Mieszkam, bez wątpienia, w jednym z najbardziej fotogenicznych miejsc świata. Dla mnie i dla mojej fotograficznej pasji to prawdziwy raj. Tu wszystko inspiruje, wszystko prosi się o swój kadr - poranne macchiato, kieliszek wina, czarwone dachy, łagodne wzgórza, talerz domowej pasty, gdzie nie spojrzeć tam ... pięknie. Jednak jest coś jeszcze. Coś co inspiruje bardziej niż malownicze rzędy cyprysów.
Zawsze uważałam, że najwdzięczniejszym obiektem do fotografowania są ludzie. Wyłapuję ich w tłumie, na sagrach, na ulicy, niektórzy są nieświadomi, inni sredecznie się uśmiechają i pozują z radością.
Ponieważ, to moje fotograficzne zacięcie stało się już w Marradi dość znane, więc czasem jestem proszona o sesje indywidualne. Już kiedyś pokazywałam Wam zdjęcie przyszłych rodziców, a tym razem przedstawiam Wam marradyjskie rodzeństwo Amandę i Eddiego.
Sesja w kasztanowym gaju odbyła się pod koniec października. Nie mogłam wcześniej tych zdjęć opublikować, ponieważ miały być dla kogoś prezentem - niespodzianką. Dziś jednak za zgodą mamy chwalę się i tym samym przybliżam marradyjskie twarze najmłodszego pokolenia. Sesja miała też swój ciąg dalszy w szerszym gronie, ale i ta ma być dla kogoś niespodzianką, zatem dziś część pierwsza.
Grazie Martina!
BAMBINI to znaczy DZIECI





