To był przedziwny dzień. Zaczął się wspaniałą niespodzianką. Choć moim zdaniem wspaniała to w tym wypadku niewystarczające słowo. Po pierwsze uświadomiłam sobie, że już dawno nikt nie zrobił mi niespodzianki - takiej niespodzianki od serca, że ktoś pomyślał co sprawiłoby mi przyjemność. I właśnie to co było tą niespodzianką przyprawiło mnie o jego silniejsze bicie. Wychodząc w południe do Marradi przed drzwiami wejściowymi znalazłam torbę z książkami...
Toskania, Florencja, Lorenzo, Mugello, Alto Mugello... W tym momencie kompletnie odechciało mi się iść po zakupy. Zamiast tego miałam ochotę usiąść na progu i zacząć czytać od razu! Grazie mille!
Jeśli dzień tak pięknie się zaczyna to musi to być, mimo innych przeciwności i potknięć, dobry dzień i rzeczywiście dzień 31 maja 2021 na zawsze pozostanie w mojej pamięci i nie mam tu na myśli urodzin Mario.
Ale najpierw o tych urodzinach, bo przecież siedemdziesiąt, to nie byle co!
Mario wszystkim ogólnie i każdemu z osobna bardzo dziękuje za życzenia!
Spryciula skasował dzień wcześniej datę urodzin z profilu fejsbukowego w nadziei, że nikt nie zauważy i nikt o urodzinach nie będzie pamiętał. Nie bez cienia goryczy powiedział, że chwalić się nie ma czym - co według mnie jest bzdurą.
Przyznał, że z tą nową liczbą na liczniku trochę mu nieswojo, ale chciał nie chciał będzie się musiał przyzwyczaić.
Wieczór i kolacja udały nam się pięknie. W roli tortu wystąpiła tym razem Mario ulubiona torta di riso, czyli ciasto ryżowe, które smakowało przednio i sam Jubilat za jednym przysiadem pochłonął go tyle, ile zwykle Tomek pochłania przez całą niedzielę. Radość.
Po kolacji na szklaneczkę prosecco dołączył do nas brat Mario i w miłym towarzystwie dopełnił się urodzinowy wieczór.
Toast prosecco wznosiliśmy wczoraj dwa razy. Raz za zdrowie Mario, a drugi raz za podpis, który złożyłam kilka godzin wcześniej pod... umową z wydawnictwem. Oto urzeczywistnia się moje marzenie, zaczyna owocować to na co pracuję przez tyle już lat. I nie pytajcie proszę o szczegóły, ani nie spekulujcie odnośnie tematyki, bo i tak na tym etapie nie mogę się nimi podzielić. Proszę o uszanowanie tego. O szczegółach opowiem, kiedy przyjdzie na to pora.
Dziś mogę tylko ogłosić, że za jakiś czas ukaże się "książka", taka prawdziwa, papierowa opatrzona moim nazwiskiem. Poradujecie się ze mną?
Poproszę też o kciuki, bo te będą mi teraz bardzo potrzebne. Mam tremę - to na pewno. Mam też poczucie, że małymi kroczkami wcześniej czy później dochodzi się do upragnionego celu. I w końcu mam nadzieję, że to będzie początek wielkiej przygody. Tylko ci, którzy naprawdę dobrze mnie znają, wiedzą ile to wszystko kosztowało mnie pracy, samozaparcia, konsekwencji i ile daje mi dziś radości. Jednocześnie też nauczyło mnie cierpliwości, pokory i poddania się rytmowi życia. Wszystko przychodzi we właściwym momencie, niekoniecznie wtedy kiedy byśmy sobie życzyli. Wszystko w życiu ma swój czas...
DOBREGO DNIA!
MAŁE KROKI to po włosku PICCOLI PASSI (wym. pikkoli passi)








