Koralik sobotni.
- Mamusiu - woła zdyszany Mikołaj od progu - w cantinie coś jest!
- Co?
- Coś hałasuje.
- Kochanie nie przesadzaj, może to jakiś duży owad tłucze się o szybę.
Znika i zaraz wraca, a policzki z wrażenia mu płoną.
- Mamusiu tam naprawdę COŚ jest!
- Och … - przewracam oczami, ale zaraz przychodzi mi do głowy - matko! Chyba nie kot???
- Poproś Tomka, żeby sprawdził, a może to jakiś ptak?
Znów odwraca się na pięcie i biegnie do brata.
Po kilku minutach słyszę okrzyki.
Rzeczywiście do wiaderka w cantinie wpadła jaskółka - tak nam się przynajmniej zdawało, że to jaskółka. Tomek jak ekspert założył rękawiczki i wyniósł wiaderko z ofiarą przed dom.
- Wyjmij ją na trawkę w cieniu drzewa.
Ptaszek trzepotał histerycznie skrzydełkami, ale Tomek w końcu go okiełznał i wyciągnął z plastikowej pułapki.
- Trzeba go napoić, nie wiemy jak długo tam tkwił biedaczek. Weź miseczkę wody i spróbuj dać mu po kropelce.



Uwolniona jaskółka była niemrawa i początkowo nawet moczenie dzioba zupełnie jej nie interesowało. W końcu jednak zaczęła pić łapczywie najpierw z palca, potem sama z miseczki. Zmoczył jej Tomek łepek, skrzydełka. Ta popatrzyła na niego w końcu trzeźwymi, szeroko otwartymi oczami, główką pokręciła, jak ktoś kto wstaje od biurka po ośmiu godzinach pracy, skrzydełka rozłożyła i … odleciała.
- Dlaczego ona odleciała? - pytał rozgoryczony Tomek.
- Uwolniłeś ją, uratowałeś jej życie! Jestem z ciebie dumna.
- Ale myślałem, że z nami zostanie…
- Lepiej, że odleciała, widać nie opadła całkiem z sił i nic sobie wcześniej nie zrobiła, powinieneś być zadowolony.
- Jestem, ale chciałem żeby z nami trochę pobyła.
- Nikogo nie można trzymać w niewoli… Dla niej nie ma nic piękniejszego niż latać na wolności.
Z "niekoralików", czyli wydarzeń wielkich:
Dziś o 21.00 na placu w Marradi TRIAL INDOOR! Wielkie wydarzenie, niezwykły spektakl! Kto jest w pobliżu - zapraszam!
UWOLNIĆ to znaczy LIBERARE (wym. liberare)





