- Będziesz odprawiać czary woo doo? - zapytał Tomek, kiedy zobaczył mnie z miską pełną kwiatów zanurzonych w wodzie.
- Nie, nie woo doo, ale powiedzmy, że to też czary... To woda świętego Jana...
Tomek pokręcił głową, uśmiechnął się pobłażliwie i nic już nie powiedział, a ja tak jak nakazuje stara legenda, o zachodzie postawiłam misę przed wejściem do domu...
Dawno temu uważało się, że noc świętego Jana pomiędzy 23 i 24 czerwca jest nocą magiczną. Moment, kiedy to słońce jest w swoim maksimum i tym samym daje naturze niezwykłą moc. Starożytni wierzyli, że tej nocy opada "rosa bogów", że właśnie w czas letniego przesilenia nowo narodzeni bogowie przechodzili do świata właśnie jako rosa...
W późniejszych czasach ten moment był dedykowany świętemu Janowi Chrzcicielowi. Noc poprzedzająca 24 czerwca była rozpoczęciem nowej pory roku, kiedy to natura jest w swoim największym rozkwicie. Inna legenda mówi, że tej nocy słońce poślubia księżyc. Słońce - przedstawiane jako ogień, stąd tradycja palenia ognisk i księżyc - przedstawiany jako woda... Woda - rosa...
I tak dawno temu narodził się tu - czy tradycja jest obecna w innych krajach, tego nie wiem - zwyczaj przygotowania wody świętego Jana. 23 czerwca zbiera się najróżniejsze zioła i kwiaty. Czytałam o różnych recepturach, niektóre różniły się od siebie składem, jednak w każdej z nich pojawiały się: dziurawiec, ruta, szałwia, rozmaryn, mięta, lawenda, bylica, dzika róża, rumianek, bazylia, majeranek, werbena, malwa i jeszcze kilka innych...
Prawie wszystko to znalazłam na otaczających Biforco łąkach, resztę we własnym ogródku. Przy okazji podarowałam sobie piękny, samotny spacer i przez chwilę czułam się jak prawdziwa zielarka.
O zachodzie słońca należy zebrane kwiaty i zioła zanurzyć w wodzie i wystawić je przed dom. W nocy zbiera się na nich rosa, która to - jak kiedyś wierzono - ma działanie magiczne. Odstrasza to, co złe, odgania choroby, zapewnia dobrobyt, oczyszcza...
O świcie 24 czerwca należy zebrać delikatnie rosę i obmyć nią dłonie i twarz.
Niech się nikt nie śmieje! Nie, że nagle zrobiła się ze mnie jakaś szeptunka czy czarownica. Tak naprawdę mało jest rzeczy, w które wierzę, ale czy przygotowanie wody Świętego Jana i obmycie twarzy rosą to nie piękna tradycja? Jestem przekonana, że w naturze jest moc, której my dziś nie doceniamy. Wspaniałe jest wskrzeszanie starych tradycji...
Moja woda pachnie niezwykle!
ROSA to po włosku RUGIADA (wym. rudżiada)





