Ostatni raz byliśmy na złotych łąkach zimą. To jedno z tych miejsc, które nie traci nic ze swego uroku ani w deszczu, ani we mgle. Nie mogłam się jednak doczekać, by jeden moich ukochanych zakątków zobaczyć w wiosennym rozkwicie. Zatem w ciepłe majowe popołudnie, kiedy dzieci były jeszcze w szkole, wzięliśmy aparat i we dwoje uciekliśmy w góry na krótki spacer.
Złoto zniknęło, zamiast niego łąki ociekają soczystą zielenią. Spomiędzy traw przebijają połacie żółtych i liliowych kwiatów. Te drugie to oczywiście tymianek.
Gdybym tak mogła tu zamieszkać. Całkowicie poza światem. Budzić się co rano i słuchać ciszy. Zawiesić linową huśtawkę na starym, samotnym dębie. Wyjść przed dom i iść przed siebie, dokądkolwiek nogi poniosą i nie spotkać żywej duszy, jedynie ślady wilka na ścieżce. Latem cieszyć się zapachem ginestre, dzikich róż i tymianku, a zimą mgłą i rosą czepiającą się złotych resztek. Gdybym tak mogła...
Może jeszcze nie dziś, może nawet nie jutro i nie za tydzień, ale kiedyś znajdę swoją górę kamieni, która stanie się moim domem. Może to właśnie te rudery obok starego dębu, rozsypujące się, obrośnięte bluszczem i jeżynami, dziś jeszcze dla mnie niedostępne?
Ale przecież dziś nie trwa wiecznie... Kiedyś wszystko się uda... Kiedyś wszystko będzie...
Ale przecież dziś nie trwa wiecznie... Kiedyś wszystko się uda... Kiedyś wszystko będzie...





