatni przystanek to kamienny kościół. Kościół na Trebbanie. Wśród kasztanów i leszczyny. Samotny od wieków. Obok stoły dla turystów, pielgrzymów, skautów. Siadamy i my, wyciągam kanapki z jajkiem, kurczakiem, z grilowanymi warzywami, odkorkowujemy wino. Zajadamy z apetytem. Znów chciałabym zatrzymać czas...
| Trebbana |
| Kanapki i wino |
| Niezwykłość, pocałunek i aniołek kobieta |
| U stóp krzyża |
| Lekcja geologii |
| Jeżyny |
| Czułość |
| Powrót |
słówko na dziś to CAMMINARE - CHODZIĆ (wym. kamminare)





