Fioletowy, owocowy wrzesień

środa, września 03, 2014


- Mamusiu - zarzuca mi Tomek ręce na szyję i przytula się całym sobą, jeszcze gorący, rozespany - ja już czuję szkołę!
- Nie przesadzajmy, macie jeszcze ponad dziesięć dni wakacji! Dzieci w Polsce już w ławkach siedzą - pocieszam jak umiem.
- Ale wiesz czemu dziś rano tak to mocno poczułem?
- Nie, nie wiem.
- Bo na szafie nie było światła!
- ??
- Widzisz, kiedy w wakacje codziennie rano się budziłem, promienie słońca wpadały do pokoju i cała szafa była oświetlona, a dziś nie!
- Ach biedaku mój! Dni są już krótsze... Poza tym dziś pochmurno. Mi też w takich momentach jest smutno...

Wrażliwość po mamusi! Wypisz wymaluj mój syn! 
I choć robi się dookoła tak pięknie, winogrona aż kipią fioletem, jeżyny dorodne i kasztany dojrzewają, a w Marradi już wisi transparent z reklamą październikowej sagry, to ja też powakacyjnej nostalgii z głowy przepędzić nie umiem.


Zajmuję myśli czym mogę i ręce i nogi! Korzystam z tego co daje wrzesień. Grzyby chwilowo się zatrzymały, ale za to innych łakoci natura nie skąpi. Po serii konfitur gruszkowych, teraz każdego dnia wyruszamy na jeżyny, przynosimy do domu pudełka słodkich owoców, by potem zimą móc cieszyć się marmoladą z "more", jak mówi Mikołaj (mora - jeżyna). Przesmażylam też małe jabłuszka, z dzikiej jabłonki, którą znalazłam na Cavallarze. Czekają w kolejce figi i dzikie śliwki, z tych ostatnich spróbuję zrobić słynne tu "prugnolino". 




ŚWIATŁO to po włosku LUCE (wym. lucze)