Alto Mugello

Tajemnice toskańskich granic

piątek, czerwca 09, 2017


Pewnie jeszcze kilka kroków i byłabym w Emilii - Romanii. Gdzieś tu niedaleko musi przebiegać granica. Być może zaraz za murem tego małego opuszczonego cmentarza, na którym spośród traw wyłaniają się pojedyncze groby, krzyże i płyty przechylone, a na nich naznaczone upływem czasu wyblakłe zdjęcia… Sztuczna kalia wetknięta za zasuwkę furtki pozwala myśleć, że czasem ktoś jeszcze tu bywa, choć pewnie raczej wędrowcy, poszukiwacze zapomnianych szlaków, ciekawi nieznanego, ludzie podobni do mnie, wątpię by byli to dawni mieszkańcy albo ich przodkowie. 


Stok pokrywa gęsty słodko pachnący dywan ginestre, wygląda tak jakby odbijało się w nim czerwcowe toskańskie słońce. Poza ginestre łąki rozbrzęczane, rozświergotane, w niezliczoności tonacji i kolorów. I tu właśnie wyłania się dach czerwony, wypalony słonecznymi promieniami, a za nim jeszcze jeden na pół zapadły w sobie. Kamienne mury ostatkiem sił dzielnie go podtrzymują. Kto wie, ile lat temu życie wyprowadziło się z tych domów, kto wie do kogo teraz należą. Czy były częścią kościoła, który jako jedyny mimo kilku wieków wciąż całkiem dobrze się trzyma? 


- Dawno nikt ich nie otwierał ...
Drewniane drzwi ani drgną. Zlepione siatkami pajęczyn, które jak niemi strażnicy strzegą wejścia. Obok tabliczka San Michele a Monti… Nie liczyłam dziś na takie "znaleziska". Miała być tylko rzeka, a tymczasem Mugello znów tak pięknie zaskoczyło. Mogę spać spokojnie, wciąż mam tu wiele do odkrycia.


Sakrum, łąki, Appennino, poezja w czystej postaci. Tymczasem obok robi się mały zamęt. Mężczyźni przeganiają krowy na inne pastwisko. Stoję jak zaczarowana, bo wciąż nie mogę się nacieszyć tą otaczającą mnie toskańską swojskością, tym wszystkim co mam na co dzień... Kamiennym kościołem z XIII wieku, cyprysami na zakręcie, owcami, krowami, morzem zielonych wzgórz, rzeką poszatkowaną wodospadami i czerwcowym zapachem lip … Tak … Już pachną...  




PASTWISKO to po włosku PASCOLO (wym. paskolo)

dom

Świat jak w wierszach Pascoli

poniedziałek, grudnia 12, 2016


Mój krótki urlop - nazwijmy go urlopem - dobiegł końca. Oczywiście nigdzie dalej nie pojechałam, szczególnie też nie wypoczęłam, bo co to niby jest taka garstka wolnego. Najważniejsze jednak jest to, że miałam te kilka dni, by nacieszyć się spacerami z dziećmi, a potem z Bratem … Choć zimno dotarło i do nas, to słońce dzielnie pełniło wartę przypominając nam, że przecież jesteśmy w Toskanii i nawet zima nie musi być taka straszna.


W piątek ruszyliśmy w góry, bo Mario chciał pokazać mi kamienne domy, o których jeszcze nie słyszałam. Zdaje się nieprawdopodobnym, ale są takie... Znów się zachwyciłam, znów patrzyłam z tęsknotą na stare mury osadzone w miejscach tak pięknych, że aż nie chciało się wracać, znów zamarzyłam - jak niezwykle byłoby mieszkać ponad dolinami i świat mieć u stóp, wśród natury, w ciszy zakłócanej tylko szumem starego dębu...


- Przytulę drzewo.
- Przytul drzewo! Babcia zawsze mówi, że to dobrze robi. Ponoć w drzewach jest dobra energia. 
Tomek przytulał dęby wiekowe i małe sosenki, gonili z Mikołajem po zielonych łąkach, a potem turlali się z radością, tak jak tylko dzieci potrafią...


  - Popatrz mamusiu - zawołał Mikołaj - czy to nie tak jak u Pascoli? Ta poesia, której uczyłem się na pamięć!
- Lavandare … Niesamowite! Wiesz, że też sobie o niej teraz pomyślałam?
Nel campo mezzo grigio e mezzo nero
resta un aratro senza buoi, che pare 
dimenticato … - zacytował. 

- Tylko to nie aratro, a chyba siewnik… Ale poza tym wszystko się zgadza... 


 - Zjedzmy teraz, a potem pójdziemy dalej.
- Ale jak zjemy, to możemy się tu chwilę pobawić? 
- Możecie, ja będę karmić oczy.


Czasem patrzę na dzieci, kiedy śpią snem spokojnym, beztroskim i zalewa mnie fala wzruszenia, fala miłości, o której opowiedzieć nie sposób. Podobnie się czuję, kiedy wzrok zatapiam w morzu sinych wzgórz niknących na horyzoncie w grudniowym przydymieniu, tej miłości też wyrazić słowami nie umiem, nie mija, nie powszednieje, nie gaśnie, wzrusza tak, że czasem w gardle ściska… Moja ukochana Toskania...



 Motyle nad głową i mlecze w trawie zupełnie jakby zapomniały o zimie.
- Nie leż na ziemi, zimno jest!
- Ale tak tu dobrze…
- Mamusiu mam dla ciebie kwiatek! Popatrz!


 Kwiatki, mchy i drogi polne, szlaki liśćmi dębowymi wyściełane, Pascoli w głowie i szum drzew w uszach...

Nel campo mezzo grigio e mezzo nero
resta un aratro senza buoi, che pare 
dimenticato, tra il vapor leggero. 
E cadenzato dalla gora viene 
lo sciabordare delle lavandare 
con tonfi spessi e lunghe cantilene: 
il vento soffia e nevica la frasca, 
e tu non torni ancora al tuo paese! 
quando partisti, come son rimasta!
come l'aratro in mezzo al maggese.


PŁUG to po włosku ARATRO (wym. aratro)