- Chłooopcyyyy... Chłopcy.... Wstawajcie....
- Mmmmm...
- Wstawajcie! Dziś 1 grudnia! - wyciągam podstępnie asa z rękawa, przekonana, że śpiochy zaraz zerwą się na równe nogi.
- Mamusiu, worek mogę otworzyć też po południu. Spokojnie. Nie przekonasz mnie. - Nakrywa się kołdrą na głowę i przekręca na drugi bok.
I tym sposobem koronny argument szlag trafił.
Ale oczywiście to było tylko takie droczenie się, bo zaraz obydwaj dźwignęli się z łóżka i dalej rozpracowywać pierwszy woreczek. Urośli, ale nic z tej dziecięcej radości jeszcze nie ubyło. Na szczęście...
Pamiętacie jak się w zeszłym roku Matka Polka napracowała, na jakie artystyczne wyżyny się wzbiła?
Ja do końca życia będę to pamiętać, ilekroć spojrzę na haftowane woreczki. Ileż to ja się nadłubałam, naplątałam. Dzień w dzień. Bez chwili przerwy, żeby zdążyć na czas. Jeszcze 30 listopada "buon natale" czerwoną nitką haftowałam i doczepiałam do łańcuszka.
Ale dzięki temu w tym roku, nie musiałam ani wymyślać, ani dłubać. Nie żebym nie lubiła, rzecz jasna, ale z wolnym czasem ostatnio tak marnie, że nie wiem co by to było, gdybym w zeszłym roku do zadania nie podeszła na serio. A dzieci czekają.... I choć z każdym rokiem starsze, to ani myślą rezygnować z dziecięcych przyjemności.
Wyciągnęłam wczoraj kalendarz ze świątecznego pudła, zawiesiłam na tych samych gwoździach, przyczepiłam kilka gałązek ostrokrzewu. Poupychałam do woreczków niespodzianki i tak oto chłopcy czas do świąt mogą odliczać.
Dziś też z okazji 1 grudnia śniadanie na jakie czekali chłopcy, pachnące zimą i świętami - panettone (dla Mikołaja "bez śmieci") i kakao.
Dobrego grudnia!
WYMYŚLAĆ to po włosku INVENTARE (wym. inwentare)





