codzienność

Wyfrunąć z klatki

niedziela, sierpnia 02, 2015


Dobra, a nawet bardzo dobra wiadomość jest taka, że w Toskanii jednak nie czuć jeszcze jesieni! To, że ja - wariatka - KasiaN - już tęsknię za latem to jedno, ale to, że nadejście jesieni jest jeszcze odległą sprawą to drugie. Byliśmy na szczytach i na polach, na przełęczach i w lasach, zagłębiliśmy się w mugellańskie zakątki, a tam nic tylko zieleń przetykana fioletem dzwonków, spelciona z promieniami późnego słońca, zieleń młoda i soczysta, której nie zaszkodziły nawet afrykańskie upały i długie tygodnie bez deszczu.


Jesieni nie czuć nawet w powietrzu, nie zdradza się też dźwiękami, a zatem to znak, że jest jeszcze daleko. Powietrze wciąż pachnie tak słodko - kwiatami polnymi i miętą, w uszy wdziera się bezczelnie cykadowe koncertowanie i wciąż jest tak ciepło, że o niczym do narzucenia na grzbiet myśleć nie trzeba. Nawet jeśli od kilku dni mamy załamanie pogody i temperatura z 40 spadła do 30 stopni, to skarżyć nie ma się na co, przynajmniej zieleń dostała to, co jej do życia niezbędne, moje pomidory też!



Znów się rozczulam, wciąż niezmiennie się wzruszam na sam widok nieskończoności szczytów toskańskich Apeninów. Może nawet wzruszam się jeszcze bardziej niż kiedyś, bo teraz są jakby bardziej moje, teraz je znam. Tu Sambuca, tam Romagna, tu Marradi, tam Lozzole. Muszę o tym napisać przed szerszym gronem, jeśli ktoś kocha trekking, lepsze miejsce trudno sobie wyobrazić!  


Mam wrażenie, że i dzieci z wiekiem coraz bardziej doceniają to, że żyją w takim miejscu. Tutaj nauczyły się kochać naturę, tu znalazły przestrzeń, tu wszystko ich inspiruje i popycha do własnych odkryć i nowych zabaw. Kiedyś idąc do Marradi Mikołaj wskazał na jeden z budynków i powiedział:
- Patrz mamusiu, jak oni mogą tam mieszkać??
- Przecież to normalna kamienica - określenie blok nie bardzo tu pasuje, bo w Toskanii nawet one wtapiają się w krajobraz. - Chciałam zauważyć, że jeszcze dwa lata temu my też tak mieszkaliśmy. Ba! Nasz blok był trzy razy większy niż ten, jednak wciąż niewielki jak na Warszawę. 
- Ale my już będziemy zawsze tylko w domu mieszkać, dobrze?
- I przy rzece! - dodaje Tomek.
- Nie po to wynieśliśmy się z miasta, by znów dać się zamknąć w apartamento. Gdybyśmy musieli zmienić obecny dom na coś mniejszego, to wolę najskromniejszy nawet domeczek, niż wygodne lokum w kamienicy. 
- My też! 
Ja, która zawsze mówiłam - dom??? Nigdy w życiu! Zimą odgarnianie śniegu, jesienią liście, wiosną trawa do koszenia. Przy domu człowiek zawsze ma coś do roboty! Nie, nie i jeszcze raz nie!!
Dawne czasy ... Teraz bez tej roboty nie umiałabym żyć. Kiedy człowiek fizycznie pracuje chyba wolniej się starzeje. Tak jakby ciało skupione na wysiłku, nie miało czasu na podporządkowanie się procesom upływu czasu. 



Wcześniej nie zwróciłam na to uwagi, ale dopiero teraz rozmawiając z chłopcami nagle mnie olśniło - blok ma klatki! Kamienica ma klatkę! Klatka ... już samo słowo sprawia, że brak człowiekowi powietrza w płucach! Mieszkam w pierwszej klatce... ja w drugiej ... jak szczury, jak ptaki, które nie mogą nawet rozłożyć skrzydeł. 



Teraz tak właśnie się czuję - jak ptak, który wyfrunął ze swojej klatki i nie może nacieszyć się przestrzenią. Właśnie dlatego wciąż piszę o górach, widokach, drzewach, kwiatach i zapachu powietrza. Nie tylko dzieci nauczyły się tu świata, mam wrażenie, że nawet ja osoba dorosła, dopiero tutaj go odkryłam... 


KLATKA to po włosku GABBIA (wym. gabbia)